Tony wcale się nie zdziwił, że Jarvis nie wpuścił ich dalej niż hol. Oczywiście, że im nie ufał, takie miał protokoły jeszcze zaprogramowane przez Tony'ego. Stark był pewien, że gdzieś w pobliżu czai się minimum dziesięciu ochroniarzy, gotowych ich zastrzelić, jeśli zrobią coś nie tak. Z jednej strony Tony był dumny, iż Jarvis nadal tak dbał o dobytek Tony'ego...znaczy już nie całkiem Tony'ego. A z drugiej czuł się źle z faktem, że jego własne AI, jego niemal dziecko mu nie ufało. Jednak czy mógł go winić? Według T.A.R.C.Z.Y. Tony nie żyje od dwunastu lat.
Minął szmat czasu, pomyślał.
- Nadal mi nie wierzysz, mimo tego, że sprawdziłeś moje odciski palców, prawda, Jarvis? - zapytał, spoglądając w kamerę w lewym górnym kącie.
Jarvis milczał.
- Spoko, wiem, że masz takie protokoły, Jay. Sam ci je wgrywałem.
- Jak to? - tym razem odezwał się Loki, który stał tuż za Tony'm. - Sądziłem, iż twój duch cię rozpoznał. Czyż nie nazwał cię Sir?
- Jarv i ja… - Tony spojrzał mu w oczy. - On ma protokół, w którym...jak ja to mówię, gra na zwłokę, nim zjawi się tu ochrona lub Bruce. Dlatego pozwolił nam wejść i udawał, że mnie rozpoznaje. Wiedział, że Banner wraca do wieży, więc gdybyśmy coś zrobili, Brucie wskoczy w zieloną skórkę i poprzestawia nam kości. To kiedy się możemy spodziewać Zielonego i Rudej?
- Doktor i Pani Banner właśnie wchodzą do wieży - oznajmił Jarvis zimnym tonem.
Rzeczywiście, chwilę później rozsunęły się szklane drzwi, ujawniając dwie szczupłe sylwetki. Pierwsza weszła Natasha. Tony rozpoznał ją od razu. Mimo upływu czasu kobieta nadal była pięknością, jaką Tony pamiętał, choć jej twarz zdobiło kilka zmarszczek - ale Tony nigdy by jej tego nie powiedział z obawy o swoje życie. Jej długie, głęboko rude włosy opadały na wąskie ramiona, teraz skryte pod czarnym płaszczem sięgającym połowy ud. Spod płaszcza wystawała czerwona sukienka lub spódnica, Stark nie był pewien. W prawej dłoni ściskała ucha czarnej, skórzanej torebki. Trzymała pod ramię Bruce'a.
Bruce Banner, jego także nie nadgryzł ząb czasu, choć Tony musiał przyznać, że jego kumpel naukowiec posiwiał strasznie od ostatniego czasu, gdy go widział. Bruce również miał na sobie czarny płaszcz, pod którym mógł mieć garnitur, świadczyły o tym widoczne spodnie wizytowe w kolorze czarnym.
Oboje stanęli jak wryci i spoglądali na dwójkę przed sobą.
Ręka Natashy momentalnie powędrowała pod jej płaszcz. Tony dałby sobie rękę uciąć, iż sięgała po pistolet, albo nóż. Odkąd pamiętał, zawsze nosiła przy sobie jakąś broń.
- Cześć Brucie - zaczął Tony, szczerząc się do obojga ludzi. - Tasha, nie potrzeba sięgać po broń. Ja nie jestem uzbrojony.
Dwójka patrzyła na niego przenikliwie, na co Tony tylko westchnął, nim ponownie się odezwał. Modląc się, by jakoś ich przekonać do siebie.
- No, to ja, Tony. - Nie ruszyło to jego dawnych znajomych. - Dobra, tak też was nie da się przekonać. Tu - wskazał na swój odkryty reaktor. - Mój reaktor, może pamiętacie. A jak nie, to powiem wam coś, co tylko wy możecie pamiętać.
Nadal, żadne z nich się nie poruszyło.
- To ja, Tony Stark. Wleciałem przez portal w kosmos, gdy Red Skull i Doom ściągnęli tu Chitauri. Rada wysłała pocisk, który miał wysadzić pół Manhattanu. Ja poleciałem z nim w portal i już nie wróciłem - mówił, przypominając sobie wszystkie szczegóły z przeszłości. Loki ścisnął jego ramie w geście otuchy, przynajmniej tak Stark zakładał. Jednak ani Bruce, ani Tasha nie wykonali żadnego ruchu. - Dobra, może inaczej. Bruce, jak się poznaliśmy na Trikalierze, powiedziałem, że jestem wielkim fanem twoich prac i uwielbiam, jak się zmieniasz w Hulka. Dźgałem cię, byś się zmienił i Steve nawrzeszczał prawie na mnie za to.
Oko doktora Bannera drgnęło. Aha! Mam cię, Groszku, pomyślał inżynier.
- Natasha, gdy się poznaliśmy, byłaś Natalie Rushman i pracowałaś dla wydziału prawnego Stark Industires. Przyszłaś do mnie, do domu w Malibu, by podpisać przekazanie władzy nad SI dla Pepper. Ja oglądałem twoje półnagie fotki w internecie, a ty w kilka sekund powaliłaś Happy'ego na materace. Powiedziałaś do mnie odcisk, a ja odpowiedziałem, że nie nadepnęłaś mi na odcisk.
Zapadła cisza między całą czwórką. Każde z nich obserwowało się bacznie, nim kobieta zrobiła krok w przód z nieodczytywanym spojrzeniem, dłoń nadal niebezpiecznie znajdowała się pod jej płaszczem. Może Tony jednak jej nie przekonał?
Loki stanął przed Tony'm, posuwając go za siebie w ochronnym geście. Jego dłoń zacisnęła się na sztylecie, spoczywającym pod klapą kieszeni płaszcza. Tony położył swoją dłoń na dłoni Psotnika i pokręcił głową.
- Tony? - niepewnie zapytała Natasha, podchodząc coraz bliżej. Stark wyszedł zza Lokiego, mimo sprzeciwu wymalowanego w jego zielonych tęczówkach. - To ty, ale… - wskazała ręką na jego ciało. - Co to ma…
- Były pewne okoliczności i musiałem zmienić się w kobietę. Dużo by gadać. Tasha, wierzysz mi, że to ja?
- Tak, tylko ty mógłbyś wiedzieć, co powiedziałam wtedy do ciebie. Ty i Jarvis.
- To prawda, Sir - nagle znów odezwał się AI. - Witaj w domu, Tony.
Łzy zatańczyły w oczach śmiertelnika, oczywiście później zwali to na kobiece hormony. Jednak nie on jeden był wzruszony danym momentem. W okamgnieniu Bruce wyminął Natashę i Lokiego i porwał Tony'ego w objęcia, ściskając zbyt mocno.
Tony tego nie widział, ale Loki zmroził wzrokiem doktora Bannera.
Przytulali się przez kilka dobrych chwil i może Tony'emu popłynęły łzy, może Bruce'owi też, ale w tamtym czasie było to nieważne. Ważne było to, że Stark mógł spotkać się z kimś innym niż Asami, z kimś ze swojego dawnego życia. Potem Tony pochwycił Natashę w ramiona, choć kobiecie było to bardzo nie na rękę. Kiedy się odsunęli od siebie, zarówno Bruce, jak i Tony otarli łzy i spoglądali na siebie. Właściwie to Tony spoglądał na Bannera i jego żonę, a oni mierzyli wzrokiem towarzysza Tony'ego.
- No tak, to Loki Odinson. - Wskazał na maga z uśmiechem na twarzy. - Mój pan.
- Pan? - zapytała Tasha.
- Odinson? Jak Thor Odinson, z Asgardu? - dopytał Bruce, a Tony tylko pokiwał głową.
- Tak, mój Psotnik jest bratem… - Loki odchrząknął znacząco. - Jest bratem Złotowłosej, ale to nieważne. Opowiadajcie, co się zmieniło?
- Może przenieśmy się do Penthouse'u - zaproponował Bruce, kierując się do windy, którą Jarvis natychmiast otworzył.
Penthouse prawie się nie zmienił. Oczywiście było tu wiele dodatków, ustawionych przez Natashę i Bruce'a, by stworzyć ich własną domową atmosferę, jednak wiele rzeczy pozostało z okresu, gdy Tony tu rezydował. Na środku kremowej ściany salonu wisiał portret Tony'ego i obraz Iron Mana. Stark podszedł do niego bliżej i się przyjrzał . Prawie nic się nie zmienił od tamtego czasu, pomijając obecną kobiecą formę. Jednak, gdy był w swoim męskim ciele, wyglądał niemal tak samo, jak na portrecie, mimo upływu tak długiego czasu.
Ktoś położył mu dłoń na ramieniu. Obrócił się i dostrzegł na poły zmartwione na poły szczęśliwe spojrzenie Bruce'a.
- Opowiedz mi wszystko, Tony.
Stark zaczął opowiadać ostatnie dwanaście lat swojego życia lub dziesięć miesięcy jak dla niego. Rozpoczął od wybuchu statku Chitauri i krótkotrwałego letargu w przestrzeni kosmicznej. Przedstawił Natashy i Bruce'owi zarys swojego pobytu na Xandar. Oczywiście była to kompletnie zmyślona historia, ale Tony ją powtarzał już tak wiele razy, że równie dobrze mogłaby być najczystszą prawdą. Przecież nie mógł zdradzić, iż w gruncie rzeczy przebywał długi czas w królestwie Thanosa. Ten pieprzony kamień umysłu nadal miał nad nim znikomą kontrolę, zwłaszcza w kwestii mówienia o pobycie na owej planecie. To raz, a dwa, Lokiemu również sprzedał historyjkę o Xandarze, więc mówiąc prawdę, wyszedłby na kompletnego głupca.
- No, a potem trafiłem do Asgardu i zostałem sługą księcia Lokiego. I ot, cała historia. - Wzruszył ramionami na poparcie swojej historii. - I jest w sumie całkiem spoko. Dogadujemy się, co nie, Lokes?
Spojrzał w kierunku maga, który siedział w rogu kanapy, jak najdalej od pani Banner, która obserwowała go przenikliwie.
- A co się tu zmieniło?
Tym razem to Bruce zaczął żywo opowiadać o czasie, tuż po rzekomej śmierci Tony'ego w przestrzeni kosmicznej. Wspomniał także o rozpaczy przyjaciół Starka, która dręczyła ich latami. O rozpadzie pierwotnej grupy Avengerów i stworzeniu całkiem nowej, w której dowodził Rogers, nim całkowicie poświęcił się szukaniu zaginionego przyjaciela. Później Natasha wtrąciła informacje na temat Stark-Potts Industries, o życiu nowej właścicielki, o krótkiej współpracy z rządem i T.A.R.C.Z.A, która zakończyła się rychło w momencie, gdy oficjalnie ogłoszono śmierć Starka. Co było zrozumiałe. Po jakiego czorta Pepper miała ich dalej sponsorować, skoro Tony nie był już częścią ani T.A.R.C.Z.Y. ani, w teorii, tego świata?
- A ja i Tasha...Pepper pozostawiła nam wieżę, byśmy mieli dom i bym mógł dalej korzystać z twoich laboratoriów - wyjaśnił Banner, nieśmiało uśmiechając się do Tony'ego. - Ale teraz, gdy już wróciłeś, trzeba powiadomić Pepper i Coulsona i my z Tashą wyniesiemy się z wie…
- Stop. - Stark uniósł dłoń w górę, pogłębiając swoją intencję zatrzymania słowotoku naukowca. - Bruce...ja nie wracam.
Bruce i Natasha patrzyli na niego skonfundowani, nie wiedząc, co mają powiedzieć. Niezręczna cisza panowała w salonie penthouse'u przez dobre dziesięć minut. Każdy z tu obecnych patrzył po sobie, czekając na jakikolwiek ruch pozostałych. Jednak nikt się nie odważył. Dopiero Loki, po kilku kolejnych minutach i głośnych westchnięciach Tony'ego, odezwał się.
- Na nas już czas, Anthony. - Stark tylko pokiwał głową i obrócił się plecami do śmiertelników. Loki podniósł się z kanapy i już mieli opuszczać penthouse, gdy do ich uszu doszedł głośny ryk Bannera.
- STÓJ! - Na ten głośny dźwięk, oboje - Loki i Tony - stanęli jak wryci. Śmiertelnik poczuł dreszcze na swoim ciele, choć nie był pewien, czego były oznaką. Strachu? Przecież Bruce nic nie zrobił. W takim razie, co to mogło być? W tamtej chwili Tony nie miał pojęcia.
Powoli obrócił się z powrotem do naukowca i agentki i dostrzegł, że ciało Bannera się trzęsie. Natasha szeptała coś do niego, próbując go uspokoić, ale Bruce się nie dał. Jego oczy pociemniały ze złości, oddech przyspieszył.
- Nigdzie się nie wybierasz! Zostajesz tu!
- Bruce, ja muszę wrócić z Lokim. On jest moim pane… - próbował spokojnie wyjaśnić, jednak nie miał siły przebicia.
- Powiedziałem... - O cholera. Tyle Stark zdążył pomyśleć, nim rozmiary Bruce zaczęły się zwiększać. Natasha prawdopodobnie przeklęła tak samo lub gorzej po rosyjsku. Zielony kolor zaczął pokrywać jego teraz większe ciało. Chwilkę później stał przed nim niemal nagi Hulk. - TONY ZOSTAĆ TUTAJ!
Hulk ruszył na nich, kipiąc ze złości. Natasha tuż za nim. Może to był odruch bezwarunkowy, a może przemyślany ruch, ale Loki w okamgnieniu posunął Tony'ego za siebie i wypuścił ze swych palców zielonkawe iskry w kierunku zielonej bestii, atakując go. Hulk przyjmował każdy strumień magii na siebie, zdawało się, że nie sprawiają mu nawet bólu.
Gdy znalazł się tuż przed Lokim i Tony'm, chwycił maga za gardło i uniósł ku górze.
Wtedy, Tony zareagował.
- PUŚĆ GO, HULK! - Tony uwiesił się mocarnego ramienia bestii i próbował odciągnąć go od swojego księcia, lecz była to marna próba. Tony nie miał na tyle siły. Spojrzał błagalnie na Natashę, jednocześnie kopiąc w kolano przyjaciela. - DO CHOLERY, PUSZCZAJ GO!
- HULK ZMIAŻDŻYĆ GŁUPIEGO KSIĘCIA! HULK NIE POZWOLIĆ ZABRAĆ TONY'EGO! HULK ZMIAŻDŻYĆ LOKIEGO!
- NIE! - wrzasnął Stark, upadając na podłogę, puściwszy umięśnione ramię kumpla. - Ja go kocham, Hulk!
Prawdopodobnie to był moment, w którym wszyscy zamarli, włącznie z gotowym do miażdżenia Hulkiem i próbującym złapać oddech Lokim. Tak, to był ten moment. Trwało to dosłownie kilka sekund. Tony zdążył wstać z podłogi i położyć swoją dłoń na wielgachnej dłoni Hulka.
- Ja go kocham, Hulk. Nie jak swego pana. Kocham go jak Banner… - Na to bestia warknęła. Stark zgadywał, że Hulk nie darzy sympatią swojego alter-ego, tak samo jak Bruce. - Tak jak Banner kocha Natashę.
Czy te słowa przekonały Hulka? Czy żałosne i błagalne spojrzenie brązowych oczu Tony'ego na niego wpłynęło? Cokolwiek to było, poskutkowało. Hulk puścił gardło Lokiego i pozwolił magowi opaść na twarde panele. Stark natychmiast ruszył do ukochanego i położył mu dłonie na szyi.
- Wszystko w porządku, Rudolf? - zapytał z troską w głosie. Nie wybaczyłby sobie, gdyby coś stało się jego księciu, mężczyźnie, którego kocha.
Wtem uderzyła go, jak grom z jasnego nieba, myśl. Właśnie przyznał się Lokiemu, przyjaciołom i przede wszystkim sobie samemu, jakim uczuciem darzy Psotnika. W jednej chwili jego myśli i uczucia stały się jakby bardziej realne. Odważył się spojrzeć na maga. W jego zielonych oczach malowało się coś pomiędzy szokiem a ulgą, przynajmniej tak to odczytał Tony. Śmiertelnik czekał na jakieś słowo, może odpowiedź na jego deklarację, jednak się nie doczekał .
Loki podniósł się z podłogi i począł rozmasowywać szyję, morderczo wpatrując się w Hulka, który powoli - dzięki pomocy i tajnikom Natashy - stawał się na powrót Bruce'em Bannerem. Druga dłoń Lokiego zacisnęła się na ramieniu Tony'ego, przyciągając go do siebie, częściowo, go zakrywając.
Stark uwielbiał, takie zachowania swojego księcia. Po części to dlatego się w nim zakochał. Oczywiście większą część stanowił niebiański seks, ale zaborczość, piękność i mądrość Lokiego też sprawiły, że Stark stracił dla niego głowę.
Kocham go.
Z każdą sekundą to stwierdzenie stawało się łatwiejsze do wymówienia i pomyślenia. I pewnie byłby zamknięty w swoim małym świecie, pełnym myśli o Lokim - tych zbereźnych i tych mniej - gdyby nie fakt, iż do jego uszu zaczęły trafiać krzyki Lokiego, Bannera i Natashy.
- … on jest mój, bestio.
- ...zostaje tutaj z nami! Nie zabierzesz go!
- Moment! Przestańcie! - Tony wszedł między pozostałą trójkę. Jedną dłoń oparł na piersi Lokiego, czując szybkie bicie jego serca, a drugą na piersi Bannera, próbując ich odseparować od siebie. Zwrócił się do naukowca. - Posłuchaj, Bruce. Ja należę do Lokiego, on jest moim panem i do końca mojego życia muszę mu służyć. To moja powinność za skradzenie pewnej rzeczy z Xandar. - Widać było gołym okiem, że Bruce'owi nie odpowiadały słowa Tony'ego. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Stark go powstrzymał. - Poza tym, ja go naprawdę kocham. I chcę z nim wrócić do Asgardu. Teraz tam mam swoje życie, z nim.
- A co z nami? Co z Pepper, Rhodesem i Happy'm?
- Pogodziliście się z moim odejściem. - Bruce już miał protestować, tak samo jak Natasha, ale ponownie zostali powstrzymani przez Tony'ego. - Pogodzicie się z tym też. Jeszcze tylko chciałbym zajrzeć do laboratorium, trzymasz może wciąż mój stary reaktor? Mój coś szwankuje ostatnio. A w Asgardzie nie mam odpowiedniego…
- Przynajmniej zostań...zostańcie na noc - wydusił z siebie ciemnowłosy naukowiec. - Daj mi choć trochę czasu na przetrawienie twego ponownego odejścia i stosowne pożegnanie, ok?
Tony spojrzał na Lokiego. Półbóg przytaknął na propozycję doktora Bannera. To było bardzo na rękę dla Starka, miałby czas by zajrzeć do laboratorium i zająć się pewną sprawą niecierpiącą zwłoki.
Tej nocy, gdy Loki smacznie spał, chrapiąc cichutko, jak zwykle po trzech rundkach seksu, w sypialni dla gości w penthousie, Tony nie spał. Po prawdzie wcześniej udawał, że spał, by zmylić Lokiego, który ma w zwyczaju czekać, aż Tony zaśnie, nim sam zapadnie w sen. A teraz przez dłuższą chwilę wpatrywał się tępo w biały sufit i nasłuchiwał. Wszyscy byli pogrążeni w snach. To był idealny moment na opuszczenie sypialni. Szczęśliwie dla niego, ręka Lokiego, spoczywająca lekko na biodrze Tony'ego, swobodnie opadła na fioletową poduszkę, którą Stark podłożył w miejsce, gdzie uprzednio leżał. Zarzuciwszy na siebie biały, miękki szlafrok, po cichu wyszedł z pokoju, nie do końca domykając za sobą drzwi. Modlił się, by nikt go nie przyłapał, znaczy miał wymówkę - zachciało mu się pić - gdyby się na kogoś natknął.
Udał się do końca korytarza, wprost do windy.
- Jay, otwórz windę tatusiowi. - AI posłusznie spełniło jego prośbę. Po chwili Tony znajdował się już w środku.
- Gdzie pana zabrać, Sir?
- Do mojego starego warsztatu.
Warsztat był teraz swego rodzaju graciarnią lub muzeum pamiątek po Tony'm Starku. Gdy tylko mężczyzna tam wszedł, od razu zauważył swoje komputery, maszyny. Na półkach znajdowały się fragmenty jego zbroi, kilka repulsorów. Na ścianach wisiały dawne projekty dla Stark Industries. Na środku stała makieta, niegdyś zrobiona przez Howarda Starka, przedstawiająca nowy, technologiczny Nowy Jork. Tony'emu łezka się zakręciła w oku na wspomnienia ojca i momentu, gdy stworzył kolejny reaktor łukowy.
- Szuka pan tu czegoś konkretnego, Sir? - zapytał Jarvis.
- Nie, Jay. Muszę tylko coś otworzyć.
Tony ruszył do prawego kąta warsztatu, gdzie teraz stały dwie czarne szafki, pamiętające jeszcze czasy, gdy Stark kładł na nich puste filiżanki po kawie. Złapał za krawędzie jednej z szafek - tej bliżej rogu - i odciągnął ją odrobinę. Uśmiech wstąpił na jego twarz, gdy dostrzegł holograficzną płytkę podłogową. Tony przyłożył do niej dłoń i odczekał kilka sekund, po chwili płytka zniknęła, ujawniając białą płytkę sejfową. Stark wprowadził kombinację dawnego hasła, a po sekundzie drzwiczki się otworzyły. W środku znajdowało się nadal kilka najcenniejszych rzeczy dla Tony'ego. Zdjęcie z ojcem i matką, gdy miał ledwo pięć lat, z jakiejś oficjalnej gali. To było jedno z nielicznych zdjęć, na których był z obojgiem rodziców. Na pozostałych bywał z matką lub sam. Na sporej ilości zdjęć był z Edwinem Jarvisem, facetem, który był dla niego lepszym ojcem niż jego własny staruszek.
Tony strząsł z siebie te myśli. To nie był czas na sentymenty.
Mężczyzna rozchylił szlafrok i przekręciwszy reaktor, wyciągnął go z piersi.
- Sir… - odezwał się komputerowy głos, pełen obawy.
- Bez obaw, Jarvis, wiem, co robię. - Przynajmniej sądził, iż wie, co robi.
Tony otworzył swój reaktor i przez chwilę się zastanawiał, jak ma teraz wyciągnąć kamień, który, w zasadzie jakby się rozpuścił i zmieszał z rdzeniem urządzenia. Stark nie mógł wyciągnąć rdzenia, bo by umarł, więc jaką miał jeszcze opcję?
- Dalej, odezwij się i powiedz, jak cię wyciągnąć, mała cholero.
- Do kogo pan mówi, Sir? - Jarvis zapytał, ale został zignorowany przez Tony'ego, który nadal wpatrywał się w reaktor z błagalnym spojrzeniem.
Wydawało się, że kamień go posłuchał, bowiem po chwili fioletowy gaz opuścił jego reaktor i spływał wprost do otwartej dłoni śmiertelnika. Gdy już ostatni opar połączył się z resztą, gaz zmienił swą postać ponownie na kamień, który Tony nie tak dawno trzymał w ręku.
- Co to jest, Sir?
- Część mojego planu, przyjacielu - odpowiedział, umieszczając kamień w mniejszym, tytanowym pudełku, w którym uprzednio znajdowała się perłowa kolia Marii. Odłożył pudełko na dno sejfu i przykrył stosikiem zdjęć i pozostałych pamiątek. Zamknął go i przesunął szafkę z powrotem. - To część mojego wielkiego planu, Jay.
- Jakiego planu?
- Wkrótce się przekonasz, Jarvis.
Tak jak pozostali - dodał w myślach, wracając do sypialni, do Lokiego, który nadal był pogrążony w spokojnym śnie. Położył się obok niego, wtulając się w jego chłodną pierś. Loki na chwilę się przebudził, jednak zobaczywszy, iż to jego gwiazda, złożył pół-śpiący pocałunek na jego czole i powrócił do krainy Morfeusza. A Tony dalej rozmyślał. - Tak, niedługo wszyscy zobaczą, jak ratuję naszą galaktykę i swojego ukochanego.
A/N: I jak wrażenia?
W kolejnym już wracamy do Asgardu i czeka nas mała uroczystość. No i zbliżamy się ku końcowi tego opowiadania.
Jedno z moich opowiadań, dla innego fandomu, bierze udział w konkursie 'Fandom2' na inkitt . com Możecie zagłosować jeśli chcecie. /stories/25200
Opinie będą mile widziane,
Intoxic
