A/N: Dziękuję za komentarze, polubienia, śledzenia.

Asgard's prince: Cieszę się, że nadal ci się podoba. A pytania, mam nadzieję, że w miarę rozdziałów wyjaśnią się one.

Miłego czytania.

Wprowadzam nowych bohaterów: Oryginalnych i Taneleer Tivan, Strażnicy Galaktyki, Nebula, Ronan Oskarżyciel.


Vanaheimr było dokładnie takie, jakim go Tony pamiętał. Wiocha zabita dechami. Oczywiście Tony wysnuł ten wniosek na podstawie porównania do Asgardu, w którym spędził ostatnie osiem miesięcy - minęło tam 256 księżycy, w gwoli ścisłości. Aktualnie przechadzał się za księciem Lokim - no dobrze, prawie za nim biegł, bo jego pan ma tak długie nogi, jak modelka - po zamku dawnego władcy Vanirów - Njorda. Doprawdy, ten stary mężczyzna już ledwo trzymał się na nogach, jednak zgodził się przyjąć księcia Lokiego, w czasie jego podróży dyplomatycznej.

Ściema. Loki i Tony mieli poszukiwać kamieni nieskończoności wśród wszystkich dziewięciu królestw. Rozkaz Odyna nim zapadł w swój sen. Było, nie było, król Asgardu mógł sobie spać, ale książę i jego sługa musieli się tłuc przez inne królestwa.

Dla Tony'ego było to nawet na rękę. Mógł od razu odkryć, gdzie są kamienie i dostarczyć je Thanosowi, nim Tytan postanowi jednak go zabić. A Stark nie mógł teraz umrzeć. Nie, kiedy głupio się zakochał w Lokim. Nie, kiedy jeszcze nie miał szansy na rozkochanie w sobie księcia.

- Wzdychasz, jakbym prowadził cię na ścięcie - głos Lokiego wyrwał go z zamyślenia, gdy minęli kolejny korytarz w chłodnym, opustoszałym zamczysku.

- Kto cię tam wie, Lo-lo. - Zielonooki mag posłał mu mrożące spojrzenie. - Ah tak, mój panie - mruknął z przekąsem.

- Ten ton głosu nie podoba mi się, Anthony.

- A mnie nie podoba się to miejsce. Kiedy stąd wyjdziemy? - Tony podbiegł do Lokiego i chwycił go pod ramię, zmuszając go, by spojrzał na niego. - Ten stary dziadek pewnie i tak nic nie wie. Plus, tu są dziwni ludzie. - Wskazał głową na postawnego, czarnowłosego mężczyznę, który bardzo przypominał Hoguna. - Wracajmy już, Loki.

- Już niedługo, moja gwiazdo.

Tony miał rację. Stary Njord nie miał bladego pojęcia, gdzie mogą się znajdować pozostałe kamienie. Co więcej, cały czas paplał o jakimś ragnaruku, ragnarku...no coś, co brzmiało jak to. Ponadto przeklinał Odyna i Lokiego, ale mag nie chciał mówić, co mu powiedział po nordycku. Stark jeszcze nie opanował tak perfekcyjnie języka Asów, by móc wszystko zrozumieć. W kolejnych królestwach też im się nie poszczęściło. Ani na Muspelheim, ani na Alfheim nie znaleźli, ani jednego klejnotu. Svartalfheim i Jotunheim też nie okazały się dla nich szczęśliwe. Loki powoli zaczął powątpiewać w to, że ma odpowiednią moc, by je odnaleźć.

Anthony myślał przeciwnie. Tylko Loki mógł je odnaleźć, przynajmniej tak sądził do pewnego dnia, gdy znaleźli się na Xandar, w stolicy Imperium Novy.

Ah, Xandar, planeta, która, póki co - poza Ziemią - najbardziej odpowiadała Tony'emu. Była tak rozwinięta, jak żadne inne królestwo, poza jego domem, w całym Wszechświecie. Stark z podziwem przyglądał się wysokim budynkom, latającym skanerom i małym statkom. Jego oczy raz po raz wędrowały po osobnikach przeróżnych ras, o różnym kolorze skóry...halo! Właśnie uśmiechnęła się do niego jakaś kobieta o różowej cerze. Loki spiorunował ją wzrokiem, a kobieta momentalnie spuściła głowę i przyspieszyła kroku.

- Ty to wiesz, jak zrobić wrażenie, Rogasiu - Tony bąknął, idąc obok Lokiego przez środek głównego placu. Zatrzymali się na chwilę przy fontannie, by złapać tchu - tak naprawdę to śmiertelnik musiał złapać tchu. Chodzenie po Xandar było bardzo męczące.

- Nikt nie ma prawa spoglądać na ciebie w taki sposób. - Anthony posłał mu wymowne spojrzenie, czekając na dalsze wyjaśnienie. - Jej lubieżne spojrzenie mi się nie spodobało.

- Zazdrosny jesteś, Lokes. Podoba mi się. - Loki tylko prychnął na to w ten swój wyniosły sposób. I, o raju, jaki on był wtedy seksowny. - Ja też tak będę patrzeć na te wszystkie panny, które będą cię obczajać. - Lewa brew boga poszła ku górze w niewiedzy. - Które będą spoglądać na ciebie w lubieżny sposób. No i wted...

Nie dane było mu skończyć. Za ich plecami odezwał się doniosły, męski głos.

- Książę Loki z Asgardu. - Obrócili się i dostrzegli rosłego mężczyznę, o ciemnej karnacji i złotych oczach. Gdyby Tony nie wiedział lepiej, mógłby pomyśleć, że to krewniak Heimdalla. - Witamy w Imperium Nova. - Premier Novy oczekuje cię w dowództwie sił zbrojnych. - Mężczyzna zlustrował Tony'ego. Było coś niepokojącego w jego oczach, coś, czego Stark nie mógł rozgryźć. Mimowolnie zbliżył się do Lokiego i chwycił fragment jego zbroi: klapę, pod którą znajdowały się sztylety księcia. Wyciągnął jeden z nich i stanął przed księciem, podnosząc ostrze na wysokość swoich brązowych oczu, gotowy, by zaatakować. - Nie jestem tu, by atakować księcia. Mam was tylko odstawić do kwatery.

- Spokojnie, Anthony. - Loki ścisnął ramię Starka. Mężczyzna bezwiednie opuścił rękę ze sztyletem, ale nie ruszył się z miejsca, gdzie stał, przed swoim panem. - Prowadź do waszego Premiera.

Tony siedział przed salą, za której drzwiami zniknął Loki i starsza blondynka w niebieskim kostiumie. Dziwną rzeczą na Xandarze było to, że zaczęto mu usługiwać. Zielonoskóry mężczyzna zaproponował mu wodę, owoce, czekoladowego shake'a - znaczy Tony miał nadzieję, że to brązowe coś w wysokiej szklance było czekoladowym shakiem. Jednak odzwyczajony od bycia obsługiwanym, Stark skusił się tylko na wodę. Zdecydował, że później coś zje z Lokim. Może mag wyczaruje im jakąś kolację z pałacu, dziś chyba miała być dziczyzna, przynajmniej tak mówiła Fruella - najlepsza kucharka w całym Asgardzie. Za jej duszone i pieczone mięsiwa można dać się zabić.

- Czy wszyscy Asowie są tacy mali? - ktoś zapytał obok niego. Tony przekręcił głowę i ujrzał młodego chłopaka - doprawdy nie mógł mieć więcej niż trzynaście lat - ale za to rosły był jak topola. Stark musiał zadrzeć wzrok ku górze, by lepiej mu się przyjrzeć. Jego zielone włosy odstawały we wszystkich kierunkach, a czerwone oczy błyszczały się jak u Lokiego, gdy przybierał jotuńską formę. Ubrany był w skórzaną czerwoną kurtkę i skórzane spodnie.

Hm, czy wszyscy we wszechświecie noszą skórzane ciuchy?

- Nie jestem Asem - odparł, a chłopak siadł obok niego na wygodnej, białej kanapie. - Jestem z Midgar...znaczy z Ziemi. Tylko służę księciu Lokiemu w Asgardzie.

- Mhm - mruknął ten drugi. - Ja jestem tutaj na stażu. - Tony jakoś nie miał ochoty słuchać jego historii życiowej. Z wyczekiwaniem spoglądał na ogromne białe drzwi, za którymi zniknął Loki już jakiś czas temu. - Słyszałem, że Asgard ma nowego króla.

- Książę Thor pełni obowiązki króla, ale nadal to Odyn rządzi pełnoprawnie Asgardem. - Już nawet nie patrzył na Xandarczyka, tylko w duchu pośpieszał swojego pana.

No dalej, Lokes, rusz tyłek.

- Katara - ktoś nowy odezwał się w pomieszczeniu, a po chwili Tony usłyszał głośne stąpanie po szklanej podłodze. - Jakieś wieści o Ronanie Oskarżycielu?

- Na razie, jego ataki ustały. - Ataki? To zaintrygowało Starka, ale nie dał tego po sobie poznać. Nasłuchiwał dalej wymiany zdań między dwójką Xandarczyków. - Podobno Quill i jego banda go szukają.

- A Tivan? Jakieś nowiny w sprawie kradzieży Aetheru? - To zainteresowało śmiertelnika jeszcze bardziej. Mimowolnie obrócił głowę do dwójki rozmówców i z zaciekawieniem się im przysłuchiwał. - A ten to kto? - Drugi mężczyzna w końcu go zauważył.

- To sługa księcia Lokiego z Asgardu. Książę jest tu w sprawach dyplomatycznych. Reprezentuje króla Thora Gromowładnego. - Cóż, to nie była do końca prawda, ale taka była oficjalna wersja dla każdego, kto spyta. - Książę Loki rozmawia właśnie z panią Premie…

W tym momencie drzwi do pomieszczenia się otworzyły i wystąpił z niego Loki wraz ze starszą kobietą.

- To zaszczyt gościć cię tu, książę. Liczę, że Asgard i Xandar zostaną aliantami.

- Z pewnością - odparł zielonooki. - Przekażę słowa porozumienia memu bratu i ojcu. Dziękuję za spotkanie, pani Premier.

Kobieta ukłoniła się Psotnikowi, nim on i Tony zostali odprowadzeni do wyjścia przez Katarę.

- Wracamy do domu? - Loki niby pokiwał głową, ale jego oczy mówiły coś całkiem innego.

Tak też się stało. Loki i Tony wcale nie wrócili do Asgardu. Wręcz przeciwnie, zostali na Xandarze. Zatrzymali się w jakiejś podrzędnym zajeździe, hotelu - jeśli to miał być hotel, to powinien dostać minus jedną gwiazdkę. Wzięli jeden pokój, razem - bo Stark odmawiał spania sam w tym nędznym przybytku - i jak się można było spodziewać, dostali najlepszy pokój w całym trzypiętrowym budynku. Było tam jedno, nawet w miarę duże łóżko, choć Anthony był pewien, że i tak będą musieli spać przyklejeni do siebie - nie żeby mu to przeszkadzało - był tu też pseudo kominek, z którego wydobywał się zapach stęchlizny. Na łóżku znajdowały się dwa koce, jeden wyglądał na dziurawy. Tony poważnie się zastanawiał, dlaczego Loki wybrał takie miejsce, a nie zdecydował się zostać w centrum Xandaru, w jakimś lepszym miejscu.

- Nikt nie może wiedzieć, że wciąż tu przebywamy - wyjaśnił Mag, opadając na łoże. Skrzypnęło. Tony usiadł ostrożnie obok niego, zastanawiając się, czy, gdy będą uprawiać seks, to łóżko po prostu się nie rozwali.

- To jesteśmy tu incognito? - Loki pokiwał głową, kładąc dłoń na udzie Starka. - Ale dlaczego?

- Według plotek zasłyszanych od Premier Xandaru, Ronan Oskarżyciel może mieć związek z kradzieżą Aetheru. - Tego to Tony się akurat spodziewał. Podejrzewał nawet, że Kree już dawno oddał go swojemu panu, Thanosowi. Chciało mu się zaśmiać, bo nawet taki potężny osobnik jak Ronan jest sługą Tytana. - Sądzę także, iż on wie, gdzie są pozostałe kamienie. Musimy go dyskretnie wypytać.

- Dyskrecja nie jest naszą mocną stroną, Śnieżko. - Jotun skrzywił się na to przezwisko, tylko dlatego, że Tony opowiedział mu raz bajkę o Królewnie Śnieżce. A przecież Loki nie jest żadną królewną, a tym bardziej nie zamieszkałby w domu z karłami, one są ponure i pachną zepsutym mięsem. - Poza tym, Ronan nas zna. Nic nie wypapla.

- Och, Anthony, Anthony. - Na ustach boga pojawił się ten uśmieszek, który zwykle zwiastował coś bardzo przebiegłego i coś, co prawdopodobnie źle się skończy dla Tony'ego. - Ronan jest jak każdy inny mężczyzna w innych królestwach. Nie oprze się ciału pięknej kobiety.

- Przypomnę ci, Lo, bo chyba zapominasz. Nie mamy pięknej kobiety. - Zielonooki tylko zawadiacko się uśmiechnął i wyciągnął z kieszeni płaszcza małą fiolkę z różowawym płynem. Położył ją na środku dłoni i skierował ku Starkowi. - Co to?

- Nasza piękna kobieta. - Tony nie załapał za pierwszym razem, jednak po chwili dotarł do niego ten przekaz. Jego szczęka opadała w dół, ale nie z wrażenia, tylko z niedowierzania.

- Chcesz mnie zmienić w kobietę?! - Wystarczyło jedno spojrzenie w te zielone oczy i śmiertelnik wiedział, że jego dedukcja jest poprawna. - Oszalałeś?!

- Posłuchaj mnie…- Tony wcale nie miał ochoty na wyjaśnienia. Poderwał się z łóżka i zaczął przechadzać się po małym pokoiku, nie zważając na to, czy na coś wpada i żywo gestykulując rękoma.

- Nie! Słyszysz mnie, nie ma mowy! Nie będę paradował jako laska i zaciągał go do łóżka, by nam powiedział, co wie! Nie ma opcji!

- Anthony… Anthony… - Loki nagle stanął przed nim i mocno złapał za ramiona, unieruchamiając go. - Tony. - Po raz pierwszy zwrócił się do niego w ten sposób. I mimo tego, że cieszyło go to, nadal był oburzony pomysłem swojego ukochanego księcia. - Tony, moja piękna gwiazdo. - Uniósł dłoń i musnął jego karmelowy policzek, spoglądając na niego z ciepłem w oczach. - Nikomu nie pozwolę cię tknąć. Ktokolwiek odważy się położyć na tobie w niewłaściwy sposób choćby palec, odetnę mu całą dłoń. Jesteś mój. Każda cząstka ciebie, każdy centymetr twojego ciała należy do mnie i tylko ja mogę cię dotykać. Nie frasuj się, mój kochany, ty tylko uwiedziesz Ronana i wyciągniesz z niego informacje. A jeśli on spróbuje zmusić cię do czegoś, zabiję go w okamgnieniu.

- Pójdziesz tam ze mną? - Loki pokiwał głową.

- Będę stał na straży, choć w innym ciele. Przybiorę iluzję jednego z Xandarczyków. Jednak to tylko iluzja, którą muszę podtrzymywać. - Ponownie podsunął fiolkę pod nos Starka. - Ta mikstura pozwoli ci przybrać kobiece ciało na jakiś czas. Jest silniejsza niż moje iluzje, więc nikt nie odkryje, iż jesteś mężczyzną w rzeczywistości. Dla nich będziesz śmiertelną kobietą, piękną kobietą.

- I mam go uwieść? - Loki tylko się uśmiechnął, gdy Stark wziął od niego buteleczkę. Otworzył ją i jednym haustem wypił jej zawartość. - No dobra, co może pójść źle, prawda?

- Wszystko pójdzie dobrze, moja gwiazdo - zapewniał go Loki, przyglądając się, jak zmieniało się ciało Anthony'ego. - Wszystko pójdzie dobrze. Nie musisz się zamartwiać.

I Tony mu uwierzył, przynajmniej wtedy, bo sam jeszcze nie przewidział, jak to wszystko się dziwnie skończy.


A/N: I jak wrażenia?

Eh, miały być cudne opisy, ale...ja nawet gdy coś sobie zaplanuję, to i tak potrafię zmienić zdanie w trakcie pisania.
W kolejnym Tony będzie uwodził Ronana Oskarżyciela i sam będzie uwodzony przez pewnego mężczyznę.

Opinie będą mile widziane.

Intoxic