Generalnie ostatnio u mnie źle z dotrzymywaniem terminów, ale wiecie, praca, praca i jeszcze raz praca. Jendak w końcu jest!


- A ta, o tam? - Anthony wskazał dłonią na zbiór gwiazd otoczonych żółto-zieloną, mglistą otoczką.

- To konstelacja Alfheim - Loki odparł, przesuwając ramię pod swoją głowę, by ułożyć się jeszcze wygodniej na trawie w ogrodzie matki. Już od dwóch godzin, odkąd tylko nastała noc gwiazd - zjawisko, które zdarzało się raz na sto lat - oboje przebywali na zewnątrz. W takie noce można było ujrzeć konstelacje każdego z dziewięciu królestw. Było to niezwykłe zjawisko, nie tylko piękne, ale również i magiczne.

Anthony leżał obok niego, w zasadzie to w połowie leżał na Lokim. Jego głowa spoczywała na lewym ramieniu maga, jedna noga była przerzucona przez nogę księcia. Ciepło bijące od ciała midgardczyka było bardzo przyjemne dla Lokiego, co więcej, mimowolnie przysunął się do niego jeszcze bardziej.

Tony również to zauważył, bo uśmiech wstąpił na jego usta, a policzki zaczęły go piec. I o rany, właśnie wstąpił w niego syndrom nastolatki na pierwszej randce. W brzuchu zaczął odczuwać jakieś dziwne ruchy i gilgotanie. Oh, na Einsteina, czy to mają być te słynne motyle w brzuchu? Zastanawiał się, raz po raz spoglądając na księcia. I właśnie przegapił moment, w którym Loki zaczął patrzeć na niego tymi swoimi pięknymi, zielonymi oczami.

- Dobrze się czujesz, Anthony?

- Cudownie wręcz - powiedział to tak cicho, że niemal zdawało mu się, że wcale tego nie wypowiedział na głos. Loki dalej nie drążył tematu, tylko ponownie spojrzał w czarne, gwieździste niebo. Tony nigdy nie był fanem wpatrywania się z kimś w gwiazdy, serio, to zbyt romantyczne dla niego. Jednak tu, z Lokim...chciał tu być z Lokim. To wszystko działo się tak szybko i Stark, jakkolwiek był geniuszem, nie do końca rozumiał, co się z nim działo.

Tak z dnia na dzień zaczął czuć coś dziwnego do Lokiego. I to samo w sobie było dziwne i niepokojące, zważywszy na fakt, że gdy tu przybył, jasno określił, że nie będzie jego dziwką, co równało się z tym że nie lubi księcia. A teraz, coraz lepiej się dogadywali, Loki rozśmieszał go sztuczkami i cholera...używał tego seksownego głosu, kiedy cokolwiek opowiadał. I tak ten głos i sposób, w który często patrzył na Tony'ego, powodował, że inżynierowi miękły kolana, dreszcze ogarniały jego ciało, robiło mu się ciepło w ciele…

Oh... Czyżby Tony się zakochiwał? Czy to takie uczucie? Hola, hola! Nie! Tony Stark, wieczny playboy, milioner, geniusz i filantrop, sławetny Iron Man nie bawi się w miłość! To nie dla niego! Co to, to nie, drodzy państwo! Nie ma takiej opcji!

- A tam jaśnieją gwiazdy Muspelheim - nagle usłyszał niski głos Lokiego, który wyrwał go z zamyślenia. Tony podążył wzrokiem za zgrabną, bladą dłonią swojego księcia. Rzeczywiście, gwiazdozbiór Muscośtamheim jaśniał bardzo mocno.

- Świeci się tak mocno, jak mój reaktor.

- Tak - Loki stwierdził i już pokazywał na inne gwiazdy. - A te gwiazdy rozpoznajesz, Anthony?

Stark przyjrzał się im z dokładnością. O dziwo, wyglądały znajomo, jakby mężczyzna już gdzieś je widział, a to oznaczało, że…

- To gwiazdy Ziemi! Tam jest gwiazda polarna, a to jest Pas Oriona! - Brązowooki wybuchnął z entuzjazmem. Nie sądził, że kiedykolwiek mógł jeszcze ujrzeć coś związanego z jego dawnym domem. Z jednej strony było to niesamowicie cudowne, a z drugiej sprawiło, że Tony zaczął tęsknić za domem, bardziej niż zwykle. Po całym czasie spędzonym w Asgardzie, a było to około sześćdziesięciu nocy, na razie, Tony starał się nie myśleć o Ziemi i radził sobie całkiem nieźle z tym, ale ujrzenie tych gwiazd przywołało ból w jego sercu. - To gwiazdy Ziemi. - stwierdził smutnym tonem.

Loki przypatrywał mu się z pewną dozą zatroskania. Oczywiście, że gdy Tony ujrzał gwiazdy musiał wypełnić się nostalgią, tęsknotą za domem. Głupiec z Lokiego, że pokazał mu te gwiazdozbiory, ale chciał, by Anthony zobaczył to piękne zjawisko razem z nim. A teraz jego mały midgardczyk był smutny. Doprawdy, głupiec z Lokiego.

- A tamte? - Tony otrząsnął się z chwilowego natężenia tęsknoty za Ziemią. I tak była ona bezsensowna. Nie było sposobu, przynajmniej Tony jeszcze takowego nie znalazł, na powrót do domu. Jeszcze, ale Stark był pewien, że prędzej czy później go znajdzie.

Loki posłał mu krótkie, zdziwione spojrzenie, a następnie odpowiedział.

- To gwiazdy Nidavelliru. Widzisz tę największą gwiazdę? - Tony tylko pokiwał głową, przysuwając się bliżej Lokiego, oczywiście po to, by spojrzeć lepiej na gwiazdę, a nie dlatego, że jego ciało pragnęło być bliżej ciała psotnika. - To w sercu tej wygasającej gwiazdy został wykuty Mjolnir.

- Młot Złotowłosej? - Loki zaśmiał się cicho na takie określenie Thora. - Znaczy się jest jakiś magiczny czy coś w tym stylu?

- Owszem - odparł czarnowłosy.

Minęło już kilka godzin od momentu, gdy zaczęli przyglądać się gwiazdom. Tony nie miał pojęcia, która może być godzina - i to nie tylko dlatego, że w tym zapyziałym, wiecznym mieście nikt jeszcze nie wynalazł zegarka, ale również, dlatego, że stracił poczucie czasu w towarzystwie Lokiego. Pewnie musiała być już późna pora nocna, bo mimo tego, że w Asgardzie na ogół panuje ciepła pogoda, zaczęło być przeraźliwie zimno. W odpowiedzi na to ziemskie ciało Starka zaczęło się trząść, co zauważył Loki.

- Zmarzłeś? - Pewnie, gdyby nie było tak chłodno, Tony by zaprzeczył, ale tym razem jego ciało i te żałosne trzęsiawki go zdradzały. I na wszystko, co święte, nie sądził, że Loki będzie taki szarmancki. Chwilkę, dosłownie kilka sekund to trwało, ale rozpiął wszystkie klamry przy swoim skórzanym płaszczu i zarzucił go na ramiona brązowookiego mężczyzny.

Tony nie zważał na to, że wyglądał w tym płaszczu śmiesznie, bo, proszę, Loki to olbrzym, a Tony był niski. Jednak sam gest był uroczy. I po raz kolejny Tony poczuł to dziwne coś w brzuchu.

- Chodź, wróćmy do pałacu - Loki oznajmił, zapinając płaszcz na Tony'm, po raz kolejny tej nocy przyglądając się światłu reaktora, bijącemu spod lekkiej, czerwonej tuniki sługi. - Czas wracać, min lysende stjerne.

- że niby co to znaczy? - Loki ruszył do przodu z zawadiackim uśmieszkiem na twarzy. - Hej! Jeśli to jakaś obelga, to dorzucę ci czegoś do śniadania! Loki! No poczekaj i powiedz mi, co to znaczy to blablaerne coś tam!

Tony nie dowiedział się, co oznaczają te słowa, mimo tego, że Loki coraz częściej je powtarzał w jego obecności, w zasadzie mówił to do niego. Jedyne co odkrył to, to, że 'min' znaczy mój lub moja, jak mu to wyjaśniła Eir. Niestety, Stark nie umiał powtórzyć reszty słów toteż elfica nie mogła mu pomóc. Jednak Tony zaczął zauważać, że kiedykolwiek Loki mówił do niego to blablablarne, to patrzył na niego z ciepłem w oczach, jakoś tak inaczej niż zwykle, inaczej niż przedtem. I, kurczę, to spojrzenie wywoływało falę przyjemnych dreszczy na ciele inżyniera.

A potem Tony, po raz pierwszy ujrzał Lokiego w całej, nagiej postaci. Czystym przypadkiem wszedł do łaźni za wcześnie - tak, bo normalnie Loki wypraszał go, nim wskoczył do bali pełnej wody, a potem siadał tak, że nic nie było widać, tak prawdę mówiąc - a tamtego dnia było inaczej. Stark stał grzecznie pod drzwiami, opierając się o nie, czekając na zawołanie od księcia. I pewnie stałby tam dalej, gdyby nagle ni stąd, ni zowąd nie zmaterializowała się przed nim Eir, mówiąc, że ma natychmiast przekazać wiadomość Lokiemu, o ważnym spotkaniu z królową i księciem Thorem. Toteż Tony, jak na dobrego sługę przystało - potrafił być dobrym sługą, jak chciał - wparował do łaźni i wtedy zobaczył zielonookiego maga.

Na wszystko, co święte, Loki...nagi Loki wyglądał jak ósmy cud świata. I pomimo faktu, że Loki niemal natychmiast wyczarował na siebie szatę, to i tak Tony zdążył zauważyć to i owo. Niby mag był chudy jak szkapa, jednak miał całkiem niezłe mięśnie. Psotnik w ogóle wyglądał całkiem nieźle i to spowodowało falę żywych fantazji w umyśle inżyniera, tych bardzo przyjemnych fantazji, po których zwykle Tony musiał sobie ulżyć, oczywiście, gdy Lokiego nie było w pobliżu.

Prawdopodobnie wtedy Tony zaczął również zauważać, że czuje coś więcej do Psotnika. Tak z dnia na dzień Loki przestał być tylko jego panem, stał się kimś innym, choć Stark nie umiał do końca sprecyzować kim. Wybaczcie, ale nie był dobry w związkach i miłości, to nie było dla niego. Cholera, bawili się w kotka i myszkę z Pepper przez ponad dziesięć lat, zanim doszli do porozumienia, że w sumie chyba coś do siebie czują. A teraz, tu, z Lokim...to zadziało się dość szybko i niespodziewanie, bo doprawdy, Anthony nie spodziewał się, że poleci na innego faceta, zwłaszcza na księcia, na jego pana.

Tak, poleci, bo Stark nadal wzbrania się przed choćby pomyśleniem, że to mogłaby być miłość.

- Czuję twoje myśli - rzucił Loki, układając się bardziej wygodnie w bali pełnej wody. Stark, oczywiście, jako wierny sługa był przy boku księcia, pomagając mu w tej codziennej czynności. A jeśli Tony po cichu podglądał księcia ostatnimi czasy, gdy ten się rozbierał i przebierał, to mag ignorował to lub po prostu nie miał o tym pojęcia.

Tony spojrzał w dół na czarną czuprynę mężczyzny, która opadała swobodnie na jego mlecznobiałe ramiona pokryte drobnymi, jasnymi bliznami. Sługa raz zapytał o nie, w odpowiedzi usłyszał, że to blizny bitewne. Na rozumowanie Starka, wcale nie były one bitewne, przypominały ślady od jakiegoś bata. Śmiertelnik słyszał o tym, że przed jego przybyciem książę spędził jakiś czas w więzieniu Asgardzkim i zakładał, że to właśnie stamtąd pochodzą owe blizny.

- O niczym szczególnym - odparł, siadając lepiej na skraju bali.

Zamoczył miękki, włochaty materiał, który przypominał ziemską gąbkę, w wodzie, po czym zaczął obmywać jego plecy. Delikatnymi, kolistymi ruchami kierował się znad krzyża Jotuna, przez cały kręgosłup, czując każdy kręg pod dłonią, aż do ramion. Opuszkami palców muskał nagą skórę, była miękka i chłodna. Gdzieś w trakcie Tony całkowicie opuścił materiał do wody i korzystał tylko ze swych namydlonych rąk. Błądził nimi po ramionach i klatce piersiowej zielonookiego, wywołując w nim ciche, niemal niesłyszalne wzdychania. Ciemne palce sługi wspaniale kontrastowały z białą szyją Lokiego, posyłając dreszcze do ciała Tony'ego, gdy Psotnik w tak wspaniały sposób odchylił ją i przymknął oczy, z pewnością rozkoszując się dotykiem ciepłych dłoni mężczyzny. Stark przesunął swoje dłonie ponownie na klatkę piersiową boga i musnął jego sutki. I na wszystko, co ważne w tym królestwie, Loki wydał z siebie długi, seksowny, głęboki jęk, odchylając szyję do tyłu. Anthony musiał zmienić pozycję na bali, bo jego idiotycznie obcisłe skórzane spodnie zrobiły się nagle jeszcze bardziej obcisłe w pewnym rejonie. Odchylona, blada szyja Lokiego wręcz zapraszała, kusiła usta Tony'ego, by jej spróbować, a ponieważ Tony jest słaby wobec takich pokus, toteż dał się zwieść na pokuszenie.

Skóra Lokiego nie tylko pachniała zimą, ale również nią smakowała, gdy Tony delikatnie zaczął składać na niej krótkie pocałunki. Zdawało się, że księciu to wcale nie przeszkadzało, przeciwnie, zachęcał go do dalszych pocałunków, wplatając swoją dłoń w jego krótkie włosy i ściskając mocno. To było cudowne uczucie dla śmiertelnika, który wypuścił z ust głośny jęk, tuż przy uchu psotnika. Swoje usta kierował po kości szczęki, aż do podbródka i w końcu, by połączyć je z ustami Lokiego, jak wielokrotnie robił to w swoich fantazjach. Jednak rzeczywistość była o wiele lepsza niż fantazje. O niebo lepsza. Gdy tylko Loki odwzajemnił pocałunek, Stark przekonał się o prawdziwości legendy o srebrnym języku swojego pana. Książę całował nieziemsko, w sposób...nie, Tony nawet nie był w stanie wykrzesać z siebie myśli, w jaki to wspaniały sposób całował jego Rogaś. Niemniej jednak ten pocałunek spowodował gęsią skórkę na ciele inżyniera i jemu to się cholernie podobało.

Gdy odsunęli się od siebie, oczy Lokiego błyszczały w ten swój piękny sposób, który Tony uwielbiał. Blade lica księcia teraz przybrały kolor szkarłatny i Stark w myślach przybił sobie piątkę, za doprowadzenie go do takiego stanu.

- Myślałem...że nie chcesz być… - zaczął Loki, starając się nie sapać - jak to ująłeś, moją dziwką.

- Bo nie chcę. - Tony wzruszył ramionami, przysuwając się jeszcze bliżej Lokiego. Palcami zaczął wodzić po nagim ramieniu księcia. - Ale to nie znaczy, że nie możemy się zabawiać. Ja chcę, ty chyba też, prawda, Lokes?

Psotnik tylko się zaśmiał, pstrykając palcami. Nagle obok niego siedział nagi Stark z wyraźną erekcją, skierowaną w stronę księcia. Mężczyzna był zaskoczony takim szybkim obrotem spraw i wydał z siebie krótki, mało męski dźwięk - oczywiście, potem zaprzeczy, że coś takiego miało miejsce. Loki położył swoje dłonie na biodrach śmiertelnika i jednym zwinnym ruchem - rany, on to jest silny, w końcu Tony nie jest piórkiem - wciągnął go do wody, wprost na swoje kolana. Wtedy Stark poczuł, że Lokiemu też bardzo podobał się ten pocałunek i myśl, co jeszcze się może stać.

- A już myślałem, że będę musiał paradować nago po komnacie przez całe dnie - rzucił, przenosząc dłonie na lędźwie Starka. - Twardy jesteś, Anthony.

- Księciu nie wypada używać tak brzydkich wyrażeń. - Loki uszczypnął go w pośladek i zaskakująco, Tony nie odczuł tego jako karę. - Ale serio, chcesz…

- A myślisz, że dlaczego pozwalałem ci się podglądać? - Tony uniósł brew ku górze w delikatnym zdziwieniu. Nie sądził, że Loki o tym wie, ale z drugiej strony tu nic nie da się ukryć. - Doprawdy, sądziłem, iż niedługo odrzucę wszelki ubiór i po prostu będę cały dzień nago, byś cokolwiek zrobił, min lysende stjerne.

- No ej, nieładnie obrażać mnie przed seksem! - Loki nachylił się w jego stronę, by szepnąć mu coś do ucha. W tym samym czasie dłoń księcia powędrowała w dół, po jego klatce piersiowej, wprost do przyrodzenia, które mocno chwycił w dłoń. O rany, Tony niemal podskoczył z przyjemności, gdy ręka Lokiego zaczęła się przesuwać po nim.

- Jeśli zasłużysz, wyjawię znaczenie tych słów, min lysende stjerne.

- Jestem bardzo dobrym sługą - jęknął, gdy Loki nieznacznie wgryzł się w jego bark. - Umiem zasłużyć.

O tak, tamtej nocy, Tony wielokrotnie zasłużył na to, by Loki wyjawił mu prawdę, zwłaszcza gdy wykonywał piękną arię, składającą się z jęków wymieszanych z imieniem księcia, gdy raz po raz osiągał szczyt.


Oh, ten gość jednak wprowadzę go w następnym rozdziale na początku, bo nie chciałam po takim miłym rozdziale dawać początku dramaciku.
*min lysende stjerne - ino posiłkowałam się google translate, jakoże ja szprecham po niemiecku, angielsku i trochę po rosyjsku. Ale to miało znaczyć 'my bright star' - 'moja jasna gwiazdo'