- Cóż za wspaniały widok o poranku - rzekł Loki, oblizując usta. Jego oczy podziwiały, wręcz upajały się widokiem nagiego Anthony'ego, który stał obrócony do niego plecami, tuż przy oknie. Światło porannego słońca oświetlało go, niemal sprawiając, że błyszczał. Na Norny, wspaniały widok. Książę odrzucił skórę i usiadł na skraju łoża, kładąc dłoń na stronie, gdzie do niedawna leżał jego Midgardczyk. Miejsce wciąż było ciepłe, co przywiodło wspomnienia poprzedniej nocy i wcześniejszych, od momentu, gdy Anthony zaczął z nim regularnie sypiać.

'Ale nie to, że jestem twoją dziwką, Lokes, pamiętaj' powtarzał mu za każdym razem, gdy ze sobą współżyli. 'Ja po prostu lubię seks z tobą.'

Tak, Loki też lubił seks z Anthonym. Jak na tak niewielkiego i młodego Midgardczyka, Anthony miał wielkie doświadczenie. Wiedział, co dokładnie zrobić, by zadowolić swojego księcia. A robił to w tak wspaniały sposób, iż we wszystkich królestwach powinni śpiewać o nim pieśni chwalebne. Jednak Anthony nie tylko zadowalał ciało księcia, ale pomału także jego serce. Loki nawet nie wiedział, kiedy jego Midgardczyk stał się kimś więcej niż tylko denerwującym sługą, kulą u nogi, uwiązaną przez rozkaz jego matki. Nie, teraz mężczyzna był kimś więcej dla niego, choć Psotnik nigdy by się do tego nie przyznał.

Nie przyzna się, że darzy głębszym uczuciem swoją jasną gwiazdę.

Czarnowłosy półbóg wstał z łóżka i, najciszej jak umiał, podszedł do Tony'ego. Oplótł go ramionami, przybliżając swoje nagie ciało do jego ciała i poczuł, jak śmiertelnik zadrżał i napiął mięśnie, jakby się przestraszył. Anthony zacisnął dłonie na przedramieniu Lokiego, gdy dłoń zielonookiego posuwała się w górę po jego klatce piersiowej w stronę reaktora i serca. W tym momencie, Loki wiedział, że coś działo się z jego sługą. Obrócił mężczyznę w swoich ramionach i uniósł jego podbródek ku górze.

Anthony miał napuchnięte, przekrwione oczy - oznaka wylanych łez. Bez zastanowienia mag przyciągnął go do swojego ciała, dłoń wplótł w krótkie, brązowe włosy człowieka i delikatnie je przeczesywał w geście uspokojenia, szepcąc Tony'emu do ucha.

- Już dobrze, ma jasna gwiazdo. - Stark zaciskał swoje dłonie na plecach księcia, wbijając mu paznokcie w skórę. Oj, pozostaną mu ślady, minimum przez kilka godzin. Midgardczyk nie ronił łez, tylko mruczał w skórę Lokiego, jakoby ktoś miał po niego przyjść i zabić, jeśli nie spełni jego życzenia. - Nie obawiaj się - powiedział Loki, całując czubek głowy sługi - nikomu nie pozwolę zrobić ci krzywdy. Ktokolwiek odważy się podnieść na ciebie rękę, zginie marnie od ostrza mego miecza. Należysz do mnie i to ja decyduję o twym żywocie. I zostaniesz przy moim boku już na zawsze.

Tony zaśmiał się, pociągając nosem, nim uniósł swoje brązowe, zaszklone oczy na Lokiego.

- To zabrzmiało prawie jak oświadczyny, Lolo - rzucił Stark - a gdzie pierścionek?

- W Asgardzie nie ma pierścionków na zaręczyny. Rodziny ustalają kto i kiedy ma się związać na zawsze. Rodzina oblubieńca zajwia się w domu oblubienicy i wręcza złoto ojcu, w zamian za rękę jego córki - wyjaśniał Loki - A potem Wszechojciec i moja matka odprawiają rytuał połączenia dwóch dusz, serc i ciał, na zawsze.

- To takie…średniowieczne - prychnął mężczyzna, odsuwając się od maga. Obrzucił go spojrzeniem, pełnym zastanowienia. - Mówisz o tym tak, jakbyś miał doświadczenie.

- Byłem żonaty. Moja małżonka, Sygin, nadobna dama w Asgardzie. - Twarz Tony'ego wypełnił smutek, gdy Loki oznajmił mu tę wiadomość. - Piękność pośród dam ze wszystkich dziewięciu królestw.

- Mówisz o niej w czasie przeszłym. - Tony ciężko przełknął ślinę, starając się nie wyobrażać Lokiego w ślubnym garniturze. Chociaż nie, w Asgardzie nie ma garniturów, oni noszą skóry i tuniki. - Nie żyje?

- Oh, nie! Żyje i ma się całkiem dobrze. Mieszka w mojej posiadłości, w mieście. - Loki mimowolnie uśmiechnął się na wspomnienie dawnej ukochanej.

- W takim razie rozwód. Jesteś rozwodnikiem. - Na to elegancka, czarna brew księcia uniosła się ku górze w niemym zapytaniu. - No ta cała wasza więź została rozwiązana, tak? - Zielonooki pokiwał głową. - No, czyli jesteś rozwodnikiem. To dobrze, bo trochę głupio by było sypiać z żonatym facetem. Nie, żeby mi to jakoś przeszkadzało, sypiałem już z mężatkami w przeszłości, wiesz, nie jestem wybredny, czy coś. Poza tym to były przygody na jedną noc, także w sumie się nie przejmowałem z kim idę do łóżk…

- Na Norny, muszę znaleźć twym ustom inne zajęcie, bowiem potok słów wychodzący z nich nie ma najmniejszego sensu. - Tony tylko wywrócił oczyma. - Tak, według twojego, midgardzkiego rozumienia jestem rozwodnikiem, od ponad stulecia.

- A co się stało? - Na dłuższą chwilę zapadła między nimi cisza i ciężka atmosfera, którą można było kroić nożem. Tony mentalnie palnął się w łeb, gdy tylko zobaczył smutek w zielonych oczach Lokiego. - Przepraszam, nie powinienem...rany, ja zawsze coś palnę, czego nie…

- Postanowiłem, wraz z matką, iż lepiej będzie dla Sygin, jak się rozstaniemy i nie będziemy sobie przypominać o bólu, który przeżyliśmy - cicho wyjaśnił książę, spoglądając w przestrzeń za Tony'm.

- Chodzi o waszych synów, prawda? - Tak, to było oficjalne, Tony Stark miał zero taktu, bo po raz kolejny, w ciągu pięciu minut naruszył najbardziej prywatne i bolesne wspomnienia Lokiego z Asgardu. - Przepraszam, przepraszam, Loki, ja…

- Tak, chodzi o naszych synów. Po ich śmierci...ból przepełniał nasze serca zbyt mocno. Rozstanie i zaklęcie zapomnienia było najlepszym, co mogłem jej ofiarować. - Loki przymknął na chwilę oczy, by powstrzymać łzy, które próbowały się wydostać na zewnątrz. Często, gdy wspominał Nariego i Valiego, czuł ukłucia bólu w sercu. Choć przez lata ten ból stopniowo stawał się do zniesienia, to Loki wiedział, że nigdy nie przeminie.

Nie wiedząc, co zrobić, Tony po raz kolejny mocno ścisnął ciało księcia w swoim. Gdyby tylko Loki był zwykłym człowiekiem, pewnie by miał teraz zmiażdżone żebra. Czarnowłosy mag odwzajemnił uścisk. Gdy odsunęli się od siebie, Loki posłał mu niewielki uśmiech.

- Dość już tego ponurego nastroju o poranku. - Tony przytaknął mu, z zawadiackim uśmieszkiem na twarzy.

- Proponuje rozproszenie. - Loki pozostawał cicho, dając mu szansę na kontynuację myśli. - Najlepszym rozproszeniem jest seks. Ja rozproszę cię, używając moich ust do czegoś innego niż gadanie, a ty rozproszysz mnie tym swoim seksi hełmem z rogami, mój Rudolfie.

- Mam założyć zbroję? - dopytał mag.

- Nie zbroję. Sam hełm. - Stark wzruszył sugestywnie brwiami, oblizując usta. Po chwili konsternacji Loki wyczarował swój rogaty hełm, wprost na swojej głowie. I, o rany, Tony obrzucił go tak pożądliwym spojrzeniem, iż jego przyrodzenie natychmiast zareagowało, stając. - O taaaak.

- Zaczynam mieć myśli, iż mój hełm to twój...fetysz. - Tony tylko potaknął na to stwierdzenie. To była prawda. Rogi na złotym okryciu głowy były jego fetyszem, tuż zaraz po dominującym tonie Lokiego, który słyszał już kilkakrotnie w łóżku. I wcale się tego nie wstydził, uwielbiał patrzeć na swojego maga w tym hełmie, miał wtedy wiele nieprzyzwoitych myśli - w zasadzie Tony zawsze ma nieprzyzwoite myśli, jeśli chodzi o Lokiego, zwłaszcza ostatnimi czasy. - Jestem na górze. Ty grzecznie leż - powiedział, popychając drugiego mężczyznę na środek łoża - a ja pokażę ci, jakim jestem dobrym sługą i jak wspaniale umiem czcić mojego księcia i boga.

Anthony rozsunął jego uda i usadowił się na skórach między nimi. Przesuwał dłońmi po biodrach księcia i kierował się w kierunku klatki piersiowej i szyi mężczyzny, by choć trochę ogrzać jego chłodne ciało.

- Mój wielki i wspaniały książę - szepnął Tony głosem przepełnionym pożądaniem.

- A teraz pokaż swojemu panu, jak potrafisz go uwielbiać. - Midgardczyk się zaśmiał, nim jego usta znalazły inne zajęcie. Loki bezwstydnie jęknął i sapnął, gdy poczuł gorący oddech Tony'ego na swoim członku. Tak, jego sługa umiał o niego zadbać. - Mój drogi sługa, taki posłuszny swemu panu - mówił, wplótłszy dłoń we włosy Tony'ego i ściskając mocno. Stark jęknął, a wibracje, wydane przez jego gardło, jeszcze bardziej podnieciły Lokiego. - Mój mały sługa.

Jęki, ciężkie oddechy i sapanie, pełne podniecenia wypełniły książęcą komnatę. Obaj mężczyźni byli pogrążeni w akcie fizycznej przyjemności i przegapili moment, w którym drzwi do pomieszczenia zostały otwarte na oścież - najprawodobniej przyczyną przegapienia był fakt, że w tamtej chwili Anthony opuszczał siebie na twarde przyrodzenie księcia Lokiego.

- Mój książę… - obaj usłyszeli głos służki, Eir. - Oh! - Elfica natychmiast zamknęła oczy, odwróciła się na pięcie i wybiegła na zewnątrz, zatrzaskując za sobą drzwi. Po chwili zapukała, lecz już nie weszła do środka. - Wybacz, mój książę.

Loki tylko warknął na nią, dając jej do zrozumienia, że przeszkodziła im. Stark, natomiast, podtrzymywał się w powietrzu, tuż nad Lokim, nie wiedząc, czy będą uprawiać seks, czy nie.

- Mój książę, twoja matka i Wszechojciec wzywają cię natychmiast do sali tronowej - odezwała się ponownie przez drzwi. - Książę?

- Ugh - mruknął Tony, z wyraźnym grymasem niezadowolenia na twarzy. - Koniec seksu? Rany, nawet nie zaczęliśmy. No zobacz. - Wskazał na swój nabrzmiały członek. - I kto się tym teraz zajmie? Sam mam sobie obciągnąć, gdy ty będziesz tam?

- Nawet się nie waż - przestrzegł go Loki. Pstryknął palcami i po chwili erekcja Tony'ego zniknęła. - Dokończymy, gdy wrócimy z rozmowy.

- A może nie będę już w nastroju, co, Rogasiu?

- Wprawię cię w nastrój, ma gwiazdo. - Loki po raz kolejny pstryknął palacami i oboje z Tony'm byli ubrani w poranne tuniki i skórzane spodnie. Książę chwycił z kozetki swój skórzany, srebrno - czarno - zielony płaszcz, zarzucił go na ramiona i po chwili wyszli z komnaty.

Zarówno Tony, jak i Loki, obrzucili Eir zezłoszczonym spojrzeniem, gdy elfica prowadziła ich do sali tronowej, mrucząc raz po raz pod nosem ciche przeprosiny.

Gdy weszli do komnaty, z zaskoczeniem odkryli, że prócz Friggi i Odyna znajdują się tam jeszcze trzy osoby. Starszy mężczyzna z długimi, czarno-siwimi włosami, zaplecionymi w gruby warkocz, odziany w białą, długą tunikę, z połyskującego materiału. Na nogach miał coś, co przypominało ziemskie sandały, z przyczepionymi żywymi liśćmi - ale Stark nie był przyrodnikiem, by powiedzieć, co to za roślina - do boków obuwia. Obok niego stała kobieta - miała na sobie suknię, więc śmiertelnik założył, iż to kobieta - o pięknych, długich kruczych włosach. Delikatne fale opadały na jej ramiona, owinięte cienką, zieloną woalą. Na sobie miała pistacjową suknię, sięgającą kostek, a na nogach ten sam rodzaj butów, co mężczyzna. Druga kobieta była blondynką i miała na sobie brunatną suknię. Tony nie widział ich twarzy.

- Cieszę się, że w końcu do nas dotarłeś, mój synu - odezwał się Odyn, na chwilę zbijając go z pantałyku. Ah, oficjalna wizyta, więc Loki nadal jest synem Wszechojca, a nie tylko Friggi. Młody półbóg tylko się sztucznie uśmiechnął i kazał Tony'emu i Eir usunąć się w kąt. Władca Asgardu przywołał go do przodu, do stołu, gestem dłoni. - To lord Eleraon i jego córki Anariela i Kalliera, z Alfheim.

Cała trójka ukłoniła się Lokiemu.

- Jest to zaszczyt znaleźć się w twym pałacu, Wszechojcze i poznać twą rodzinę. Pani. - Klęknął przed Friggą, po czym powtórzył ten sam gest przed Lokim. - Książę Loki.

- Witajcie w Asgardzie - radosny ton Friggi wypełnił salę. - Proszę, zasiądźmy do stołu. Anthony, Eir, przynieście jadło.

Przekąski i wino już czekały na nich przed pomieszczeniem, toteż dość szybko ustawili na stole naczynia i rozlali napój. To wtedy Tony przyjrzał się przybyszom. Obie panie miały zielonkawo-brązowe oczy. Ich twarze ukazywały piękno. Tony stwierdził, że póki co, wszystkie przedstawicielki rasy Alfów, przynajmniej te, które poznał, są piękne.

- Czemuż, zawdzięczamy tę wizytę? - Loki w końcu przerwał ciszę swoim pytaniem. - Zostałem oderwany od bardzo ważnej czynności. - Na to Tony zaśmiał się cicho pod nosem. - Lordzie Elearon…

- Lord Elearon i jego córki przybyły tu, by odbyć rozmowy o mariażu. - Loki był nieco zdziwiony tym wyjaśnieniem, tak samo, jak Stark. Ślub?

- Nie do końca pojmuję, ojcze.

- Mój synu, ty i twój brat poślubicie córki lorda Elearona - Odyn oświadczył to tonem, który wyraźnie dawał do zrozumienia, że to finalna decyzja. - Anariela zostanie twoją żoną, Loki.

Wtedy usłyszeli brzdęk metalu, uderzającego o kamienną posadzkę.

- Kpisz ze mnie, ojcze? To ma być część mojej kary? - dopytywał oburzony, a Odyn tylko pokręcił głową. - A co na to Thor? Z pewnością nie zechce się ożenić z nią. - Wskazał dłonią na drugą z elfic. - On kocha tę śmiertelniczkę, Jane Foster.

- Thor powinien wiedzieć, że księciu Asgardu, który kiedyś zostanie królem, nie przystoi wiązać się z kobietą z Midgardu. Thor wypełni moją wolę, tak samo, jak ty, Loki, gdy tylko powróci z wyprawy do Nidavelliru. - powiedział groźnie. - Jestem twoim ojcem. - Loki już chciał się sprzeciwiać, ale Odyn nie dał mu sposobności. - Jestem też twoim władcą i to ja decyduję o twoim losie. Poślubisz córkę lorda Elearona. To moje finalne słowo. A teraz - oświadczył i wskazał ręką na sługi. - Eir, ogłoś zaręczyny książąt w pałacu, w Asgardzie, a Heimdall niech ogłosi zaślubiny w dziewięciu królestwach.

- Ja już nie mam nic do powiedzenia? - zapytał Loki, mimo tego, że znał już odpowiedź. Odyn nie pozwoli mu się sprzeciwić jego woli. Młody książę spojrzał na swoją matkę w poszukiwaniu jakiejś odpowiedzi bądź wsparcia, jednak kobieta tylko uśmiechnęła się do niego ciepło, pozostając w ciszy.

Loki wstał od stołu, szybko, niemal przewracając krzesło i oddalił się od grupy. Jego zielone oczy powędrowały w stronę Anthony'ego i Eir, którzy stali pod kolumnami. Psotnik dostrzegł pełne bólu i smutku spojrzenie jego małego sługi.


A/N: I jak wrażenia?

Dziękuję za komentarze, polubienia, śledzenia.

Generalnie, postaram się o kolejny jeszcze w ten weekend. Mam wolne, więc będę pisać.
W następnym rozdziale, Tony wykonuje pewną przysługę dla swojego pana.

Opinie będą mile widzane.

Intoxic