Lokiemu zdawało się, że słyszy ciche pojękiwania i pociąganie nosem, gdzieś w swojej komnacie. Zdziwiony tym, ponieważ był niemal pewien, że to mu się nie śniło, otworzył oczy i nadstawił uszu, by lepiej usłyszeć te dźwięki. Po raz kolejny usłyszał pojękiwanie, tym razem wymieszane z kwileniem, jakby jakiejś małej istoty, może dziecka. To było nieco dziwne, zważając na to, że w komnacie księcia nie było żadnego dziecka od wielu stuleci. Jego przeklęte dzieci opuściły pałac Asgardzki tuż po narodzeniu, a dwaj synowie, których Loki miał z księżniczką Sygin, już nie żyli. W takim razie, skąd pochodziło to dziwne kwilenie? Loki wzniecił niewielki płomień tuż na środku swojej dłoni i rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie ujrzał nic niecodziennego, wszystko zdawało się być takim, jakim było, nim udał się na spoczynek, więc skąd…
- Proszę, nie… - usłyszał słowa mówione cichym półgłosem. Loki usiadł na swoim łożu, odgarniając do tyłu swoje długie włosy, które i tak chwilę później znów poleciały mu na twarz, gdy nachylił się na łóżku, by spojrzeć w dół. Jednak nie spodziewał się ujrzeć takiego widoku.
Anthony kręcił się na swoim posłaniu, nawet więcej jego ciało zdawało się trząść. Z jakiego powodu, tego Loki nie mógł od razu odgadnąć. Książę natychmiast zszedł na podłogę i klęknął obok niespokojnego ciała swojego sługi. Wtedy też dostrzegł więcej detali. Czoło i skronie Anthony'ego były pokryte kroplami potu, powoli spływającymi na jego szyję. Jego cała twarz była nienaturalnie blada. Raz po raz Anthony mruczał pod nosem coś, co brzmiało jak 'nie' i 'proszę, przestań'. W tym momencie Loki zrozumiał, że jego małego Midgardczyka muszą nawiedzać koszmary. Jak tknięty piorunem z Mjolnira Loki zbliżył się do śpiącego mężczyzny i przemówił do niego spokojnym tonem, tuż przy jego uchu.
- Anthony, obudź się, to tylko nocna mara. - Jednak brązowooki mężczyzna był zbyt zatopiony w koszmarnej wizji, który mu się śnił. Nie pomagało nawet delikatne potrząsanie jego ramion przez Lokiego.
Nagle Anthony otworzył oczy i z przerażeniem spojrzał na Lokiego. Nie mógł go rozpoznać, inaczej nie kopnąłby go z całej siły wprost w szczękę tak, że książę z hukiem poleciał na chłodną podłogę. Kto by pomyślał, że w tak niewielkim, midgardzkim ciele, kryje się jednak spora siła? Gdy Loki otrząsnął się z chwilowego szoku zaistniałą sytuacją, wstał z ziemi i spojrzał na Anthony'ego. Mężczyzna siedział teraz skulony, z nogami podciągniętymi do piersi, tuż u podnóża łoża księcia. Loki podszedł do niego tak ostrożnie, jakby Tony był złapaną zwierzyną. Uklęknął tuż przed nim, obserwując jego każdy, nawet najmniejszy ruch.
Tony robił dokładnie to samo. Jego brązowe oczy były teraz tak ciemne, że można było uznać, iż były czarne, jak nocne niebo. Oddech mężczyzny był przyspieszony i płytki, jakby nie mógł zaczerpnąć prawidłowego tchu. Łapał się za pierś.
- Anthony… - Loki wyciągnął w jego stronę rękę, chciał złapać choćby jego nadgarstek. Psotnik doskonale wiedział, jak ktoś czuje się po koszmarze. Sam miewał je wielokrotnie, więc umiał rozpoznać objawy. A mara, która nawiedziła Tony'ego, musiała być doprawdy przerażająca, zwłaszcza, że oczy mężczyzny stały się szkliste, pełne nieuronionych łez. Dłoń Lokiego znajdowała się coraz bliżej kolana Anthony'ego, kiedy to mężczyzna szybko pokręcił głową.
- Proszę, nie dotykaj mnie. Proszę. - W głosie Midgardczyka było tyle błagania, że Loki nie mógł nie uszanować jego prośby. Toteż cofnął swoją dłoń i nastała między nimi cisza, przerywana głośnym biciem serca Anthony'ego i jakimś dziwnym brzęczeniem, dochodzącym spod jego nocnej tuniki.
Tony miał wrażenie, że zaraz umrze, gdy jego serce waliło jak oszalałe, po koszmarze. Choć w zasadzie to nie był koszmar, to raczej wspomnienie z pobytu w królestwie Thanosa. Kosmita doskonale wiedział, jak zmusić Tony'ego do pomocy w jego szatańskim planie.
"Przynieś mi Tesseract albo wrócimy do naszych wcześniejszych zabaw, Ziemianinie. Twoja cela nadal pachnie twoją krwią."
Thanos przywołał w jego umyśle zablokowane uprzednio przez kamień umysłu - to świecące coś przy halabardzie zagłady, jak Tony stwierdził - wspomnienia tortur. Każde uderzenie batem na jego nagiej skórze, każde ściskanie za gardło, każde kopnięcie przez Innego, każde spanie na lodowatej podłodze. Wszystko to wróciło do Tony'ego jak na zawołanie. Wszystko to wprowadziło jego serce w stan niemal bliski zawałowi. I tylko dzięki temu, że reaktor chronił owo serce, nie wyskoczyło ono z piersi, gdy tylko Loki go wybudził.
Ten sam reaktor, który teraz przyprawiał go o niesamowity ból w piersi.
- Do jasnej cholery! - rzucił sam do siebie i rozerwał tunikę. Nie mógł czekać dłużej, musiał zobaczyć, czy nic się nie dzieje z jego drugim sercem. Tony przekręcił reaktor i wyciągnął go z piersi. Obrócił go w dłoni, przyglądając się z każdej strony. Reaktor wyglądał na nieuszkodzony, był w dobrym stanie, więc jaki był powód tego bólu? Czyżby to wina tylko i wyłącznie koszmaru? Tony włożył z powrotem urządzenie w swoją klatkę piersiową i uniósł głowę do góry. Dostrzegł, że Loki wpatruje się w reaktor jak zaczarowany.
Nigdy wcześniej, przez całe swoje długie życie, Loki nie widział czegoś równie pięknego, magicznego i niesamowitego, jak to, co znajdowało się w piersi jego Anthony'ego. Ten przedmiot zdawał się przyciągać go do siebie cichą, przyjemną melodią wymieszaną z lekkim brzęczeniem.
- Cóż to za magiczny przedmiot? - Loki nadal wpatrywał się w przedmiot, gdy odezwał się do Tony'ego. Mimowolnie jego dłoń wysunęła się do przodu, by dotknąć owego zjawiska, lecz został powstrzymany przez zacisk dłoni Tony'ego na jego nadgarstku. Książę spojrzał na swojego sługę pytająco. - Anthony, należysz do mnie, mam prawo wiedzieć o każdej najdrobniejszej rzeczy, która dotyczy ciebie.
- Powiem ci, tylko nie dotykaj, ok? - Loki przytaknął, powracając wzrokiem do piersi sługi. - To reaktor łukowy. Moje drugie serce. Utrzymuje mnie przy życiu od kilku lat. - Loki milczał, dając niemy znak Tony'emu, by kontynuował swoją opowieść. - Nim mnie porwano, Miałem zginąć. Moje porwanie zlecił ktoś, kogo uważałem za prawie ojca. Jednak nie zginąłem tamtego dnia na pustyni. O ironio, miałem zginąć od własnej broni. No, ale wróćmy do opowieści. Ci, którzy mnie porwali, nazywali się Dziesięć Pierścieni. Tam, w jaskini, w Afganistanie, był jeszcze jeden mężczyzna, Yinsen … - na wspomnienie o nim, Tony załkał cicho. - To on stworzył dla mnie pierwszy elektromagnes, który miał powstrzymać na jakiś czas odłamki metalu, które zmierzają do mego serca. Podłączył mnie do akumulatora samochodowego. Byłem prawie jak robot. - Krótki śmiech wymsknął się z jego ust. - A potem wpadłem na pomysł, że zbuduję małą wersję reaktora, takiego, jaki zasilał moją firmę i wmontuję go sobie w pierś. Pomagał mi, uratował mnie, a jednocześnie każdego dnia zabijał. Truł mnie palladem, ale wtedy nic innego nie mogło stanowić rdzenia reaktora. Dopiero później dzięki mojemu ojcu odkryłem nowy pierwias...słuchasz mnie w ogóle? Czy gadam sam dla siebie?
- Słucham - Loki odpowiedział, w końcu unosząc głowę by spojrzeć mu w oczy, które wróciły do swojego naturalnego odcienia brązu. Książę wsłuchiwał się w dźwięk bicia serca śmiertelnika. Powoli, stopniowo tempo bicia się zmniejszało. - Odkryłeś coś nowego.
- No właśnie, a potem… - Stark zaczął dalej opowiadać historię z reaktorem, wspominając nawet o incydencie z wymianą urządzenia przez Pepper. Na jej wspomnienie Tony musiał mrugać wielokrotnie, by nie pozwolić wypłynąć łzom, zgromadzonym w jego oczach.
- Śnił ci się pobyt w jaskini? - nagle zapytał Loki, przysuwając się jeszcze bliżej Tony'ego.
- Nie. Śniły mi się tortury. - Tony unikał wzroku Lokiego, gdy jego brązowe oczy ponownie wypełniły się łzami. Nie był w stanie jeszcze mówić o tym, co konkretnie zrobił mu Thanos, wciąż blokował go ten dziwaczny kamień z laski, ale jakoś łatwiej sobie o nich przypominał, o wiele łatwiej niż wcześniej. Zastanawiał się dlaczego? Co się stało, że Tony ma łatwiejszy dostęp do tych wspomnień? Czyżby to przez to spotkanie z Thanosem? Czy może coś innego?
Mimowolnie na samą myśl o Thanosie i torturach w jego królestwie ciało Tony'ego ponownie zaczęło się trząść. Znów poczuł ten dziwny ból w okolicy piersi i reaktora, choć nie tak silny, jak wcześniej. Dłonie Tony'ego zacisnęły się w pięści, gdy jego umysł wypełnił się retrospekcją biczowania. Miał wrażenie, że czuje bat na swoich plecach. Zamknął oczy, próbując się pozbyć tej przerażającej wizji, jednak to nie było takie proste.
Loki obserwował Anthony'ego. Dostrzegł, że mężczyzna po raz kolejny pogrąża się w swojej marze. A do tego książę nie mógł dopuścić, nie chciał widzieć bólu w jego ciemnych oczach. Toteż zrobił jedyną rzecz, która jemu pomagała, gdy nawiedzały go nocne mary, kiedy jeszcze był małym chłopcem. Prawdę powiedziawszy to Frigga zawsze to robiła dla niego. Loki rozsunął nogi Anthony'ego, by uklęknąć między nimi. Chwycił jego zaciśnięte dłonie w swoje i umiejscowił je na swoim pasie. Kolejno potarł jedną ze swoich dłoni o drugą i przyłożył czubki palców do obu skroni sługi. I rozpoczął delikatne masowanie, przybliżając swoje usta do lewego ucha mężczyzny.
- Podążaj za moim głosem, Anthony. Tu nic ci nie zagraża. Wsłuchaj się w mój głos. - Loki zaczął mu opowiadać o nieistotnych, lekkich sprawach, byleby tylko Anthony skupił się na jego głosie, a nie pozwolił się pochłonąć marze. Zaczął prawić o dawnych wojażach z Thorem, trzema wojami i Lady Sif. Gdzieś w połowie drugiej opowieści, jak to Thor był zmuszony przywdziać suknię ślubną, Loki poczuł, że ciało jego sługi staje się coraz bardziej rozluźnione. Ręce śmiertelnika powędrowały ku górze na plecach Lokiego, aż do ramion księcia. Prawdopodobnie, czysto instynktownie, Tony przysunął się jeszcze bliżej czarnowłosego tak, że niemal siadł mu na kolanach i ścisnął go, w zasadzie to wtulił się w niego, zmuszając Lokiego do oderwania dłoni od jego skroni. Gdyby ktoś inny spróbował się do niego zbliżyć w ten sposób, Loki już w pierwszej sekundzie pozbawiłby go życia, jednak musiał przyznać - choć jeśli ktoś by go zapytał wprost, zaprzeczyłby - musiał przyznać, że podobała mu się bliskość ciała jego Midgardczyka. Ciało Anthony'ego, mimo niedawnego koszmaru i potu, które je teraz pokrywało, było przyjemne, choć nazbyt gorące dla jego chłodnego ciała.
- Pachniesz zimą - Tony mruknął, wtuliwszy twarz w zagłębienie między szyją a ramieniem księcia.
- Jestem w końcu Jotunem, lodowym olbrzymem.
Tony nie miał pojęcia, ile czasu spędzili w tym uścisku, gdzie w pewnym momencie Loki wplótł swoje długie palce jak u pianisty we włosy Tony'ego i zaczął je delikatnie przeczesywać, mrucząc jakąś ładną melodyjkę. Jednak inżynierowi bardzo się to podobało. Nie to, że był gejem, czy coś. Dobrze, kiedyś miał kilka przygód z chłopakami tuż po studiach, eksperymentował jak każdy, więc może i był biseksualny. Wracając do uścisku z Lokim, bardzo mu się to podobało. Dobrze było poczuć bliskość drugiej osoby, po tak długim czasie. Ostatnią, która go tak przytulała była...w zasadzie to był, Rhody, gdy znalazł go na pustyni w Afganistanie.
- Dziękuję - Tony szepnął, odsuwając twarz od szyi Lokiego. Książę spojrzał na niego, oferując mu niewielki uśmiech. Śmiertelnik miał wrażenie, że to pierwszy, szczery uśmiech jego zielonookiego pana. Był piękny, choć krótki i niewielki. Loki nic mu nie odpowiedział, tylko wstał z ziemi i wyciągnął dłoń w stronę Tony'ego. Mężczyzna chwycił ją niepewnie, a po chwili był pociągnięty ku górze i poprowadzony w stronę łoża księcia. Posłał mu pytające spojrzenie, gdy Loki wskazał mu ruchem głowy, by położył się na nim.
- Wiem, jak to jest miewać nocne mary, Anthony,.
- Chcesz, żebym spał z tobą w jednym łóżku? - zapytał, by się upewnić. W końcu nie tak dawno ustalili, że Tony nie będzie jego dziwką i że Loki wcale nie chce go w swoim łożu.
- Dzieliłem kiedyś łoże z Thorem, z tobą nie będzie gorzej. - Tony nie mógł się powstrzymać przed zapytaniem, jaka sytuacja zmusiła Lokiego do spania z Thorem. Szczęściem, książę wyjaśnił, że było to jeszcze, gdy byli dziećmi, a jego brat miał koszmary.
Kiedy w końcu oboje ulokowali się na skórach Lokiego, bóg obrócił się do niego plecami, choć nie zasnął od razu. W ciszy i ciemności nasłuchiwał, czy jego Anthony zasypia ponownie. Minęło sporo czasu, wypełnionego powolnymi oddechami i kręceniem na łóżku, nim Tony w końcu odnalazł dla siebie idealną pozycję. Był już na skraju oddania się w ręce Morfeusza, gdy przerzucił ramię przez talię Lokiego, przybliżając się jeszcze bliżej niego, niemal wtulając się w niego od tyłu.
Loki nikomu się nie przyzna, ale bardzo podobała mu się ta pozycja. Nim zasnął, jego ciało oblało się przyjemnym ciepłem, które chciał, by trwało jak najdłużej.
A/N: I jak wrażenia?
Wiem, że miało być miło i przyjemnie, ale jakoś mi nie pykło. Jednak w następnym obiecuję, rozpoczynam przyjemności między nimi. A potem kto wie, może Tony poczuje się zazdrosny o nowego gościa w pałacu?
Do następnego.
Opinie będą mile widziane.
Intoxic
