Gdy tylko postawili stopy w Asgardzie, zostali wręcz porwani przez strażników i zaprowadzeni przed oblicze przyszłego króla. Loki był nieco zdziwiony wyrazem twarzy blondyna. Thor był na poły zszokowany na poły zezłoszczony. I prawdę powiedziawszy, Loki nie miał pojęcia, czym się bardziej przejąć, nie to, żeby jakoś specjalnie miał to robić. Niebieskooki spoglądał na czarnowłosego i jego sługę przez krótką chwilę, mierząc ich od stóp do głów, a właściwie nic się w nich nie zmieniło. Loki miał na sobie swoją zbroję, a Tony asgardzką, czerwoną tunikę i skórzane spodnie. Ah, może to był fakt, że broda Anthony'ego odrobinę urosła od tygodnia, w którym nie było ich w Asgardzie? Loki musi później powiedzieć mężczyźnie, iż musi ją ztrymować, jak to Anthony ujął, gdy Loki raz zapytał o ciekawy wygląd jego zarostu.
Tak, Anthony na powrót stał się mężczyzną, dzień przed powrotem do złotego miasta, za co Loki był wdzięczny. Serdecznie miał już dość kobiecych kształtów jego sługi. Nie to, że Tony nie był piękny jako kobieta. Jednak czarnowłosy półbóg oddał serce mężczyźnie, a nie jego kobiecej formie.
Ostatnimi dniami, tuż po deklaracji Anthony'ego, na Midgardzie, Loki zastanawiał się nad własnymi uczuciami. To, iż czuł coś do swojego sługi, było niezaprzeczalne. Jednak czy była to miłość? Loki nie kochał nikogo od tak dawna. Sygin była ostatnią, której oddał serce, tylko po to, by dostać je z powrotem rozbite na kawałki. Jednakże nie mógł winić kobiety. Nie po jej stronie leżała wina. To los był przeciwko im i ich synom.
Po nich Loki zamknął swoje serce, w którym prócz miłości do matki, był tylko ból, na cztery spusty. A teraz zdawało się, że teraz otworzyło się na nowo dla zwykłego Midgardczyka. Nie, Anthony nie był jakimś tam zwykłym Midgardczykiem. On był niezwykły, inny, pełen ciemności jak Loki. Tą niezwykłością skradł serce młodemu księciu.
- … czekałem na ciebie, byśmy mogli odprawić pożegnanie… - nagle z zamyślenia wywarł go przyciszony głos Thora. Loki strząsnął ramiona i spojrzał na blondyna. Błękitne oczy jego brata były szkliste jakby przepełnione wstrzymywanymi łzami. Przez moment Loki był tym zdezorientowany. - Zajmiemy się tym, gdy zajdzie słońce.
- Czym? - wypalił, skupiając się na postaci mężczyzny.
- Pożegnaniem ojca, Loki. - Zielone oczy maga otwarły się w zdumieniu. - Czyż nie słuchałeś mnie? - Loki nic nie odpowiedział. - Bracie...Ojciec...uzdrowicielka orzekła, iż już nie wybudzi się ze snu. Czekałem na ciebie, by odprawić modły i pochówek.
Loki mimowolnie zaczął mrugać, próbując zrozumieć sens słów Thora. Modły, pochówek… Odyn odszedł na dobre? Nie żyje?
Coś go tknęło wtedy, coś wewnątrz niego, jakieś ukłucie popchnęło do ruszenia w kierunku komnaty królewskiej. Idąc, właściwie pół-biegnąc przez korytarze, Loki nie zwracał uwagi na nikogo i na nic na swej drodze. Byleby jak najszybciej znaleźć się w pomieszczeniu.
Pchnął drzwi z całej siły i wpadł do środka. Stanął jak wryty. Nad Wszechojcem unosiła się słaba, prześwitująca, złota poświata, która z każdą kolejną sekundą się przerzedzała. Ciało białowłosego mężczyzny leżało bezruchu. Na jego bladej twarzy malował się spokój. Mag podszedł bliżej i przystanął przy prawicy Odyna. Spojrzał na jego pomarszczoną twarz, która ukazywała wszystkie milenia, które przeżył Wszechojciec.
Loki był zszokowany. Czuł, że Odyn już odchodzi, śmierć Friggi mocno na niego wpłynęła. Jednak gdzieś w głębi duszy, coś mu mówiło, że król Asgardu jest zbyt silny, by odejść na dobre. A teraz, teraz leżał tu i już nigdy nie miał się obudzić.
Loki nie wiedział, co ma czuć.
Mag poczuł ciepły uścisk na swojej lewej dłoni. Nie musiał się oglądać, by wiedzieć, kto stoi obok niego.
- Okłamywał mnie przez całe moje życie. Karmił mnie kłamliwymi zapewnieniami o miłości...wtrącił mnie do lochu, odebrał mi moje dzieci… - mówił, wpatrując się w Odyna. - A jednak…
- A jednak ty nadal go kochasz, mimo że tego nie chcesz - dopowiedział Anthony, przyciągając ich złączone dłonie do swych ust i złożył pocałunek na wierzchu dłoni maga. - Chcesz czy nie, Odyn to twój ojciec. - Loki już chciał protestować, ale Tony kontynuował. - Możesz się wypierać, ile wlezie, ale tu. - Postukał serce maga. - Tu, on nadal jest twoim ojcem, tym, który cię wychował i na swój sposób kochał. Wiem, że chcesz go nienawidzić za wszystko, co zrobił i masz pełne prawo, ale wiem też, iż twoje serce nadal widzi go jako ojca. Tak jak ja nienawidziłem Howarda za to, co mi zrobił. Jednak w głębi serca nadal go kocham, bo jest moim ojcem, mimo błędów, które popełnił.
- Czasami zapominam, jak mądry jesteś, moja jasna gwiazdo.
- Do usług, mój książę.
Śmierć Odyna nie była jedną rzeczą, która wpłynęła na dziwne zachowanie księcia Thora. Gdy tylko Loki i Tony opuścili komnatę Wszechojca, po uprzednim, stosownym ostatnim pożegnaniu, Thor zaciągnął ich do swojej komnaty i począł wrzeszczeć na maga.
- Czemuś nie powiedział, żeś po słowie. - Obaj - Loki i Tony - spojrzeli na niego zdziwieni. Loki pozostał w ciszy, czekając na dalsze wyjaśnienie owej zagadki. - Jesteś mym bratem, a o twych zrękowinach muszę dowiadywać się od istot z innego królestwa?
- O czym mówisz, Thor?
- O twojej nadobnej damie, pannie Kenairi ze Spartaxu, z którą jesteś po słowie. - Loki nadal był zmieszany słowami blondyna. Jakie zrękowiny?...Zabrało mu to chwilę, ale w końcu zaskoczył, o co, chodziło Gromowładnemu. Skojarzył imię, to nie było trudne, ale fakt z zaręczynami? To go zaskoczyło. Spojrzał kątem oka na Tony'ego, który gapił się na Thora z głupawym uśmieszkiem. - Ronan Oskarżyciel z Xandaru przybył do pałacu, żądając spotkania z tobą i twą damą, która podobno coś mu ukradła, gdy się widzieli.
Postawa Tony'ego się nagle zmieniła. Jego ciało na chwilę zesztywniało i z pewnością miał nadzieję, że nikt tego nie zauważył. Sekundę później przybrał swą naturalną, luzacką pozę.
Jednak Loki to zauważył.
I wcale mu się to nie podobało.
Zielonooki mag przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, zastanawiając się nad słowami brata. Czyżby Tony coś ukradł Ronanowi? Jednak o ile Loki dobrze pamiętał, Tony nie miał nic przy sobie, gdy wrócił z Dark Aster, ani za pierwszym, ani za drugim razem. W takim razie, o co w tym wszystkim chodziło? Loki musiał się temu przyjrzeć i przeprowadzić małe śledztwo.
- Bez obaw, Thor - w końcu się odezwał, na chwilę kierując wzrok na blondyna. - Nie jestem po słowie z taką damą. Zapewniam cię, nie ona zostanie mą żoną. - Thor spojrzał na niego wymownym wzrokiem, a następnie spojrzał ukradkiem na Tony'ego. Loki podążył za jego wzrokiem. Na twarzy Gromowładnego malował się niewielki uśmiech, gdy ponownie spojrzał na jego twarz. Jednak czym był wywołany, tego Loki nie wiedział. - Pozwól, iż się oddalimy. Chcę odpocząć po podróży, nim odprawimy pochówek Wszechojca.
Loki przegapił moment, w którym Tony zniknął z komnaty Thora. Czyżby to oznaczało, iż Tony naprawdę coś ukradł z Dark Aster?
Mimo uciążliwego pragnienia snu, Loki zagryzł dolną wargę i począł poszukiwania Tony'ego w pałacu. Doprawdy jego ukochany Midgardczyk potrafił się ukryć. Oczy mu się zamykały, po godzinie chodzenia po korytarzach, gdy nagle wpadł na kogoś, tuż pod drzwiami do swej komnaty.
- Hej, Rudolf, dobrze się czujesz? - ten głos był zbyt znajomy. Loki przyjrzał się Anthony'emu, który uśmiechał się do niego zalotnie. - Chodź, zabiorę cię do łóżka.
Loki dał się wprowadzić do komnaty, a gdy tylko Tony je zatrzasnął, mag pchnął go na ścianę, ściskając za szyję. Mężczyzna był skołowany tym gestem i próbował się uwolnić z uścisku.
- Lo...oki! - wydusił, ściskając nadgarstki zielonookiego. - Pu...uś...ć!
- Coś ukradł Ronanowi?! Co tam znalazłeś?! - Mimo faktu, że serce go bolało, wiedząc, że krzywdzi Anthony'ego, nie mógł się powstrzymać. Musiał poznać prawdę. - Mów!
- O...k...puś...ć...wp...ier… - Loki spełnił jego prośbę i puścił jego gardło. Midgardczyk poleciał z hukiem na podłogę. Gdy znalazł w sobie siłę i wstał, po trzech głębszych wdechach, rzucił się z pięściami na maga. Uderzał z całej siły w jego pierś, kierując się coraz bardziej ku górze, jakby chcąc zaatakować bladą twarz księcia. - Ty sukinkocie! Ja jestem dla ciebie miły, kocham cię, a ty mnie tak atakujesz? Pierdol się, Loki. Odchodzę…
- Twoje życie należy do mnie, sługo. A teraz mów, coś ukradł Oskarżycielowi!
- Gdybyś mnie ładnie poprosił, to bym ci powiedział. - Jeszcze raz uderzył Lokiego w pierś i obrócił się do niego plecami, krzyżując ramiona na swej klatce piersiowej. - Zabrałem jedno cacko, ale to nie kamień nieskończoności. Zabrałem plan ataku na dom Kolekcjonera. Małą mapkę, na której zaznaczył najcenniejszy, ukryty skarbiec w jego domu. Miał tam komentarz napisany, w języku Kree, ale nie wiem, co to znaczy. - Ruszył w kierunku stołu w sypialni i sięgnął po kawałek czystego papirusu. Wyciągnął pióro z kałamarza i naszkicował naprędce kilka symboli z Dark Aster, które rzeczywiście ujrzał na planie ataku na dom Tivana. - To, możesz to sobie przetłumaczyć.
- Gdzie ten plan?
- Został na Ziemi. Wypadł mi, jak się przebierałem z tych idiotycznych ciuchów. - Tony wcisnął mu papirus do dłoni i ruszył w stronę drzwi. Nim opuścił komnatę, obrócił się jeszcze raz do maga. - A teraz, skoro mnie już nie potrzebujesz, oddalę się do innych zajęć, książę.
Wyszedł, trzaskając drzwiami najmocniej, jak tylko mógł.
Loki wpatrywał się przez kilka kolejnych dni w kartkę z zapisanymi słowami w języku Kree. Rzeczywiście, odnosiły się one do domniemanego ataku na domostwo Tivana. Jednak nie miało to najmniejszego sensu. Loki wiedział, że Kolekcjoner nie posiadał już żadnego z kamieni nieskończoności. Dlaczego więc Ronan aż tak się zdenerwował faktem zniknięcia planu?
A może chodziło tu o coś więcej? Coś, co umykało Lokiemu? Tylko co? Anthony nic więcej tam nie znalazł.
A może znalazł? Tylko sam o tym nie wie, bo nie zna języka Kree.
Loki musiał go ponownie przesłuchać. Tylko tym razem mniej brutalnie.
Anthony trzymał urazę już od siedmiu dni. Słowem się nie odezwał, jeśli nie musiał odpowiedzieć lub coś przekazać Lokiemu. A i tak zwykle kończyło się to zwykłym 'Tak, książę', 'Jak sobie życzysz, Panie'. Loki musiał przyznać, że brakowało mu głupawych słówek jego gwiazdy. Przytulania się w nocy na łożu tuż po namiętnym akcie miłosnym. Czy choćby wspólnych posiłków, podczas których Anthony prawił o dziwnym jadle na ziemi, zwanym hamburgerami i shoarmą. Doskwierał mu brak samej obecności jego ukochanego sługi, jego bliskości, jego pięknego głosu.
Po ośmiu dniach, gdy Tony po raz kolejny bez emocjonalnie podał mu śniadanie i już miał wychodzić, Loki chwycił go za nadgarstek i mocniej przytrzymał.
- Przebacz mi, minn sváss. - Anthony zacisnął usta. Loki puścił jego nadgarstek, ale nie dał mu sposobności do odejścia. Podniósł się z krzesła i delikatnie położył dłoń na szyi mężczyzny. Tony zesztywniał pod tym dotykiem. - Nie obawiaj się - powiedział łagodnie, głaszcząc zasinione miejsce. Szyja człowieka wciąż nosiła ślady jego duszenia. - Nigdy więcej cię nie skrzywdzę. Prędzej sam siebie zabiję.
Tony założył ręce na piersi i mroził wzrokiem Lokiego.
- Moja jasna gwiazdo...tak mi Cię brakowało… - Loki zamknął oczy i przystawił czoło do czoła Anthony'ego. Jego dłonie muskały delikatnie szyję i kark człowieka. - Przebacz mi, minn sváss. Mój ukochany.
Tony nadal milczał jak grób.
- Mam paść na kolana i błagać o przebaczenie? - Usta Tony'ego na moment uniosły się ku górze, ale po chwili znów je mocno zacisnął. Loki popatrzył na niego łagodnie, zanim uklęknął przed mężczyzną i wziął jego dłonie w swoje. Przyciągnął je do swych ust i złożył na nich pocałunek. - Przebacz mi, minn sváss, min lysende stjerne.
- Niech ci będzie - mruknął Tony - ale jeszcze raz i przysięgam…
- Nigdy więcej, moja gwiazdo. Nigdy więcej.
Gdy Loki podniósł się z podłogi, Tony natychmiast rzucił mu się w ramiona, przytulając policzek do jego twardej piersi. Loki uśmiechnął się mimowolnie i wplótł swe długie palce w brązowe włosy Midgardczyka, przeczesując je lekko.
Tony wymruczał coś niezrozumiałego w pierś Lokiego. Coś, co brzmiało jak, kocham cię.
- Jeg elsker deg også - odpowiedział mu mag, składając pocałunek na czubku jego głowy. Tony spojrzał na niego z pytaniem w jego pięknych, brązowych oczach. - Ja ciebie też kocham, moja jasna gwiazdo.
Cudowny, szeroki, radosny uśmiech wstąpił na twarz Tony'ego. Wspiął się na palce, położył dłonie na obu policzkach Psotnika i wpił się w jego usta.
Ten pocałunek był inny niż wszystkie poprzednie. Nie był gwałtowny, szybki, wręcz przeciwnie. Całowali się wolno, namiętnie, z każdą sekundą coraz bardziej przysuwając się do siebie, aż dzieliła ich tylko warstwa ubrań. Dłonie Lokiego wędrowały po całym ciele Tony'ego, od karku, przez cały kręgosłup, po biodrach i jego mięśniach brzucha.
Wtedy Loki odkrył coś zaskakującego i nie mógł się powstrzymać przed zaśmianiem się w usta Tony'ego. Śmiertelnik odsunął się od niego.
- Co?
- Chyba przybyło ci odrobinę wagi, mój kochany. - Dotknął po raz kolejny miękkich mięśni jego brzucha. - Nie chcę byś przybrał wagę Volstagga, Anthony.
- To, to Asgardzkie żarcie na mnie tak działa. A może nie zauważyłeś, Lokes, ale nie mam zbytnio czasu na gubienie wagi. - Tony zdjął swoją tunikę i zaczął dotykać mięśnie brzucha ze zdziwieniem na twarzy. - Hm...dziwne…
- I tak będę cię uwielbiał tak samo, z dodatkową wagą, czy bez, minn sváss. - Z powrotem przyciągnął go do siebie, wtulając twarz w zagłębienie jego szyi. - A teraz chodź - wymruczał mu do ucha, prowadząc w stronę łoża - tęskniłem za tobą, min lysende stjerne.
Nocą, gdy Tony spał tuż obok niego, Loki przyglądał się mu. Było w nim coś innego, coś, czego mag nie potrafił pojąć. To coś tworzyło swego rodzaju barierę między nim a jego Midgardczykiem. Barierę chroniącą Tony'ego, tylko Loki nie miał pojęcia, co miała chronić i dlaczego.
Ale postanowił się temu przyglądać.
- Loki - Tony powiedział we śnie i wtulił się w Lokiego. - Kocham cię.
- Ja ciebie też, moja gwiazdo - odparł, całując delikatnie jego czoło. Po chwili mag znów słyszał ciche pochrapywanie mężczyzny. - Ja ciebie też kocham, mój Anthony.
A/N: I jak wrażenia?
minn sváss - mój ukochany w staronordyckim - zaczerpnięte ze słownika.
W następnym czeka nas impreza i początek końca.
Dziękuję za komentarze, polubienia i śledzenia.
Opinie będą mile widziane,
Intoxic
