W życiu człowieka są takie dni, które zmieniają wszystko. Nas, nasze dotychczasowe życie. Sprawiają, że zastanawiamy się kim jesteśmy. Są w stanie wywrócić do góry nogami nasz cały świat.

Tak właśnie było w moim przypadku.

28 sierpnia 1997r.

Jeśli wcześniej myślałam, że gorzej już być nie może, to kiedy parę godzin później budzę się w pokoju, którego nie poznaję, wiem, jak bardzo się myliłam. Za oknami jest już ciemno, leje jak z cebra i zapowiada się na burzę. Na szafce nocnej obok łóżka, w którym leżę, pali się jedna biała świeca, słabo oświetlając pomieszczenie. Wiem, że nigdy wcześniej tu nie byłam.

Podnoszę się na łokciach i ze zdziwieniem zauważam, że po raz pierwszy od tygodni po przebudzeniu wszystko jest dobrze. Nie bolą mnie mięśnie ani głowa. Pomimo ciemności widzę dosyć wyraźnie. Nie mdli mnie, nie jest mi słabo. Czuję się... zdrowa. Ale na chwilę obecną traci to znaczenie.

Jestem zdezorientowana. Nie wiem gdzie jestem ani jak się tu znalazłam.

Boję się.

Przypominam sobie, że zemdlałam. Później musiałam na zmianę budzić się i tracić przytomność, bo nie za bardzo wiem, co działo się potem. Mama kazała Charliemu wziąć mnie na ręce i nie zadawać pytań. Mówiła, że musi mnie nieść, bo magia może tylko zaszkodzić. Zmusiła go, by oddał mnie w czyjeś inne ramiona.

Kogo?

Wszystko będzie dobrze. Musisz mi zaufać. Oni ci pomogą. Pamiętaj, że cię kocham.

Kim są „oni"?

Nie muszę długo czekać na odpowiedź. W chwili, w której to pytanie pojawia się w mojej głowie, drzwi z pokoju otwierają się. Staje w nich niewysoka kobieta o czarno-blond włosach. Wszędzie bym je poznała.

To Narcyza Malfoy.

Chyba jestem w ogromnym szoku, bo gdy podchodzi do mnie i kiwa jak na przywitanie, ja odwzajemniam ten gest. Moja intuicja podpowiada, że nic mi nie grozi. Chyba oszalałam. A kiedy każe mi pójść za nią, bez słowa sprzeciwu zrzucam z siebie kołdrę i wstaję z łóżka.

Tak, zdecydowanie oszalałam.

Prowadzi mnie długim korytarzem do drzwi na jego końcu. Za nimi jest mały pokój. Gdy Narcyza zapala różdżką wszystkie światła w pomieszczeniu, widzę niewielki stół pośrodku i stos książek ułożonych na nim. Poza tym na ścianach wiszą jakieś obrazy, ale nie zwracam na nie szczególnej uwagi.

- Siadaj. - Dłoń Narcyzy wskazuje na krzesło.

Przełykam głośno ślinę. Nie powinno mnie tu być.

Mija kilka sekund, nim budzę się z tego dziwnego amoku. Odwracam się, by uciec z pokoju, jednak kiedy pociągam za klamkę, drzwi stoją niewzruszone. I robię jedyną rzecz, jaka przychodzi mi do głowy - zaczynam okładać je pięściami.

- POMOCY! - krzyczę tak głośno, że aż piecze mnie w gardle. Nie przestaję też walić w drzwi; dłonie bolą mnie niemiłosiernie. - Niech ktoś mi pomoże!

Porwali mnie. Że też dopiero teraz to zrozumiałam. Jak mogłam być taka głupia?

- Pomo... - Ostre szarpnięcie ciągnie mnie do tyłu. Narcyza zatyka mi usta jedną dłonią, a drugą przystawia różdżkę do mojej szyi. Stoi za mną, czuję jej oddech przy uchu.

- Zamknij się - syczy. - Jesteś w moim domu. Nikt cię nie usłyszy. - Prowadząc mnie przed sobą, powoli przesuwa się w kierunku krzesła, na którym miałam wcześniej usiąść. Brutalnie mnie na nim sadza, nie zdejmując różdżki z mojego gardła.

- Siedź cicho, dopóki ci czegoś nie pokażę. Albo rzucę na ciebie Imperiusa i zmuszę do tego. - Wiem, że Narcyza nie żartuje, dlatego kiwam głową. Gdzie moja Gryfońska odwaga i wola walki?

Kobieta odsuwa krzesło obok i siada na nim, nie przestając mierzyć we mnie swoją różdżką. Wolną ręką szuka czegoś w kieszeni swej ciemnozielonej szaty. Kiedy wyciąga z niej coś i kładzie to przede mną, wstrzymuję oddech. Chyba właśnie pękło mi serce.

Jest to wskazówka z naszego rodzinnego zegara z moim imieniem wygrawerowanym na niej. Doskonale wiem, co oznacza. Kiedyś, gdy jeszcze żyła babcia, wskazówka z jej imieniem również znajdowała się na tarczy. Po jej śmierci mama zdjęła ją i schowała na strychu. Pamiętam, że spytałam, dlaczego jej nie wyrzuci. Nigdy nie zapomnę, co odpowiedziała. „Bo gdybym ją wyrzuciła lub oddała, oznaczałoby to, że nie należy już do naszej rodziny. A ona tylko umarła, nie odeszła. Wciąż jest z nami."

Ból, jaki odczuwam, jest tak ogromny, że nie znam słów, które mogłyby go opisać. Wcale nie zostałam porwana. Mama mnie im oddała. Jak mogła?

Zauważam, że Narcyza nie trzyma mnie już na różdżce. Nawet nie trzyma jej na stole. Wiedziała. Wiedziała, że zrozumiem przekaz.

- Dlaczego? - Mój głos jest zachrypnięty. Nie oddycham, czekając na odpowiedź.

- Słyszałaś kiedyś o Klątwie Obłąkanej Gwendolyn?

- Nie. – Potrząsam przecząco głowo, patrzac na nią ze zdziwieniem. Co to ma wspólnego ze mną?

Narcyza nie odpowiada. Bierze pierwszą książkę z góry stosu - „Przeklęci" - i otwiera ją na wcześniej zaznaczonej stronie. Przesuwa ją w moim kierunku.

Gwendolyn Trelawney, czytam tytuł na samej górze.

Eldred Montrose - czarodziej żyjący w XIV wieku, wywodzący się z rodu Montrose'ów, który przestał istnieć w XVII w., kiedy podczas Wielkiego Spalania cała rodzina została spalona na stosie za praktykowanie czarnej magii. Eldred Montrose jest jednym z autorów czarnomagicznych zaklęć, . Cruciartusa.

Obłąkana Gwen to czarownica z rodu Trelawney żyjąca pod koniec XIV wieku, która jako jedna z pierwszych kobiet Trelawney została obdarzona darem jasnowidzenia.

Gwendolyn Trelawney jeszcze jako niemowlę została zaręczona z Eldredem Montrosem i wydana za niego w dniu swoich szesnastych urodzin.

Według legend Gwen została zmuszona do poślubienia Eldreda przez klątwę (na przestrzeni wieków prawdopodobnie wszystkie informacje związane z klątwą – prawdziwa nazwa, sposób działania itd. - zostały spalone i utracone na zawsze), która związała ich dusze i miała ich zabić, jeśli nie doszłoby do małżeństwa (w tamtych czasach takie zaręczyny w czarnomagicznych rodach były bardzo popularne).

Po pierwszym pół roku małżeństwa Gwendolyn usiłowała zabić Eldreda, dlatego uwięził ją w lochach w Montrose Manor, gdzie miała spędzić resztę życia. Mówi się, że po pewnym czasie Gwen zaczęła wykrzykiwać przerażające rzeczy, których potem nie pamiętała (w XV wieku nie uznawano jasnowidzenia, było nazywane szaleństwem) i zaczęto nazywać ja Obłąkaną Gwen.

Po siedmiu latach spędzonych w zamknięciu Gwendolyn uciekła, poderżnęła gardło mężowi we śnie i tej samej nocy zniknęła, a słuch o niej zaginął.

Podobno Obłąkana Gwen objawia się w snach tym, na których ta klątwa została rzucona (choć od XVIII wieku nie odnotowano żadnego przypadku przeklęcia Klątwą Obłąkanej Gwendolyn, jak ją później nazwano)."

A potem Narcyza przewraca stronę, a ja zapominam jak oddychać. Na obrazku podpisanym „Szesnastoletnia Gwendolyn" jest nie kto inny jak Śnieżka. Dziewczyna z moich koszmarów.

- Szesnaście lat temu Dracon zachorował. Potrzebowaliśmy czegoś – kogoś – by utrzymać go przy życiu. - Pani Malfoy patrzy mi prosto w oczy, gdy to mówi. - A twoi rodzice potrzebowali pieniędzy.

Obłąkana Gwen objawia się w snach tym, na których ta klątwa została rzucona.

Dziewczyna z książką pod dębem. Kruczoczarne włosy spływające kaskadami bo białej sukni.

Twoi rodzice potrzebowali pieniędzy.

Wskazówka na stole, mówiąca o tym, że już do nich nie należę.

Ja jestem tym kimś, kogo potrzebowali.

Nie, nie, nie, nie, nie, nie.

- Śniła ci się, prawda? - Z moich myśli wyrywa mnie głos Narcyzy.

Powoli potakuję głową.

- I w ostatnim czasie nie czułaś się zbyt dobrze? - pyta, choć tak naprawdę nie czeka na moją odpowiedź. Już ją zna.

- Czy to... Czy to oznacza, że muszę... - Nie potrafię skończyć tego zdania.

- Tak. To oznacza, że musisz poślubić mojego syna.

Jako dziecko marzyłam o wielkiej i pięknej miłości. O namiętności, pocałunkach w deszczu i oczach, już na zawsze patrzące na mnie z miłością. A teraz mam wyjść za mąż za mężczyznę, którego nie kocham i nienawidzę. Człowieka, który nigdy nie spojrzał na mnie ze szczerym uśmiechem na twarzy. Mam obiecać, że spędzę resztę życia z moim wrogiem. Ślubować mu miłość i wierność. Oddać mu się na wieczność.

Od Dracona Malfoya, arystokratycznego, Ślizgońskiego dupka, jeszcze nigdy nie usłyszałam dobrego słowa. Odkąd pamiętam obrażał mnie i ubliżał mi na każdym kroku. Kiedy o nim myślę, przepełnia mnie nienawiść. Jak komuś takiemu mam powiedzieć „tak"?

- A jeśli tego nie zrobię?

- Klątwa została rzucona szesnastego sierpnia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego pierwszego roku. Jeśli tego nie zrobicie, to do pierwszego września obydwoje będziecie martwi.

Mam trzy dni, żeby wyjść za mąż.

Dziwię się sobie, że podchodzę do tego tak spokojnie. Być może jeszcze to do mnie nie dociera. Albo podświadomie od dawna wiedziałam, że tak będzie. Czy to możliwe? Na pewno nie. Oby nie.

- Ale czuję się już dobrze. - To prawda. Siedzę i nie trzęsą mi się nogi. Waliłam w drzwi z całej siły, jaką mam i nie zasłabłam ani nie zemdlałam. Czuję się tak zdrowa jakby nigdy nic mi nie dolegało. - Nic mi nie jest.

- Do rana znowu poczujesz się gorzej. Nie odczuwasz skutków klątwy po eliksirze, który ci podałam. - Otwieram usta, by zadać jedno z milionów pytań krążących po mojej głowie, ale od razu je zamykam, kiedy Narcyza odchrząkuje. - W twoim pokoju jest książka. Znajdziesz w niej wszystko na temat klątwy. - Odsuwa krzesło i wstaje, po czym odwraca się w kierunku drzwi.

- On tego nie zrobi. - Ta, jasne, już wiedzę, jak Malfoy wziął za żonę Weasleyównę. - Nie zgodzi się na to.

Pani Malfoy nie odwraca się, kiedy odpowiada.

- Już się zgodził. Tak samo jak ty się zgodzisz.

Jak to?

- Dlaczego? - Dlaczego się zgodził? Dlaczego sądzi, że i ja się zgodzę na to szaleństwo?

- Bo obydwoje chcecie żyć. - Drzwi głośno trzaskają za kobietą. Jestem sama. Kładę głowę na stole i głośno wzdycham.

To się nie może dziać naprawdę.

Prawda?

Kiedy wracam do pokoju, widzę, że pod moją nieobecność ktoś pościelił łóżko, położył książkę na szafce nocnej oraz zapalił światło w mojej sypialni. Jakie to absurdalne. Mój pokój w Malfoy Manor. Ja, Ginny Weasley, mam swój pokój w domu Lucjusza i Narcyzy Malfoyów.

Siadam na brzegu łóżka i biorę książkę do ręki. Jest cała czarna oprócz tytułu zapisanego złotymi literami. „Klątwa Obłąkanej Gwendolyn" Otwieram ją na pierwszej stronie.

O KLĄTWIE

Klątwa nie może zostać rzucona na jedną osobę. By kogoś przekląć, potrzebne są dwie osoby. Została stworzona po to, aby rody, chcące się połączyć przez małżeństwo swoich dzieci, miały stuprocentową pewność, że dojdzie do ślubu.

NA CZYM POLEGA KLĄTWA?

Podczas rzucania zaklęcia połowa duszy zostaje odebrana obydwu czarodziejom. Następnie dochodzi do zamiany ich miejsc. W ten sposób każdy z nich żyje z częścią swojej duszy i częścią narzeczonego. Jedynym sposobem na powrót duszy na miejsce jest zaklęcie connexionem animarum* (zakl. Połączenia dusz) - wykonywane w trakcie ceremonii zaślubin. Wtedy dusze łączą się i stopniowo powracają do właściciela. Jeśli jednak do ślubu nie dojdzie, po określonym czasie (czas ten jest dla każdego różny, zazwyczaj od 14 do 20 lat) narzeczeni zaczynają odczuwać rzuconą klątwę, która ich zabije, jeżeli jak najszybciej nie połączą dusz.

Z głośnym trzaskiem zamykam książkę i zrzucam ją na podłogę. Zaraz za nią w jej ślad podążają świeca i lampka. Wstaję i z całej siły kopię w szafkę nocną. Potem przewracam ją na bok.

Mdli mnie. Jestem wściekła.

Odebrali mi połowę duszy i zastąpili ją duszą Malfoya. Moi rodzice. Osoby, które powinny mnie kochać i chronić. Pozwolili mnie przekląć, gdy miałam pięć dni. Brzydzę się nimi. Sprzedali mnie i moją duszę. A teraz mnie oddali. Wyrzucili.

- NIENAWIDZĘ WAS! - Krzyczę, dając upust emocjom. Opadam na kolana, kładę się na posadzce i zaczynam płakać.

Narcyza miała rację. Chcę żyć.

Na podłogę spadają czerwone krople. To moja krew. To mój krwawy płacz.