11. Saruman przyjmuje gości
Merry i Pippin przecierali oczy ze zdumienia. Ujrzeli Isengard, twierdzę, której nie udało się dotąd zdobyć żadnej armii. Mają tego dokonać oni wraz z jakąś bandą świrów? Co oni sobie myśleli.
- Można tu gdzieś się wyspowiadać? - zapytał Meriadoc Drzewca
- Nie bądź taki pochopny, nie będzie takiej potrzeby. Jeszcze nie żegnaj się z życiem.
- Przecież nie mamy szans ich pokonać - wybuchnął mieszkaniec Shire'u wskazując palcem strażników
- Nie? Cóż, nie doceniasz nas - powiedział, a hobbit uśmiechnął się z zakłopotaniem - No cóż...przekonamy się.
Wyszli wraz ze swoim dziwnym przewodnikiem przed krąg fortecy. Entowie walczyli z małymi oddziałami orków, które nie zostały oddelegowane na wojnę do Rohanu, gdyż miały różne defekty, jak brak jednej nogi czy dziwnie zdeformowana twarz (złośliwi mówili, że to stąd wynikał pseudonim bojowy "uruk - h*je"). Jednak nie to przykuło ich uwagę - najważniejszy punkt planu Drzewca nie mógł zostać przewidziany przez wroga. Hobbici ujrzeli, że para entów , bo tak przezywali się ekolodzy, biegnie do tamy grodzącej rzekę i zaczęli [ten fragment został usunięty przez cenzurę ze względu na dobro osób niepełnoletnich]. W tym momencie ich sztuczna kora zaczęła iskrzyć i po piętnastu sekundach zapora płonęła jak Most Łazienkowski. Rzeka z ogromnym hukiem wylewała się jak wódka na imprezach elfów. Woda zalała wszystkie zakłady przemysłowe Sarumana, jednak oczywiście wszelkie wyroby i sprzęt uprzednio skradz... to znaczy zarekwirowano. Wylęgarnie uruków zostały zniszczone na tyle, że ich naprawa byłaby nieopłacalna, jednak nie było komu myśleć o problemie tworzenia kolejnej armii, bowiem nie była już potrzebna - Isengard poniósł druzgocącą klęskę. Saruman, jeśli nie był zajęty drzemką, czytaniem tajemnych ksiąg (w których tak naprawdę chował magazyny pornograficzne) lub wpatrywaniem się w swoją słynną magiczną kulę, którą używał do miotania ognia i kontaktu z koleżankami ze studiów, musiał naprawdę kipieć gniewem.
- Otwierać! - krzyczeli policjanci pukając do pancernych drzwi antypożarowych delikatnością godną gestapo.
Tego jedynie Drzewiec nie przewidział - mogą zdobyć teren wokół wieży, ale przecież sama forteca to inna para kaloszy. Jednocześnie z balkonu wieży zaczęły lecieć w ich kierunku długopisy, puszki po konserwach i inne niebezpieczne przedmioty. Drzewiec nakazał wycofanie się. "Poczekamy na policję" - powiedział.
Merry i Pippin wyraźnie nie byli zachwyceni tym pomysłem. Jednak na szczęście wykonali kilka telefonów do znajomych osobistości:
- Nie ma takiej potrzeby przyjacielu - rzekł Pippin do Drzewca - za kilka dni będzie tu Gandalf Biały.
