Loki obserwował trójkę dzieci siedzącą przed nim na ziemi. Dwie dziewczynki o czarnych włosach jak jego własne. Jedna z nich miała zielone oczy, pełne podziwu. Brązowe oczy drugiej były na wpół zamknięte. Młodsza z nich opierała się o ramię ośmioletniego chłopca.

- I tak wasza matka została bohaterką Dziewięciu Królestw - dodał na zakończenie. - A teraz, Eir zaprowadzi was do waszych komnat.

Alfka kiwnęła głową na zgodę i wzięła najmłodszą dziewczynkę w ramiona, a pozostałej dwójce kazała iść za sobą.

Mag zamknął oczy i oparł głowę o twarde oparcie. Doprawdy, ktoś mógłby pomyśleć, iż po tylu stuleciach siedzenia na tronie, przydałaby się zmiana na coś wygodniejszego. W końcu Loki nie miał już dwóch tysięcy lat, powoli starość go dopadała. Usłyszał ciche kroki. Nie otworzył oczu. Znał ten chód na wylot. Po chwili poczuł znajomy ciężar na swoich kolanach. Instynktownie jego ramię oplotło się wokół pasa drugiej osoby. Na usta wstąpił mu uśmieszek.

- Wiesz, za każdym razem opowiadasz tę historię inaczej. - Loki otworzył jedno oko i spojrzał na swoją żonę/czasem męża, gdy nie spodziewali się dziecka. Tony - teraz znów w swej kobiecej formie i od pięciu miesięcy brzemienny - miał długie włosy spięte w kok. Spoglądał na niego spod wachlarza ciemnych rzęs. Był piękną kobietą, choć magowi brakowało jego męskiej formy, w końcu to w niej się zakochał. - Każde z naszych dzieci zna jej inną wersję.

- Musisz mi wybaczyć, minn svass, minęło sporo czasu.

- Tylko osiemset lat. - Tony wplótł dłoń w jego czarne włosy i zaczął je delikatnie przeczesywać. - To nie tak długo, jak dla ciebie.

- Mhm - zamruczał pod jego dotykiem. - Wolę opowiadać tę wersję niż tę prawdziwą. Wciąż nawiedzają mnie wspomnienia tamtego dnia, kiedy musiałem cię wyrwać z rąk samej śmierci.

- Och, Loki… - Jak na zawołanie, jego umysł wypełnił się obrazami z przeszłości.

Oślepił go błysk. Głośny dźwięk niewiadomego pochodzenia świdrował jego mózg od środka. Czuł, że padł na chłodną ziemię, zaciskając głowę w dłoniach. Chitauri, padali jak muchy obok niego. A Avengersi znieruchomieli. Loki z trudem obrócił głowę i zamrugał kilkanaście razy. Gdy jego wzrok się ustabilizował, dostrzegł Tony'ego i Thanosa. Tytan leżał przygnieciony budynkiem, spod którego wystawała tylko jego dłoń w rękawicy. Ruszał się. To była kwestia sekund nim się podniesie i wróci do boju. Półbóg obrócił się w stronę ukochanego.

Nie spodziewał się takiego widoku.

- Tony! Tony! Tony! - Loki krzyczał zachrypniętym głosem.

Mężczyzna leżał na ziemi nieruchomo. Wokół niego unosiły się fioletowe i niebieskie opary magii kamieni nieskończoności. Loki podczołgał się do niego. Było to trudne zadanie. Jakaś siła odpychała go z każdym kolejnym ruchem. Loki był silny, ale czuł, iż ta moc go pokonuje, iż zaraz polegnie.

- Tony! - wrzasnął ponownie.

Im bliżej ciała ukochanego był, tym lepiej rozumiał, iż tę siłę generuje właśnie Tony.

Gruz na Thanosie zaczął się trząść. Wiązka mocy buchnęła z rękawicy i kamienie leciały w każdą stronę. Kilka z nich trafiło budzących się do życia Avengersów i Chitauri. Loki zostawił ich samym sobie i dalej czołgał się w stronę Tony'ego.

Wtedy to zauważył.

Ciało mężczyzny oplotły czarne opary, wijące się niczym węże. Tony wystrzelił w powietrze. Lewitował. Szyderczy śmiech wydostał się z jego ust. Przemówił do Thanosa w jego własnym języku. I Loki, mimo daru Wszechmowy, nie zrozumiał ani słowa.

Bariera, która dzieliła go od jego sługi, nagle zniknęła. Natychmiast podniósł się z ziemi i podbiegł do matki swego dziecka. Nawoływał go, ale ten zdawał się go nie słyszeć. Loki spojrzał na jego twarz, w zasadzie na jego oczy, które teraz były głęboko czarne, puste. Jakby po Tony'm została tylko powłoka, bez jego duszy.

Stark wyciągnął prawą dłoń przed siebie i coś szepnął pod nosem. Oczy Lokiego powędrowały w stronę wypuszczonej, czarnej wiązki energii. Owe iskry zacisnęły się wokół grubej szyi Thanosa i podciągnęły go w powietrze. Tytan starał się z tym walczyć, lecz był bezsilny. Tony wyciągnął swą drugą dłoń i ponownie wypowiedział jakieś słowa. Stało cię coś niesłychanego. Rękawica zsunęła się z ręki Thanosa i poleciała wprost do Anthony'ego. Mężczyzna wsunął w nią swoją prawą dłoń. Z reaktora Tony'ego zaczęły wydostawać się wiązki energii. Twarz mężczyzny skrzywiła się w bólu, przeraźliwy krzyk wydobył się z jego ust.

- Tony! Tony! Tony! - Nieustannie wołał, łzy płynęły jak rzeka po jego bladych policzkach.

Wiązki energii przybrały kształty klejnotów i wpasowały się w puste miejsca na rękawicy. Stark po raz kolejny wrzasnął z bólu.

- Tony… - tym razem Loki szepnął do siebie, zabijając jednego z Chitaurii, który podszedł zbyt blisko do niego.

Właściciel kamieni nieskończoności warknął. - Kamienie są moje. Teraz się pożegnaj z życiem, Thanosie. Wkrótce spotkasz się ze swą ukochaną Śmiercią.

Ziemia się zatrzęsła. Auta - tak te maszyny kiedyś nazwał Tony - uniosły się w powietrze, drzewa wyrywały się z korzeniami. Żywe istoty - w tym Loki - również zaczęli lewitować. Mag czuł, jak jakaś siła rozrywa jego ciało. Ból był nie do zniesienia, jednak Loki się nim nie przejmował, bardziej martwił się o swego ukochanego.

- Tony… - wydusił z siebie. - Anthony…

Z rękawicy wystrzeliła biała wiązka mocy wprost na Thanosa. Loki usłyszał tylko krótki krzyk, nim ciało Tytana wybuchło, pozostawiając po sobie tylko kupkę fioletowego popiołu, która teraz unosiła się na wietrze. Ta sama moc dotknęła każdego z Chitaurii, zbierając ich w jedną zgraję. Obok nich otworzył się portal, do którego zostali wrzuceni, nim się zamknął i zniknął.

Loki i Avengersi opadli na ziemię. Tony postawił stopy na środku jezdni. Czarne opary wciąż wiły się wokół jego wątłego ciała. Mag podbiegł do niego i chwycił go za ramię. Ciemne, puste oczy wpatrywały się w jego zielone.

- Tony…

- Loki… - wydukał Stark, nim krzyknął w bólu, padając na kolana. - Zabij mnie...proszę...pomóż mi...zabij mnie…

- Tony! Tony! - Panika wypełniła głos Psotnika. Klęknął obok swego ukochanego i chwycił go w ramiona. - Nie opuszczaj mnie, Anthony. Nie opuszczaj nas.

- Loki…- Za Anthonym otworzyło się sześć portali. Siła wyrwała go z ramion Lokiego, odpychając go na drugi kraniec ulicy.

Ciało Starka ponownie lewitowało. Kamienie oderwały się od rękawicy i wirowały wokół mężczyzny, strzelając w niego wiązkami swych energii. Tony wrzeszczał jak opętany, a Loki razem z nim. Czuł ból, który odczuwał jego ukochany sługa.

Psotnik spojrzał w górę. Tony wisiał w powietrzu z rękoma wyciągniętymi w bok. Usta otwarte, lecz żaden dźwięk z nich już nie wychodził. Usłyszał głośny huk, światło rozjaśniło niebo nad Nowym Jorkiem.

Tony zniknął razem z portalami.

- TONY! - Loki zaczął się rozglądać jak oszalały w każdą stronę. Nagle jego oczy dostrzegły ciemną masę, nad którą unosiły się jasne opary dymu. Psotnik podniósł się z trudem z ziemi, czując tępy ból w każdym milimetrze ciała. Nim się spostrzegł, już biegł w tamtą stronę. Opadł tuż obok masy, która okazała się być ciałem. Odwrócił je na plecy i dostrzegł bladą twarz swego sługi. - Tony! - wykrzyknął, klepiąc go po policzkach. Przyłożył dłoń do jego serca i szepnął zaklęcie. Nie wyczuł bicia serca ani pracy reaktora.

Tony był martwy.

- NIE! - zaryczał, kierując resztki swojej magii w serce śmiertelnika. - ANTHONY! TONY! NIE! WRÓĆ DO MNIE!

Gdzieś za nim otworzył się Bifrost, Loki poczuł jego magię. Kilka chwil później usłyszał znajomy głos swojego brata.

- Loki… Anthony… - Mag dalej rzucał zaklęcia, z sekundy na sekundę czując, jak magia go opuszcza. - Loki...on już odszedł do Valhalli…

- NIE! NIE POZWOLĘ MU ODEJŚĆ! - odwarknął, ciskając kolejne strugi energii w serce ukochanego. - WRÓĆ DO MNIE, MA GWIAZDO! TONY! WRÓĆ DO MNIE! NIE ZOSTAWIAJ MNIE!

Głośne wciągnięcie powietrza zmusiło Lokiego do spojrzenia w dół. Serce Tony'ego zaczęło pracować, jego reaktor także.

- Tak jest, Panie… - szepnął, uśmiechając się bezwiednie. Wziął spokojniejszy oddech i odkaszlnął. Loki pociągnął go w górę, pomagając usiąść. Oparł czoło o pierś Psotnika, dochodząc do siebie. - Pokonaliśmy Thanosa?

- Tak, mój ukochany. Pokonałeś Tytana. Uratowałeś Wszechświat.

- Super...to jutro biorę wolne...potrzebuję odpoczynku i mojej córki…

- Już przestań o tym myśleć - mruknął Tony, całując jego policzek. - Ja żyję, ty żyjesz. Mamy gromadę uroczych dzieciaków, kolejne w drodze. Wszechświat uratowany.

- Gdybym wtedy nie zdołał cię…

- Shhh. - Tony zamknął mu usta namiętnym pocałunkiem. Gdy się odsunęli od siebie, Tony oparł czoło o czoło Lokiego i patrzył mu prosto w zielone oczy. - Wszystko już jest dobrze, mój królu.

- Skoro tak twierdzisz, moja królowo. - Loki dostał pstryczka w nos od Tony'ego, za co został spiorunowany wzrokiem.

- Nadal o tym myślisz, co? - Po tylu wspólnych latach, Tony umiał czytać z twarzy Lokiego jak z otwartej księgi, co go wcale nie dziwiło. Byli ze sobą osiemset lat, jako poślubieni sobie. Loki do tej pory pamiętał, jak oświadczył Starkowi, iż ten zostanie jego żoną. Oczywiście, z początku Tony protestował na tytuł żony księcia Asgardu, ale po trzech stuleciach w końcu dał sobie spokój. Jednak Psotnik wiedział, iż skrycie Tony uwielbia, gdy Loki nazywa go swoją wspaniałą żoną, swoją drugą połówką i jego bratnią duszą I swoją królową, odkąd został oficjalnie królową złotego miasta, gdy Thor nieszczęśliwie zginął na wojnie na Nidavellirze. Jego rany były zbyt poważne, by móc go uratować. Nawet tak zdolny mag, jak Loki nie podołał temu zadaniu. - Hm...chyba będę musiał cię rozproszyć.

- Zdecydowanie - odparł Loki z uśmiechem, widząc, jak Tony oblizuje usta, patrząc na niego lubieżnie. - Pokaż mi, mój sługo, jak umiesz zadowolić swego pana.

Tony zsunął się z kolan maga i rozsunął jego uda. Klęknął przed nim, uważając na swój ciążowy brzuch i położył dłonie na jego biodrach. Uśmiechnął się zawadiacko.

- Tak jest, mój Panie.

KONIEC


No i dobrnęliśmy do końca. Dziękuję każdemu kto zostawił komentarz, kto śledził i polubił to opowiadanie i każdemu kto czytał moje wypocinki 'anonimowo'.
Prawdę powiedziawszy, w pierwszym zamyśle nie planowałam wielu rzeczy, które tu umieściłam. Miało to być zwykłe opowiadanie z tagiem mpreg. Jednak potem wkręciłam się w kamienie nieskończoności i dramat i coś z tego wyszło. Nawet całkiem okej.
Zostawiam kilka rzeczy niedopowiedzianych z otwartym zakończeniem. I sorry za zabicie Thora.
Jeszcze raz dzięki za czytanie.
Kto wie, może coś jeszcze po polsku napiszę dla tego fandomu.
Pozdrawiam wszystkich,

Intoxic