2. Nieskuteczna pogoń

Merry i Pippin byli okropnie zmęczeni. Karmiono ich spleśniałym chlebem, a towarzysze ciągle opowiadali sobie sprośne żarciki. Normalnie sami by się do nich dołączyli, lecz teraz nie byli w dobrym humorze, zresztą czuli, że nie było to mile widziane przez towarzyszy, którzy jak prawdziwi żołnierze nie byli zbyt sympatycznie nastawieni do jeńców. W dodatku spotkali się z kilkoma sługami Mordoru, którzy chcieli zanieść pierścionek Saurusiowi. Po tym wszystkim byli tak zmęczeni, że nie zwracali na nic uwagi i trzymali Pippina tak, ze czuł okropny bol, lecz nie chciał się za nic w świecie przyznać do przygody w Morii, wiec tylko przeklinał w myślach Legolasa.

Tymczasem elf wraz z Aragornem i Gimlim biegli jakieś 16 km za nimi. Jako mający najbardziej rozbudowany mięsień piwny z tylu zostawał Gimli, mimo że był nieustannie poganiany przez przyjaciół
- Męczą mnie biegi przełajowe, krasnoludy to urodzeni sprinterzy, zabójczy w wyścigach do monopolowego. Poza tym nawet nie macie pojęcia ile wazy ten sprzęt, który dźwigam. Nie idę ani kroku dalej dopóki go nie użyję. Jeśli będziemy wędrować nocą, jeszcze przeoczymy jakiś trop.
Wszyscy towarzysze chętnie zgodzili się na liba...to znaczy postój.

W tym samym czasie Urukowie również przystanęli na obrzeżach Puszczy Kampinoskiej, racząc się słynnym w całej okolicy Bimbrem Sarumana. Nagle jeden z nich powiedział:
- Czy mi się zdaje, czy słyszę okrzyki "Precz z komuną"?
- A tam, jesteś przewrażliwiony, bo tęsknisz do starych dobrych czasów - drugi zatęsknił do czasów, gdy wszyscy służyli w SB.
- Nieprawda! - krzyknął trzeci- Alarm! Zbliża się Marsz Niepodległości.
Teraz już wszyscy dojrzeli palące się race. Rzucili butelki i przygotowywali się do ustawki.