Tony potrzebował planu. I to jakiegoś cholernie dobrego, by ukraść kamień mocy Ronanowi Oskarżycielowi. Z góry wiedział, że nie będzie to bułka z masłem, w końcu Kree również był przebiegły. A dwa, Tony przebywał teraz daleko od Dark Aster, gdzie magiczny obiekt spoczywał w sejfie.
Jak tam się dostać?
Jak ukraść to cacko?
Te myśli i ciągłe nawoływania kamienia dręczyły go całą noc, gdy leżał na łóżku obok swojego księcia. Loki spał spokojnie, odwrócony plecami do niego. Jego cichy i miarowy oddech wypełniały wnętrze wynajętego pokoju. Pogrążony w prawie-ciemności - przez starą, srebrną żaluzję, wpadały pojedyncze promienie światła miasta - Tony począł ponownie myśleć o słowach, które kamień wypowiedział do niego.
'Wróć po mnie, mój Panie i rządź Galaktyką.'
Zastanawiał się, czy chce rządzić wszechświatem. Wizja ta była nader kusząca i Tony mógłby się na nią zdecydować. Samo określenie Imperator Stark brzmiało wspaniale i władczo. A z drugiej strony, ta racjonalna część Tony'ego, pokazała mu obraz Lokiego. Czy Stark był w stanie tak go zdradzić?
Serce podpowiadało, że nie.
Tony nie mógł zdradzić mężczyzny, którego kocha.
Jednak nie mógł pozwolić by to Thanos zabrał kamienie nieskończoności. Wiedział, iż wtedy cała galaktyka poniesie tego konsekwencje. Wszyscy padną mu do stóp, tak, jak to powiedział Odyn, nim zapadł w swój sen.
Tony był rozdarty, między sercem a umysłem. Nie wiedział, czemu ma zawierzyć. Czy sercu, które nie pozwalało na zdradę ukochanego? Czy umysłowi, który podpowiadał, by nie pozwolić innym na rządzenie galaktyką?
'To jest do bani' - pomyślał, wpatrując się w gęste, czarne włosy Lokiego, które drapały go po czubku nosa. Stark odgarnął pukiel i odsunął się nieznacznie od maga, wzdychając ciężko.
Może powinienem powiedzieć Lokiemu o kamieniu i pozwolić mu się tym zająć? - znów nasunęły się mu myśli.
A wtedy pewna wizja wpełzła do jego umysłu.
Tony ujrzał siebie, dającego kamień mocy półbogowi. Loki pochwalił go za ten czyn, ale Stark dostrzegł więcej. Wokół Psotnika wirowała czarna aura, która powoli ogarniała ciało maga. Jego oczy z pięknej zieleni, którą śmiertelnik ubóstwiał, zmieniły się w głęboką, pustą czerń. Jego uśmiech stał się bardziej wyniosły i złowieszczy. Nagle Tony znalazł się w sali tronowej Asgardu, gdzie Loki siedział na tronie. W ręku dzierżył Gungnir i skazywał wszystkich swoich wrogów na śmierć.
'Zniszczyć ich!' Wrzasnął do swoich sług. 'Zniszczyć wszystkich królów, wszystkich dziewięciu królestw! Jam jest panem całego Wszechświata!'
Loki zaczął się maniakalnie śmiać. To było takie niepodobne do niego. Tony widział, iż ogarnęła go zbyt wielka żądza władzy. Loki, w wizji, zabijał każdego, kto mu się sprzeciwił, bez wyjątku.
A potem Tony ujrzał coś, co złamało mu serce. Loki, kierował Gungnir na niego i małą dziewczynkę, stojącą obok Tony'ego. Brązowowłosa dziewczynka o zielonych oczach płakała i zdawała się krzyczeć do niego, ale Loki nie słuchał ani jej, ani Tony'ego, który błagał o litość. W końcu mag ściął im głowy, a jego śmiech wypełnił całą salę.
'Nikt nie będzie występował przeciwko mnie,' powiedział Loki w jego wizji. 'Jam jest jedynym panem Galaktyki. Tylko ja!'
Gdy Tony otworzył oczy - nawet nie pamiętał, by je zamknął - w pośpiechu usiadł na łóżku i oddychał ciężko. Serce waliło mu jak młot. Strużki potu spływały po jego czole, a ciało zaczęło dygotać.
Wizja, która wypełniła jego umysł, była nazbyt przerażająca.
Anthony odważył się spojrzeć na Lokiego, który nadal zdawał się być pogrążony we śnie. Jego klatka piersiowa uniosła się i opadała swobodnie. W przeciwieństwie do piersi Tony'ego. Stark ściągnął nocną tunikę i dotknął reaktora.
Wtedy doznał niemałego szoku.
Spojrzał na siebie w dół. Nie miał już piersi, a przecież, gdy kładł się na łóżko, wciąż był kobietą. Jak poparzony wyskoczył z łóżka, po drodze stukając Lokiego łokciem i zsunął z siebie lniane spodnie.
- Loki! - krzyknął, wciąż przyglądając się swojemu kroczu w zaskoczeniu. - Loki, no obudźże się!
- Czego chcesz, Midgardczyku? - mruknął mag, nawet się nie obracając.
- Jestem znów facetem. No spójrz! - gdy Loki przewrócił się na drugi bok i otworzył oboje oczu, Stark niemal już miał swoją męskość tuż przy twarzy maga. - Podziałało to twoje voodoo jednak.
- Wspaniale, rad jestem. A teraz pozwól, że wrócę do snu. - I Loki ponownie zamknął oczy, obracając się raz jeszcze do niego plecami. Po chwili już cicho pochrapywał.
Tony cieszył się niezmiernie, że na powrót miał własne ciało. I pewnie cieszyłby się tak cały poranek, gdyby nagle sobie nie uświadomił jednego mankamentu.
W swoim ciele za cholerę nie był w stanie wkraść się na Dark Aster i ukraść kamienia mocy. To wszystko komplikowało całą tę sytuację. I na nowo, Stark musiał rozmyślać nad planem.
Szczęśliwie dla siebie był geniuszem, toteż po chwili intensywnego myślenia, pomysł zajaśniał mu w głowie jak żarówka Edisona.
Musiał na powrót stać się kobietą. A to oznaczało, że musieli zostać na Xandarze jeszcze jakiś czas, przynajmniej dwa dni, by Tony mógł się spotkać raz jeszcze z Kree na jego statku. Przekonanie do tego pomysłu Lokiego okazało się o wiele łatwiejsze, niż Tony zakładał z początku. Wystarczyła krótka gadka, uchylenie rąbka tajemnicy.
- Myślę, że on ma ten kamień, Lokes. Tylko gdzieś go ukrył na Dark Aster - wyjaśnił przy śniadaniu. Loki wyczarował śniadanie z Asgardu: sałatkę z mięsem z dzikiego ptactwa - Tony nadal nie pamiętał nazwy, ale smakowało wybornie - i kawę z Midgardu. Stark był gotów się oświadczyć magowi za ten trunek, którego nie pił od lat. Kawa smakowała jak ambrozja, toteż śmiertelnik delektował się nią, jak najdłużej mógł. - Jeśli będę mieć trochę czasu, to przeszukam ten cholerny statek i znajdę to.
- Dobrze. Wrócisz tam. Dzisiejszej nocy.
Ponowne spotkanie z Ronanem Oskarżycielem i wejście na Dark Aster okazało się równie proste, jak przekonanie do tego Lokiego. Tony poważnie się zastanawiał, czy to los jest po jego stronie, czy może jest niezłym szczęściarzem? Cokolwiek to było, Anthony zdecydował nie drążyć tego dalej. Po prostu dał się temu ponieść i zaufać temu łutowi szczęścia.
Wszystko szło gładko jak po maśle. Jednak Tony, będąc już na Dark Aster, nie miał sposobności, by otworzyć sejf i skraść kamień mocy. Potrzebował trochę chaosu.
I dokładnie wiedział, jak go wywołać.
Ronan zostawił go na krótką chwilę, udawszy się do jednej z komnat. To była jego szansa. I Tony błagał wszystkie świętości, by jego plan się udał.
Zamknął oczy i oczyścił umysł. Pozwolił, by chłód ogarnął jego ciało i począł nawoływać w swoich myślach.
'Thanosie, mój panie.'
Trwało to dłuższą chwilę i wymagało nie lada skupienia, ale udało mu się nawiązać połączenie z Tytanem. W jednej chwili stał przed nim, w swoim męskim ciele, co odrobinę zbiło go z pantałyku, ponieważ nie dalej jak minutę wcześniej, nim zamknął oczy, był kobietą. Thanos spoglądał na niego ostrym wzrokiem, zaciskając dłoń na jego gardle.
- Mój sługo.
- Mam wieści - rzucił od razu, a Thanos go puścił, pozwalając opaść na lodowatą, skalną powierzchnię. - Takie, które ci się mogą niespodobać. - Szalony Tytan spiorunował go wzrokiem. - Twój współpracownik...nie no, w zasadzie twój chłopczyk na posyłki, Ronan, robi cię w konia. I to na bogato.
- O czym mówisz?
- Och! - Stark udawał wielce zaskoczonego. Był świetnym aktorem. - Nic nie wspominał o tym, że ma kamień mocy? Bo ma. Trzyma go na swoim statku, Dark Aster. Sam widziałem. I mówił też, że zamierza go użyć, by zniszczyć Xandar i potem zbierze resztę kamieni i będzie rządził galaktyką. Całą galaktyką. - Tony widział, jak złość bije z ciemnych oczu Tytana. - No i dziś zamierza użyć tego kamienia, a jutro rusza na Asgard, by ukraść dla siebie Tesseract. Ponadto, słyszałem, jak mówił do takiego rudego kolesia z brodą, że wie, gdzie jest Aether i kamień czasu i, że ukryje je gdzieś razem, byś ich nie dostał w swoje ręce, Panie.
- Zniszczę go! - Thanos warknął i ruszył w stronę swojego tronu. Dla Tony'ego był to jasny znak, że jego plan się udał. To była kwestia czasu, gdy Thanos pojawi się na Dark Aster.
Gdy Tony się obudził, Ronan pochylał się nad nim ze skonsternowanym spojrzeniem.
- Musisz mi wybaczyć - wyjaśnił, siadając lepiej na stołku obok tronu Ronana. - Ostatnio często mdleję, zdaje się, że podróże przez galaktykę tak na mnie działają. Już jest mi lepiej.
Uwierzył czy nie, Ronan już nie drążył tematu. Powrócili do rozmów o przyszłym rządzeniu galaktyką. Prawili o podbojach, o wyeliminowaniu ich wrogów, gdy nagle do sali wpadła jedna z istot w czarnym odzieniu - Tony musiał kiedyś zapytać, co to za istoty - z nieokreślonym wyrazem twarzy.
- Mój panie! - zaczęło - Niezidentyfikowany obiekt zbliża się do Dark Aster.
Oboje wybiegli do innego pomieszczenia - Tony mógł tylko zakładać, że była to kabina kontrolna, jak te, które jako dzieciak widywał w serialu Star Trek. To była jego chwila. Jak tknięty piorunem z Mjolnira, poderwał się z miejsca i podbiegł do ściany, w której ukryty był sejf.
I stanął, nie do końca wiedząc, jak ma go otworzyć. Zaczął dotykać, szybkimi ruchami ścianę, próbując kopiować ruchy Oskarżyciela, ale to nie pomogło.
- Dalej, kurwa, otwieraj się! - Trzasnął pięścią. Jednak nic to nie dało. Runy nie zajaśniały. - Ja pierdolę, jak to otworzyć?
Wtedy ryzykowny pomysł zajaśniał w jego umyśle. Głupi i ryzykowny. Tony rozsunął dekolt swojej sukienki - szczęśliwie dla niego, on mógł widzieć przez iluzję, którą Loki nałożył, by zakryć reaktor. Sięgnął po obiekt i ostrożnie wyjął go z piersi.
To do boju - pomyślał i otworzył reaktor. Jasne światło padło na runy, rozświetlając je w trymiga. Niebieska poświata, wkrótce zmieniła się w złotą i każda runa zajaśniała swoim blaskiem. Tony wsłuchał się w ciche dźwięki otwierania się mechanizmu, jednocześnie modląc się, by Ronan nie wrócił do pomieszczenia, a także, by nagle nie zemdlał bez braku swojego mechanicznego serca.
Powoli skrytka otworzyła się, ujawniając skarb. Tony naprędce włożył reaktor na powrót do piersi. Chwycił opakowanie kamienia i kopiując ruchy Kree otworzył je. Jego oczy zostały oślepione fioletową poświatą.
'Mój panie' usłyszał głos kamienia w swoim umyśle. 'Zabierz mnie do mych braci, Imperatorze Starku.'
Z pomieszczenia przylegającego do komnaty z tronem dochodziły głosy i tupot stóp. To obudziło Starka z jego stanu admiracyjnego i postanowił schować kamień i zamknął sejf. Pytanie było tylko gdzie? Nie miał żadnych kieszeni w sukience, poza tym, każdy by ujrzał obiekt w kieszeni. To nie był dobry plan. Za to nasunął mu się inny, głupi - jeśli spojrzeć na to z perspektywy czasu.
Tony wsunął kamień, mimo tego, że zdawało się, iż nie będzie pasować, do środka swojego reaktora. Z zaskoczeniem odkrył, że magiczny obiekt rozpłynął się i połączył z jego maszyny. Nagle poczuł ostry ból w piersi, który zmusił go do padnięcia na kolana. Miał ogromne problemy ze złapaniem oddechu. Serce - to prawdziwe - waliło mu jak młot, miał wrażenie, że zaraz wyskoczy mu z piersi.
O Boże, mam zawał - pomyślał, łapiąc się za serce. - Umrę tu, na Dark Aster, a Loki nawet nie będzie miał pojęcia.
Nagle, tuż obok niego zmaterializowała się jeden ze sług Ronana. Bez pytania, bez żadnego słowa, podciągnął Tony'ego z podłogi i poprowadził do innego pomieszczenia. Klatka piersiowa nadal go bolała niemiłosiernie, ale starł się tego nie pokazywać.
- Dokąd...dokąd mnie zabierasz?
- Mój Pan nakazał mi zabrać cię z powrotem na Xandar - wyjaśnił, gdy weszli do zbrojowni, która była połączona z niewielkim dokiem, na którym stały dwa małe statki, mogące pomieścić po dwie osoby w kabinie. Stark został wciśnięty na tylne siedzonko i po chwili już otwierała się boczna klapa Dark Aster. Gdy ruszyli, Tony spojrzał za siebie z zaciekawieniem. W oddali ujrzał statek Chitauri, na którym z pewnością znajdował się Thanos i Inny.
Gdy znalazł się na Xandar, odetchnął z ulgą. Już nie czuł bólu w piersi.
- Już myślałem, że nie wrócisz - usłyszał za sobą znajomy mu głos. Obrócił się i dostrzegł Lokiego, w swej xandarskiej iluzji z obawą w oczach. - Coś odkrył.
- Niewiele - przyznał, kłamiąc w żywe oczy. - Nie miałem zbyt wiele czasu, by poszperać, bo ktoś najechał na Dark Aster. Ale teraz jestem pewien, że nie ma tam kamienia mocy. On ma inny magiczny artefakt, jakiś młot, ale to nie kamień.
Mina zrzedła Lokiemu. Mag westchnął ze zrezygnowaniem i chwycił dłoń śmiertelnika w swoją.
- Możemy wrócić do domu, Lokes - dodał Tony, starając się nie patrzeć mu w oczy.
- Jest jeszcze jedno miejsce, w które musimy się udać, nim wrócimy do Asgardu.
- Dokąd? - zapytał z zaciekawieniem. Przecież zwiedzili wszystkie królestwa.
- To niespodzianka, moja jasna gwiazdo.
A/N: I jak wrażenia?
Jak myślicie, jaką niespodziankę Loki szykuje dla Tony'ego?
Opinie będą mile widziane.
Intoxic
