Wróciłam do świata pisania. Doprawdy, znaleźć chwilę między pracą a studiami, jest ciężko, ale coś tam udało mi się skroić.
Eh, miała być wycieczka po królestwach, ale jednak najpierw musiałam coś wyjaśnić, więc opisy królestw, pojawią się w kolejnym.

Asgard's Prince: Bardzo dziękuję za przemiły komentarz. Cieszę się, że ci się spodobało to opowiadanie. Jeśli masz jakiekolwiek pytania, zawsze możesz je zadać w komentarzu, na moim tumblr lub twitterze. W miarę możliwości, tak, by nie zdradzać zbyt wiele fabuły, postaram się odpowiedzieć.

Dziękuję za komentarze, polubienia i śledzenia.

Bohateowie i światy należą do MCU.


- Ojcze, nie masz prawa jej skazywać! - zezłoszczony głos Thora rozbrzmiał w sali obrad. Złotowłosy książę rozejrzał się po członkach rady, a na koniec jego chłodny i jednocześnie przerażony wzrok zatrzymał się na Wszechojcu. - Nie masz prawa!

- Jestem Wszechojcem, Królem Asgardu, Władcą Dziewięciu Królestw!

- Jane nie jest z Asgardu! - wykłócał się dalej.

A Loki tylko przyglądał się temu wszystkiemu z boku, siedząc obok Odyna. Z jednej strony rozumiał Thora. Gromowładny kochał śmiertelniczkę jak nikogo wcześniej. A z drugiej mag wciąż pamiętał, że to przybycie panny Foster do Asgardu zafundowało im najazd mrocznych elfów i śmierć jego matki.

Gdy tylko to do niego dotarło, tamtej nocy, gdy Odyn za pomocą Gungnira zamienił jej ducha w gwiazdy, część Lokiego umarła w bólu. Nie umiał opisać tego, co działo się w środku niego tamtej nocy. Odczuwał przeogromny bol, jakby jego serce rozpadło się na miliony kawałków, jakby ktoś wyrwał część jego duszy i zdeptał na jego oczach. Czuł się niemal tak samo rozbity, jak tej nocy, gdy śmierć odebrała mu jego ukochanych synów.

Czuł, jakby umarł po raz kolejny.

Ból to jednak nie jedyna rzecz, ktorą odczuwał młody książę. Targała nim niesamowita wściekłość na elfy, które zabiły matkę, Jane, której przybycie rozpętało tę tragedię i na Odyna, który nie uratował królowej. Choć w głębi serca i po wielokrotnych słowach Anthony'ego, Loki wiedział, że nie powinien obwiniać ani ojca, ani Midgardki, to i tak nie mógł przestać.

Gdyby nie Anthony, jego ukochany sługa, który przez ostatnie kilka dni nie opuszczał boku księcia, Loki nadal byłby w rozsypce. To Midgardczyk ocierał każdą łzę księcia, słuchał jego opowieści z dzieciństwa. Tulił do piersi, pozwalając słuchać cichego brzęczenia jego mechanicznego serca, gdy zielonookiego nawiedzały fale wspomnień z pochówku matki. To Anthony powtarzał, że Frigga nie chciałaby, by Loki się dołował, by żył w gniewie i zatargu z ojcem i Jane. I, o dziwo, mag go posłuchał i to nie tylko dlatego, że oczy śmiertelnika były wypełnione ciepłem i zrozumieniem, ale również, ponieważ miał rację. To nie ich wina, tylko Malekitha i mrocznych elfów, na których Loki i Thor się zemścili.

- Tak postanowiłem! - głośny krzyk Odyna wyrwał go z zamyślenia. Loki spojrzał na Thora. Błękitne oczy księcia powoli wypełniały się łzami. Tak, to Thor, niby mięśniak, ale też zdarza mu się uronić łzę lub dwie, zwłaszcza gdy chodzi o sprawy jego serca. - Jane Foster zostanie osadzona w więzieniu Asgardzkim.

- Nie! - Thor padł na kolana przed ojcem i resztą rady. Hogun, który należał do rady od kilku ostatnich dni, zastępując zmarłego Thaurina, posłał przyjacielowi smutne spojrzenie. Loki westchnął ciężko, gdy jego brat spojrzał na niego tym błagalnym wzrokiem; Tony raz stwierdził, że Thor jest w tym lepszy niż szczeniaki na Ziemi. - Błagam Cię, Ojcze.

- Obrady zakończone. - Członkowie rady powstali ze swych miejsc i bez słowa opuścili pomieszczenie. Thor nadal klęczał na przed tronem, wlepiając wzrok w Odyna, ale władca Asgardu pozostawał niewzruszony. Mimo tego, że choć raz ich ojciec nie wsparł Thora, co powinno cieszyć Lokiego, to Mag czuł się okropnie. Cierpienie Gromowładnego nie poprawiało mu nastroju, nawet odrobinę.

Loki wstał z krzesła i podszedł do brata. Położył dłoń na jego ramieniu, a po chwili ujrzał zapłakane błękity.

- Wróć do swej komnaty, Thor - powiedział łagodnie, starając się nie poddać dziwnemu uczuciu z dzieciństwa, które go nawiedziło, by przytulić brata, jak to robili niegdyś, gdy któryś z nich był smutny. - Już nic nie wskórasz.

- Błagam Cię, Loki… - Pociągnął nosem, podnosząc się z zimnej posadzki. - Wpłyń na decyzję ojca. Proszę, bracie.

Jotun przymknął oczy i zacisnął usta w cienką linię, wypuszczając ciężko powietrze przez nos. Thor jednak wiedział, jak podejść swojego brata. A niby to Loki był manipulatorem. Ten wzrok zbitego psa, błaganie w głosie...czasem Loki miał zbyt miękkie serce. Otworzył oczy i dał niemy znak blondynowi: kiwnął głową. Thor wstał z ziemi i porwał brata w ramiona i niemal połamał mu żebra. Gdy go w końcu wypuścił z objęć i opuścił salę obrad, Loki odetchnął swobodnie i obrócił się do Odyna.

Król Asgardu miał puste spojrzenie, skierowane na młodego księcia. Cóż, Loki wiedział, że nie będzie łatwo go przekonać do zmiany zdania; jak to kiedyś matka powtarzała, Odyn zawsze ma jakiś cel w swych decyzjach. Jednak spróbować nie zaszkodzi, prawda? Co gorszego może się stać?

- Thor cię znienawidzi - odezwał się beznamiętnie, ściągając na siebie wzrok Wszechojca. Starszy mężczyzna zacisnął dłoń na swej włóczni, a jeden z jego kruków - Munin - zakrakał przy okiennicy. Wścibskie ptaszysko - pomyślał Loki. - On kocha tę śmiertelniczkę.

- Czyżbyś zmienił zdanie o niej, Loki? Jeszcze niedawno sam pragnąłeś, bym osadził ją w lochu. - Co prawda, to prawda. Loki chciał, by Jane została ukarana, lecz było to, nim zrozumiał całą sytuację. Poprawka, nim Tony pomógł mu to wszystko zrozumieć. - Co cię zmieniło , mój synu? Może powinienem zapytać kto? Nie uszło mej uwadze twe karygodne zachowanie.

- Nie uczyniłem nic, co podlega karze - odparł, doskonale wiedząc, do czego Odyn się odnosił. - Nie złamałem żadnego z twych nakazów, Wszechojcze. A jeśli nawet, sądzę, iż to, że poświęciłem się dla Thora i Jane na Svartelfheim, zmywa wszystkie me grzechy. Pragnę Ci przypomnieć, że niemal umarłem tam, jeśli zważasz na to.

- Wystawiasz na pośmiewisko mnie i swojego brata, swoim zachowaniem. Księciu nie przystoi… - Chwycił jeszcze mocniej swą włócznię, mrożąc wzrokiem Lokiego. - Okazywać uczucia sługom, zwłaszcza z tak podrzędnego królestwa, jakim jest Midgard. Nie tak was wychowałem. Nie pojmuję, co znajdujecie fascynującego w Midgardczykach. Oni umrą, ich życie jest dla nas jak mrugnięcie okiem. Mądrzej byłoby dla was, byście zrozumieli to wtenczas.

- Nie rozumiesz własnych dzieci, Wszechojcze - zaczął, a Odyn uniósł brew w zdziwieniu. - Thor kocha Jane Foster, nie zrezygnuje z niej. Prędzej porzuci Asgard, nim pozwoli ją skrzywdzić. Może nie widzisz jej jako królowej Asgardu, ale ja znam Thora, lepiej niż ty.

- Znam swojego syna, nie…

- Nie znasz! - wybuchnął Loki, podchodząc bliżej tronu. Munin wleciał do środka i siadł na oparciu, gotowy do ataku. - Nie znasz swoich dzieci! Gdybyś choć trochę nas znał, zależałoby ci na szczęściu twego pierworodnego...

- Uważasz, że was nie znam? Wszystko, czego dokonałem w swym życiu, robiłem z myślą o waszej matce, tobie i twoim bracie. - Odyn powstał ze swojego miejsca i podszedł do Lokiego. Stanął naprzeciwko niego i spojrzał mu głęboko w jego zielone oczy, wypełnione bólem.

- I dlatego chcesz, teraz gdy straciliśmy matkę, chcesz dać Thorowi kolejną śmierć? Dlatego okłamywałeś mnie całe życie? Dlatego nie powiedzieliście mi o moim pochodzeniu? - Loki prychnął, odwracając na chwilę wzrok od Wszechojca. Szczęśliwie dla niego, te kłamstwa nie wzburzały go już tak mocno, jak wcześniej. Dziś Loki był bardziej opanowany niż poprzednim razem. Nie dał emocjom przejąć kontroli nad sobą. - Nie znasz swoich dzieci, Wszechojcze. I dlatego one cię nienawidzą. - Młody książę zrobił chwilę przerwy i wziął trzy głębsze wdechy, by powstrzymać jad, który powoli wkradał się w jego głos. Nie miał ochoty na kłótnie z Odynem. - Pozwól, iż dam ci radę, Wszechojcze. Jeśli nie chcesz stracić dziedzica twego tronu, przemyśl swój wyrok wobec Midgardzkiej kobiety Thora, nim będzie za późno.

Po tym Loki opuścił salę tronową, zostawiając Odyna z przemyśleniami.

Dwa poranki po obradach, Loki i Tony byli bardzo zajęci uprawianiem seksu - jak to mówił Anthony, mówił także, że to bzykanie, ale Lokiemu nie przypadło to do gustu - do komnaty maga wpadł ma wpół radosny i smutny Thor, nakrywając ich na akcie.

- Bracie mó… - Kiedy niebieskie oczy ujrzały drugiego księcia Asgardu i jego sługę, oblał się rumieńcem. Jak mógłby nie zrobić tego, gdy dostrzegł nagiego Midgardczyka, górującego nad jego bratem, który teraz jęknął.

- Ja pierdolę, czy tu nikt nie ma wyczucia czasu? - warknął sługa, wysuwając się z Lokiego. Brązowooki mężczyzna padł na łoże obok Lokiego, nakrywając ich oboje skórą.

Mag zdusił w sobie ochotę na rzucenie czaru transportu na blondyna. W zamian zmroził go wzrokiem.

- Czego chcesz, Thor? - Loki nawet nie ruszył się o cal, by ubrać się, lub choćby odpowiednio powitać brata. Posłał porozumiewawcze spojrzenie swojemu Midgardczykowi, aby i on nie ruszał się z miejsca. Tony jak zwykle był posłuszny swemu panu.

- Bracie…chciałbym… - Thor starał się nie patrzeć na roznegliżowanych mężczyzn w łóżku. Księciu nie był obcy widok nagości, ale oglądanie jego brata i innego mężczyzny w akcie fizycznym napawał go dziwnym uczuciem, którego nie umiał wyjaśnić. - Mógłbym zamienić z tobą słowo, gdy się już odziejesz?

- Mów co masz mówić, teraz, Thor. Jestem zajęty. - Lokiemu podobało się to, że Gromowładny przestępował z nogi na nogę. Blondyn był wyraźnie zawstydzony zastałą sytuacją.

- Chciałbym ci podziękować, Loki. Ojciec oszczędzi życie Jane. - Loki był zdziwiony. Nie sądził, że Wszechojciec posłucha go. Zielonooki usiadł, pozwalając skórom opaść z ciał jego i sługi. Wstał z łoża i podszedł do brata, posyłając mu zdziwione spojrzenie.

- O czym prawisz, Thor? Cóż postanowił Wszechojciec?

- Nie wtrąci Jane do więzienia , ale ona nie ma już wstępu do Asgardu...a ja… - tu głos Thora się załamał na chwilę. - A mnie nie wolno się z nią spotkać, nigdy więcej. Jestem zobligowany do poślubienia córki lorda Elearona. W przyszłości to ona zostanie królową Asgardu.

- Ale Loki nie musi… - odezwał się Anthony, podnosząc się na łóżku. - Znaczy, książę Loki nie musi poślubić tej drugiej, prawda?

- Póki co, nie. Odbędą się jedne zaślubiny. Me i lady Kalliery. Wkrótce, jak mniemam. Eir pocznie przygotowania do tej uroczystości - wyjaśnił Thor, jednym okiem spoglądając na sługę, który odetchnął z ulgą, opadając z powrotem na poduszki. - Dziękuję Ci, bracie.

- Nie pojmuję, za co składasz mi podziękowania, Thor.

- Za to, że Jane nie umrze w lochach. Uratowałeś jej po raz drugi życie. I za to, będę ci wdzięczny do końca naszego życia. - Blondyn uśmiechnął się nieznacznie i opuścił komnatę Lokiego, pozostawiając maga i jego sługę ich zajęciom.

Loki był bardzo zdziwiony decyzją Wszechojca, tak samo, jak był zdziwiony jego prośbą, kilka dni później. Siedział teraz na krześle w bibliotece. Tuż przed nim, na dużym stole wyciosanym z drzewa Kalouah - głównego drzewa na Vanaheim - leżała ogromna księga. Jej pożółkłe strony, pokryte kurzem, dowodziły jej starości. Musiała być tak stara, jak sam Wszechojciec albo i starsza. Nad nią unosił się delikatny obłok białej magii, musi być chroniona potężnymi zaklęciami. Loki widział ją już kiedyś, gdy był małym chłopcem i dopiero co odkrył swoją magię. Matka mu powtarzała, że gdy nadejdzie czas, ta księga znajdzie się w jego posiadaniu. Czyżby nadszedł już czas?

- Nie do końca pojmuję, Wszechojcze, czego ode mnie oczekujesz? - odezwał się po kilku minutach ciszy. - Mam odnaleźć Aether?

- Aether został skradziony ze skarbca Kolekcjonera - wyjaśnił starszy mężczyzna, nachylając się ku księciu. W świetle płomienia latarni, jego twarz wyglądała na bardziej zmęczoną niż przedtem. Był bledszy, wydawał się starszy o kilka stuleci. Loki miał przeczucie, że niedługo Wszechojciec zapadnie w swój sen. W końcu tyle się ostatnio zdarzyło, to była tylko kwestia czasu, nim organizm władcy się podda, a on sam zaśnie. - Heimdall widział także, iż kamień mocy został aktywowany. Nie jest w stanie dostrzec gdzie, jednak dostrzegł skutki jego użycia.

- Kamień mocy - powtórzył zielonooki, przyglądając się obrazkowi w księdze. Było na nim namalowane wszystkie sześć kamieni, w swojej pierwotnej postaci klejnotów. Teraz, Loki wiedział, że nie są one wszystkie w stałej postaci. - Kamień rzeczywistości, przestrzeni i mocy obudziły się we Wszechświecie. - Odyn potaknął na to. - A pozostałe trzy?

- Kamienie duszy, czasu i umysłu są nadal ukryte w dziewięciu królestwach. Heimdall ich nie może dostrzec - mówił, raz po raz ciężko oddychając. - Może je odnaleźć tylko ten, kto zrozumie ich moc. We wszystkich dziewięciu królestwach istniały tylko dwie takie osoby. Jedną z nich była Frigga. - Cóż, Loki nie był zdziwiony. Jego matka rzeczywiście była potężną istotą magiczną, najpotężniejszą, jaką książę znał.

- A jak to się odnosi do mej osoby, ojcze? - zapytał niepewnie, choć w środku wiedział, o co go poprosi Odyn.

- Tylko ty możesz odnaleźć kamienie, Loki. Tylko ty posiadasz taką moc. - Lokiemu zdawało się, że słyszał dumę w głosie króla Asów. To było coś niespotykanego, zadziwiającego. Odyn spojrzał mu głęboko w oczy. Błękity Wszechojca były pełne powagi. - Jednak bądź ostrożny, mój synu, bowiem ten, który nie zrozumie mocy kamieni, zostanie przez nie pochłonięty.

- Pozwolisz mi obcować z tak wielką mocą? - W tym wszystkim musiał być jakiś haczyk. Loki czuł to na kilometr. - Dlaczego nie Thorowi? Przecież on jest twoim wybrańcem, ukochanym synem.

- Sądzisz, iż cię nie kocham, Loki? Może i nie jesteś z mej krwi, ale jesteś mym synem. W noc, gdy odnalazłem cię na Jotunheimie pokochałem cię jak swoje dziecię. - Dla Lokiego to był stek bzdur. On doskonale wiedział, że nigdy nie będzie równy Thorowi. Nie jest Asem. - Jesteś mym synem tak jak Thor. Pytasz, dlaczego nie powierzam tego zadania Thorowi? Wyjaśnienie jest proste, jego kamienie pochłoną, a ty możesz je okiełznać. Możesz je uchronić przed Thanosem, możesz ocalić dziewięć królestw.

- Thanos? - To imię nic nie mówiło Lokiemu, nic a nic, toteż czekał na dalsze wyjaśnienie ze strony ojca.

- Thanos był niegdyś mieszkańcem Tytana, jednego z księżyca we wszechświecie. Należy do kolonii Wiecznych, potężnych istot, pół ludzi, pół nadludzi - Odyn dalej opowiadał o legendach zasłyszanych na temat Thanosa, o tym, jak zabił własną rodzinę, z miłości do Śmierci, o tym, jak to dla niej poszukiwał przez stulecia kamieni nieskończoności. Loki był zaciekawiony tą istotą i mocą kamieni. - … Jednak musisz zważać na to, iż Kamienie same decydują komu dać moc. Widziałeś, jak Aether odpowiedział Jane Foster.

- Niemal umarła. - Odyn potwierdził to pojedynczym ruchem głowy. - I ten Thanos chce zebrać wszystkie kamienie? - Ponownie potwierdzenie króla. - Jednak Tesseract znajduje się w naszym skarbcu. Nie zdobędzie go.

- Nadejdzie wojna, Loki. Wojna wśród dziewięciu królestw, o władzę i moc. - Odyn położył swoją pomarszczoną dłoń na dłoni Lokiego. - Jeśli my nie posiądziemy wcześniej mocy kamieni nieskończoności, cały wszechświat, wszystkie królestwa padną do stóp Thanosa, tylko po to, by je zniszczył. Nie mamy wiele czasu, Loki. Z każdym kolejnym księżycem, Szalony Tytan jest bliżej zdobycia reszty klejnotów.

- Mam je odnaleźć przed nim? A co z tego przypadnie mnie?

- Tron w Asgardzie po mojej śmierci i pełną wolność. - Tego się Loki nie spodziewał. Spojrzał swoim poważnym wzrokiem, z odrobiną niedowierzania, prosto w oczy Odyna. - Asgard będzie twój.

- A Thor? - dopytał.

- Thor będzie drugim księciem w kolejce do tronu.

- Nie chcę tronu. - Tym stwierdzeniem Loki zdziwił Wszechojca. Cóż, mag nigdy nie chciał rządzić Asgardem, to nie dla niego; zbyt wiele obowiązków, a Loki ma wolną duszę, nie dla niego długie lata na tronie. Choć z drugiej strony oferta była kusząca. Zielonooki mężczyzna wiedział, że Odyn musi być zdesperowany i bardzo pragnął tych kamieni, skoro zaoferował mu tron w zamian za nie. - Chcę być równym z Thorem. On może rządzić Asgardem po twej śmierci, ale chcę, byś ty, ojcze, widział nas jako równych sobie.

- Niech tak się stanie - Odyn oświadczył po chwili, krzyżując wzrok z Lokim, nim ponownie wrócił do tematu klejnotów. - Zważaj jednak mój synu, bowiem z tak wielką mocą wiążę się wielka odpowiedzialność i strach. Zapamiętaj, jeśli ty nie okiełznasz kamieni, one pochłoną cię, całkowicie.

Gdy Loki został sam w bibliotece, ponownie przyjrzał się sześciu klejnotom na obrazie. Nie mógł się doczekać, aż je odnajdzie i wchłonie ich nieskończoną moc.

Tylko wtedy nie wiedział, iż to wcale nie będzie łatwą rzeczą do zrobienia, bowiem nie on jeden jej pragnął. W grze o wszystko znajdowało się jeszcze dwóch graczy.


A/N: I jak wrażenia?

Jak wpadnie mi lepszy tytuł do głowy, to zmienię. Ten jest taki roboczy.
W kolejnym na bank będą już podróże po wszechświecie. Jakoże tu nie można dodawać tagów, po prostu wam napiszę co jeszcze tu będzię: Kamienie nieskończoności i fabuła mpreg.

Także tego...do kolejnego.

Intoxic