Witam! Praca, praca i jeszcze raz praca zmusiła mnie do takiej długiej przerwy w tym opowiadaniu. Ale już jest!
Dziękuję za komentarze, polubienia i śledzenia!
Miłego czytania.
Loki gnał przez korytarze asgardzkiego pałacu, w kierunku komnaty jego matki, nie zważając na sługi, na które raz po raz wpadał z impetem. Gdy tylko znalazł się pod drzwiami, służąca jego matki - niebieskooka przedstawicielka Alfów, Kaeira, piękna dziewczyna o długich, białych włosach, w które Loki niejednokrotnie wplatał kwiaty, gdy był dziecięciem - ukłoniła się mu.
- Dobrego poranka, mój książę - pozdrowiła go z uśmiechem na twarzy.
- Chcę się widzieć z matką. - Loki zrobił krok do przodu, ale kobieta go powstrzymała. Czarnowłosy pół bóg posłał jej spojrzenie pełne zmieszania.
- Królowa udała się do ogrodu - Kaeira kiwnęła głową na służkę stojącą przy końcu korytarza. Zielonooka dziewczyna w brązowo-białej sukni, podeszła do dwójki. Ukłoniła się Lokiemu, unikając jego wzroku i oczekiwała na słowa Kaerii. - Zaprowadź księcia Lokiego do ogrodu, gdzie znajduje się królowa.
Służka pokiwała głową i ruchem dłoni wskazała kierunek, w którym mieli podążać. Loki ruszył przed nią, w głowie przywołując wspomnienia z poprzedniej nocy. Nadal nie do końca pojmował, dlaczego matka przysłała mu tego sługę, a co więcej, dlaczego kazała mu zostać jego nałożnicą. Musiał się dowiedzieć prawdy jak najprędzej.
Dziewczyna otworzyła przed Lokim drzwi, prowadzące do ogrodu, puszczając go przed sobą.
- Dalej pójdę sam. - Zdziwiła się tymi słowami, ale ukłoniła się księciu i wróciła do środka pałacu, a Loki ruszył w stronę swej matki.
Pałacowy ogród Friggi był jednym z najpiękniejszych miejsc w całym Asgardzie. Loki śmiał nawet twierdzić, że był piękniejszy niż cały ozłocony pałac. Wypełniony kwiatami i drzewami pochodzącymi ze wszystkich dziewięciu królestw, zadziwiał księcia swoją tajemniczością, kryjącą się w każdym liściu, kwiatku, czy niepoczętym do życia jeszcze pąku za każdym razem, kiedy przekraczał jego złote bramy. I tym razem nie było inaczej. Kiedy tylko stopy Lokiego spoczęły na brunatnej ziemi alejki, która wiła się pomiędzy drzewami, niemal natychmiast poczuł magię tego miejsca, czuł, że tajemnica, którą w sobie ten ogród skrywa, rozpływa się, ukazując skrywane pod jej powłoką piękno ogrodu, przy każdym jego następnym kroku.
Frigga kolekcjonowała przez lata rośliny, które otrzymywała w prezencie od królowych z pozostałych światów, jak i te, które Loki przynosił jej z wielu swych podróży po światach. Ogród dzielił się na cztery części, każda z nich symbolizowała jedno tysiąclecie małżeństwa Friggi i Wszechojca. To dla swojej królowej, Odyn stworzył ogród, jako dar dla swej nowo poślubionej żony. W pierwszej części ogrodu znajdowały się wysokie drzewa, część z nich przybyła tu z Wanaheim. To po tych drzewach Thor i Loki wspinali się przed laty, gdy wciąż byli dziećmi. Zbliżając się do końca alejki, Loki dostrzegł najniższe, najbardziej niepozorne drzewo ze wszystkich. Przystanął przed nim i przyjrzał mu się dokładniej. Wiecznie kwitnąca wiśnia. Było to chyba najbardziej czarujące i urodziwe drzewo w tej części, pomimo swoich rozmiarów. Jego wysokość, grubość i lekkość kontrastowa wręcz z bujną koroną. Urocze, drobne płatki, jasnoróżowych kwiatów powiewały delikatnie na wietrze, posyłając w świat za sobą niesamowity zapach, który działał kojąco wszystkie zmysły. Rozkoszując się tym zapachem, czarnowłosy mężczyzna ruszył dalej, spoglądając raz po raz na kruki Odyna - Hugina i Mugina - które latały nad jego głową.
- Wredne ptaszyska. I po co mnie obserwujesz? - mruknął pod nosem, wiedząc, że i tak ojciec go usłyszy przez swoje pupile. - Spotykam się z matką, nie planuje nikogo zabić ani opuścić pałacu.
Loki ruszył dalej, w końcu w czwartej części ogrodu dostrzegł swoją matkę. Frigga siedziała przy marmurowym, okrągłym, jasnym stoliku, tuż pod drzewem Igharet. Długie, czerwono-zielone liście rzucały na nią cień, chroniąc od słońca wysoko ustawionego na niebie. Królowa była odziana w błękitno-złotą suknię, z długimi, rozszerzanymi rękawami. Jej złote, lokowane włosy upięte były w kok. Na jej szyi spoczywała piękny złoty wisior, otrzymany od Odyna, w dniu narodzin Thora.
Gdy tylko zauważyła zielonookiego, na jej piękną twarz wstąpił uśmiech, który rozjaśniłby każde niebo.
- Mój synu. - Frigga wstała, otwierając swe ramiona, by Loki mógł się w nie wtulić, jednak Loki zatrzymał się przy krańcu stołu. - Napij się ze mną ziołowego naparu.
- Dlaczego go przysłałaś do mej komnaty, matko? - Loki zacisnął dłonie w pięści, spoglądając przenikliwie na Friggę, jakby to miało mu pomóc zrozumieć jej intencje.
- Ukochany synu - zaczęła łagodnym tonem, którego zwykła używać, by uspokoić Lokiego, gdy miewał mary nocne jako dziecko. - Pomyślałam, że teraz, gdy powróciłeś do domu, przyda ci się nowy sługa. Lyali już odesłałam na spoczynek na Wanaheim. Potrzebujesz nowego, osobistego sługi. A na uczcie dostrzegłam, że zaciekawił cię ten Midgardczyk.
- Dlaczego nakazałaś mu zostać moją nałożnicą?! - Loki wybuchnął. Na dźwięk jego podniesionego głosu kruki Odyna zakrukały równie głośno i odleciały w kierunku pałacu, zapewne by zdać relację swemu panu. Frigga uniosła brew w niemym zapytaniu. - Gdy strażnicy przyprowadzili go do mej komnaty wczorajszej nocy, Midgardczyk zaklinał się, że nie zostanie moją nałożnicą.
- Loki, ja posłałam go do twej komnaty, by służył ci pomocą, by był twym osobistym sługą, nie nałożnicą, lecz jeśli pragniesz go mieć w swym łożu, zaraz każę go przygotować.
Frigga wstała z krzesła i w mgnieniu oka zniknęła z ogrodu, nim Loki mógł mieć choć cień szansy na zatrzymanie swej matki. Mag przeklął głośno i ruszył z powrotem do pałacu, mając nadzieję, że uda mu się odnaleźć matkę, nim rzeczywiście każe przygotować Midgardczyka na jego nałożnicę.
…
Odkąd Tony został odprowadzony przez strażników do pomieszczeń dla służby, nie mógł zasnąć. W jego umyśle kłębiły się myśli dotyczące tego całego księcia Lokiego i tego nadwyraz idiotycznego pomysłu zostania jego osobistą dziwką. Tony strząsnął z siebie tę myśl i posłał ostatnie spojrzenie obu strażnikom, którzy całą drogę śmiali się pod nosem. Najprawdopodobniej śmiali się z Tony'ego, który został wyrzucony z komnaty księcia.
Gdy Tony wszedł do środka sali, Eir i Anarah obrzuciły go zdziwionym spojrzeniem. Starsza służąca ruszyła do strażników, by odbyć z nimi krótką rozmowę, a Eir ruchem dłoni przywołała inżynieria do siebie.
- Czemuś wrócił tak prędko? - zapytała, siadając na swojej pryczy. Tony opadł na posłanie obok kobiety, wzruszywszy ramionami. - Tony?
- Powiedziałem mu, że nieważne kim on tu jest, nie będę jego dziwką. - Na to lewa brew elficy uniosła się ku górze. - Wy to nazywacie byciem nałożnicą. Potem się troche...am...poprztykaliśmy. On chciał mnie udusić, ja go kopnąłem w kolano. A potem on mnie wyrzucił.
- Uderzyłeś księcia Lokiego? - Tony tylko potaknął, uśmiechając się do siebie. To był całkiem niezły kopniak. Pewnie by się tak uśmiechał przez dłuższy czas, gdyby nie to, że Eir uderzyła go z całej siły w tył głowy.
- Aua! - syknął, posyłając jej mordercze spojrzenie. - Za co to?
- Za bycie największym głupcem we wszystkich, dziewięciu królestwach! - Eir pokręciła głową z dezaprobatą, wzdychając ciężko. - Czy wiesz, coś uczynił? Na brodę Odyna, jeśli jutro cię nie stracą, możesz się uważać za urodzonego pod najszczęśliwszą gwiazdą. Śmiałeś podnieść rękę na księcia Lokiego...
- Techniczne to była noga. - Kobieta spiorunowała go wzrokiem tak, że Tony'ego przeszły ciarki od stóp do głów. - Znów spieprzyłem? Norma.
- Udaj się na spoczynek, a rano z pewnością zasądzą o twoim losie. - Eir wskazała Tony'emu pustą pryczę niedaleko jej własnej, a sama położyła się na swojej i pogrążyła się we śnie.
Tony nie mógł zasnąć przez kilka kolejnych godzin, aż do samego poranka, gdy do pomieszczenia dla służby weszła Frigga. Eir i Anarah natychmiast oderwały się od porannych porządków i podążyły do królowej. Tony próbował się skupić na tym, co kobieta mówiła, gdy raz po raz spoglądała na niego i wskazywała na niego ruchem głowy. Znów o nim rozmawiały. Zapewne królowa kazała go odesłać na Vanaheim albo stracić go, jak zapowiedziała to Eir. Jasnowłosa elfica pokiwała głową, ukłoniła się Fridze i wróciła po Tony'ego. Zanim szatyn miał okazję choćby zapytać, o co chodzi, Eir chwyciła go mocno za nadgarstek i pociągnęła w kierunku wyjścia z sali, po drodze zmuszając Tony'ego do ukłonięcia się królowej.
Gdy tylko znaleźli się na zewnątrz, Tony wykręcił swój nadgarstek z uścisku kobiety i stanął twardo, zatrzymując i siebie i ją.
- Gdzie mnie zabierasz, Eir?
- Do pałacowych łaźni. - Ponownie chwyciła dłoń mężczyzny w swoją i pociągnęła go w stronę kolejnego korytarza, który prowadził do wielkich, drewnianych drzwi.
Eir pchnęła je mocno, wypuszczając gorące opary. Wepchnęła Tony'ego do środka, weszła za nim i zamknęła wrota na zasuwę. Łaźnia była ogromna, pokryta również złoceniami na ścianie w kształcie dziwnych symboli, które Tony widział wcześniej na krzesłach w sali tronowej. Łaźnia była zdecydowanie najskromniejszym pomieszczeniem, które dotąd Stark miał okazję ujrzeć w pałacu. Drewniane podłogi, ściany, sufit. Przy ścianach stało kilka drewnianych balii, a przy każdej niewielki, pozłacany kranik i posrebrzana misa. Kawałki grubego materiału spoczywały obok wielkich dzbanów, z których wydobywał się przyjemny, kwiatowy zapach.
Eir pociągnęła Tony'ego w stronę jednej z balii i zaczęła wpuszczać tam wodę.
- Rozbieraj się, Tony. - Mężczyzna posłał jej wymowne spojrzenie. - Muszę cię przygotować.
- Na co?
- Na noc w komnacie księcia Lokiego.
- Mówiłem mu, że nie będę jego dziwk… - nie zdążył dokończyć, ponieważ przerwał mu donośny głos Eir.
- Jeśli książe Loki chce mieć cię w swoim łożu, to się tam znajdziesz . Czy tego chcesz, czy nie. A teraz wchodź do balii, trzeba cię wykąpać.
Tony nie miał okazji zaprotestować, gdy drobne, aczkolwiek silne, dłonie Eir chwyciły za koniec jego koszuli. Kobieta z całą swoją siłą podciągnęła ją do góry, zmuszając Tony'ego, by uniósł ramiona ku górze i pozwolił ściągnął z siebie ciuch. Zrzuciła czerwoną koszulę na ziemię i już miała się zabierać do odwiązywania rzemyków przy spodniach Starka, gdy jego dłoń ją powstrzymała.
- Sam się rozbiorę. - Tony rozwiązał materiał założony na jego piersi, prezentując Eir jasne światło reaktora łukowego. Kobieta patrzyła z zafascynowaniem na urządzenie. Stark szybko ściągnął skórzane spodnie i po chwili usadowił się w balii pełnej gorącej wody.
Elfica wzięła do ręki kawałek materiału i nalała na jej środek odrobinę białego płynu z dzbana. W następnej chwili rozpoczęła namydlanie pleców Tony'ego.
- Opowiedz mi o tym urządzeniu w twej piersi - zwróciła się do niego, mocząc materiał w wodzie.
- To reaktor łukowy. Dzięki niemu jeszcze żyje.
- Jak to? - dopytywała, spłukując pianę z tyłu mężczyzny.
- To długa historia. - Eir podała mu nasączony materiał, by Tony obmył swoje intymne części ciała.
- Mamy jeszcze czas. Opowiedz mi.
Tony zaczął mówić o swoim poprzednim życiu milionera, o rodzinnej firmie. O Obim i Afganistanie, o Yinsenie i pierwszej zbroi Iron Man'a. Powiedział także o ataku chitaurii pod wodzą Red Skulla i Van Dooma.
- A potem trafiłem na Xandar i ukradłem jeden z cenniejszych artefaktów Ronana Oskarżyciela. Gdy mnie złapano, myślałem że mnie zabiją, ale trafiłem na Wanaheim, a potem tutaj. To cała moja historia. - Eir dokończyła wcieranie w niego olejku o dziwnym zapachu jakiejś rośliny, na której nazwie Stark połamałby język.
- Ja miałam poślubić czwartego syna władcy Alfheim, ale biedaczysko zginął podczas ataku karłów - kobieta powiedziała, podając Starkowi nową, zieloną tunikę ze złoceniami na kołnierzu i skórzane spodnie. - Freyr, pan Alfów i jego małżonka Gerda, po śmierci mojego ojca i matki, oddali mnie na służbę do pałacu w Asgardzie. I stałam się osobistą służką księcia Thora.
- Jego nałożnicą?
- Po pewnym czasie. Minęły dwa stulecia, nim stałam się jego nałożnicą. - Na to Tony się zdziwił. - Trafiłam tu, gdy byłam bardzo młoda. Miałam zaledwie sześćset lat. - Zrobiła krótką przerwę i obejrzała dokładnie Tony'ego. - Jesteś gotów, zaraz każę cię odprowadzić do komnaty księcia.
- Nawet nie spytasz, czy nie mam jakiejś choroby wenerycznej? Może go czymś zarażę.
- Midgardzkie choroby nie wpływają na Asów. Tylko śmierć może ich zabrać. - Stark westchnął ze zrezygnowaniem. Myślał, że może w ten sposób uniknie pójścia do komnaty tego Lokiego. Nie, żeby miał jakąś chorobę weneryczną. Broń Boże! Pepper zawsze kazała mu się badać po każdej jednorazowej przygodzie, a ostatnimi czasy, gdy był na ziemi, sypiał tylko z nią, więc był czysty.
Kłamstwo go nie uratuje, ale Tony tak łatwo się nie podda.
Gdy strażnicy zostawili go samego w komnacie księcia Lokiego, podśmiewając się pod nosami, gdy wychodzili, Tony rozejrzał się, lepiej niż poprzenim razem, po pomieszczeniu. O dziwo, było urządzone bardzo surowo. Spodziewał się ogromu złota, jak przystało na syna króla i królowej, a tu było wręcz inaczej. W całej komnacie roiło się od regałów z grubymi księgami o tytułach, których Tony za chiny by nie przeczytał. Opasłe tomy przylegały do siebie ciasno, nie zostawiając miejsca na choćby wciśnięcie małego paluszka między nie. Na niższych regałach, tuż obok wielkiego biurka - choć właściwie to przypominało stół z ciemnego drewna - stały fiolki z kolorowymi płynami. Tony, jak na naukowca i geniusza przystało, sięgnął po jedną, fioletową i otworzył ją.
- Mówiłem ci już, lepiej nie tykaj mych własności - głęboki głos odezwał się za mężczyzną, przyprawiając go o mały podskok ze strachu. Oczywiście później Tony będzie się wypierał, że miał stracha. - Odłóż to na miejsce.
Tony położył fiolkę na stole i obrócił się do Lokiego. Zielonooki mężczyzna siedział na swoim łóżku z rękoma założonymi na piersi i miną, jakby ktoś zabił mu pół rodziny. Posyłał mordercze spojrzenie Starkowi, za każdym razem, gdy śmiertelnik wykonywał krok w jego stronę.
- Nie będę twoją dziwką, już to ci powiedziałem - oświadczył stanowczo, również zakładając ręce na piersi. - Nie obchodzi mnie, że jesteś tu księciem. Nie dam się tak łatwo. Jeśli spróbujesz mnie tknąć, będę walczył.
- Głupcze - westchnął Loki - nie chcę cię w swoim łożu, ale matka zadecydowała…
- Mamusia wybiera ci chłopaków? żenada. Stary, ile ty masz lat?
- Jeśli jeszcze raz wypowiesz choćby jedno, złe słowo o mojej matce, wyrwę ci język i rzucę na pożarcie krukom mego ojca. - Loki nagle znalazł się tuż przed nim, chwytając go mocno za szyję.
- Ty...naprawdę masz...fetysz szyjny. - Tony starał się uwolnić z uścisku czarnowłosego. Gdy czuł, że brakuje mu powietrza, Loki nagle go puścił. Stark z hukiem poleciał na ziemię. - Hej! To nie jest fajne!
- Ja z tobą nie wytrzymam! - lamentował Loki jakby sam do siebie. - Oszaleję.
- I vice wersa, stary. Ale i tak nie będę twoją dziwką. Nie ma takiej opcji.
- Zostaniesz moim osobistym sługą.
- Czyli? - dopytał Stark.
- Będziesz mi służył we wszystkim, czego będę wymagał. - Loki posłał mu szelmowski uśmieszek. - Będziesz moim małym, wiernym sługą, Midgardczyku.
A/N: I jak wrażenia?
W kolejnym Tony zaczyna służyć Lokiemu, ale Tony to Tony więc będzie się dużo działo!
Opinie będą mile widziane.
Intoxic
