A/N: Rozdział zawiera nawiązania do Thor:Mroczny Świat i Strażnicy Galaktyki.

Dzięki za polubienia, śledzenia, komentarze.


Jak się okazało, księciu Thorowi również nie przypadł do gustu ten cały pomysł z ożenkiem z córkami lorda Elearona. I to nie tylko dlatego, że Thor, gdy wrócił do Asgardu nie wrócił sam, tylko ze swoją śmiertelną ukochaną, ale również, dlatego, że nie spodobała mu się jedna z córek. Co więcej, Gromowładny urządził niezłą scenę w sali tronowej, krzycząc do Odyna, że nie poślubi jej, że jak Odyn chce, to sam może się z nią ożenić i, że może go pocałować gdzieś. Oczywiście powiedział to w bardziej szekspirowski i elokwentny...nie, tylko bardziej szekspirowski sposób, a przynajmniej tak sobie to tłumaczył Tony, nie do końca jeszcze znający język Asów.

Loki zdenerwował się bardziej prywatnie. Tamtego poranka, gdy wrócili do ich komnaty, Psotnik usiadł na łóżko i zaczął wzdychać ciężko. Jego oczy pociemniały, a palce, które zaciskał na skraju łoża, zrobiły się jeszcze bledsze, iż niemal były białe w tamtym momencie. Kiedy tylko Tony zrobił krok od drzwi, by znaleźć się bliżej niego i zrobić cokolwiek, choć nie wiedział, co, Loki nagle wstał, a z jego palców wydobyły się zielone iskry. W mgnieniu oka krzesło roztrzaskało się z hukiem o ziemię, fiolki z miksturami leżały porozbijane, a Tony modlił się w duchu, by, żaden z płynów nie miał jakiś dziwnych skutków ubocznych, jak ten sprzed tygodnia, który pozostawił Tony'ego na cały dzień z kocimi uszami. Lokiemu, osobiście, Tony z kocimi uszami bardzo się podobał, zwłaszcza gdy podczas głaskania go po głowie, sługa mruczał.

- Loki! Loki! - Tony starał się dotrzeć jakoś do Lokiego, ale bóg mamrotał coś pod nosem, po nordycku, ignorując Starka. - Loki!

- Jak on śmie mnie tak karać? Wolałbym, by wsadził mnie na powrót do lochu, niż żenił z jakąś Alfką. Chce mnie kontrolować, jakbym był wciąż niedorostkiem - mruknął zezłoszczony, nawet nie spoglądając na Tony'ego. - Nie ma prawa! Nie jest moim ojcem!

Iskry wciąż się wydobywały z koniuszków palców maga, powodując roztrzaskiwanie się przeróżnych fiolek, często z niebezpiecznymi eksperymentami - jak to mówił Stark. I to odrobinę przerażało inżyniera, toteż ruszył do przodu, zaklinając wszystkie duchy i bogów i stanął przed Lokim. Chwycił jego dłonie w swoje i mocno ścisnął, zwracając na siebie uwagę księcia.

- Loki, przestań - powiedział, starając się brzmieć łagodnie. Na ile to mu wyszło? Nie był pewien, ale zdecydowanie zielonooki spojrzał w jego brązowe oczy. Cokolwiek w nich dostrzegł, a Tony starał się pokazać przez nie spokój, pomogło, bo Loki przestał wystrzeliwać iskry magii. - Chodź. - Poprowadził go w stronę łoża. - Usiądziemy.

O dziwo, Loki pozwolił się poprowadzić i usadzić swojemu słudze. Anthony zajął miejsce obok niego, kładąc dłonie na jego dłoniach, które spoczywały na kolanach księcia.

- On nie ma prawa - szepnął Psotnik.

- Nie ma, wiem - zawtórował mu Tony, łagodniejszym tonem. - Pierdolić, co mówi Odyn. Jesteś dorosły, nie może ci wybierać żony. Poza tym ona nie jest nawet ładna, jak ma zostać księżniczką Asgardu? Księżniczki muszą być piękne, zwłaszcza twoja żona. Choć żadna nie dorówna urodą tobie, mój książę.

Loki się zaśmiał, spoglądając na człowieka kątem oka.

- Olać tego lorda i jego córki. Nikt cię nie może zmusić do ślubu. Skopię im tyłki, jeśli trzeba. - Stark posłał mu jeden z tych swoich wyuczonych uśmiechów, których zwykle używał podczas sesji zdjęciowych, choć tym razem ten uśmiech był szczerszy niż te dla tabloidów. - Powaga, Rogasiu, skopię tyłek nawet samemu Wszechtacie, jeśli tylko chcesz.

- Mój mały, dzielny sługa, gotowy na takie poświęcenie dla swojego pana. - Loki ścisnął jego dłoń.

- Powaga, Lokes, nie damy cię ożenić z nią. Poza tym, co by się stało wtedy ze mną?

- Oczywiście, że ty zostajesz ze mną - oświadczył stanowczo. - Do końca swoich dni będziesz przy moim boku, gdziekolwiek mnie poślą.

- Super. No i Thor nie ożeni się z nią - dodał sługa, opierając głowę na ramieniu Lokiego. - On szaleje za Jane. Bo, po co by ją do Asgardu zabrał znowu? To wyraźny znak, że chce z nią być.

- Jane Foster jest tu z innego powodu. Wchłonęła Aether. - Tony uniósł brew ku górze w zapytaniu. - Matka opowiadała nam historię o Mrocznych Elfach zamieszkałych na Svartalfheim. Ich przywódca, Malekhith, niegdyś posiadał moc Aetheru. Moc ta była niezrównana niczemu. To broń stworzona z nicości. Malekith pragnął pogrążyć cały wszechświat w wiecznych ciemnościach. Zrodzone z wiecznej nocy, pragną ukraść światło. - Loki mimowolnie się uśmiechnął, przypominając sobie siebie, jako dziecię i Friggę, która opowiadała im tę historię. - Raz, milenia temu, Malekhit niemal osiągnął sukces, lecz został powstrzymany przez mego dziada...przez ojca Odyna, Bora. Legendy głoszą, iż Aether jest jednym z kamieni nieskończoności, stworzonym, nim narodził się wszechświat, z bytów specjalnych i jako jedyny nie ma stałej postaci klejnotu. Owe resztki bytów zostały wtłoczone w postaci sześciu kamieni.

- Tesseract też nie jest klejnotem. To kwadratowa...skrzynka. - Loki przytaknął na to.

- Rzeczywiście, jednak Aether ma postać płynu, który wchłonięty, pochłania energię życiową swojego nosiciela. - Chwilę to zabrało, nim konkluzja zagrała w umyśle Tony'ego.

- To Jane umrze? - Otworzył oczy w zdumieniu. Nie to, że jakoś przyjaźnił się z Jane, w końcu widywał ją bardzo rzadko, wg, Foster minęło pięć ziemskich lat od ich ostatniego spotkania, a tak naprawdę były to trzy Asgardzkie miesiące, ale polubił ją. Nie tylko dlatego, że mówiła mu, co słychać u jego znajomych i jak poradzili sobie z jego oficjalną 'śmiercią.' Tak, T.A.R.C.Z.A., ogłosiła śmierć Tony'ego po dwóch latach od jego wlecenia w przestrzeń kosmiczną. Z początku go to dotkliwie zabolało, jednak gdy to przemyślał, zrozumiał, że tak będzie lepiej. W końcu i tak nie wróci już na Ziemię, nie tylko dlatego, że jest sługą, ale również dlatego, że nie chce opuszczać Lokiego.

Bo, cholera, zakochał się w zielonookim magu. Zakochał się po uszy.

- Tak - odpowiedział książę swoim stoickim głosem, wplatając dłoń w krótkie włosy Tony'ego. Po chwili zaczął je przeczesywać. To był jego już naturalny odruch, przyzwyczajenie. A Starkowi wcale to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. - Jedynym sposobem na ratunek tej śmiertelniczki byłoby zjawienie się mrocznych elfów, którzy by odebrali Aether. Jednak te istoty zostały zabite przez mego...przez Bora i Asgardzką armię. Nie ma nadziei dla Jane Foster. Mój osłowaty brat sądził, iż Odyn lub Matka będą w stanie udzielić jej pomocy, lecz doznał gorzkiej porażki. Nic nie uratuje Jane Foster. Mój brat musi się z tym pogodzić.

Cóż, okazało się, że Loki był w błędzie. W zasadzie wszystkie dziewięć królestw było w błędzie. Otóż Mroczne Elfy wcale nie wyginęły. Przeciwnie, żyły i właśnie zjawiły się w pałacu Asgardzkim, w którym znajdował się Aether. Gdyby Tony mógł przewidzieć, że kiedyś będzie musiał walczyć z kosmitami bez swojej zbroi, lepiej by się przykładał do lekcji walki z Lokim. A teraz przeciskał się przez korytarz, w kierunku komnaty Lokiego, raz po raz unikając dziwnych ostrzy Elfów.

Na wszystko, co święte, co to za dziwaczne dzidy z jakimiś fioletowawym światłem? Ugh, Stark unikał tego światła, jak tylko mógł, gdy tylko przekonał się o jego działaniu. Na jego oczach jeden ze strażników został wchłonięty przez coś, co mogło uchodzić za czarną dziurę. Anthony był przerażony. Nie tylko bał się o siebie, ale też o swojego ukochanego księcia. Loki miał być w bibliotece tego poranka, ale teraz pomieszczenie było zrujnowane, a Psotnika jak nie było tak, nie ma.

- Kurwa, z czego wy jesteście? - żachnął się, przebijając mieczem szyję jednego z elfów. Mocował się z osobnikiem już dobre dwadzieścia minut i ta kreatura dostała trzy razy, ale dopiero ostatni był tak mocny, że padł na złote kafle holu. - Fandral! - Tony zauważył blond wojownika, który właśnie posłał triumfalny uśmiech uśmierconemu Elfowi. Stark dobiegł do niego, po drodze podcinając dwa elfy - plus jego niskiego wzrostu. - Widziałeś księcia Lokiego?

- Jesteśmy w trakcie walki, a ty…

- Anthony! - Znajomy głos doszedł jego uszu i pechowo dla niego obrócił się w złym momencie. Światło wychodzące z dzido-miecza elfa, kierowało się wprost na niego. O rany - pomyślał - to mój koniec. Żegnaj wszechświecie, tracisz najprzystojniejszego faceta w całej galaktyce.

Ale ten promień nigdy go nie dosięgnął.

Tony otworzył oczy, których nawet nie wiedział, kiedy zamknął i dostrzegł przed sobą Lokiego, w pełnej zbroi i Fandrala, który chronił go własną tarczą.

- Gdzieś ty kurwa był?! - Tony wrzasnął, łapiąc Lokiego za dłoń. Naturalny odruch, by upewnić się, że Loki tu jest na prawdę. - Szukałem Cię wszędzie!

- Gdzie ty się podziewałeś?! - odparł równie zdenerwowany Psotnik. Dotknął policzka Tony'ego, spoglądając mu głęboko w oczy. - Nic ci nie jest? Nie zranili cię?

- Małe ranki, zagoją się. A ty? Cały jesteś? - Książę przytaknął. I może to było pod wpływem chwili, a może to uczucie, że mogą zginąć za kilka krótkich momentów, ale Tony porwał Lokiego w swoje ramiona i wpił się namiętnie w jego usta. Zielonooki nie protestował i całował śmiertelnika z równą pasją.

W tamtej chwili nie przejmowali się, iż dookoła trwały walki, ciała poległych padały na ziemię. Liczyli się tylko oni i to, że są cali, póki co. Szczęściem dla nich w sali zjawił się Odyn ze swoją magiczną włócznią, Gungnirem. Bez wahania wybił pozostałe elfy, po czym posłał chłodne spojrzenie w stronę Lokiego i Tony'ego, ale oni i tym się nie przejęli, tylko pozostali nadal w uścisku. A potem, Odyn wręcz wybiegł z sali, z przerażeniem w błękitnych oczach.

To przerażenie zwiastowało jedną z najgorszych tragedii w Złotym Królestwie.

Królowa Frigga zmarła, broniąc Jane Foster przed Malekithem.

We wszystkich dziewięciu królestwach nastała żałoba. Asgard opłakiwał swoją królową na pięknym pogrzebie. Ciało Friggi i poległych wojowników spoczywały w drewnianych łodziach, które za krótką chwilę miały wypłynąć na wodospad. Dookoła niej, na wodzie unosiły się płatki kwiatów, pochodzące z jej ogrodu, które Eir zebrała, nim zapadła noc. Mieszkańcy Asgardu trzymali w dłoniach świetlne kule, symbolizujące dusze poległych, które mieli wypuścić w niebo, gdy tylko łodzie spadną z wodospadu. Łucznicy wypuścili zapalone strzały w stronę łodzi. Gdy tylko statek z ciałem królowej dotarł na skraj wodospadu, Odyn stuknął raz swoją włócznią o ziemię. Jej ciało zmieniło się w maleńkie gwiazdy, które uniosły się wprost do pogrążonego w ciemnościach nieba.

Tony odważył się spojrzeć na bladą twarz Lokiego, który stał obok Thora i Jane. Jego Psotnik zdawał się przywdziać maskę obojętności, ale Stark wiedział, że jest wprost przeciwnie. Śmierć Friggi bardzo dotknęła Lokiego, zbyt mocno. Gdy sługa go obserwował tuż po pogrzebie, gdy udali się do komnaty, miał wrażenie, że coś pękło w nim.

- Chcę zostać sam - powiedział ponuro, nadal kryjąc swoje emocje, ale Tony wiedział lepiej.

- Nie. - Loki posłał mu wściekłe spojrzenie i podszedł do niego. Chwycił go za przód tuniki i uniósł ku górze, jak gdyby Tony ważył tyle, co piórko. Zielone oczy boga płonęły wściekłością i bólem, ale Stark był nieugięty. Nie mógł i nie chciał zostawić Lokiego samego. Nie teraz ani nigdy. - Nie.

- Śmiesz mi się sprzeciwiać? Jesteś moim sł…

- Wiem, kim jestem. I dlatego chcę zostać, muszę zostać. - Loki opuścił go i dzięki bogu nie tak mocno i Stark nie wylądował na tyłku na ziemi, tylko stanął na własnych nogach. - Nie możesz być teraz sam. Loki…- Tony chwycił go za dłoń, ale mag szybko ją strząsnął, obracając się do niego plecami. Śmiertelnik westchnął i oplótł go w pasie od tyłu, przytulając swój policzek do jego kręgosłupa. - Ja wiem, co czujesz. Wiem, że masz ochotę każdego zabić i być sam teraz, ale nie możesz. Wierz mi, nie możesz. Wiem, jak to jest stracić kogoś tak bliskiego.

- Nic nie wiesz - mężczyzna wycedził przez zęby, nie odwracając się.

- Wiem, też straciłem matkę i ojca. Miałem ledwo szesnaście lat. Ojcem się tak wtedy nie przejąłem, ale matka...tylko ona mnie tak naprawdę kochała. To ona o mnie dbała, ona i Jarvis...a kiedy obojga zabrakło...moje życie… - głos Tony'ego zawiesił się na bolesnych wspomnieniach. - Moje życie stało się jednym, wielkim pasmem bólu. To nie przeminie, nigdy, ale z czasem nauczysz się to znosić. Pozwól mi sobie pomóc. Mnie nikt wtedy nie pomógł i przez lata odczuwałem tego skutki. Nie chcę, byś skończył jak ja. Pozwól sobie pomóc w tych chwilach, Loki. Pozwól mi być dla ciebie oparciem. Jestem tu dla ciebie i tylko ciebie. I nigdzie się nie ruszę, mój książę.

Loki w końcu pokazał jakąś reakcję. Jego ciało zaczęło się trząść, z palców wystrzeliły iskry, ponownie rozwalając rzeczy w komnacie. Jednak nie to było najdziwniejsze. Nagle ciało księcia zaczęło się zmieniać. Powoli jego mlecznobiała skóra zaczęła się oblewać głębokim odcieniem błękitu. Każdy cal Lokiego przybierał ten królewski kolor, raz po raz przyciemniany, gdy na skórze pojawiały się zawijasy. Oczy Tony'ego mimowolnie zmierzyły księcia od stóp do głów i zatrzymały się na jego krwistoczerwonych oczach.

- Och, nie… - Loki odepchnął Starka i cofnął się o kilka kroków, aż jego plecy uderzyły o przeciwległą ścianę. - Nie patrz na mnie! Jestem potworem! Nie podchodź! Opuść moją komnatę, Anthony, natychmiast!

- Loki…- próbował się zbliżyć do niego.

- Wyjdź! - Tony go nie słuchał, tylko zbliżał się coraz bardziej, wciąż podziwiając zjawisko, które działo się na jego oczach. - Nie podchodź!

- Och, daj spokój, Lokes - zaczął. - To, że się zmieniłeś w smerfa to jeszcze nie koniec świata. - Tony był coraz bliżej, a Loki nie miał już gdzie uciec. No tak, ale miał magię i najwyraźniej niebieskawy on też umiał się teleportować. - No weź! Lokes, nie rób tego. Wracaj tu!

- Nie patrz na mnie, jestem potworem. - Głos dobiegał z mniejszej komnaty, tuż obok pokoju Lokiego. Tony podszedł do ściany i przyłożył do niej ucho, nim się odezwał. Słyszał tylko przyspieszony oddech Lokiego, a w powietrzu czuł lodowaty chłód, który nie był bardzo nieprzyjemny dla jego ziemskiego ciała. - Jestem potworem, którym straszy się dzieci w nocy.

- Nie jesteś potworem. To, że jesteś niebieski, to nic nie zmienia. Dla mnie nadal jesteś moim księciem, Lokes, moim Rudolfem. Nieważne, jaką masz skórę, nie jestem rasistą - mówił w stronę ściany. - Mógłbyś być rażąco różowy i tak byłbyś najgorętszym kosmitą, jakiego znam.

- W tej formie jestem lodowaty - odezwał się za jego plecami. - Dostałbyś odmrożenia. - Tony obrócił się i już miał się uśmiechać, gdy dostrzegł, że piękna niebieska skóra Lokiego, wraca powoli do swego bladego odcienia. - Wybacz mi, Anthony. Ogarnęły mnie emocje. Wybacz, jeśli…

- Przestań już przepraszać, Rogasiu. Miałeś prawo się zdenerwować. Nawet bym się nie zdziwił, jakbyś mi przywalił w pysk. - Loki usiadł na swoim łożu, podciągając kolana pod brodę. Tony usiadł obok niego, biorąc jego dłoń w swoją i złączając ich palce. I czekał, pozostając w ciszy, na to, by Loki wyrzucił wszystko z siebie.

Trochę to trwało, ale Psotnik w końcu się złamał. Z jego pięknych, zielonych oczu pociekły łzy, które Tony ocierał. Śmiertelnik wplótł swoją dłoń w długie czarne włosy i przyciągnął głowę maga do swojej piersi, szeptając do niego słowa pocieszenia. Wiedział, że Loki tego potrzebował. Potrzebował kogoś, kto może i będzie przy nim, teraz gdy stracił ukochaną matkę.

Żałoba Lokiego połączyła się ze wściekłością na Jane Foster. I po raz pierwszy od dłuższego czasu, Psotnik zgodził się z decyzją Odyna o umieszczeniu kobiety w areszcie, po tym, jak nawrzeszczał na nią, iż to przez nią zginęła Frigga. Tony'emu zabrało kilka godzin tłumaczenie, że to nie wina Jane, tylko niefortunny wypadek. Koniec końców przekonał go do tego, a dalej już miało być lepiej.

A było wręcz przeciwnie.

Thor wpadł na najbardziej idiotyczny pomysł, na jaki mógł wpaść. Inaczej tego nie można nazwać. Gromowładny wydukał, że powinni zabrać Jane do królestwa mrocznych elfów, bo inaczej tamci znów najadą Asgard. I, żeby było ciekawiej, przekonał do tego pomysłu bandę wesołków i Sif, Heimdalla, a także Lokiego, który jako jedyny mógł ich zabrać z Asgardu, bez używania Bifrostu.

Czy Tony już wspominał, że to idiotyczny pomysł? Bo był? Najbardziej kretyński ze wszystkich. Po pierwsze, Elfy mają te swoje dzido-miecze i kule, które wytwarzają coś, co wygląda jak czarne dziury. Po drugie to przebiegłe bestie, które są potężne i Stark się zastanawiał, czy Mjolnir im podoła. Próbował błagać Lokiego, by został w pałacu. Nie tylko dlatego, że to naruszało warunki kary Lokiego, ale także dlatego, że bał się o jego życie.

Ale cóż, w tej kwestii nie miał siły przebicia. Loki ruszył wraz z Thorem i Jane na Svartalfheim, po tym, jak banda wesołków pobiła pałacowych strażników. A Tony'emu pozostało tylko czekać wiernie w komnacie księcia, na jego powrót, przegryzając paznokcie i odchodząc od zmysłów w strachu o życie jego ukochanego.

Loki wrócił do pałacu, ranny, niemal na skraju śmierci, ale wrócił. Uzdrowiciele zadbali o niego, a potem dostał reprymendę od Odyna i Wszechojciec niemal wtrącił go do lochu za tę niesubordynację, ale gdy tylko usłyszał, że Loki pomścił Friggę i niemal sam zginął, jego reprymenda jakby złagodniała. Innymi słowy, nadal nie mógł opuszczać pałacu bez zgody Odyna i był zobowiązany do pomocy władcy. Być może Odyn uważał, że strata matki to i tak wielka tragedia dla jego adoptowanego syna? Być może.

Książę Thor, w tym czasie, udał się na Ziemię wraz z Jane, by powstrzymać Malekitha. Wiedzieli, że mają zbyt mało czasu, ponieważ konwergencja światów była o krok. Z doniesień Heimdalla, cały Asgard dowiedział się o szlachetnym boju Gromowładnego i śmierci - prawdopodobnej - przywódcy Mrocznych Elfów. Gdy tylko powrócił, nastała radość w pałacu, a pieśni chwalebne, opiewające to zwycięstwo rozbrzmiewały we wszystkich dziewięciu królestwach.

Generalnie, Tony'ego to nie interesowało. Za to zainteresował się przedziwnym obiektem, który Sif i Volstagg wynosili z pałacu kilka dni po powrocie Thora. Jego ciekawskie oczy dostrzegły, że w szklanym pojemniku znajduje się płynny Aether - no dobrze, zasłyszał to na korytarzu, podczas czekania na Lokiego. Jeszcze wtedy nie wiedział, jak ta wiedza mu się przyda, ale wkrótce się przekonał.

W środku nocy zaczął odczuwać okrutny ból w głowie i piersi, który natychmiast go wybudził ze spokojnego snu. Spojrzał na pogrążonego w śnie Lokiego, który oplatał go w pasie. Stark nijak mógł się ruszyć, nie chciał zbudzić księcia. I tak ledwo sypiał, nie tylko dlatego, że jeszcze odczuwał ból po ranach otrzymanych w królestwie mrocznych elfów, ale również dlatego, iż prześladowały go bolesne sny, wspomnienia o jego zmarłej matce. Tony rozmasował swoje skronie, ale to nie pomogło. Nadal ktoś mu nawalał młotem w głowie. I z każdą sekundą stawało się to coraz bardziej denerwujące. Mężczyzna zamknął na chwilę oczy, licząc, że może mu przejdzie - raczej nie - a gdy je ponownie otworzył, znalazł się w miejscu pełnym skał. W chłodnym i mokrym miejscu. Znajomym mu miejscu.

- Tha… - Doprawdy, czy wszyscy kosmici mają fetysz szyjny? Thanos ścisął go mocno za gardło, blokując mu dopływ powietrza do płuc.

- Sługo, gdzie mój Tesseract?! Miałeś mi go przynieść!

- No...nie….kurwa...puś...ć… - Thanos rzucił nim o ziemię. Bolało jak cholera. Tony pomasował swoje gardło, oj, będą tam ślady. Ciekawe jak on to wytłumaczy, Lokiemu? - zastanwiał się. - Nie mam go jeszcz...cze...ale zdobędę… wiem, gdzie Ody...Odyn go trzyma. Teraz mamy żałobę w Asgardzie, pałac jest strzeżony o wiele bardziej niż przedtem. Potrzebuję czasu!

- Nie masz czasu! Chcę Tesseractu. Zwłaszcza że kamień rzeczywistości się obudził. Czułem jego moc… - mówił.

- No, to Aether, co nie? - Oczy Thanosa wypełniły się zdziwieniem, gdy usłyszał słowa Tony'ego. - No, tak, Eir tak to nazwała. To ja wiem, gdzie on jest.

- Mów!

- Sif zaniosła go do kolesia, który nazywa się...kol...kol... Kolekcjoner! No, Kolekcjoner...i on ma Aether. - Przez chwilę Thanos milczał, wpatrując się w przestrzeń za Tony'm. - Podobno ten koleś zna się na tym szajsie. A my w pałacu mamy Tesseract i to niedobrze trzymać je razem. I Odyn kazał zabrać Aether do tego kolesia, kimkolwiek on jest.

- Ocaliłeś właśnie swoje życie, Ziemianinie - oświadczył Thanos, uśmiechając się złowieszczo. - Dobry z ciebie, sługa. A teraz wracaj i kolejnym razem przynieś mi Tesseract, mój sługo.

- Tak jest, panie.


A/N: I jak wrażenia?

W następnym czeka nas wycieczka po wszechświecie.

Opinie będą mile widziane.

Intoxic