A/N: Dziś krócej niż zwykle, ale obiecuję, że postaram się napisać jeszcze jeden w tym tygodniu, a jak nie, to na początku kolejnego dam dłuugi.
Nie jestem fizykiem, jestem nogą z fizyki, więc info zaczęrpnęłam z internetów.
Od tamtej, pamiętnej pierwszej nocy spędzonej w łóżku księcia Lokiego, coś się zmieniło między nimi. Poczynając od faktu, że Tony coraz częściej spał razem z nim, kończąc na tym, że łatwiej się dogadywali. W przeciągu ostatnich dwóch tygodni, a przynajmniej tak to sobie liczył Tony, obserwując każdego wieczora nocne niebo - minęło około czternastu nocy - jakby zbliżyli się do siebie, stali się milsi. Stark nawet zaczął czule mówić do swojego księcia, per Rogasiu - to tylko dlatego, że ujrzał go po raz pierwszy w pełnej zbroi łącznie z hełmem z dwoma rogami, jak u jelenia. Lokiemu nie spodobało się to nowe określenie, ale Tony nie byłby sobą, gdyby choć trochę się nie sprzeciwiał.
- Hej, Rogasiu - Tony wpadł do komnaty, z tacą ze śniadaniem w rękach: śniadaniem dla dwojga, jeśli ktoś chciałby wiedzieć, Tony spożywa posiłki z księciem, zwykle sam na sam. - Jeszcze ciepłe śniadanko przyszło!
- Przyrzekam ci, Anthony, pewnego dnia obetnę ci twój język. - Loki nawet nie spojrzał na niego znad swojej mrocznej i tajemniczej księgi voodoo - tak naprawdę był to dziennik, w którym książę skrupulatnie zapisywał swoje zaklęcia, ale Tony lubił dodać trochę dreszczyku.
- Tak, też cię lubię. - Tony postawił tacę na stole, uważając, by nie strącić żadnej fiolki z eliksirem, jak mu się to już wielokrotnie zdarzało. Och, ciężkie kary były za to. Loki kazał mu wtedy spać na podłodze, na jednej skórze. Koszmar dla jego małego, ziemskiego ciała. - Twoja mama mówiła, że mam ci powiedzieć…
- Królowa - przerwał mu Loki, na co Tony posłał mu zdziwione spojrzenie. - Musisz o niej mówić Królowa Frigga.
- Ale przecież jest twoją matką, co nie? - dopytywał, ściągając z siebie tunikę i materiał, który owijał reaktor. Nastęnie znów na siebie nałożył jasnozielonkawą tunikę, którą Loki sprezentował mu tydzień temu, po pierwszej wizycie na Wanaheim.
- To nie zmienia faktu, że ty masz o niej mówić Królowa Frigga. A teraz, podaj mi śniadanie i dokończ w końcu opowiadać o swoim reaktorze łukowym.
W ostatnim czasie, od momentu, gdy Loki po raz pierwszy ujrzał reaktor, był nim zafascynowany. Choć może to za słabe słowo. Był wręcz zaczarowany przez niego. Od tamtej nocy wręcz zakazał Tony'emu nakładać nocną tunikę, gdy udawali się na spoczynek. Co więcej, Loki często wpatrywał się i dotykał piersi Tony'ego - z początku przeszkadzało to inżynierowi, bądź co bądź, nie lubił, gdy ktoś dotykał jego reaktora, ale Lokiemu na to pozwalał. Czy to przez to zaciekawione spojrzenie? Czy to przez to ciepło, które Tony czuł na ciele, gdy Loki go dotykał? - tak czuł ciepło, mimo że ciało, a w szczególności dłonie księcia, były lodowate.
- No dobrze. - Tony usadowił się na łożu obok księcia, opierając się plecami o zimną ścianę. Nogi wsunął pod grubą skórę, która momentalnie zaczęła go grzać. Splecione dłonie ułożył na udach i spojrzał w stronę Lokiego. Mężczyzna z zaciekawieniem spoglądał to na jego twarz, to na jego pierś, pod którą świeciło się jego drugie serce. Gdy Tony i Loki byli sami w komnacie, Tony mógł sobie pozwolić na nie zakrywanie reaktora materiałem. Jednak, gdy tylko miał opuścić komnatę, owijał jasny materiał wokół piersi. - Już ci mówiłem, jak ten reaktor znalazł się w mojej piersi. A reaktor łukowy, w gruncie rzeczy działa jak elektromagnes. - Brwi Lokiego uniosły się ku górze w niemym pytaniu. - No tak, tu w waszej Nibylandii nie wiecie, co to fizyka. Amm...elektromagnes wytwarza takie pole magnetyczne, które przyciąga do siebie metal.
- Jak moje zaklęcie pochłaniania energii? - zapytał Loki, próbując zrozumieć podstawy midgardzkiej nauki.
- No jak ty rzucasz to zaklęcie to też wytwarza się takie pole. Można powiedzieć, że poniekąd jest to do siebie zbliżone - wyjaśnił Tony. - I dzięki temu polu, odłamki metalu bardzo wolno zmierzają ku mojemu prawdziwemu sercu. No i przynajmniej teraz mnie reaktor nie zabija. Nie ma w nim już palladu, tylko mój własny, wynaleziony pierwiastek jest rdzeniem reaktora. W zasadzie wynalazłem ten pierwiastek dzięki memu ojcu. Mój reaktor to niekończone się źródło energii, nie tylko powstrzymuje odłamki, ale też zasilał moje zbroje.
Loki chwycił przód tuniki Tony'ego w dłonie i podciągnął odzienie ku górze, inicjując, że pragnie je ściągnąć. Stark pozwolił mu na to. Zielonooki przybliżył się do niego i dotknął samego środka, zamykając oczy. Anthony nie miał pojęcia, co on robi, toteż przyglądał mu się z pewną dozą ostrożności. Mimo tego, że tak długo przebywali ze sobą, coś jeszcze wewnątrz Tony'ego nakazywało mu być ostrożnym, zwłaszcza gdy chodziło o reaktor łukowy.
Nagle Loki otworzył oczy i spojrzał na Tony'ego spod wachlarza gęstych, czarnych rzęs. I Tony skłamałby, gdyby powiedział, że Loki nie podobał mu się w tym momencie.
- Jakiż ze mnie głupiec! - wymsknęło mu się głośno. - Moc kryjąca się w twoim reaktorze...jest przeogromna. Niemal jak Tesseract.
- Czym jest Tesseract? - zapytał Tony, starając się brzmieć jakby nie miał pojęcia, o czym mówi książę. Być może Loki zignorował tę fałszywą maskę niewiedzy, którą teraz Tony przywdział, albo po prostu nie widział tego błysku kłamstewka w jego brązowych oczach, bo zaraz zaczął opowiadać o Tesserakcie.
- Tesseract to niekończąca się moc. Nigdy nie miałem styczności z tak wielką mocą. Istnieją legendy, mówiące o tym, że Tesseract jest jednym z kamieni nieskończoności. Jednym z sześciu najpotężniejszych magicznych artefaktów we wszystkich dziewięciu królestwach - mówił Loki. - Niegdyś należał do nas...znaczy do Odyna, jednak podczas wielkiej bitwy między lodowymi olbrzymami a Odynem i Asami, na Midgardzie, Tesseract został tam. Midgardczycy go ukryli, jednak niedawno Tesseract powrócił do domu, do pałacowego skarbca. Midgardczycy oddali go Lady Sif, a ta dostarczyła go Odynowi.
- Aaaa...Xena ma układy z Wszechtatą? - Loki tylko się zaśmiał na to określenie Sif. Tony raz mu wyjaśnił, kim jest ta cała Xena i zielonooki bóg musiał przyznać rację, że w pewnych, właściwie w większości aspektów Sif jest jak ta cała Xena.
- Sif jest oddaną sługą Wszechojca i najsilniejszą wojowniczką w całym Asgardzie. Śmiem twierdzić, że nawet silniejszą niż Thor i Volgstagg. - Tym razem to Tony się zaśmiał. Sądził, że nie ma nikogo silniejszego niż Piorun i Obeliks. Sif bardzo mu przypominała Natashę. Panna Romanoff też była najsilniejszą, tuż po Zielonym Groszku w ich całej bandzie. Była nawet silniejsza niż Kapitan Gwiazdka i Legolas razem wzięci.
- Myślisz, że możemy spojrzeć na ten cały Tesseract? Wiesz, porównać, czy mój reaktor jest podobny mocą do tej waszej kostki? - zagaił Tony, starając się spojrzeć jak najbardziej niewinnie na Lokiego, choć nie do końca mu to wyszło.
- Nawet gdybym zechciał, mnie nie wolno zbliżać się do skarbca. Nie odkąd ukradłem Szkatułę Wiecznych Zim. - Tony milczał, dając znak księciu, by kontynuował swoją opowieść. - Artefakt, który Odyn zabrał razem ze mną z Jotunheimu, gdy byłem dziecięciem. Moi pobratymcy, na czele z moim ojcem, Laufey'em, porzucili mnie, bo byłem...u was w Midgardzie mówi się na to odmieńcy. Byłem karłem pośród olbrzymów.
- Ja też nie jestem ekstra wysoki, ale żeby od razu nazywać cię karłem...Lokes, jesteś wysoki jak topola! - odrzekł Tony, na co Loki cicho się zaśmiał, pomijając fakt, że skrzywił się na nowe przezwisko.
- Ty jesteś maleńki w porównaniu z olbrzymami. Jotunowie mają około 3 waszych, midgardzkich metrów wzrostu. - Tony pokiwał głową, myśląc, że ci Jotunowie to muszą być jeszcze więksi niż Banner, gdy wskakuje w swoją zieloną skórę. - Dzięki szkatule odkryłem swe prawdziwe pochodzenie.
- Mhm - mruknął Stark, wyciągając się na łóżku, plecy zaczynały go boleć od twardej, chłodnej ściany. Położył się na plecach, a Loki po chwili ułożył się koło niego, na boku, podpierając głowę łokciem. - To ta twoja szkatułka to jest tak potężna jak Tesseract?
- Tesseract posiada większą moc, niczemu niezrównaną. Jeszcze się nie spotkałem z czymś silniejszym…
- Więc widziałeś Tesseract? - wtrącił Stark, przekręcając się na bok na łożu tak, że teraz prawie spoglądał Lokiemu w jego piękne, zielone oczy.
- Owszem, użyliśmy Tesseractu przy odbudowie Bifrostu. Pozwolono mi i Fridze czerpać z niego moc - wyjaśnił, ponownie dotykając reaktora Tony'ego. - A reaktor w twej piersi niemal ma tę samą moc, fragment jego mocy. - Ton głosu księcia posłał dziwne uczucie w kierunku ciała inżyniera. Złe uczucie. Mimowolnie jego ciało się napięło i położył dłoń na dłoni maga, będąc przygotowanym do jej zrzucenia. - Nie obawiaj się, Anthony, nie skrzywdzę cię. W mej gestii jest, byś trwał przy mnie, żywy, jak najdłużej. Ty jeden umilasz mi pobyt w tym więzieniu.
- Rany, czuję się taki kochany.
- Nikomu nie pozwolę usunąć twojego mechanicznego serca. Ktokolwiek podejmie taką próbę, spotka się z ostrzem mego sztyletu. - I o dziwo, Tony uwierzył, że Loki by go ochronił, gdyby ktoś chciał mu wyciągnąć reaktor. Nie to, że Stark potrzebował ochrony, sam umiał się bronić całkiem dobrze, jednak słowa Lokiego wywołały w jego brzuchu takie dziwne ciepło.
Mimo tego, że Loki nie zaprowadził go do skarbca, Tony, w oczekiwaniu na powrót Lokiego z ważnego spotkania z ojcem, przechadzał się po pałacu. I dziwnym trafem - trochę z własnej woli - zagubił się w okolicach skarbca. Strażnicy natychmiast wszczęli raban o to, że sługom nie wolno się zbliżać do pałacowego skarbca. Krótkie wrzeszczenie i dziwne spojrzenia ze strony Wszechojca były warte tego. W końcu Tony wiedział, gdzie jest skarbiec, w którym spoczywa Tesseract. Wiedział, gdzie jest przedmiot, który musiał dostarczyć swemu panu.
A/N: Eh i znów sama zjebałam schemat. Wiem, miało być przyjemnie, ale gdy zaczęłam pisać, w głowie nadal miałam rozdział o Tesserakcie. Także...przesuwam przyjemności, uściski i pocałunek! Tak obiecuję pocałunek w kolejnym! i nowego gościa w pałacu.
Dzięki za wszystkie komenty, polubienia i śledzenia! Love ya!
