4. Ponowne spotkanie

Następnego dnia, Aragorn obudził kompanię i pogonił ich dalej w stronę Isengardu, aczkolwiek z wiadomych przyczyn nie była to zbyt szybka podróż.
-Jak daleko jeszcze? Od tej drogi strasznie się kurzy, zaszkodzi to mojej cerze - zapytał Legolas, który był największym pięknisiem w całej Puszczy
- Skąd mielibyśmy to wiedzieć durniu? Przecież na tym zadupiu nie ma żadnych drogowskazów, stopa nawet nie da się złapać. – odpowiedział poirytowany przywódca stada, który wolał pominąć drugą część wypowiedzi elfa

Nastepnego dnia, ruszyli w dalszą drogę. Jednak po przebyciu kilku kilometrów Aragorn potknął się o leżące w trawie narzędzie. W pierwszej chwili nie mógł uwierzyć własnemu szczęściu:
- Przecież to mój otwieracz, ten którego zawaliłem Galadrieli w Lorien! Chłopaki, dalej nie idziemy!
Należy dodać, że hobbit faktycznie wyrzucił go, aby dać znak Aragornowi, że jeszcze żyją. Tak przynajmniej należy podejrzewać, bo był jeszcze (lub, jeżeli ktoś woli, już) zupełnie trzeźwy.
- No to co chłopaki, robimy postój? - zapytał żądny napoju energetycznego Gimli?
- Nie tutaj, chodźmy do tego lasu, będzie nam tam chłodniej. - zasugerował Legolas
Poszli za jego radą, choć oznaczało to dalszy kilometr drogi. Nie mogli jednak pozostać w pełnym słońcu, ponieważ to groziło udarem mózgu. Cóż, przynajmniej tym którzy go posiadali.

Po dotarcie na miejsce odkryli coś jeszcze dziwniejszego niż poprzednie znalezisko. Przy brzegu lasu, gdzie swoją drogą bardzo intensywnie czuć było orkami, znajdowało się około tuzina potłuczonych butelek. Jakieś 10 metrów dalej leżał zaś człowiek w średnim wieku odziany w całości na biało. Bełkotał coś do nich niezrozumiale
- Co on pieprzy? - powiedział Gimli zawiedziony tym, że staruszek nie zostawił nic dla niespodziewanych gości.
- Jak dobrze rozumiem intonuje piosenkę "Przybyli ułani pod okienko" - powiedział mający najbardziej wyostrzone zmysł elf
- Zabierzmy tego biedaka ze sobą - zasugerował Aragorn
- Po co? - odpowiedzieli naraz obaj towarzysze? Chcesz się z nim dzielić alkoholem?
- Nie, może można mu coś zajum... to znaczy: jakoś mu pomóc. Jak nie, znam kilka dobrych psychiatryków w Rohanie, z pewnością mu pomogą.
- To ty już ty byłeś? - zapytał zdziwiony Legolas
- Jak zobaczysz, jak tanie jest tu paliwo, nie będziesz zadawał głupich pytań - mruknął tajemniczo przywódca kompanii.

Następnego dnia tajemniczy towarzysz był już na tyle przytomny, ze mógł powiedzieć:
- Jak się cieszę ze was widzę!
- Kim jesteś? - zapytali chórem towarzysze przygody
- Nie poznajecie mnie? To może przez to białe prześcieradło...
- Czyżby...?! Ale nie, to nie możliwe - sprzeczał się sam ze sobą Legolas.
- Niemożliwe? A jednak. Jestem Gandalf Biały!
- Wow - krzyknęli wędrowcy. To teraz opowiadaj, jak udało ci się przeżyć upadek z tak dużej wysokości?
- To nie było takie proste. O ile tam na moście mój mięsień piwny mnie uratował, to tu był sporą przeszkodą. Spadałem szybciej i DownLog by mnie zgniótł, ale ja chwyciłem się go i obróciłem tak, aby wylądować na nim.
- Głupi zawsze ma szczęście -złośliwie syknął Aragorn - No i co dalej?
- Niestety, zatrzymały mnie gliny. Podobno spadając z mostu przekroczyliśmy dozwoloną w tym miejscu prędkość. Zawlokli mnie na izbę wytrzeźwień (zupełnie nie wiem dlaczego), po czym przyszli na przesłuchanie. Wtedy zastosowałem nasza starą taktykę - uśmiechnął się porozumiewawczo do starych przyjaciół- i byłem wolny. A że tu znalazłem pozostawiony Bimber Sarumana, to odpocząłem trochę po trudach ostatnich dni. A co z resztą Drużyny?
- Od kogo by tu zacząć...Boromir wącha kwiatki od spodu, Faramir udał się z jego ciałem do domu, a Frodo i Sam poszli do Mordoru, my ścigaliśmy Uruk-h*je, które porwały Merry'ego i Pippina, ale myślę, ze skoro się spotkaliśmy możemy zaniechać pościgu. - Aragorn mrugnął tu do czarodzieja
- I ja tak uważam. Te dwa hobbity trafią w miejsce gdzie od dawna powinni byli się znajdować.
- To znaczy gdzie?
- Tego nie mogę wam zdradzić. To macie już jakieś plany na ten weekend?
- Noo...przecież jest dopiero poniedziałek Gandalfie. Ale planowaliśmy udać się do najbliższego pubu.
- Wybij to sobie z głowy. Jest ich tu ledwie garstka, a dodatkowo jestem tu poszukiwany listem gończym. Zresztą, niewykluczone że wy także. Jest tylko jedna opcja.
- Uciekać? - zapytał najroztropniejszy Legolas
- Niee, nie tym razem. Ostatnio nie wyszło nam to na dobre, prawda?
- Noo, powiedzmy. To co chcesz robić?
- Udamy się do stolicy i wmieszamy się w tłum. Potem porozmawiam z kim trzeba i będziemy mieli ochronę w całym kraju. Ale podczas podróży musimy być bardzo ostrożni. No, prawie bym zapomniał. Musimy jeszcze znaleźć jakiś Lumpex żebym znalazł jakieś przyzwoite ubranie.