9. Podróż przez góry
Tłum ludzi zebrał się u bram miasta, wśród nich nasza odważna czwórka. W pewnym momencie podeszła do nich młoda kobieta. Aragorn, nie wiedząc jak zacząć rozmowę z nieznajomą, zapytał:
-Jak Ci na imię, Eowino?
Zadał tym niezłą zagadkę nieznajomej, która stała wpatrzona z niego i myślała, że jest jeszcze głupszy niż opowiadano.
- Mam na imię Aragorn. Kiedyś zostanę królem i będę jeżdził na wczasy na Antyle - dorzucił z uśmiechem Aragorn
- Naprawdę, panie Aragornie. A skąd do nas przybyłeś i czym się dotąd zajmowałeś?
- Z Pooolskii - odparł Aragorn - wiesz, trzymałem się każdego zawodu... głównie przemyt i wyrabianie bimbru z kukurydzy
- To...ehm...bardzo mi miło. Ja jestem siostrzenicą Theodena i zajmuję się głównie działalnością charytatywną. Jestem szefową lokalnego koła Anonimowych Alkoholików. Może zechciałbyś kiedyś nas...ehm...odwiedzisz.
- Raczej wątpię, ale zobaczymy - zakończył rozmowę Aragorn
Pielgrzymi przeszli już cały kawał drogi, gdy zauważyli, że coś jest nie tak, gdyż konie wydawały się lekko speszone.
- Kto to znowu? Co za smród! -żalił się Theoden
- Żaden z nas - powiedział mający bystry wzrok Legolas - Uwaga! Orkowie! I do tego wilki!
Po krótkiej jatce tradycyjnie rywale zostali rozgromieni. Dopiero potem Theoden zauważył że kogoś brakuje:
- Gdzie są Aragorn i Gandalf? - zapytał stojącego u swojego boku Eomera
- Gandalf już dawno gdzieś odjechał, pewnie do jakiegoś burdelu. Ale nie mam pojęcia gdzie jest Aragorn.
- Heheheheh, spadł z przełęczy - powiedział jeden z uruków, z którego tyłka wystawały dwie strzały, a jego słowa okazały się prawdą. Był z tego tak zadowolony, że zakrztusił się podczas śmiechu i Rohańczykom nie udało / nie chciało (niepotrzebne skreślić) się go uratować.
Wszyscy wydawali się zmartwieni, lecz Gimli i Legolas nieco mniej. "Nasz udział ciągle rośnie" - myśleli
W końcu po długiej wędrówce ujrzeli mur budowli. Wiwatom i radosnym okrzykom nie było końca. Wszyscy oddali się zabawie i wznoszeniu toastów za przyjaciół, którzy zginęli w starciu z wrogami. Tą długą sielankę przerwało przybycie niespodziewanego gościa:
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie - zażartował Aragorn - obudziłem się na brzegu rzeki i całowałem konia. Takiej wtopy nie pamiętam od czasu gdy z Gandalfem macaliśmy sie na Placu Zamkowym. Ale widziałem coś, co powinno was zainteresować - wrócił od starych wspomnień do tematu
- Co takiego? - spytał zdziwiony Theoden
- W sumie nic wielkiego. Tylko dziesięć tysięcy orków.
