Lśnił tak cudownie, przywoływał go tak piękną melodią, iż Stark nie mógł mu się oprzeć.
Już miał sięgać po kostkę, gdy nagle do jego uszu doszedł głośny, głęboki krzyk.
- STÓJ!
Jednak Tony nawet nie myślał, by się zatrzymać. Wziął Tesserakt w ręce i przymknął oczy, czując jego moc. Każda cząstka jego ciała wypełniała się potężną siłą kostki, łącząc się z mocą jego reaktora. Tony padł na kolana, a po chwili poczuł na szyi gładkie ostrze miecza.
- Odłóż Tesserakt, Midgardczyku - wycedziła wojowniczka, chwytając jego włosy w żelazny uścisk.
- Bo, co, Xena? - Otworzył oczy i spojrzał na nią ze wściekłością wymalowaną w brązowych oczach. - Co zrobisz? Zabijesz mnie? Może to i lepiej, przynajmniej dla mnie. A może poskarżysz na mnie Thorowi i Lokiemu?
- Zetnę ci głowę… - Zamachnęła się i uderzyła go rękojeścią od miecza w tył głowy.
Tony stracił przytomność.
Pierwsze co do niego doszło, to niesamowite zimno otaczające go z każdej strony. Niemal lodowata atmosfera panowała w sypialni Lokiego...chociaż może to nie była sypialnia jego ukochanego. Najprawdopodobniej nie. W końcu Tony od miesięcy nie spał na podłodze. A im bardziej jego umysł i ciało budziło się do życia, tym więcej był w stanie zarejestrować swoimi zmysłami. Leżał na czymś zimnym i twardym, czymś, co pachniało okrutnie i przywodziło mdłości.
Odważył się otworzyć oczy i natychmiast tego pożałował, gdy został oślepiony dziwacznie złotą poświatą.
- Lokes? - Jednak jego książę mu nie odpowiedział. Tony po omacku dotknął powierzchni, na której się aktualnie znajdował. Odkrył, że jest to zimny kamień. Kamień? Gdzie on do cholery był?
Otworzył oczy i zmrużył je, pozwalając powoli przystosować się do światła. Z każdą sekundą, im szerzej otwierał oczy, tym więcej dostrzegał. Był w jakimś prostokątnym pomieszczeniu z białymi ścianami i jedną na wpół przezroczystą pół złotą ścianą, która się ruszała, jeśli się na niej skupiło wzrok. Obok jego ciała leżał jakiś pomięty zielony materiał i długi fragment czarnej skóry, który Tony pamiętał z sypialni Lokiego. Pod ścianą stała blaszana miska i drewniany kubek.
Gdzieś dookoła rozbrzmiewały głosy. Tony próbował się na nich skupić, ale tak bardzo mu dudniło w głowie, iż sprawiało mu to zbyt wielki ból.
- Pobudka, Midgardczyku - usłyszał jakiś męski głos. Tony skupił się na nim i powoli, ostrożnie, podniósł się do siadu. - Szykuj się na śmierć.
- Co? - wymamrotał, próbując ogarnąć sytuację.
W końcu wszystko zaczynało do niego trafiać, gdy tylko poczuł palący ból z tyłu głowy. Automatycznie jego dłoń powędrowała do ów miejsca. Miał tam sporej wielkości guza, nie mógł określić jak dużego, ale bolał cholernie. Tylko skąd…
Oh. Xena nabiła mu guza. Teraz sobie to przypomniał. Gdyby ta suka nie przyszła do skarbca, mógłby się teleportować z Tesseraktem, w końcu był to kamień przestrzeni. Brakowało tylko kilku sekund, by wchłonął trochę więcej mocy kostki, by mógł uciec. A Sif musiała wszystko zepsuć.
Udałoby się mu. Uciekłby, znalazł pozostałe kamienie, pozbył się ich i wrócił po Lokiego. Udałoby się mu, gdyby nie Sif.
W zasadzie Tony zastanawiał się, jak go odnalazła. Czyżby Heimdal go obserwował? Nie, po co Heimdal miałby obserwować jakiegoś tam sługę? Miał lepsze rzeczy do robienia, prawda? Chyba że ktoś mu kazał obserwować Tony'ego? Ale kto? Loki? Nie, nie mógł nic podejrzewać. Eir? Była jego oddaną przyjaciółką. W takim razie kto? Sama Sif? Ale po co?
Pytania wywołały kolejną falę migreny i nudności. Tony zwymiotował na podłogę celi.
Tak, uświadomił sobie, jestem w celi, w pałacowych lochach.
Otarł usta i spojrzał na dwójkę strażników przed celą. W jednym z nich rozpoznał tego, któremu podciął gardło.
- Słabo walczysz, nędzniku - odezwał się strażnik po nordycku. - Nawet nie umiałeś mnie porządnie zabić.
- Może wcale tego nie chciałem. Może chciałem sobie kupić trochę czasu. - odpowiedział mu, mrożąc go wzrokiem. - Chcę się widzieć z księciem Lokim. Wezwijcie go.
- Zobaczysz go, gdy będziesz szedł na ścięcie.
Tony patrzył, jak strażnicy oddalają się od jego celi z głupawymi uśmieszkami na twarzy...ZARAZ! Jakie ścięcie?! Miał zostać ścięty? O nie. Tak nie może być. Tony musi czym prędzej się stąd uwolnić. Tylko jak?
Wstał z ziemi i podszedł do bariery chroniącej celę. Gdy tylko jej dotknął, został porażony jakby prądem, tylko takim magicznym i asgardzkim. Palce prawej dłonie piekły go niesamowicie. Padł na kolana na podłogę i przyłożył je do zimnej posadzki, jęcząc, czując ulgę od chłodu.
Spojrzał jeszcze raz na barierę. Musiał istnieć sposób, by się stąd wydostać. Tony był geniuszem, rozpracuje ten system. Prędzej czy później. Był tego tak pewien, jak tego, że Iron Man był najlepszym z Avengerów. A to był fakt niepodważalny. Stark musiał tylko o tym pomyśleć. W końcu na coś wpadnie. Potrzebował tylko trochę czasu.
Nie wiedział, ile już siedzi w celi, ale musiało minąć kilka dni, w końcu Stark zaczął sam ze sobą rozmawiać, byleby nie dać się zwariować. Nikt go nie odwiedzał. Ani Eir, ani Loki. Tony pragnął, by jego ukochany przyszedł do lochów. Błagałby go wtedy o wybaczenie i przekonał, że nie zrobił nic takiego złego. Jasne, zaatakował strażników, ale nie miał wyboru. Musiał zdobyć Tesseract. Musiał go mieć, za wszelką cenę.
Ta przeklęta kostka zguby nawoływała go każdej nocy. Tak samo, jak kamień mocy, powoli doprowadzając go do szaleństwa. Przyjemne brzęczenie wypełniało jego myśli, mieszając się ze słowami w języku Asów. Tony wiedział, co oznaczają.
'Wróć po mnie, mój panie'.
'Zbierz nas i rządź Galaktyką'.
I jak tu nie dać się zwieść na pokuszenie tym cholernym kamieniom? Tony zachodził w głowę dniami i nocami, pozostawiony sam sobie w ciemnej, zimnej celi. Szczęściem dla niego Thanos przestał go nachodzić w snach. Śmiertelnik zastanawiał się, czy jest to spowodowane magiczną barierą dookoła celi, a może to dlatego, że wchłonął trochę mocy Tesseraktu, choć nie na tyle, by zwiać z celi ani z pałacu.
Tony w końcu znajdzie sposób, by stąd uciec. O ile wcześniej nie umrze od otrucia.
Pieprzeni strażnicy muszą mu czegoś dosypywać do tego pożal-się boże jedzenia. Nie było przecież innego wyjaśnienia dla codziennych, porannych wymiotów Starka, tuż po zjedzeniu, choćby łyżki strawy.
- Ja pieprzę, miejcie jaja i zabijcie mnie od razu, a nie podtruwacie! - wrzasnął, gdy po raz kolejny rzygnął do drewnianego wiadra w rogu.
- Nikt cię nie truje. - Tony oderwał się od wiadra i zbyt szybko obrócił się do mówcy, co było kompletnie złym pomysłem. Tony zachwiał się i padł na ziemię. Szczęściem dla siebie szybko się poderwał i na klęczkach przybliżył się do bariery celi.
- Loki… - Mag stał przed celą w swej bitewnej zbroi z rękoma założonymi na piersi. Jego twarz nie wyrażała żadnej emocji, jakby miał na sobie stoicką maskę. Za to jego piękne, zielone oczy płonęły wściekłością i bólem. - Loki...przyszedłeś…
- Podobno nie dajesz żyć strażnikom swoimi jękami, jakoby pragniesz mnie ujrzeć.
- Loki...mój ukochany Lo…
- Daruj sobie te kłamstwa, sługo. - Auć. Ten lodowaty ton głosu Lokiego ciął duszę i serce Starka jak najostrzejszy nóż. - Czego chcesz?
- Kocham cię, Loki - próbował go przekonać. - Nie chciałem. Znaczy chciałem zabrać Tesserakt, ale ty nie rozumiesz...ja to zrobiłem dla ciebie i dla mnie. Dla nas wszystkich. Zrobiłem to z miłości do ciebie, Rudolf.
Loki pozostawał niewzruszony. Za każdym razem, gdy Tony spoglądał mu prosto w oczy, po tym, jak w końcu się podniósł z ziemi, oczy księcia próbowały skryć ból za maską pustki. Tony chciał rzucić się mu w ramiona, jednak został brutalnie powstrzymany przez magiczną barierę, która ponownie posłała go na ziemię, tym razem parząc jego całe dłonie.
- Kurwa.
Tony przegapił moment, w którym Loki mimowolnie szybko wciągnął powietrze i zrobił krok w przód. Gdy znów stanął na nogi, książę już miał przybraną swoją stoicką, chłodną postawę.
- Proszę Loki… - właściwie nie wiedział, co ma dalej powiedzieć. Kajać się? Błagać o wybaczenie? Prosić o wypuszczenie z celi? Loki by go nie wypuścił. Zapewniać o miłości? To mu nie pomagało.
Tony poczuł nagle dziwny ból w okolicy podbrzusza. Syknął i przyłożył dłoń, nie wiedząc, co się dzieje.
Tym razem zauważył, iż Loki podszedł bliżej i spojrzał na niego z troską w oczach.
- Serio…- jęknął, gdy poczuł kolejną, krótką falę bólu. - Niech mnie już nie trują. Proszę. Jeśli chcesz mojej śmierci, to zabij mnie. Zetnij mi głowę...ale wiedz, że to wszystko zrobiłem dla ciebie.
- Dlaczego?
- Byśmy mogli być razem. - Więcej nie dopowiedział, tylko spojrzał księciu w oczy. Miał nadzieję, że jego własne pokazują miłość dla Psotnika i szczerość jego intencji. Doprawdy, ostatnimi czasy, gdy umysł Tony'ego był bardziej przejrzysty, zrozumiał prawdziwy cel pragnienia posiadania kamieni. Wcale nie chciał rządzić galaktyką. To kamień mocy zamydlił mu oczy na chwilę. Ale Tesserakt pokazał mu prawdę.
Tony chciał kamieni, by mógł być z Lokim. By nikt im nie odebrał szczęścia. Dlatego musiał je zniszczyć. By nikt nie zakłócił jego szczęśliwego życia z Lokim.
Loki nic nie odpowiedział. Wcale nie musiał. Jego ciało zdradziło, iż słowa Starka trafiły do niego. Mimowolnie zacisnął dłonie w pięści i otworzył usta, by coś powiedzieć. Jednak żadne słowa nie wyszły z nich. A po chwili rozpłynął się w powietrzu.
- Pieprzone iluzje - Stark mruknął do siebie, wracając na skórę, która ostatnimi czasy stała się jego łóżkiem. Gdy tylko się położył, kuląc się, by zmieścić całe ciało, natychmiast zamknął oczy.
- Tony. Tony - lekki, kobiecy głosik go budził. - Tony, obudźże się.
Jak na komendę, Anthony otworzył oczy i rozejrzał się po celi. Czyżby wyobrażał sobie ten kobiecy głos? Ale dlaczego?
- Tony! - Głos był prawdziwy i dobiegał z zewnątrz celi. Tony ostrożnie podniósł się z podłogi tak, by znów nie naszła go fala mdłości i spojrzał przed siebie. - Tony.
- Eir? Co tu robisz? - Wstał i podszedł do przyjaciółki. Na jego usta wstąpił szeroki uśmiech. Tak dobrze było zobaczyć jakąś przyjazną twarz. Tony przyjrzał się Alfce. Trzymała w ręku tacę z jedzeniem, a obok niej stał jeden ze strażników. Mówił coś do niej, jednak zbyt cicho, by Tony mógł zrozumieć. Eir tylko mu potakiwała.
- Odsuń się, Midgardczyku. - Tony spojrzał na niego ogłupiały.
- Odsuń się Tony. - No, ok. Tony cofnął się o kilka kroków i wpatrywał się w dwójkę przed nim. Strażnik szepnął coś i pomajstrował przy barierze. W zasadzie Tony nawet nie widział, co robił przy ścianie, ale po chwili zrobił się w niej wolny przesmyk, przez który przestąpiła Eir. Gdy już znalazła się w celi, bariera na powrót była cała. Alfka postawiła tacę na ziemi i podeszła do Starka. Zamachnęła się i uderzyła go w twarz z całej siły, posyłając go na ziemię.
- Auć! Za co to?!
- Ty głupcze! Dlaczego?! Dlaczego to zrobiłeś?!
Tony westchnął i ruszył do przeciwległej ściany, gdzie znajdowało się jego legowisko. Poklepał miejsce obok siebie, by Eir usiadła. Gdy Alfka znajdowała się przy nim, chwycił jej dłoń w swoją, łącząc ich palce i zaczął opowiadać.
- Wszystko zaczęło się jeszcze na Ziemi, gdy byłem jednym z Avengerów… - Tony raz jeszcze opowiedział jej o bitwie przeciwko Doomowi i Red Skullowi i armii Chitaurii. O swoim idiotycznym locie w przestrzeń kosmiczną z bombą. Ze szczegółami mówił o swoim pobycie i torturach w królestwie Thanosa. Eir ścisnęła jego dłoń, gdy mówił o razach, które dostawał ciężkimi łańcuchami na skórę. Powiedział jej o planie Thanosa, Nebuli i Ronana Oskarżyciela. Wspomniał o tym, iż to nie przypadek, że znalazł się w Asgardzie. - Miałem stąd ukraść Tesserakt dla Thanosa, ale poznałem Lokiego...i się zakochałem . Nawet chciałem olać to zdobywanie kamieni nieskończoności, ale wtedy oczywiście znalazłem kamień mocy… - Tony opowiedział jej o pobycie na Xandar, o uwiedzeniu Oskarżyciela, o nawoływaniu przez kamień mocy. - I zobaczyłem, że Loki posiada kamienie i że oszalał! Skazał na śmierć nie tylko mnie, ale i jakąś niewinną dziewczynkę, która stała obok mnie. Wszystkich kazał pozabijać. Nie mogłem...nie mogę pozwolić mu, by tak się zatracił. Za bardzo go kocham, by patrzeć, jak sam się zabija w ten sposób. Kamienie go opętają. Tak samo, jak Thanosa. Nie mogę im pozwolić zniszczyć wszystkiego.
- Powiedziałeś o tym księciu Lokiemu?
- Nie! Gdyby się dowiedział, że wiem, gdzie są kamienie...zażądałby ich zwrotu...a wtedy...nie chcę, by coś złego go spotkało. Ja…
- Czy dobrze pojmuję? Chcesz zniszczyć kamienie nieskończoności, by ocalić księcia Lokiego i galaktykę? - Tony potaknął. - Rozumiem. To szlachetne i głupie.
- Hej, z miłości się robi głupie rzeczy. - Uśmiechnął się szeroko do przyjaciółki. Eir odwzajemniła uśmiech i podała mu tacę z jedzeniem. - Am...strażnicy nie mieli dostępu do tego jedzenia? - Alfka uniosła lewą brew w zmieszaniu. - Chyba mnie tu podtruwają. Każdego ranka wymiotuję i jestem słaby. I chyba znów przytyłem, no spójrz. - Podciągnął tunikę ku górze i zaprezentował Eir niewielką zmianę na brzuchu. - Ze trzy kilo mi przybyło.
Alfka położyła dłonie na jego brzuchu i poczęła wodzić dłońmi. Tony rozmyślał nad tym, czy jego przyjaciółka będzie w stanie znaleźć to, czym go trują strażnicy. Stark przyglądał się twarzy kobiety. Czyste zdziwienie się na niej malowało. Eir kręciła głową, mrucząc coś do siebie, ale Tony nie rozumiał co. Alfka przeniosła dłonie na jego podbrzusze i przytrzymała je tam dłuższy czas.
Nagle jej oczy otworzyły się szeroko, jakby w szoku i spojrzała z niedowierzaniem na Tony'ego.
- Co jest, Eir? Co znalazłaś?
- To niemożliwe… - powiedziała sama do siebie.
- Co jest niemożliwe, Eir?! - dopytywał Tony. Eir naprędce wstała i ruszyła w stronę bariery. - Eir! - Tony podniósł się także i ruszył za nią. Jednak nim dobiegł do bariery, Alfka już przestępowała przez próg, a bariera na powrót się formowała w ścianę. - Eir?!
- To nie możliwe… - spojrzała na niego przez ramię i pokręciła głową, nim niemal wybiegła z lochów.
- Ale co jest niemożliwe?! - Krzyknął za nią, a jego głos zginął w głębokiej ciszy pomieszczenia. - Co jest kurwa niemożliwe?
Tony już się tego nie dowiedział. Eir już go nie odwiedziła, Loki też nie. A te cholerne wymioty tuż po pierwszym kęsie śniadania też go nie opuściły. Tony zaczął się zastanawiać, czemu tylko mdli go rano, a gdy jadł wieczorny posiłek, nic mu nie było. Podobno jedzenie nie było z trutką, Loki o to zadbał, przynajmniej tak mu powiedziała służka, która przynosiła mu od trzech dni jedzenie. Jednak to nie zmieniało faktu, iż Stark czuł jakby coś dziwnego działo się jego brzuchu.
I pewno zachodziłby w głowę dalej, jaka jest przyczyna jego złego samopoczucia, gdyby nie to, że przyszło mu umierać. Tego ranka, tuż po wczorajszej, oficjalnej koronacji króla Thora, strażnicy przyszli go zabrać na ścięcie. Tony próbował się stawiać, ale nie miał szans. On słaby ziemianin nie mógł się postawić dwóm, rosłym Asom.
Prowadzili go w łańcuchach założonych na nadgarstkach, tuż nad kostkami i szyi, przez korytarze, wprost do sali tronowej. Tony poczuł się trochę jak krowa prowadzona na rzeź. W zasadzie to szedł na rzeź… W sali tronowej znajdował się król Thor, siedzący na tronie, w dłoni dzierżył Gungnir, a przy jego prawej nodze stał Mjolnir. Po jego prawicy siedział Loki, w bitewnej zbroi ze wzrokiem zimnym jak lód, teraz wbitym w Tony'ego. Po lewej stronie króla zasiadała Rada Asgardu, z Sif i Hogunem. Zatrzymali go tuż przed schodami prowadzącymi do tronu. Dwaj strażnicy stanęli po obu stronach Tony'ego, naciągając łańcuchy, aby Tony im nie uciekł.
- Anthony, sługo Asgardu, wystąpiłeś przeciwko swemu władcy i panu i za to zostajesz skazany na śmierć przez ścięcie.
- Nie wiem, o co wam chodzi. Nie zrobiłem nic złego… - Tony wzruszył lekko ramionami, patrząc w oczy Lokiemu. - Miałem swoje powody.
- Wtargnąłeś do skarbca Odyna Wszechojca. Próbowałeś ukraść Tesserakt. To wystarczająco, by cię ukarać śmiercią - mówił Thor swoim donośnym głosem. - Te ostatnie dni żyłeś tylko dzięki prośbie księcia Lokiego. Jednak dziś wyrok mój zapada.
- A jakieś ostatnie życzenie dla skazanego? - Nikt się nie odezwał. Tony westchnął zrezygnowany, nim po raz kolejny spojrzał na Lokiego. Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział, co. Strażnicy zacisnęli dłonie na jego ramionach, pchając go w dół i zmuszając do klęknięcia.
Lady Sif podeszła do niego z szelmowskim uśmieszkiem na twarzy. - To będzie dla mnie przyjemność.
Wyciągnęła miecz z pochwy i uniosła ku górze. Jeden ze strażników pochylił jego głowę. Tony zamknął oczy i szepnął.
- Kocham cię, Loki. - W umyśle przywołał sobie obraz uśmiechniętego Lokiego, który patrzył na niego z miłością. - Kocham cię, Rudolf.
Tony wziął ostatni, głęboki wdech i czekał na swoją śmierć. Już nic nie mógł zrobić, nie wykaraska się z tego. Próbował ocalić ukochanego, ale poległ. Teraz już nie da rady nikogo ocalić, nawet samego siebie.
Ostrze miecza Sif znajdowało się coraz bliżej nagiej szyi Tony'ego, gdy wtem drzwi do pomieszczenia otworzyły się z impetem a do środka wpadła zdyszana Eir.
- STOP! NIE MOŻECIE GO ZABIĆ! - Chwyciła ostrze w dłonie, przecinając je. Strażnicy natychmiast zareagowali, próbując ją odciągnąć. Eir walczyła z nimi, starając się im wyrwać. - NIE MOŻECIE GO ZABIĆ!
- Zabrać ją stąd i wtrącić do lochu - nakazała Sif i ponownie przymierzyła się do ścięcia głowy Tony'emu.
- NIE MOŻECIE GO ZABIĆ! - Krzyknęła ponownie Eir, gdy strażnicy chcieli ją wyprowadzić z sali. - ON NOSI W SOBIE DZIECKO KSIĘCIA LOKIEGO!
Nagle cała sala zamarła.
A/N: I jak wrażenia?
W następnym będzie dużo wyjaśniania i dużo niedowierzania. I król Thor będzie musiał powziąć nowe postanowienia!
Dziękuję za wszystkie komentarze, polubienia, śledzenia.
Opinie będą mile widziane.
Intoxic
