Thanos ściskał za gardło strażnika Chitauri, mrożąc go wzrokiem. Po raz kolejny jego słudzy go zawiedli. Jednak tym razem nie pozwoli na większy zawód. Odnajdzie Ziemianina, nawet jeśli miałby obrócić Asgard i Ziemię w popiół.

- Bezużyteczne kreatury! - wrzasnął i cisnął martwym Chitauri o lodowatą ziemię. - Macie mi go znaleźć! Albo wszystkich was spotka śmierć!

- Ojcze - usłyszał zimny głos Nebuli. Obrócił się do niej. Jego córka stała u dołu schodów prowadzących do jego tronu wraz z Ronanem Oskarżycielem. - Przynosimy wieści.

- Oby pomyślne.

- Thor Gromowładny i Loki zarządzili poszukiwania Ziemianina i Alfki we wszystkich królestwach i na każdym księżycu - wyjaśnił Ronan, podchodząc bliżej Thanosa i jego wiernego sługi Innego - Wyruszyłem na Alfheim, gdy tylko o tym usłyszałem. Zniknęli z radaru Heimdalla. Muszą używać Tesseraktu…

- Oczywiście, głupcze! Ta podła wesz ma nie tylko Tesserakt, ale i kamień mocy. - Ziemia zadrżała pod siłą głosu Tytana. - Kamienie go wybrały. Obdarzą go swoją mocą. Nie możemy do tego dopuścić. To ja jestem jedynym panem kamieni nieskończoności.

- Mamy go nadal szukać? - zapytała kobieta, wzdychając ciężko.

- Nie sądzę, by była taka potrzeba. Wiem, gdzie on jest. - Na te słowa pozostali się zdziwili i unieśli brwi w zapytaniu. - Ziemianin wrócił do swojego domu, to jedyne miejsce, w które mógł się udać.

- Ziemia. - Sapnął Inny, złowieszczo się uśmiechając. - Trzeba nam znaleźć sojuszni…

- Nie! - przerwał mu stanowczo Thanos. - Nie potrzebuję jakiś żałosnych ludzi do zdobycia słabej Ziemi. Sami tam ruszymy. Zbierz mi armię. Córko - zwrócił się do Nebuli. - Ty zatrzymaj swą siostrę i jej bandę nieudaczników. Ronanie, mój sługo, ruszamy na Ziemię. Czas odebrać moją własność od zdrajcy.

Thor krzyczał za Lokim, by na niego zaczekał, jednak młody książę ani myślał to robić. Był tak sfrustrowany, iż bał się używać magii teleportacyjnej, toteż biegł przez pałacowe korytarze, po drodze wpadając na sługi. W całym pałacu panował chaos i wrzawa, spowodowana ucieczką Anthony'ego i Eir. Na Norny, Loki poprzysiągł sobie, iż gdy tylko dostanie ich w swoje ręce, skróci ich o głowy. Przynajmniej Eir, za zdradę swojego pana. Tony'ego by nie mógł zabić. Mimo jego zdrady i ucieczki mag kochał Midgardczyka. Całkowicie oddał mu swoje zlodowaciałe serce, które ostatnimi czasy stało się nad wyraz gorące. A z drugiej strony zdrada jego gwiazdy bolała. I Loki wcale jej nie rozumiał. Tony zrobił to wszystko dla niego? Z miłości? Ale po co? Czy było mu tu aż tak źle, iż musiał uciekać? I po co zabrał Eir?

Myśli kołatały w głowie Lokiego, blokując jego racjonalizm.

Wpadł do komnaty Heimdalla.

- Mój książ…- Reszty czarnoskóry strażnik nie zdążył powiedzieć. Błękitna dłoń Lokiego zacisnęła się na jego gardle, mrożąc go, jak wtedy, gdy użył na nim Szkatuły Wiecznych Zim. Tym razem Loki tylko zamroził mu szyję, by Heimdall nadal mógł się z nim porozumiewać.

- Nędzniku! Jak mogłeś tego nie dostrzec?! Gdzie oni są?! - Puścił go, a ten upadł na złotą podłogę. Loki widział, jak Heimdall zacisnął usta, by nic nie powiedzieć. Teraz królem był Thor, każda obelga wobec jego brata była surowo karana. - Gdzie oni są?!

- Przenieśli się na Alfheim… - Loki odetchnął z ulgą. Mógł się tego spodziewać. Tylko tam Eir czuła się bezpiecznie. Tam i w Asgardzie. Loki przyzwał swoją zbroję bitewną, hełm i sztylety. Ruszał do krainy Alfów.

- Loki! - Thor, Sif i Trzech Wojów wbiegło do komnaty, gdy dłoń Lokiego powracała do swej naturalnej bladości. - Heimdallu, widzisz ich?

- Są na Alfheim - odrzekł strażnik. - Ruszyli do świętego lasu i spotkali się z Alvisem, mędrcem i nauczycielem Eir i twoim, książę.

- Mówiłam, iż pożałujecie, żeście nie pozwolili mi ściąć mu głowy - wtrąciła Sif. - Midgardczyk ukradł nam najpotężniejszą broń, jaką posiadaliśmy. Tuż pod twoim nosem, książę.

- Sif… - Fandral odezwał się ostrzegawczym tonem. - On nas wszystkich omamił…

- Głupcy - parsknęła. - A największym głupcem jesteś ty, Loki. Pozwoliłeś bowiem tej żmii wpełznąć do twego łoż… - Nie dokończyła. Loki zacisnął swą lodowatą, niebieską dłoń na jej gardle i uniósł ją ku górze. Z jego rubinowych oczu kipiała wściekłość. Z jego palców wystrzeliły kryształy lodu, raniąc bladą skórę Sif. - Puść mnie, potworze!

- Sif! - Tym razem to Thor na nią warknął. - Każę cię zamknąć w lochu!

- Thor… - zaczął Volggstag. - Nie działajmy pochopnie. - Starał się załagodzić sytuację. - Sif, przeproś księcia Lokiego, natychmiast.

- Powinienem pozwolić ci zginąć na Jotunheimie - sapnął Loki przy jej uchu. - Powinienem pozwolić pobratymcom Laufey'a wyrwać ci serce i się nim pożywić . - Przerażenie wypełniło jej brązowe oczy. - Jeszcze jedno słowo, Sif, o mnie albo o Tonym i dziecku, a wyrwę ci język i skażę na tortury w czeluściach Hellheim. Pamiętaj, iż moja córka jest tam królową, z chęcią będzie cię skazywać na tortury raz za razem.

- Loki! - Thor oderwał go od Sif, pozwalając wojowniczce odetchnąć i opaść na kolana. - Ta waśń między wami musi dobiec kresu. Nie czas na nią. Musimy odnaleźć Anthony'ego i Eir. Udamy się na Alfheim, bracie. Sprowadzimy ich do Asgardu. Ruszajmy na Alfheim. Straże! - Thor krzyknął do dwójki strażników stojących u bram mostu do miasta. - Zabrać Sif i zamknąć ją w lochu!

- Królu Thorze… - Hogun zrobił krok w przód i ukłonił się Odinsonowi. - To nie jest mądra decyzja, by zamykać najlepszą wojowniczkę w lochu. Kto wie, z czym będziemy się musieli zmierzyć na Alfheim.

- Już ich nie ma na Alfheim - Heimdall wszedł mu w słowo. Loki spojrzał na niego zmieszany. - Przestałem ich widzieć. Nie widzę ich w żadnym królestwie…

- Szukaj ich, Heimdallu! - rozkazał Thor, gdy strażnicy założyli łańcuchy na nadgarstki Sif. - Zabrać ją. - Sif nawet nie stawiała oporu, gdy ją wyprowadzali. Na odchodne rzuciła im, iż są sami sobie winni. Thor westchnął ciężko i spojrzał na niespokojnego Lokiego, którego oczy migały z krwistych na zielone. - Niech cię spokój ogarnie, bracie - szepnął, zaciskając dłoń na jego ramieniu. - Odnajdziemy Anthony'ego, twe dziecię i Eir.

- Nie dostrzegam ich. A i Tesserakt nie jest aktywny...są mądrzy… - mówił Heimdall, wpatrując się w ciemne niebo Asgardu, pokryte gwiazdami.

- Ruszam na Alfheim - oświadczył Loki. - Otwórz Bifrost, strażniku. Znajdę ich, a jeśli choć coś się stanie memu dziecku…pożałuje tego.

- Miej na uwadze bracie, iż to matka twego dziecka - rzucił Thor, obserwując Lokiego, który szykował się do podróży, zaciskając dłonie w pięści. - Zważaj na swe poczynania względem niego.

- Och, będę zważać, Thor - mruknął, gdy Bifrost się w końcu otworzył. - A niedługo Tony zapozna się z mym innym dzieckiem. Zapozna się bardzo blisko z Helą.

Alfheim było takim, jakie Loki je zapamiętał. Ciche i spokojne. Żaden chaos wszechświata nie zakłócał jego magii. Zielonooki mag wparował do świętego lasu, ignorując protesty Thora, jakoby nie powinni bezcześcić tego miejsca, iż to wbrew regułom Alfheim. Książę go zignorował. Gdy znalazł się przed drzwiami do chaty Alvisa, pchnął je z całej siły, niemal wyrywając je z zawiasów.

- Gdzie oni są?! - Warknął z wściekłością. Loki chwycił go za gardło i uniósł ku górze, spoglądając prosto w oczy. Alvis się tylko zaśmiał. - Gdzie jest Tony?!

- Twoje groźby są niczym, w porównaniu z tym, co nas mogłoby czekać, Loki - odparł, nim szepnął zaklęcie. Wokół dłoni Lokiego pojawił się biały, parzący dym. Mag natychmiast puścił szyję Alfa i cofnął się o krok. - Emocje tobą targają, mój uczniu. Zdrada twojego Midgardczyka złamała ci serce.

- Alvisie… - zaczął Thor, ale starzec mu przerwał.

- Kamienie go wybrały, Loki. - Mag spojrzał na niego skołatany. Kamienie? Jakie kamienie? - Kamienie nieskończoności obdarzą go swą mocą. Jest wybrańcem. Pokona Thanosa.

- Thanosa? Kim, że jest ten Thanos? - zapytał Gromowładny.

- To tylko legenda, Alvisie - oświadczył Loki. - Thanos i jego pogoń za kamieniami to legenda, którą opowiada się dzieciom, by je przestraszyć. To bajki.

- Doprawdy? - Alf podszedł do niego i położył dłonie na jego skroniach. Loki poczuł falę bólu w głowie, przez którą krzyknął i upadł na kolana. Alvis razem z nim, wciąż go nie puszczając.

Mag zobaczył w swoim umyśle fioletową kreaturę, którą niegdyś widywał w księgach w Asgardzie. Tytan stał, zaciskając dłoń na szyi martwego Lokiego i rzucił nim o podłogę, tuż obok jego wyrwanego serca. Tuż obok niego stał Tony, ze łzami w oczach. Przód jego jasnej sukni był skąpany w czerwieni.

- A teraz patrz, jak zniszczę całą galaktykę. - Thanos chwycił Anthony'ego za gardło i podciągnął ku górze. - Patrz i podziwiaj, jak ciemność ogarnia galaktykę. Patrz i podziwiaj mój wspaniały dar dla mej ukochanej Pani.

Przed oczami Lokiego pojawiło się wszystkie dziewięć królestw ogarniętych w ogniu i ciemności, którą przyniósł Tesseract. Do jego uszu docierały krzyki każdej istoty w całej galaktyce.

Loki poczuł kolejną falę bólu w głowie. Otworzył oczy i widział przed sobą Thora i Fandrala ze zmartwionymi wyrazami twarzy. Coś do niego mówili, ale on nie mógł ich zrozumieć. W umyśle wciąż mu grały słowa Thanosa i przeraźliwy płacz Tony'ego.

- Taka by nas czekała przyszłość - wyjaśnił Alvis, podając napar ziołowy Lokiemu. Psotnik przyjął dar z ochotą. - Twój Midgardczyk jest odważny. Dlatego został już obdarowany mocą Tesseraktu i kamienia mocy…

- Jak to…

- Odnalazł kamień mocy na Xandarze. - A więc Tony go oszukał. A miłość do niego zaślepiła zmysł wyczuwania kłamstwa u Lokiego. - Pozostałe kamienie też go wezwą. On przyniesie zbawienie całemu wszechświatowi. Pokona Thanosa, lecz musisz stać przy nim, mój uczniu. Kamienie bowiem są najpotężniejszą mocą, nie ma nic silniejszego od nich. I ten, kto posiądzie ich moc, musi je okiełznać. Jeśli temu nie podoła, przyniesie zgubę nie tylko sobie, ale nam wszystkim.

- Gdzie go znajdę? - Loki spróbował jeszcze raz się tego dowiedzieć.

- Myślę, iż wiesz. - Postukał jego klatkę piersiową w miejscu, w którym biło jego serce. - Wiesz, gdzie go szukać. Spiesz się, nie jesteś bowiem sam. Thanos również go będzie szukał. On chce odzyskać kamienie.

- Midgard… - To było oczywiste, iż Tony ruszy do Midgardu. To było jedyne miejsce, w którym mógłby się ukryć. To jedyne miejsce, które zna na wylot. Jednak to duże królestwo, a bez możliwości zlokalizowania go - Loki próbował już rzucać lokalizujące zaklęcia, ale nic nie podziałało, jakby Tony zapadł się pod ziemię - mag nie ma dużych szans na odnalezienie go, nim Thanos to zrobi. Loki obrócił się do Thora i Trzech Wojów. - Ruszam do Midgardu.

- Ruszam z tobą - oznajmił Fandral, uśmiechając się zalotnie. - Przyda ci się wsparcie.

- Ruszę z nimi, mój królu - powiedział Hogun do Thora, na co król potaknął. - Jeśli mamy ratować wszechświat, ktoś musi umieć walczyć.

Czy właśnie Wiecznie Ponury Hogun zażartował? Tak, to był ten moment. W każdej innej chwili, Loki by się roześmiał do rozpuku.

- Wracam do Asgardu. Loki - Gromowładny zwrócił się do brata. - Mam przyjaciół w Midgardzie. Zgłoś się do Jane, ona ci pomoże. Ona lub panna Darcy, lub doktor Erik Selvig. Jest też syn Coula, który ma potężne możliwości. Oni ci pomogą odnaleźć Anthony'ego i Eir.

Opuścili chatę Alvisa i wyszli ze świętego lasu. Gdy tylko znaleźli się na pustej przestrzeni, wezwali Heimdalla, by otworzył im Bifrost, wprost do Midgardu. Loki miał nadzieję, że Midgardcy przyjaciele Thora pomogą mu odnaleźć Anthony'ego.

Zanim będzie za późno.

To było najgorsze dziewięć godzin i dwadzieścia trzy minuty z życia Tony'ego. Gorsze niż tortury w Afganistanie. Gorsze niż tortury w królestwie Thanosa. Gorsze niż pobyt w lochach Asgardu. Miał wrażnie, że dziecko go rozrywa od środka i, że zaraz umrze tu, na łóżku w medycznym skrzydle wieży. Eir i Bruce starali się mu jakoś pomóc, ale żadne ziółka, które przygotowała Alfka, nie uśmierzyły bólu.

- Ja pierdolę… - wrzasnął, gdy Eir kazała mu przeć. - Nigdy więcej!

- Widzę główkę!

- Dzięki ci Boże! - dodał Banner.

Potem zapanował chaos. Tony ciągle krzyczał, dziwiąc się, iż jego płuca i gardło mają na to siłę, bo jego ciało się poddało w połowie. Jego krzyki wymieszane było z pocieszaniem Bruce'a i komentarzami Eir, jakoby zaraz miało się to piekło skończyć. Oby!

A wtedy Stark usłyszał przeraźliwie głośne wrzaski i płacz. Najpiękniejszy dźwięk w jego życiu. Być może zaczął wtedy płakać, ale później się tego oczywiście wyprze.

- Gratulacje - powiedział Bruce, wycierając dziecko. - Masz...córkę.

Tony jeszcze nie wszystko rejestrował, gdy Banner podawał mu zawiniątko w białym, miękkim ręczniku. Gdy tylko znalazło się w zasięgu jego wzroku, od razu rzucił mu się niebieski kolor skóry jego córki.

Zaraz...córki?

- Córka? - Bruce i Eir potwierdzili ruchami głowy. - Jak to córka?

- Martwi cię fakt, że to dziewczynka, a nie to, że jest niebieska? - Doktor Banner zapytał zdziwiony, patrząc na Tony'ego jak na szaleńca. - Tony, ona jest niebieska.

- To po ojcu… - Przyjrzał się lepiej małej. Miała włosy czarne jak heban, zdecydowanie po Lokim. W zasadzie to wyglądała jak kopia Lokiego. Taki sam szczupły, zadarty nosek. Chude kości policzkowe. Piękna, błękitna karnacja, wraz z Jotuńskimi znakami. Długie czarne rzęsy. Drobniutkie dłonie zaciśnięte w piąstki. Gdy otworzyła oczy, Tony dostrzegł znajome, krwistoczerwone spojrzenie. - Cześć Myszko, długo na ciebie czekałem.

- Gratulacje, Sir. Ma pan piękną córkę - odezwał się Jarvis. - Jak zostanie nazwana?

- Miałaś być Frey'em i chłopcem - powiedział Tony do dziecka. - W takim razie zostaniesz Freją. Freja Maria Stark. Brzmi całkiem nieźle. - Stark usłyszał ciężkie westchnienie Bruce'a. - Co?

- Nadal nie rozumiem, jakim cudem ją urodziłeś i jak zaszedłeś w ciążę?

- Sam nie kumam. - Freja zaczęła płakać. Tony odwinął ręcznik i przytulił ją do swej piersi. Dziewczynka, czując ciepło jego ciała, powoli się uspokajała. Wtedy błękit jej skóry przechodził w bladość Lokiego. A więc jest zmiennokształtna jak jej ojciec. Tony zastanawiał się, czy będzie posiadać magię jak on, czy może się okaże geniuszem jak Tony? Gdy Freja ponownie spojrzała na matkę, jej maleńkie oczka, były brązowe, jak u Starka. - To było tak - powiedział ściszonym głosem, by jego córka mogła zasnąć. - On zmienił mnie w kobietę, bym uwiódł Ronana. I jego eliksir dosłownie zrobił ze mnie ziemiankę. Nawet dostałem okres. Rany, jak kobiety to wytrzymują? Masakra. No i kazałem mu coś z tym zrobić. To on wsunął we mnie swoje palce…

- Bez szczegółów, proszę - Bruce rzekł zdegustowanym tonem.

- Sam chciałeś. No nieważne. I przestałem krwawić. A potem przenieśliśmy się na Ziemię, trafiliśmy tu do was - wyjaśniał, a Bruce zdawał się pamiętać ową sytuację. - A, że my praktycznie bez seksu nie potrafiliśmy żyć, to tamtej nocy kochaliśmy się ze trzy, cztery razy...nie pamiętam dokładnie. Potem wracamy do A…tam. - Poruszał głową do góry. - Ja kradnę kostkę, w międzyczasie zaczynam mieć mdłości, mdleję, przybywa mi wagi. Ląduję w lochach. I przy ścięciu, Eir wpada i oznajmia, że jestem w ciąży. I ot, cała historia.

- Tony, nawet jeśli to prawda...mam na tyle wiedzy, iż wiem, że w tak krótkim czasie od początku cyklu menstruacji nie mógłbyś zajść w ciążę... Potrzeba na to więcej czasu musi się rozpocząć okres dni płodnych.

- W każdym wymiarze czas płynie inaczej - dodała Eir. - Spekuluję, iż czar rzucony przez księcia, przyspieszył działania w ciele Tony'e…

- Przepraszam, że przerywam, Sir, doktorze Banner i Eir… - Jarvis wszedł jej w słowo. - T.A.R.C.Z.A. czeka przed drzwiami. Dyrektor Johnson* i Agenci Coulson i Campbell**.

Tony i Bruce popatrzeli po sobie z obawą w oczach, przełykając ciężko ślinę.

To nie mogło zwiastować nic dobrego.


* Daisy Johnson - Główna bohaterka Agentów Tarczy. Jedna z rasy 'Inhumans'. Manipuluje wibracjami materii, powodując trzęsienia ziemi Myślę, że ona zastąpi kiedyś Coulsona na stanowisku dyrektora Tarczy. Obecnie przewodzi grupie 'Secret Warriors' stworzonej z przedstawicieli rasy Inhumans.

**Lincoln Campbell - również z Agentów Tarczy. Również jeden z rasy Inhumans. Manipuluje energią elektryczną.


A/N: I jak wrażenia?

W gwoli ścisłości: Pojawiło się takie zapytanie, toteż wyjaśniłam w postaci słów Tony'ego, dlaczego jest w ciąży. A teraz fachowo: Z biologii, oczywiście. Tony jest w ciąży dlatego, że Loki, rzucając zaklęcie stopujące krwawienie, przyspieszył jego cykl menstruacyjny, co oznacza, że przyspieszył jego dni płodne. A gdy uprawiali seks na Ziemi, odbyło się to podczas owulacji - o której oczywiście obaj nie mieli pojęcia - a, ponieważ wtedy zaszedł w ciążę, stąd już potem nie krwawił mimo tego, iż przez jakiś, nieokreślony bliżej przeze mnie czas, był nadal kobietą, tuż przed ich powrotem do Asgardu. Celowo nie podałam konkretnej ilości dni, także domniemywać można, iż spędzili więcej czasu w Midgardzie, niż obiecany Bruce'owi dzień.

Mam nadzieję, że bliżej to wyjaśniłam.
Dziękuję za kudoski i komentarze.