Tony wszedł za Ronanem do jego pałacu, o ile ten dziwny statek można było nazwać pałacem. Niemniej jednak tak nazwał to Oskarżyciel, nazwał to też Dark Aster. Wielki, zimny jak lód, unoszący się w przestrzeni statek, pełny dziwnych ludzi ubranych na czarno, niczym ninje z dziwnymi twarzami, choć równie dobrze mogły to być maski.
- Napiłb... - Tony zrobił pauzę, łapiąc się na swojej prawie-pomyłce. - Napiłabym się czegoś. Może jakiś drink?
- Każę przygotować.
Kiedy Kree wyszedł z głównego pomieszczenia, Tony zaczął się rozglądać. Z początku zajrzał za kamienny tron i pokręcił głową. Tu nic nie znajdzie. Dalej ruszył do postawionego w kącie drewniano-kamiennego biurka, na którym leżały rozłożone kartki. Na niektórych były jakieś rysunki, prawdopodobnie schematy jakiegoś najazdu, być może na główną kwaterę Imperium Novy. To go nie interesowało. Dalej, kolejne były zapisane w nieznanym Tony'emu języku. Pewnie język Kree. Tony dałby wszystko, by móc to odczytać, być może kryje się tu jakaś informacja o kamieniach nieskończoności. Szczęśliwie dla niego, miał fotograficzną pamięć, zapamiętał zawijasy na papierze, później odtworzy je Lokiemu, a on z darem Wszechmowy będzie w stanie to zrozumieć.
Przyglądał się literom jeszcze przez chwilę, nim usłyszał nadchodzące kroki. Momentalnie ruszył w stronę tronu i nonszalancko usiadł na oparciu. Poprawił dekolt sukienki, próbując wyglądać jak najbardziej atrakcyjnie i seksownie, jak tylko mógł i uśmiechnął się sztucznie, choć chciał jak najbardziej przekonująco. Ronan, a za nim trzy osobniki, które wyszły za nim uprzednio, weszli na powrót do pomieszczenia, niosąc z sobą tacę z dwoma szklankami. Z oddali Tony dostrzegł, że w nich znajdował się jakiś czerwony płyn.
- Myślałam, że się gdzieś zgubiłeś - zaczął, odgarniając do tyłu włosy; trick, którego używała Pepper przed laty. - Nie ładnie zostawiać damę samą w takim wielkim i wspaniałym miejscu.
- Musiałem dopilnować, by zaserwowano nam najlepsze drinki. - Tony uśmiechnął się, skromnie, gdy jedna z istot podała jej szklankę. Ronan zajął miejsce na tronie, ręką - niby przez przypadek - muskając nagie udo Tony'ego. Stark musiał się powstrzymywać, by nie odrzucić jego ręki, albo nie połamać jej. Jednak miał misję, musiał znosić wszelkie, no może nie wszelkie, ale jakieś dotykalstwo Ronana Oskarżyciela.
- Jestem pewna, że są wyśmienite, w końcu taki władca jak ty nie pije byle czego. - Z ostrożnością, Tony upił maleńki łyczek napoju, spoglądając w oczy Kree. Obserwował, czy mężczyzna połyka napój, by upewnić się, że nie jest zatrute, nim sam przełknie.
Ronan połknął napój, nie był zatruty.
- Mów, co wiesz więcej o kamieniach, Kenaira - rzucił, odstawiając swoją szklankę na podłogę, tuż przy nogach tronu.
- Wolałabym na osobności - powiedział, wskazując głową na pozostałych w pomieszczeniu. Ronan przytaknął i kiwnięciem ręki rozkazał wyjść sługom. Gdy zostali sami, Tony nachylił się do Kree, niemal powodując, że wypadły mu z sukienki piersi. To zawsze działa na facetów. - Wracając do kamieni - Tony zaczął łgać jak pies. Loki byłby dumny z tego, jak wiele kłamstw potrafi wymyślać na poczekaniu i, jak dobrze potrafi je sprzedać komuś innemu. Ronan dosłownie jadł mu z ręki. - I mam wrażenie, że Loki wie, gdzie są kamienie mocy i duszy. - Na usta Oskarżyciela wstąpił uśmieszek, krótki i niewielki, ale wciąż. - Bezwątpienia, dam radę go przekonać, by mi je przyniósł.
- Kenaira, Kenaira, Kenaira. - Wstał z tronu i obrócił się do niego plecami. To był idealny moment dla Starka. Wyciągnął z dekoltu małą fiolkę z bezbarwnym płynem, którą wcześniej dał mu Loki. - Twój plan brzmi doprawdy intrygująco, jednak jest jeden mankament. - Anthony uniósł swą elegancką brew ku górze w zapytaniu. - Loki nie może znaleźć kamienia mocy, bowiem ja już go posiadam.
Ronan odszedł w stronę ogromnej, tylnej ściany pokrytej runami. Dotknął kilka z nich - znak, który utworzył, przypominał prawosławny krzyż - a one się zapaliły niebieskim światłem. Tony usłyszał dźwięk pracy kołowrotków. Prostokąty z runami zaczęły się samoistnie przesuwać, układając nowy, zawiły wzór. A potem, dźwięk jakby trzasku kamienia i otworzyła się niewielka szufladka. Tony mimowolnie podszedł bliżej. W środku leżał srebrna kula, w zasadzie to bardziej przypominało owal, z dziurkami. Nie wyglądało to na kamień nieskończoności, choć Tesseract i Aether również nie przypominali kształtem kamieni.
Oskarżyciel wziął kamień do ręki i zaczął go przekręcać.
Ah, skarb jest w środku - pomyślał Tony - oczywiście.
Im bardziej Ronan je rozkręcał, tym więcej fioletowego światła dochodziło ze środka. W końcu części zostały rozdzielone, a z wewnątrz Oskarżyciel wyciągnął niewielkich rozmiarów fioletowy kamień, który raził Tony'ego po oczach swą poświatą.
Był piękny. Tony nigdy wcześniej nie widział czegoś równie pięknego i wspaniałego. Nawet Tesseract nie był tak nieziemski. Jego poświata, o dziwo, nie biła jakoś rażąco go po oczach. Wręcz przeciwnie, była przyjemna. Stark wpatrywał się w kamień, jakaś niewidzialna siła go do niego ciągnęła. Spoglądał na obiekt, jakby był dziewiątym cudem świata, bo ósmym był Loki.
I wtedy to się stało.
Tony usłyszał delikatny, melodyjny głos w swojej głowie.
'Tony'
Mężczyzna wpatrywał się dalej w obiekt niczym zaczarowany. Czuł jego moc, która powoli, jak magia Lokiego, wkradała się w jego ciało.
'Będziesz najpotężniejszy w całym wszechświecie.'
Stark zastanawiał się, czy to jego własna podświadomość mu to mówi, czy coś innego? Jednak co?
Nagle kamień zajaśniał mocniej, a Tony usłyszał ten głos ponownie.
'Usuń ich wszystkich. Nie potrzebujesz nikogo. Thanos, Loki, Ronan Oskarżyciel, tylko ci zawadzają.'
Wtedy się zorientował, że to kamień mocy do niego przemawia. W innych okolicznościach nawet by się przestraszył albo co najmniej zdziwił, ale od czasu, gdy mieszka w Asgardzie, nic go już nie dziwi.
'Rządź całym wszechświatem, Panie.'
Nagle w umyśle Starka pojawiła się wizja. Siedział na tronie Asgardu, z dłonią zaciśniętą na Gungnirze. Po jego prawicy zasiadał Loki, w swojej zbroi i rogatym hełmie. Przed nim klęczał Thanos i Ronan Oskarżyciel, błagając o litość.
'Wszechwładca Tony' kamień ponownie się odezwał. 'Tylko tobie należą się rządy w całej galaktyce. Tylko tobie, Cesarzu Starku.'
'Władza jest twoja. Tylko znajdź nas wszystkie. Będziemy ci służyć. Damy ci nieograniczoną moc. Będziesz jedynym Panem Galaktyki.'
Od samej tej wizji uśmiech wstąpił na usta Tony'ego. Widział siebie w roli rządzącego wszystkimi królestwami, całą galaktyką.
Imperator Stark. Cesarz Stark.
Brzmiało to tak cudownie, jak miód na uszy. W tamtym momencie, Stark poczuł coś dziwnego w sobie. Nagłą chęć posiadania wszystkich kamieni nieskończoności i władania galaktyką. On zwykły śmiertelnik. Tony wiedział, w końcu był geniuszem, że to kamień mocy wzywa go, obejmuje nad nim kontrolę. A on…
A Tony mu na to pozwolił.
Do jego uszu zaczęły trafiać ciche pomruki, które z każdą kolejną sekundą zmieniały się w całkiem zrozumiałe słowa.
- … i jeśli przyniesiesz tu wkrótce Tesseract, ruszymy po Aether, a potem kamienie duszy i czasu - mówił Ronan, jednocześnie chowając kamień do jego srebrnej pokrywy. Nim na dobre zniknął z oczu Starka, mężczyzna jeszcze raz usłyszał głos w swojej głowie.
'Wróć po mnie, mój Panie i rządź Galaktyką.'
Kree całkowicie schował magiczny obiekt i odniósł go do skrytki. Gdy popchnął szufladkę do końca, runy ponownie zajaśniały, pokazując dokładnie te same runy, co poprzednio. Tony jeszcze przez chwilę patrzył w stronę skrytki, próbując ponownie wypalić sobie wizualizację run do otwarcia skarbca. A w głowie grały mu ostatnie słowa kamienia mocy.
'Wróć po mnie, mój Panie i rządź Galaktyką.'
Taki właśnie miał plan. Zabrać stąd kamień mocy, a potem odnaleźć resztę. Zamierzał rządzić całą galaktyką.
On, Tony Stark, Imperator Galaktyki.
Jakiś czas później, gdy wraz z Ronanem Oskarżycielem wracał na Xandar, Tony rozmyślał, jak ma ukraść kamień mocy. Wiedział, że nie będzie to prostą rzeczą. Był świadom również tego, że nie powinien mówić o swoim odkryciu Lokiemu. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Było na to o wiele za wcześnie. Tony miał przeczucie, że jeśli jego Rudolf zdobędzie teraz kamienie, posłusznie je odda staremu Odynowi. A to kolidowało z planem rządzenia Galaktyką przez Tony'ego i uwolnieniem się z bycia sługą w Asgardzie.
Zatrzymali się ponownie pod klubem. Ronan zaprosił Tony'ego na kolejnego drinka, ale Stark odmówił. Wymigał się, mówiąc, iż musi jak najszybciej zdobyć Tesseract z pałacu Odyna, by mogli zaatakować Xandar. Kree mu uwierzył tamtej nocy, nim się rozstali.
Kątem oka Tony widział, że zza rogu obserwuje go Loki, nadal w iluzji Xandarczyka.
- Chodź, Rudolf, mam ochotę na seks - rzucił do niego, chwytając go pod ramię, gdy zniknęli za rogiem. W okamgnieniu Loki przeteleportował ich do komnaty, którą wynajęli. Anthony padł na łóżko, zmęczony całym wieczorem. Nawet nie przejmował się tym, że jego krótka sukienka podwinęła się stanowczo za bardzo do góry.
- Co odkryłeś, Anthony?
'Nie potrzebujesz Lokiego' po raz kolejny usłyszał w swoim umyśle.
Czy to była prawda? Czy Loki nie był mu potrzebny do odnalezienia kolejnych kamieni? Czy Tony był w stanie sam je odszukać i zdobyć? Być może. Tak się przynajmniej mu wydawało.
- Anthony? - Wybity z myśli, spojrzał na Lokiego. Mag wpatrywał się w niego z wyczekiwaniem, wymalowanym w zielonych oczach. Tony poklepał miejsce obok siebie na łóżku, dając niemy znak księciu, by usiadł. Po chwili Psotnik spełnił jego życzenie. - Czegóż się dowiedziałeś?
- W zasadzie… - Tony oparł się, właściwie to się prawie położył na Lokim, zanim kontynuował. - W zasadzie to nic przydatnego. Odkryłem tylko plany najazdu na Xandar, na ich główną siedzibę...no tam, gdzie byliśmy, ale nic o kamieniach.
Stark modlił się, choć był niewierzący, o to, by Loki nie wyczuł, że łże jak pies. Nie lubił tego robić, ale teraz nie miał wyboru. Musiał kłamać, by zdobyć swój skarb.
Loki westchnął głośno, a jego ramiona opadły.
- To, co teraz, Śnieżko? Wracamy do domu? - zapytał Tony, uciekając w bok, gdy Loki chciał go zbesztać za kolejne przezwisko.
- Zdaje się, że nie mamy już czego szukać na Xandarze, więc tak, o brzasku opuścimy tę planetę, moja gwiazdo. - Tony uśmiechnął się szeroko na tę wieść. To da mu jeszcze trochę czasu, by obmyślić, jak skraść kamień mocy. - A teraz…- Tym razem to Loki się uśmiechnął w ten swój szelmowski sposób, który jego sługa uwielbiał. Zwykle zwiastowało to coś, co się mu bardzo podobało. - Jak mniemam, chciałbyś wrócić do swego ciała, czyż nie?
- Tak! Już wyskakuję z tych fatałaszków i możesz odprawić swoje voodoo. - Mężczyzna zeskoczył z łóżka i zaczął z siebie zdzierać sukienkę i szorty. Gdy już był nagi, pobiegł do czegoś, co miało być łazienką i obmył twarz zimną wodą, by pozbyć się nadmiaru kosmetyków. Już za kilka chwil miał stać się na powrót mężczyzną.
Jednak tak się nie stało. Wypiwszy jednym haustem zawartość fiolki, którą wręczył mu Loki - tej z zielonym płynem, o zapachu stęchlizny; doprawdy, mało brakowało, aby zwrócił śniadanie - Tony czekał na to, by jego ciało wróciło do dawnej świetności. I czekał, czekał, czekał…
Ale nic się nie stało.
Po kilku minutach zwrócił się do Lokiego z niemym pytaniem wymalowanym na twarzy.
- Nie pojmuję - rzekł mag, badając dłońmi ciało Tony'ego. - Czemuś nie wrócił do swej postaci?
- Ty mnie o to pytasz?! - wybuchnął. - To ty tu jesteś niby ekspertem od czary-mary, Harry Potterze. Zrób coś, Loki.
- Uspokój się, Anthony. - Tony posłał mu mordercze spojrzenie, trzęsąc się z zimna, które nagle wypełniło pokój. - Ufam, że odpowiedź na tę kwestię odnajdę w księgach mojej matki. W końcu to jej mikstura na zmienienie ciała. O brzasku wrócimy do Asgardu, teraz odpocznijmy. W Asgardzie odmienię twe ciało.
Tym razem to Stark westchnął ze zrezygnowaniem i padł na łóżko, rozkładając nogi. Loki spojrzał na niego zdziwiony.
- Serio mówiłem, że mam ochotę na seks. Zawsze jak wypiję, jestem podniecony. - Uniósł się na poduszkach, by wygodniej się ułożyć. - Liczyłem na seks w swoim ciele, ale cóż...może być i w tym. Wyczaruj swoje rogi, brakuje mi mojego Reniferka.
Lokiemu spodobała się ta wizja. W jednej sekundzie pozbył się swojej iluzji Xandarczyka i odzienia, a na jego głowie znalazł się złoty, rogaty hełm od zbroi. Zbliżył się do Tony'ego i uniósł się nad nim, na łożu. Sługa oblizał usta w zadowoleniu, nim zaatakował wąskie i chłodne wargi swojego księcia. Zimowy posmak maga był niczym najlepsze lekarstwo na kaca. Tony zatapiał się w nim na nowo, powoli i całościowo.
A potem było już tylko lepiej i o wiele przyjemniej.
Tej nocy, gdy Loki cicho pochrapywał, z ręką przerzuconą przez talię Starka, po długim maratonie kochania się, śmiertelnik rozmyślał nad kwestią kamienia mocy. Musiał znaleźć sposób na to, by go ukraść z Dark Aster. Tylko jak? Tego jeszcze nie wiedział. Wiedział, że musi to zrobić wkrótce, nim Thanos odkryje, że kamień znajduje się tak blisko niego i nim sam spróbuje go zagarnąć.
Na to Tony nie mógł pozwolić.
Kamienie nieskończoności należały tylko i wyłącznie do niego. Do przyszłego Imperatora Galaktyki. Do Cesarza Tony'ego Starka.
A/N: I jak wrażenia?
Niektóre słowa kamienia mocy pochodzą z kreskówki 'Avengers Zjednoczeni' sezon 2, odcinek Ucieczka Wdowy.
W kolejnym będzie mała niespodzianka dla Tony'ego.
Do następnego!
Opinie będą mile widziane,
Intoxic
