Tony wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze. Postarzał się przez te ostatnie trzy miesiące. Zmarszczki dookoła oczu i poszarzała skóra, aż prosiły się o jakąś porządną kurację odmładzającą. A mówią, że w ciąży się promienieje. Dupa. Tony wcale nie promieniał, wręcz przeciwnie, był przybity i zestresowany.

Tyle się ostatnio zdarzyło. Niespodziewana ciąża. Właściwie to normalnie niemożliwa ciąża. Stark do tej pory nie mógł sobie tego do końca poukładać w głowie. To było nierealne, by on, facet z krwi i kości, spodziewał się dziecka. I to w dodatku dziecka nordyckiego bóstwa. Istne szaleństwo. A jednak. Za każdym razem, gdy spoglądał na swój już pokaźnych rozmiarów brzuch, stawało się to bardziej realne.

Z jednej strony podświadomość nie chciała dopuścić tego faktu do jego umysłu. Łudził się, że może Eir, Loki i medyczka wymyślili jego ciążę. Jednak dziecko szybko sprowadzało go na ziemię, za każdym razem, gdy kopało jego żebra i pęcherz, powodując grymas bólu na twarzy mamy.

- Ugh – mruknął, masując podbrzusze, gdzie właśnie poczuł solidnego kopniaka. – Mały, nie kop tak mocno mamy. – Dziecko posłuchało, a na potwierdzenie kopnęło go lżej niż wcześniej. – Ciekawe, czy tata w końcu przyjdzie nas odwiedzić. Jak myślisz, kochanie?

Jeden mały kopniaczek mógł oznaczać wszystko.

Loki nie odwiedził Tony'ego, od pamiętnego dnia w lecznicy, gdy dowiedzieli się o dziecku. I Anthony nie mógł go winić. Zdradził jego zaufanie, w zasadzie to zdradził cały Asgard. I gdyby nie dziecko z Lokim, już dawno by gryzł ziemię od spodu. Mag nawet nie chciał słyszeć o pierwszym kopnięciu dziecka, które zdarzyło się dwa tygodnie temu. Ani o tym, że Stark przestał cierpieć na poranne mdłości. Już nie mówiąc o fakcie, iż odmawiał jakiejkolwiek rozmowy ze swoim ukochanym sługą.

- A może on już mnie nie kocha? – westchnął sam do siebie. – I co mam zrobić, co? – zwrócił się jeszcze raz do dziecka. – Co mam zrobić, by twój tatuś mi przebaczył?

Kolejny kopniak.

- Mógłbyś być bardziej pomocny, synu. – Nie to, że Tony znał płeć dziecka. Zakładał, iż to będzie chłopiec. Nowy książę Asgardu, jak zostało to rozpowiedziane we wszystkich dziewięciu królestwach.

- Znów rozmawiasz z dzieckiem? – za jego plecami rozległ się ciepły, kobiecy głos. – Przecież dziecko do ciebie nie przemawia.

- Wiem, Eir – obrócił się i uśmiechnął do Alfki. – Ale tak jest mi łatwiej to zaakceptować. Wiesz, że jestem w ciąży. Rozmowy z dzieckiem pomagają.

- Z pewnością – odparła, stawiając tacę na stoliku przy łóżku. Kobieta chwyciła srebrny kielich z żółtawym płynem i podała go mężczyźnie. Zatykając nos, Tony wypił go duszkiem. Nienawidził ziołowego naparu, przygotowywanego przez medyczkę Kalię, zawsze zbierało mu się na wymioty. - Dziś przybędzie do pałacu Lord Elearon ze swą drugą córką. - Tony niemal zakrztusił się, połykając napój. - Chce przekonać króla Thora, by zezwolił na zrękowiny księcia Lokiego i jego córki.

- Po moim kurwa trupie. - Tony cisnął naczyniem o podłogę i ruszył do drzwi. Pchnął je z całej siły, prawdopodobnie uderzając strażników po drugiej stronie. Gdy już miał wychodzić, został brutalnie powstrzymany przez dwóch strażników i ich miecze. - Przepuśćcie mnie.

- Jesteś więźniem, nie wolno ci opuszczać komnaty. Rozkaz króla Thora.

- Nie obchodzi mnie, co powiedział blondasek! - warknął Tony. - Chcę się widzieć z Lokim. Natychmiast. - Strażnicy ani myśleli, by go puścić dalej, niż próg jego własnej komnaty. Tony mógł się z nimi siłować, ale nie miał szans. Teraz w ciąży, był zbyt słaby. - Loki! - wrzasnął na cały korytarz, mimo tego, iż komnata maga była tuż obok jego. - Jeśli zgodzisz się na ten ślub z nią, to pożałujesz! Słyszysz mnie?!

- Śmiesz mi grozić? - rozległ się głos księcia, nim zmaterializował się przed nim, mrożąc wzrokiem. - Kim, że ty jesteś…

- Facetem, który cię kocha, dupku! - Dźgnął go mocno w twardą pierś. - Nie masz prawa się z nią ożenić, Loki. Będziemy mieć dziecko, gdybyś zapomniał…

- Głupcze - odezwał się jeden ze strażników - gdy tylko dziecię się narodzi, król Thor każe cię ściąć na oczach całego Asgardu.

Loki spiorunował go wzrokiem i kazał odejść. Wepchnął Tony'ego do środka i wyrzucił z komnaty Eir. Tony spoglądał na niego ze wściekłością.

- Kazałem ci siedzieć w komnacie - powiedział, w miarę spokojnie, oddychając zbyt szybko. - Czego nie rozumiesz w tym nakazie, Anthony.

- Przecież siedzę tu cały dzień i noc, nawet nie pozwalacie mi wyjść do ogrodu, by odetchnąć świeżym powietrzem - mówił, siadając na łóżku. Dziecko znów zaczęło kopać, przez co Tony syknął z bólu. - Widzisz - zaczął, masując brzuch, by trochę uspokoić dziecię - nawet dziecku się to nie podoba, że cały dzień jesteśmy w zamknięciu. O, złośnik mały, znów kopie.

Tony odruchowo sięgnął po dłoń Lokiego i pociągnął w stronę brzucha. Może mag był zbyt zdezorientowany, a może przytłoczony, ale pozwolił ułożyć swoją dłoń i poczuł po raz pierwszy kopnięcie dziecka. Stark obserwował jego reakcje.

Oczy Lokiego złagodniały. Zielonkawy odcień tęczówek zrobił się cieplejszy, gdy przesunął dłoń na brzuchu Tony'ego. Jego cała postura się odprężyła, ciało zaczęło się mimowolnie przesuwać do drugiego ciała. Jego piękną, bladą twarz ozdobił niewielki, ale szczery uśmiech.

Tony położył swoją ciepłą dłoń na dłoni Lokiego i przemówił czule do dziecka.

- To twój tatuś, mały. - Loki nadal trzymał dłoń na miejscu. - Powiedz coś do niego, Lokes.

Mag uniósł głowę ku górze - wciąż trzymając dłoń na brzuchu, pod dłonią Tony'ego - i spojrzał na niego skonfundowany. Przemówić do dziecka, gdy jest nadal w łonie? Dlaczego? I tak dziecko go nie usłyszy.

- Moja niania, która była w ciąży, zanim odeszła - mówił Anthony, uśmiechając się radośnie - powtarzała, że dziecko jeszcze w brzuchu słyszy wszystko dookoła, a potem, gdy już się urodzi, pamięta głos matki i ojca. Tylko trzeba mówić do niego. Ja cały czas rozmawiam z Lokim Juniorem. Znaczy, możemy mu wymyślić inne imię, niekoniecznie...

- Frey - zaproponował Loki. - Frey Lokison.

- Ładnie. Frey Lokison Stark. - Loki spiorunował go wzrokiem. - Co? Musi mieć też coś po mnie.

- W naszej kulturze, tylko córki otrzymują imię po matce. Gdybyś urodził mi córkę, nazwana by była Anthonydottir. - Tony tylko potaknął. - Nasz syn otrzyma imię po ojcu.

Tony uniósł ręce w geście poddania. Nie miał i tak już siły na kłótnie z Lokim. Wolał spędzić z nim czas na innych rzeczach. Ziewnął i położył głowę na ramieniu ukochanego. O dziwo, Loki nie zaprotestował, ani nie odsunął się brutalnie, co Stark wziął za dobry znak. Znany ze swych ciągot do ryzyka przesunął się jeszcze bliżej czarnowłosego, niemal siadając mu na kolanach i objął go mocno wokół torsu. Na to Loki zesztywniał w jego ramionach.

- Proszę cię, nie żeń się z nią - wymamrotał w tunikę księcia. - Kocham cię, Loki i nie przeżyję, jeśli inna cię będzie miała. Przepraszam, że chciałem ukraść Tesserakt - starał się brzmieć szczerze, mimomimo iż karmił Lokiego kłamstwem. Chciał ukraść kostkę, nadal chce ją zabrać jak najdalej stąd, jak najdalej od ukochanego Lokiego, by chronić go przed czyhającą zagładą. - Chciałem cię ochronić. Nie chcę, by on cię skrzywdził…

- Kto? - szepnął mag.

- Nieważne, nie mogę… - bełkotał Tony, nagle czując przypływ ogromnego bólu w klatce piersiowej, w okolicy reaktora. - Nie mogę...on...zabije…

- Anthony… Anthony...Tony…Tony…

Śmiertelnik słyszał wołanie jak przez mgłę. Wszystko nagle stało się rozmazane. Jasne światło wypełniające jego komnatę ciemniało z każdą sekundą. Powietrze stawało się coraz cięższe i zimniejsze. Tony starał się złapać oddech, ale czuł, że wszystko mu w środku zamarza. Gardło wypełniło się ostrymi kryształami lodu, utrudniając wołanie o pomoc.

Dookoła panowała ciemność i głucha cisza. Tony wołał Lokiego, ale zdawało się, że jest sam. Instynktownie oplótł ramiona wokół brzucha, by chronić dziecko.

- Loki? Loki? - wołał, ale z każdym kolejnym otwarciem ust, jego głos stawał się bardziej bezsilny. - Loki…Lo…

Jego głos umarł w pół słowa, gdy na jego szyi zacisnęło się coś lodowatego i oślizgłego. Tony natychmiastowo zaczął wierzgać, próbując się uwolnić z pułapki. Poczuł zimny i ciężki oddech koło swojego ucha.

- Myślałeś, że się przed nami schowasz, śmiertelniku? - Tony chciał przełknąć ślinę, ale uścisk na jego szyi nie zelżał. - Znajdziemy cię wszędzie.

- Mój mały sługo. - Nagle wyrósł przed nim Thanos w pełnej krasie, z grymasem niezadowolenia na fioletowawej twarzy. - Zawiodłeś swojego pana.

Tony walczył, by złapać powietrze. Jeśli on umrze, to Frey razem z nim, a do tego nie mógł dopuścić. Dziecko jego i Lokiego musi żyć. Inny, który trzymał go za gardło, puścił go w końcu na ziemię. Tony próbował nabrać powietrza w płuca, ale nie dał rady, zaczął się krztusić. Usłyszał głośne kroki koło swej głowy, gdy przyciskał ją do lodowatej ziemi, by uspokoić serce i dziecko. Ktoś szarpnął go mocno za włosy i podciągnął z ziemi.

- Ty podła wszo - zwrócił się do niego Thanos, mrożąc wzrokiem. - Miałeś mi przynieść Tesserakt. Chyba nie chcesz, bym cię zabił...ciebie i tego potwora, którego masz w brzuchu.

- Tkni...tknij moje dziecko...a...a cię zabiję - żachnął się, kopiąc Thanosa w kolano. Tytan nawet tego nie odczuł.

- Zabiję je, ciebie i twojego Asgardzkiego księcia, którego tak kochasz...na twoich oczach. Wyrwę mu serce, wyrwę dziecię z twego łona, a ty będziesz na to patrzył… - rzucił Tony'm o podłogę. Lądując na ziemi, Stark starał się nie spaść na brzuch. - A potem zabiję cię i zabiorę Tesserakt i zniszczę galaktykę.

- Nie...Proszę…- wyrwało się ciche błaganie z ust śmiertelnika. - Dam ci tę pieprzoną kostkę. Ukradnę ją jeszcze raz. Jutrzejszej nocy. Ukradnę ją i prze-teleportuję się tutaj...tylko nie krzywdź Lokiego i dziecka.

- Masz jedną noc - wycedził, zaciskając zęby. Thanos trzymał Tony'ego za kołnierz jego tuniki, na wysokość swoich oczu. - Jeśli mnie znów zawiedziesz...pożałujesz tego, śmiertelniku. Thanos nie jest pobłażliwy dla zdrajców.

Ponownie cisnął Tony'm o ziemię. Gdy głowa Starka spotkała się z chłodną ziemią, ogarnęła go ciemność.

- ny...ony...Tony...Tony! Tony! Obudź się, ukochany. Moja gwiazdo… - Słyszał głos Lokiego tak wyraźnie, a jednak zdawało się, że mag jest gdzieś daleko w otchłani. - Min kjærlighet.

Chłodna dłoń maga muskała jego policzek i czoło. Usta, te znajome, wąskie usta całowały czubek jego głowy.

- Proszę...Anthony...obudź się...nie opuszczaj mnie...moja jasna gwiazdo…

- Brakowało mi tego… - wymamrotał Tony, ledwo słyszalnym głosem. Poczuł, że nagle był przyciśnięty do czegoś twardego, ale znajomego. Do jego nozdrzy dotarł zapach zimy, mięty i magii. LOKI. Był przyciśnięty do Lokiego. Ktoś - zgadywał, że Loki - przeczesywał delikatnie jego długie włosy. - Loki...mój...Loki…

- Tony… - głos maga był wypełniony przerażeniem. Zielonooki mężczyzna odsunął się odrobinę od Tony'ego i przyjrzał się jego twarzy. - Moja gwiazdo...jak się czujesz?

- Co się… - Głowa go tak bolała, że nie mógł się skupić na swoich myślach. Buzowała mu krew, serce waliło, a myśli były chaotyczne. I coś kopało go od wewnątrz...coś… - DZIECKO?! - wrzasnął przerażony. Instynktownie przyłożył dłoń do brzucha. - Wszystko dobrze, Frey?

Poczuł dwa kopniaki.

- Tak, z mamą też w porządku - odpowiedział mu.

- Tony! - Loki ściągnął na siebie jego uwagę. - Co się stało? Czyżby coś z twym zdrowiem?

- Nie… chyba nie? - Za plecami usłyszał głośne chrząknięcie. Obrócił głowę, ale to tylko spotęgowało ból. Tony syknął, przykładając palce do potylicy. Poczuł coś lepkiego i ciepłego. Cofnął palce na wysokość oczu i próbował sobie przypomnieć, kiedy to się stało i co się stało.

- Uderzyłeś głową w kant łoża, nim zdążyłem cię chwycić - wyjaśnił Loki. Tony pamiętał to trochę inaczej. To stało się w rzeczywistości z Thanosem. - Straciłeś przytomność...stałeś się zimny, jak lód...myślałem, że…

- Hej...wszystko gra. - Poklepał go pocieszająco po dłoni. - Mam się w miarę dobrze, Frey też, bo nadal kopie. Wszystko z nami dobrze, prawda? - Zignorował na chwilę ból i spojrzał w stronę medyczki, którą już wcześniej zauważył. - Nic nam nie grozi?

- Twoje oznaki witalne są w normie, Anthony. Dziecko również nie jest zagrożone. Jednak martwi mnie ta utrata przytomności i chłód twego ciała.

- A to dlatego, że od dawna sypiam sam. - Miało to zabrzmieć zabawnie, jednak nikt się nie śmiał. Tony uśmiechnął się krzywo. - Jestem zmęczony i to pewnie dlatego. Frey daje mi nieźle w kość ciągłymi kopniakami w środku nocy. - Pogładził czule brzuch, gdy poczuł kopnięcie. - I znów, złośnik jeden. Nie kop tyle mamy, Frey, to nie jest fajne.

Uspokoił się, gdy Loki położył dłoń na brzuchu.

- Bądź spokojny, synu - przemówił do dziecka. - Daj odpocząć matce.

Zaskakująco, Frey przestał kopać, za co Tony w duchu podziękował.

- Odpocznij, Anthony...a rano znów dokonamy badań.

- Przyjdę z samego rana - oświadczyła medyczka, kłaniając się Lokiemu. - Dobrej nocy, mój książę. Dobrej nocy, Anthony.

- Dobranoc - odparł Stark, machając. Podniósł się na łóżku, chcąc usiąść, ale został powstrzymany przez silne dłonie Lokiego i jego mrożący, wymowny wzrok. - Ok. Już leżę.

- Zostanę z tobą tej nocy. - Chóry aniołów zaśpiewały w głowie Tony'ego. Tak długo czekał na swojego ukochanego. I mimo tego, że wiedział, iż Loki zostaje z nim tylko dlatego, że zemdlał, i tak się cieszył. Miał przy sobie swego ukochanego. - Zaśnij, potrzebujesz odpoczynku. Będę czuwał nad tobą.

- Połóż się przy mnie? - Wielkie, psie oczy podziałały. Loki zdjął swą tunikę, a na widok jego nagiej klatki piersiowej Tony oblizał swoje usta, i położył się obok niego na łóżku. Tony, wykorzystując sytuację - bo pewnie to była ostatnia taka okazja - wtulił się w ramiona maga i pocałował jego nagą pierś. - Brakujee mi ciebie, Rudolf. - Loki prychnął na to przezwisko. - Brakuje mi twoich dłoni na moim ciele. Twoich ust na moich. Tego, jak trzymałeś mnie w ramionach po seksie….brakowało mi ciebie. Tego jak nazywałeś mnie swoją gwiazdą...nie masz pojęcia, jak mi tego brakuje. A w ciąży mnie opuściłeś...ja...bałem się, że mnie nie kochasz...że nie pokochasz naszego dziecka… - paplał wszystko, co mu ślina przyniosła na język. Każde uczucie, które odczuwał, wszystko, chciał mu powiedzieć wszystko, jeszcze, kiedy miał okazję. - Wiem, że spieprzyłem wszystko...ale miałem powody... - Loki otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Tony go ubiegł. - Nie mogę ci wyjawić prawdy...dla twojego dobra. Wiedz tylko, że zawsze będę cię kochał. Jesteś miłością mojego życia, Loki. I dla ciebie… dla ciebie zrobię wszystko. I będę….

- Zaśnij już, moja gwiazdo… - Tony poczuł ciepłe gilgotanie na swoim ciele. Coś, czego nie czuł od dłuższego czasu, ale było to znajome. Magia Lokiego. Drań używał na nim zaklęcia na sen. Jak na zawołanie, Stark zaczął ziewać, jego ciało powoli stawało się coraz lżejsze i zrelaksowane. W okamgnieniu pozwolił swoim powiekom opaść w dół.

Nim na dobre pogrążył się w krainie Morfeusza, ułożył w głowie cel.

Ukradnie Tesserakt ponownie. Jutrzejszej nocy. Ukradnie Tesserakt i uratuje całą galaktykę.

Gdy Loki usłyszał ciche pochrapywanie Tony'ego, spojrzał w dół na jego kobiece ciało, teraz wtulone w jego własne. Klatka piersiowa unosiła się swobodnie, palce, uprzednio zaciskające się na biodrach Psotnika, zelżały swój uścisk, powoli opadając w dół na niedźwiedzie skóry. Loki uśmiechnął się bezwiednie, kładąc dłoń na brzuchu swojego sługi. Począł czule głaskać, w miejscu, gdzie wcześniej czuł kopnięcie dziecka, licząc, iż znów je poczuje. Nie pomylił się. Jego syn, zdawał się wyczuć dotyk ojca.

- Ochronię was oboje, Frey. Ciebie i twoją matkę, przed całym złem tej galaktyki. Przysięgam wam. Nikt nie skrzywdzi ukochanych Lokiego Odinsona. - Frey kopnął na zgodę. - Kogokolwiek się obawiasz, Tony - zwrócił się do śpiącego człowieka - zabiję go. Nikt cię nie skrzywdzi, moja gwiazdo. Nikomu na to nie pozwolę.


A/N: I jak wrażenia?

Trochę mnie nie było, ale dopadły mnie trudności życia zawodowego, znaczy się sesja i multum pracy. Generalnie zostało około cztery rozdziały, ale dłuższe i sporo się będzie działo i wpadnie trochę nowych bohaterów, ale takich pobocznych. Mam nadzieję, że w miarę szybko uda mi się ogarnąć te rozdziały.

Dziękuję za polubienia, śledzenia, komentarze.

Opinie będą mile widziane.

Intoxic