Nagle czerwono-złota tunika, którą miał na sobie Tony stała się bardzo obcisła w okolicy klatki piersiowej. Jego brązowe oczy natychmiast powędrowały w dół, by zobaczyć przyczynę tego. Pod materiałem dostrzegł zarys dwóch okrągłości.
O Boże, mam cycki - pomyślał.
- Rozbierz się - z jego rozważań wyrwał go głos Lokiego. - Pragnę cię zobaczyć.
Zwykle Tony nie miał problemów z byciem nago w obecności Lokiego, właściwie to był nagi w jego obecności przez 90% czasu, który spędzali razem, jednak teraz, gdy Tony miał to nowe ciało, nie był już taki pewny siebie. Nie miał pojęcia, jak wyglądał pod tą tuniką. A co jeśli jego nowe ciało nie jest piękne? A co jeśli nie spodoba się Lokiemu? A co jeśli…
- Anthony? - Śmiertelnik poczuł dotyk chłodnej dłoni na swoim ramieniu. O dziwo, był on bardzo relaksujący. - Nie chcesz, bym cię oglądał?
- To nie tak - wyjaśnił, ściskając w pięści skrawek tuniki. Loki patrzył na niego tymi zielonymi oczyma, które przeszywały człowieka od środka. - Po prostu nie wiem, czy nadal będę ci się podobał...w tym… - wskazał na siebie - ciele.
- Moja jasna gwiazdo. - Loki czasem używał tak czułego tonu, od którego Starkowi miękły kolana, serce - to prawdziwe - biło szybciej, a w brzuchu odczuwał to dziwne uczucie, jakby gilgotanie od środka, tylko nie takie, przez które chciało mu się śmiać, ale takie, od którego szeroki uśmiech wstępował mu na usta. I na tym mag skończył mówić, a jego usta zajęły się czymś innym. Objął swojego sługę w pasie i przyciągnął bliżej siebie. Anthony uniósł swoją - teraz szczuplejszą - rękę i przyłożył do policzka Psotnika. Nawet jego palce były dłuższe i szczuplejsze, paznokcie przedłużone, brakowało im tylko jakiegoś ładnego koloru - może zieleń oczu Lokiego? Tak, to był dobry pomysł, musiał o to poprosić maga.
Loki delikatnie zaczął całować jego usta. Początkowo powoli, delektował się każdym dotknięciem ich ust, każdym małym ruchem. A po chwili rozwarł usta Starka językiem, po czym wsunął go do środka. Jego sługa był prawdziwym mistrzem całowania, niemal takim samym jak sam Psotnik. Ich usta dopasowywały się jak dwie połówki jednego jabłka, ich języki łączyły się w tańcu o dominację - i tak zawsze Loki wygrywał, choć czasami pozwalał mu przejąć kontrolę.
Kiedy się odsunęli od siebie - mogło to trwać dosłownie wieczność, Stark zawsze tracił poczucie czasu, gdy całował go mag - Tony chwycił ponownie za kraniec swojej tuniki i już miał ją podciągać ku górze, gdy nagle Loki obrócił się do niego plecami i ruszył w stronę ściany. Psotnik nie mógł tego widzieć, ale Stark posłał mu spojrzenie pełne zdziwienia.
- To twoje ciało, tobie należy się pierwszeństwo. - Tony usłyszał tylko pstryk palców i przed nim znalazło się lustro z sypialni Lokiego.
Anthony wziął głęboki wdech i kilkoma zwinnymi ruchami pozbył się tuniki i skórzanych spodni. A potem spojrzał na swoje odbicie w lustrze.
Zaczął od stóp, drobnych stóp i kierował się ku górze. Jego długie - na tyle długie na ile mogły być w tym małym i drobnym ciele - nogi, o dziwo bez żadnego włoska! Potem biodra, wycięta, smukła talia, płaski brzuch, gładka skóra. Jego oczy zatrzymały się na klatce piersiowej, gdzie między piersiami, całkiem dobrze wyglądającymi, świecił się reaktor. Wąskie ramiona, łączyły się z długą szyją. Tony spojrzał na swoją twarz. Kości policzkowe znajdowały się teraz wyżej i były bardziej uwypuklone. Cała jego twarz była szczuplejsza niż w męskim ciele. Jego usta niewiele się zmieniły, wciąż były wąskie, tylko teraz zdawały się pełniejsze. Nos odrobinę zwężony. Brwi, przyciemnione, układały się w cienkie łuki tuż nad jego brązowymi oczyma, okolonymi gęstymi, czarnymi rzęsami.
Tony odkrył, z zaskoczeniem, że bardzo przypomina swoją matkę, Marię, gdy ta miała czterdzieści lat, a on zaledwie osiem. Na wspomnienie kobiety, łzy napłynęły do jego oczu, ale nie pozwolił im się wydostać.
Usłyszał za sobą kroki, a po chwili poczuł na sobie dotyk dłoni Lokiego. Odważył się spojrzeć na odbicie psotnika w lustrze. Loki posyłał mu spojrzenie ociekające pożądaniem, bardziej niż zwykle. Przyciśnięte ciało maga do jego nagiego ciała, też pokazało, że nowa postać Tony'ego podoba się jemu panu.
- Podobam ci się bardziej w tym ciele? - zapytał, spod wachlarza czarnych rzęs. Jako kobieta Tony wyglądał całkiem dobrze, przynajmniej tak mu się zdawało. Miał bardzo dobrze zbudowane ciało, odpowiednie proporcje. Jego długie, brązowe włosy opadały teraz na nagie ramiona. Loki jedną dłonią badał kształt jego okrągłych, średniej wielkości piersi, a drugą posuwał w dół po płaskim brzuchu, wprost do wewnętrznej strony uda. - Wolisz mnie jako kobietę?
- Uwielbiam cię w każdym ciele, moja gwiazdo. W każdym ciele działasz na mnie tak samo - wysapał mu do ucha, wsuwając w niego jeden palec. Tony jęknął głośno, opierając głowę na jego ramieniu. - W każdym ciele mam ochotę cię rzucić na łóżko i brać cię całą noc i cały dzień. Chcę, byś skamlał moje imię za każdym razem, byś pozwalał mi się posiąść, nawet gdy już całkowicie będziesz mój, bo pragnę cię w każdej sekundzie i chcę więcej i więcej.
- To weź mnie, mój książę. Teraz. Jestem twój, mój panie.
Zaskakujące i jednocześnie podniecające było dla Tony'ego to, że odczuwał wszystko w tym kobiecym ciele inaczej. Każdy dotyk, każdy pocałunek Lokiego przyprawiały go o jeszcze większy zawrót głowy, powodowały u niego jeszcze więcej dreszczy ekscytacji. A gdy w końcu, minął pierwszy ból, po tym, jak Loki wszedł w niego, poczuł się w siódmym niebie. Każde doznanie było dla niego czymś nie do opisania. Nigdy wcześniej nie czuł takiej przyjemności, gdy raz po raz pozwalał się brać Lokiemu, tamtej nocy.
…
- Wyglądam jak jakaś kosmiczna dziwka - stwierdził swoim nowym, wyższym głosem, gdy dokładnie przyjrzał się odbiciu w lustrze. Loki, z samego rana, przyniósł mu strój, w którym miał udać się do pobliskiej tawerny. Jednak ten skrawek ubrania nie mógł być nazwany prawdziwym strojem. Odkrywał zbyt dużo. - Mam cycki i tyłek na wierzchu.
A Loki tylko oblizał usta i objął go w pasie.
- Jak dla mnie wyglądasz...jak to kiedyś określiłeś...bardzo seksownie. - Tony uderzył go łokciem w bok. - Uwierz mi, niektóre tutejsze kobiety ubierają się bardzo niestosownie. Oczywiście pomijając panią premier. Jeśli masz uwieść Ronana Oskarżyciela, musisz odkryć co nieco, nawet jeśli mi się to nie podoba. Nie chcę, by inni spoglądali na twoje ciało.
- Jak ktoś spróbuje mnie choćby pomiziać, strzelę im po pysku.
- A ja odetnę im dłonie - dodał Loki.
Tony spojrzał jeszcze raz na siebie w lustrze. Różowa, błyszcząca, krótka sukienka, która sięgała ledwo połowy ud, z szerokim dekoltem, sięgającym pępka, a pod nią króciutki jasne szorty. Talia była opięta czarnym, skórzanym paskiem, z cekinami i kolcami. Na nadgarstkach dzwoniło mu dwadzieścia, wąskich, metalowych bransoletek, we wszystkich kolorach tęczy. Jego włosy zostały zaczesane do tyłu, natapirowane i spięte jakąś starodawną, srebrną klamrą. Stark chwycił mocno Lokiego za ramię, by nie przewrócić się w wysokich na piętnaście centymetrów, plastikowych, przezroczysto różowych butach na koturnie. Usta pomalowane na wściekły róż. Powieki w kolorze ostrego fioletu i mnóstwo brokatu na całym ciele.
Wyglądam jak kosmiczna dziwka - pomyślał.
- Gotowy? - zapytał Loki, biorąc jego podbródek w dłonie i uniósł ku górze, by spojrzeć mu w oczy. Malowało się w zieleniach psotnika ciepło i jednocześnie obawa. Nie było się czemu dziwić, w końcu Tony też nie miał pojęcia, jak ta noc się zakończy. Sam obawiał się, że zostanie rozszyfrowany przez Ronana, a w najgorszym wypadku, że Oskarżyciel zabije go na miejscu.
- Bardziej nie będę. - Wziął trzy głębokie wdechy i patrzył na Lokiego, który przybrał iluzję jakiegoś zielonoskórego mężczyzny. - Jeszcze zakryj reaktor. - Mag położył swoją dłoń między piersiami Tony'ego i wyszeptał zaklęcie na iluzję. Po chwili na miejscu reaktora widoczna była opalona skóra śmiertelnika. - No dobra. Moje imię to?
- Kenaira. - Tony pokiwał głową. - Przybyłaś tu z Spartax, w poszukiwaniu aliantów, by przynieść zniszczenie Xandarczykom. To jest wersja dla Ronana Oskarżyciela. Jeśli ktoś inny zapyta o twe przybycie, jesteś tu jako ambasadorka Spartax, wysłana przez ich władcę. Nikt cię nie zapyta, kto tam teraz rządzi, bowiem jeszcze nie odbudowali planety.
- No dobra, to do boju, co nie? Damy radę.
Tony zdecydowanie dawał sobie radę, ale nie w tym, co powinien. Gdy tylko znalazł się w tawernie, odkrył, że nie ma tam Ronana Oskarżyciela. A co za tym idzie, to źródło, od którego Loki dowiedział się o przybyciu tu Kree, było błędne.
- Co taka piękna dama robi w takim podłym miejscu? - Tony usłyszał nieznajomy mu męski głos. Obrócił się w jego stronę i dojrzał mężczyznę, około trzydziestoletniego, w czerwonej skórzanej kurtce, skórzanych spodniach, krótkimi brązowymi oczyma, brodą, bardzo źle przystrzyżonego. U jego boku znajdowało się jakieś zwierzę - szop - z pistoletem w dłoni.
- Szukam kogoś - odpowiedział, wzrokiem wracając do mężczyzny.
- Może mogę pomóc? - Spojrzał na Tony'ego wzrokiem, którym praktycznie go, a w zasadzie ją, rozbierał. - Peter Quill, ale mówią na mnie Star Lord. - Szop obok niego zaśmiał się głośno, opierając łapkę o jego łydkę. - A ty?
- Ja jestem Rockett, lepsza część naszej ekipy. - Zwierzak się odezwał i Tony miał szczęście, że buty, które miał na sobie były ciężkie, bo niemal podskoczył ze zdziwienia. - To, kogo szukasz, mała?
Mała? - pomyślał Stark. - Ten zwierzak miał ledwo czterdzieści centymetrów i nazywa jego małą?
- No, to kogo szukasz? - odezwał się ponownie Zill...nie, Quill. Mężczyzna spojrzał na niego...właściwie to nie, on omiótł Starka pożądliwym spojrzeniem. Tony poczuł się nieswojo. Quill wręcz rozbierał go wzrokiem. Było to bardzo nieprzyjemne. - Ale może najpierw napijmy się czegoś, a potem pogadamy, co ty na to, piękna nieznajoma?
- Drink to coś, czego potrzebuję. Mocnego drinka.
Xandarskie drinki były słabsze niż alkohol w Asgardzie, więc Tony był tylko lekko podchmielony godzinę później, ale nie bardziej niż Peter Quill, który teraz niemal się do niego kleił. Jego dłonie niebezpiecznie wędrowały po nagim udzie i kolanie Anthony'ego. I nie ważne, ile razy Stark strącał dłoń człowieka - tak, dowiedział się, że Peter Quill też pochodzi z Ziemi - to i tak ona tam wracała po chwili. Doprawdy, ten facet był natarczywy i powoli Tony zaczął się zastanawiać, czy wszyscy mężczyźni tak zachowują się wobec kobiet. Cóż, sam też tak się kiedyś zachowywał, więc była to chyba po części prawda.
- Jesteś taka piękna. Piękniejsza niż Gamora, tylko jej tego nie mów, Kenaira - jego głos był przeciągany podpiciem. A oczy zatrzymały się na niemal odkrytych piersiach Tony'ego. Co on by dał za jakąś kurtkę, by choć trochę się okryć, albo szansę na ucieczkę od Quilla. Nawet zaczął się modlić, by Loki podszedł bliżej niego i narobił trochę zamieszania, by mógł czmychnąć. Jednak mag zdawał się nie odczytać jego wymownego spojrzenia, bo dalej sączył jakiś zielonkawy napój po drugiej stronie baru.
Quill założył kosmyk brązowych włosów Tony'ego za ucho i szepnął mu do ucha.
- Tak piękna, że będziesz obiektem moich fantazji…
- Peter! - To nie był głos Tony'ego - przez krótką sekundę myślał, że to on wrzasnął na Quilla, ale ten kobiecy głos nie należał do niego. Odwrócił się i ujrzał zielonoskórą kobietę o długich włosach, ubraną w skórzany strój, niemal podobny do stroju, jaki zwykła nosić Natasha na misjach. Obok kobiety stał jakiś mięśniak o ciemnozielonkawym kolorze skóry, z jakimiś czerwonymi zawijasami i...jakieś drewno z oczami. Brwi Starka wygięły się w łuk w zdziwieniu.
- Ah, to reszta naszej bandy. Gamora, Drax i Groot. - Machnął ręką na troje istot.
- Jam jest Groot - powiedziało drzewo, na co Tony jeszcze bardziej się zdziwił.
- Ja Kenaira - odpowiedział.
- Jam jest Groot - powtórzył drewniak. Tony nie rozumiał tego, po jaką cholerę po raz drugi się przedstawił, skoro Stark mu odpowiedział. - Jam jest Groot.
- Em…
- On tak zawsze - odezwał się Rocket. - Groot, ogarnij się. To nie jest pierwsza ładna panienka, którą napotkaliśmy.
Szop i drewniak dalej wymieniali się słowami - znaczy Rocket mówił, Groot tylko powtarzał 'Jam jest Groot'. Drax obrzucił Tony'ego lubieżnym spojrzeniem, a kobieta - Gamora - przeszywała go wzrokiem. Tony poczuł, że to najlepszy moment, by się ulotnić, ale zielonoskóra go ubiegła.
- Zbieraj się Quill. Wiem, gdzie jest Ronan. - Tym Stark się żywo zainteresował. - Zostaw panią i idziemy.
Peter westchnął i podniósł się ze stołka. Chwiejnym krokiem podszedł do kobiety, ale wcześniej nie omieszkał musnąć nagiego ramienia Tony'ego. Stark pomyślał, że będzie się kąpał dziesięć razy tej nocy, by pozbyć się zapachu szopa i Quilla.
Cała piątka oddaliła się od Tony'ego i stanęła w kółku. Kątem oka zauważył, że Gamora przekazuje im jakieś informacje. Stark pragnął się dowiedzieć, co też kobieta wie. Już był bliski podniesienia się z krzesła i podejścia bliżej, ale wtem poczuł na sobie dotyk chłodnej dłoni. Zbity z pantałyku obrócił szybko głowę i dostrzegł zielonoskórego mężczyznę, który patrzył na niego wymownie.
Loki.
- Za mną - syknął i tyle go Tony widział. Loki rozpłynął się w powietrzu. Westchnąwszy ciężko, Anthony podniósł się z drewnianego stołka, posłał jeszcze jedno spojrzenie Strażnikom Galaktyki i starał się wyjść niezauważonym z tawerny 'Pod Nocnym Niebem'.
Gdy tylko znalazł się na zewnątrz, Loki natychmiast go chwycił w ramiona - i Tony spodziewałby się jakiegoś pocałunku, czy choćby czułości - a tu Loki tylko warknął i pstryknął palcami.
No ok - pomyślał Stark. - Co teraz?
Przenieśli się pod jakiś klub, tak to musiał być klub, ze środka dochodziła jakaś głośna muzyka, odrobinę dziwna, jednak wciąż muzyka. Loki pchnął go na mur, przyciskając własnym ciałem.
- Jeszcze chwila a wyrwałbym mu ręce - warknął mu do ucha. Rany, Tony uwielbiał, gdy Loki był zaborczy, był wtedy taki seksowny. - Szczęśliwie przybyła reszta bandy idiotów. Gamora miała bardzo przydatne informacje.
- To dobrze, tak? - zapytał, przytulając się do Lokiego, w zasadzie ocierając się o niego. Przynajmniej będzie pachniał swoim Psotnikiem, a nie jakimś tam szopem i Quillem. - To, gdzie jest Ronan?
- Według Gamory, Ronan jest w tym klubie - wyjaśnił, wplatając dłoń we włosy Anthony'ego i delikatnie je przeczesując. Och tak, to było przyjemne. - Masz niewiele czasu, nim Strażnicy tu dotrą. Dowiedz się czegoś jak najszybciej, moja gwiazdo.
- Nie martw się, Lo. - Poklepał go po ramieniu i cmoknął go w usta. - Mam pewien plan.
- Tony…
- Zaufaj mi, wiem co robić.
Tony wiedział, co robić, mniej lub bardziej. Dobrze, w zasadzie mniej. Pamiętał słowa Lokiego, by uwieść Ronana, dla informacji i oczywiście, był to jeden z lepszych planów, ale śmiertelnik wiedział też, że musi się wpierw jakoś zbliżyć do Oskarżyciela. A to wymagało pewnej taktyki.
Zauważył go po dziesięciu minutach. Siedział w tyle sali, na kanapie, rozmawiając z jakimś brodatym, rudawym mężczyzną. W ręku trzymał swój młot, na głowę miał zarzucony kaptur. Nie można go było pomylić z kimś innym. Tony, kołysząc biodrami najseksowniej, jak tylko potrafił, ruszył w ich stronę. Odrzucił włosy do tyłu, poprawił dekolt sukienki, próbował patrzeć najpożądliwiej jak potrafił w stronę Kree i zatrzymał się przed nimi. Oblizał usta, gdy obaj mężczyźni przenieśli na niego wzrok. Rudy mężczyzna wyciągnął zza pasa sztylet i byłby zaatakował Tony'ego, gdyby nie niebieska dłoń Ronana na jego nadgarstku. Oskarżyciel zlustrował go i widać było, że Tony mu się podobał, w zasadzie lubieżne spojrzenia posłali mu wszyscy mężczyźni w pomieszczeniu, a kobiety kipiały z zazdrości.
- Ronan Oskarżyciel - zaczął Tony, flirciarskim tonem - trudno cię ostatnio złapać. - Kree nic jej nie odpowiedział, tylko dalej ją przeszywał wzrokiem. - Możemy porozmawiać na osobności?
- Zależy od tego, co masz mi do powiedzenia.
- Myślę, że moje informacje cię zainteresują. Dotyczą kamieni nies… - Nie pozwolił mu dokończyć, gdy uniósł dłoń w górę. Pochylił się do rudawego mężczyzny i coś mu szepnął na ucho. Po chwili mężczyzna wstał i opuścił boks, w którym się znajdowali. Ronan ręką wskazał puste miejsce obok siebie. Tony usiadł, zachowując niewielki dystans między nimi. - Więc jesteś zainteresowany?
- Kim jesteś?
- Kenaira ze Spartaxu - gdy mówił, patrzył się na usta drugiego mężczyzny, dając mu wyraźne znaki, że jest zainteresowany nie tylko wiedzą, ale i samym Ronanem. Oczywiście, cały czas wyobrażał sobie, że ma przed sobą swojego księcia. - Potrzebuję pomocy. Przejęłam władzę na Spartaxie, właściwie na ruinach planety, ale chcę ją odbudować i zrobić z niej prawdziwe Imperium. Większe i potężniejsze niż Nova. Potrzebuję sojusznika, a wieści niosą, że jesteś najpotężniejszy w całej galaktyce. - Och tak, komplementy to droga do serca i głowy każdego mężczyzny. Tony doświadczył tego wielokrotnie na sobie. - Potężniejszy niż Thanos, nawet niż Odyn, zwłaszcza teraz, gdy stary zapadł w swój sen. Zamierzam obrócić Xandar w pył, a Imperium Nova padnie mi do stóp, razem z całą Galaktyką. Będę królową i potrzebuję króla u mego boku, tak wyjątkowego, jak ty.
Po kilkunastu minutach łgania, komplementowania i działania na ego Ronana, Tony miał Kree owiniętego wokół małego palca. Teraz pozostało tylko go uwieść i zdobyć informacje o kamieniach nieskończoności.
Stark przysunął się bliżej niego i delikatnie położył swoją dłoń na jego ramieniu i ścisnął.
- Silny jesteś - szepnął, przygryzając, niby niewinnie, dolną wargę. - Pewnie o wiele silniejszy niż mówią legendy.
- Owszem - mruknął w odpowiedzi, kładąc dłoń na jego udzie. I choć Stark miał ochotę odgryźć mu rękę, gdy kierował nią coraz wyżej, niemal pod sukienkę Tony'ego, powstrzymał się. Jeszcze nie dowiedział się niczego pożytecznego. - Mówiłaś coś o kamieniach.
- Ach tak - Tony zatrzymał dłoń Ronana, nim znalazła się niebezpiecznie blisko jego oznaki kobiecości. - Powiedz, Ronan. - Jego głos był tak seksowny, że gdyby był facetem, już dawno rzuciłby się sam na taką kobietę. - Co byś zrobił, gdybym powiedziała, że mam Tesseract na wyciągnięcie ręki? - Kree był tym zdziwiony, a jednocześnie w jego brązowych oczach malowała się ciekawość. - Wierz lub nie, ale jestem po słowie z księciem Lokim z Asgardu. Owinęłam go sobie wokół małego palca. Zrobi dla mnie wszystko. A jego brat, Thor, jest tak głupi, że wyniosę Tesseract mu przed nosem. Z Tesseractem w naszych rękach, będziemy rządzić galaktyką. Ty i ja, Ronan. - Tony ścisnął mu kolano i uśmiechnął się zawadiacko. - Razem.
- Porozmawiajmy o tym planie w bardziej ustronnym miejscu, moja droga.
- Z miłą chęcią.
Gdy wychodzili z klubu, tuż przed zjawieniem się tam Strażników Galaktyki, Tony posłał triumfalny uśmiech Lokiemu, dając niemy znak zwycięstwa. Był pewien, że Ronan wyśpiewa mu wszystko tej nocy, już Tony o to zadba.
A/N: I jak wrażenia?
W kolejnym jeszcze będzie Ronan i Xandar, a potem wracamy do Asgardu. I będzie też mała niespodzianka dla Tony'ego wkrótce, także do następnego.
Opinie będą mile widziane.
Intoxic
PS. Biorę udział, w zasadzie moje oryginalne opowiadanie SCI-FI 'The Great Darkness' bierze udział w konkursie pisarskim, jeśli ktoś chciałby zagłosować, bardzo dziękuję. Można się rejestrować przez facebooka albo maila.
www . inkitt (kropka) com (slash) stories / 16012
