Och, zapomniałam ostatnio odpowiedzieć: Evita: Ochów i Achów nie było ze strony Sif, ale nazwała Lokiego potworem.

Dziękuję za komentarze, polubienia i śledzenia.

Miłego czytania.


Pałac Asgardzki płonął. Krzyki mieszkańców ginęły w dźwiękach płomieni. Tony obserwował to wszystko z przerażeniem i bezsilnością. Zawiódł wszystkich. Nie mógł nic zrobić, by ich ocalić. Stał na środku sali tronowej z ramionami wokół swojego płaskiego brzucha. Z horrorem w oczach spojrzał w dół. Gdzie było jego dziecko? Coś przykuło jego uwagę. Pod jego nogami znajdowała się ogromna plama czerwonej krwi. Jego nogi i przód beżowej sukni były skąpane w czerwonej mazi.

Z gardła Tony'ego wydobył się krzyk.

- FREY!

Tony padł na kolana, wprost do czerwonej plamy. Po omacku zaczął dotykać zimnej podłogi. Gdzie jest moje dziecko?! Ten niemy krzyk wypełniał jego umysł. Gdzie jest moje dziecko?! Mój Frey!

Stark usłyszał nad głową szyderczy, głęboki śmiech. Ze łzami płynącymi po policzkach spojrzał w górę i ujrzał znajomą, paskudną, fioletową gębę.

- Nie trzeba było mnie zawodzić, mój sługo.

Thanos stał przed nim z dłonią zaciśniętą na wpół-martwym Lokim. Dookoła nich zamknął się ognisty okrąg, blokujący ich przed pozostałymi w pałacu. Tytan zaśmiał się ponownie, napierając swoją złotą rękawicą na pierś Lokiego. Mag krzyknął z bólu, gdy Thanos wyrwał mu serce za jednym zamachem.

- To...ny… - wydobył z siebie ostatnim tchem, nim Thanos rzucił go wprost pod nogi Tony'ego.

- LOKI! - wrzasnął, ogarnięty szałem. Podczołgał się do ciała ukochanego i wziął go w ramiona. - Loki. Loki. Loki. Loki. - lamentował płaczliwe. - Loki. Loki. Loki.

- A teraz patrz, jak zniszczę całą galaktykę. - Thanos chwycił Anthony'ego za gardło i podciągnął ku górze. - Patrz i podziwiaj, jak ciemność ogarnia galaktykę. Patrz i podziwiaj mój wspaniały dar dla mej ukochanej Pani.

Przed oczami Tony'ego pojawiło się wszystkie dziewięć królestw ogarniętych w ogniu i ciemności, którą przyniósł Tesseract. Do jego uszu docierały krzyki każdej istoty w całej galaktyce. Z jego brązowych, pustych oczu płynęły łzy bezsilności.

Nie zdołał ich ocalić.

Mimo gorąca buchającego od ognia pochłaniającego galaktykę, Tony czuł lodowaty chłód, który powoli, stopniowo ogarniał całe jego ciało.

Tony, Tony. Anthony. Moja gwiazdo. Ukochany. Tony. - słyszał znajomy mu głos Lokiego. Chciał do niego dołączyć, znaleźć się obok niego i Frey'a w Helheim. Połączyć się z nimi na zawsze.

Jedną dłonią sięgnął do reaktora i przekręcił go. Jednym zwinnym ruchem wyciągnął swoje mechaniczne serce i czekał na śmierć, z nadzieją, że Pani Śmierci zabierze go jak najszybciej do jego ukochanych.


Obudziły go ciche pojękiwanie i krople, opadające na jego nagą pierś. Otworzył oczy i szepnął zaklęcie, by rozjaśnić swoją komnatę. Nagle poczuł drżenie u swego prawego boku. Natychmiast spojrzał w dół i dostrzegł trzęsące się ciało Anthony'ego.

Tony, Tony. Anthony - szepnął, potrząsając jego ciało, by zbudzić go z koszmaru. Po jego twarzy i łzach, płynących po jego policzkach, Loki wiedział, że musi być to jedna z najgorszych nocnych mar w życiu jego małego sługi. -Moja gwiazdo. Ukochany. Tony.

Anthony nie budził się.

- Tony! Tony! Kochany, obudź się. - Anthony zaczął go wołać przez łzy, naprzemiennie wołać imię ich syna. - Moja gwiazdo, jestem przy tobie. Obudź się.

Tony zaczął się kręcić na łóżku, wierzgając nogami. Jedna z jego dłoni skierowała się na jego pierś. W okamgnieniu przekręcił reaktor i wyciągnął go.

Serce Lokiego zamarło.

Trwało to dosłownie chwilę, nim rzucił się na ratunek. Uniósł się nad śmiertelnikiem, uważając, by nie przygnieść dziecka w jego łonie. Wyrwał reaktor z dłoni Tony'ego i wcisnął go na powrót w jego miejsce. Modląc się do Nornów, by nie było za późno.

Tony z trudem złapał powietrze, unosząc się na łóżku, by za chwilę opaść znów na poduszki. Jego brązowe oczy otworzyły się szeroko w szoku. Rozejrzał się przerażony po komnacie, odsuwając się mimowolnie w najdalszą część łóżka.

- Anthony? - Loki odezwał się cicho, nie ruszając się z miejsca. Tony był zbyt przerażony. Każdy najmniejszy ruch, mógł spowodować niepożądaną reakcję. Anthony oddychał szybko, Loki z końca łóżka słyszał walenie jego serca. Tony oplótł brzuch ramionami i zaczął kołysać się w przód i tył, mamrocząc coś niezrozumiałego.

Loki odważył się przesunąć bliżej na łożu. Jak na zawołanie, Tony podniósł głowę w górę i zastygł w bezruchu. Jego oczy mierzyły maga z ostrożnością. Gdy skrzyżowali swe spojrzenia, Tony zdawał się wybudzić ze stanu otępienia. Rzucił się na szyję maga, zaciskając ramiona wokół niego. Loki przyciągnął go do swej piersi, głaszcząc po pokrytych potem plecach, by go uspokoić.

- Już dobrze, min lysende stjerne - szepnął mu do ucha. - Nic ci nie grozi.

- On zabił Frey'a - łkał Tony. - I wyrwał ci serce…

- To tylko koszmar, Anthony. - Pocałował czubek jego głowy. - Tylko koszmar. Ja i nasz syn mamy się dobrze.

Loki trzymał go w ramionach przez dłuższy czas, nim jego oddech i bicie serca zwolniły.

- Chodź, Anthony - powiedział do niego, pocierając jego ramię - przyda nam się kąpiel, odprężysz się i uspokoisz.

Tony pokiwał głową, ocierając łzy z policzków. Loki wstał z łoża i pomógł Tony'emu, starając się nie wypuszczać go ze swoich ramion. Wiedział, że teraz jest mu potrzebna bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Tony wtulił twarz w pierś maga, gdy ten otworzył drzwi i kazał służce przygotować im gorącą kąpiel.

- Opowiedz mi o tych koszmarach, które cię nękają - powiedział Loki, mokrymi palcami wodząc po nagim ramieniu Tony'ego. Ciało śmiertelnika zastygło w bezruchu na moment, a on sam zamknął oczy i zacisnął usta w cienką linię. Potrząsnął głową i chwycił dłoń Psotnika w swoją. Przyciągnął je do ust i złożył pocałunek, a po czym ułożył je między piersiami, na reaktorze łukowym.

- Nie mogę - szepnął, ściskając dłoń Lokiego. - Nie chcę, by on was zabił. Muszę was uratować.

- Kto? Kto cię tak przeraża, moja gwiazdo? - naciskał mag, obróciwszy w swoją stronę Tony'ego. Midgardczyk unikał patrzenia mu w oczy i wpatrywał się w jego pierś. Palce jego drugiej dłoni swobodnie przesuwały się po boku Lokiego, gilgocząc go. - Tony...powiedz mi…

- Nie mogę - ponownie szepnął. - Pamiętaj, że cię kocham, Loki. Nieważne co się stanie. Kocham ciebie i naszego syna. Wszystko, co zrobię, zrobię dla was, dla waszego dobra.

Tony stał się jeszcze bardziej enigmatyczny po tamtej nocy. Nadal nie ujawnił, co dręczyło go w jego koszmarach. A za każdym razem, gdy Loki próbował zajrzeć w głąb jego umysłu, napotykał dziwnego rodzaju, potężną, magiczną barierę. Coś, z czym nigdy wcześniej się nie spotkał. Frasowało go to. Widział cierpienie w oczach swego ukochanego i nijak mógł mu pomóc. U kogokolwiek próbował zasięgnąć rady, nie znalazł jej. Loki zaczął spędzać godziny w bibliotece pałacowej, czytał wszystkie stare księgi należące do jego matki i Odyna, by natrafić choćby na zalążek tego, co się działo z matką jego dziecka.

Jednak niczego nie znalazł. I z pewnością nie wiedziałby, co się dzieje z Anthony'm, gdyby nie tamta noc.


Chodź po mnie, mój Panie. Zabierz mnie.

Zabierz mnie do moich braci, mój Panie.

Tony nie mógł się wyzbyć tych głosów ze swojej głowy od kilku dni. Tesserakt zaczął go nawoływać jak niegdyś kamień mocy. Wzywał go, pokazując mu przyszłość, jaka czekała galaktykę, gdy Thanos zdobędzie Tesserakt. Do tej tragicznej wizji Tony nie mógł dopuścić.

Musiał stąd zabrać Tesserakt. Jak najprędzej.

- Tony, słyszysz mnie? - Nagle przed nim wyrosła Eir, ze zmartwionym wyrazem twarzy. - Co się z tobą ostatnio dzieje? Książę Loki chodzi cały zmartwiony. Tony?

- Muszę ukraść Tesserakt - powiedział cicho, łapiąc ją za nadgarstek. - Musisz mi pomóc, Eir. Ja muszę ich ocalić.

- Postradałeś zmysły. Każę wezwać księcia… - ruszyła w stronę drzwi, ale Tony pociągnął ją w swoją stronę. Instynkt kazał jej się bronić, lecz Eir nigdy nie skrzywdziłaby swego przyjaciela. - Tony…

- Thanos nawiedza mnie w snach. Tesserakt pokazał mi przyszłość. - Alfka milczała, czekając na rozwinięcie. - Jeśli Tesserakt wpadnie w ręce Thanosa, on zabije Frey'a, wyrwie serce Lokiemu, spali Asgard, a potem całą galaktykę. Wszyscy zginiemy, Eir. - Wziął głęboki wdech, starając się powstrzymać napływające do oczu łzy. - Muszę spróbować nas ocalić. Zabiorę stąd Tesserakt, wrócę po kamień mocy i spróbuję odnaleźć resztę kamieni.

- Zapomniałeś, że jesteś brzemienny? Jak chcesz podróżować po galaktyce z dzieckiem w łonie? Jak w ogóle zamierzasz opuścić Asgard? Heimdal nie pozwoli ci się zbliżyć do Bifrostu.

Tony uśmiechnął się krzywo.

- Tesserakt to nie tylko źródło mocy. To też transporter. - Kiwnęła głową. - Tesserakt nas przeniesie stąd. A dalej ty nas przeniesiesz, tak, by nie mogli nas wyśledzić.

- Nas? - dopytała zdziwiona.

- Eir, potrzebuję cię. Tylko ty możesz mi w tym pomóc. - Tony spojrzał na nią błagalnym wzrokiem. - Jeśli nie dla mnie, zrób to dla mojego syna i dla siebie, żebyście mieli miejsce, w którym będziecie mogli spokojnie żyć.

Alfka milczała przez dłuższą chwilę, wpatrując się głęboko w brązowe oczy Tony'ego. Stark błagał wszystkie świętości, by jego przyjaciółka zgodziła się mu pomóc. Była jego ostatnią deską ratunku. Cisza panowała między nimi jeszcze długo. Serce śmiertelnika waliło jak oszalałe w oczekiwaniu na jakieś słowo od Eir. W końcu Alfka się odezwała.

- Pomogę ci.

Gdyby Tony nie ważył stu kilogramów teraz w ciąży, rzuciłby się z radości na szyję Eir. Jego twarz rozpromienił szeroki uśmiech, oczy zabłysnęły z radości.

- Dziś wieczór, nim Loki wróci do komnaty - wyjaśnił jej swój plan. - Musimy tylko jakoś ogłu…

Eir przystawiła dłoń do jego ust. Tony posłał jej zdziwione spojrzenie.

- Siedź cicho, Heimdall może cię usłyszeć.

- Bez obaw - powiedział, gdy ściągnął jej dłoń z ust. - Loki rzucił na komnatę zaklęcia chroniące, jeszcze zanim zaszedłem w ciążę. Nie chciał, by Heimdall nas podglądał. - Alfka odetchnęła z ulgą. - Dziś wieczór, Eir.

- Dziś wieczór.


A/N: I jak wrażenia?

Opinie będą mile widziane.

Intoxic