Rozdział 2
Trudny test
*AKADEMIA SHINOBI W KONOSZE*
Naruto, Sasuke i Hinata czekali w sali 22. Dzisiaj mieli poznać swojego nowego senseia, ale spóźniał się już o pół godziny. Naruto tracił już nadzieję, że Hatake Kakashi będzie dla niego wzorem do naśladowania. Sasuke rozglądał się po pomieszczeniu. Nie była to klasa, w której wcześniej mieli lekcje z Iruką i mimo tego, że na pierwszy rzut oka, sale te były prawie identyczne, różniły się detalami. Zresztą młody Uchiha i tak nie miał co robić. Hinata natomiast, używała Byakugana i wypatrywała nadchodzących osób, jednak szybko odpuściła i zaczęła "bujać w obłokach".
-Mam dość! -wykrzyczał zirytowany Naruto -Ten cały Kakashi chyba robi sobie z nas żarty!
-Ja też tak uważam! -dodał Sasuke -Założę się, że wszystkie drużyny już poszły na pierwszy, wspólny trening! -Uchiha chciał kontynuować, ale zobaczył coś, co zbiło go z tropu -Ale... jednak każdemu może sie takie coś zdarzyć...
-Właśnie. Przecież nikt nie jest idealny. -dodała Hinata.
-Co wy wygadujecie?! -kontynuował jinchuuriki -Czemu zaczęliście go bronić? Albo jesteście obrzydliwie życzliwi, albo stoi on... za mną... -blondyn mówiąc te słowa, powoli zerkał za siebie i dotarła do niego okrutna prawda, KTOŚ ZA NIM STAŁ -Jesteś Kakashi... Hatake?
-Tak... -odpowiedział -A ty zapewne jesteś Naruto. -blondyn pokiwał głową, a Kakashi kontynuował, zerkając na pozostałą dwójkę -A zatem wy musicie być Sasuke i Hinata. Cóż... nie mam teraz czasu, więc spotkajmy się przy wejściu do akademii za godzinę.
-CO?! -zdenerwował się Naruto - Czyli czekaliśmy na senseia pół godziny, a teraz mamy czekać jeszcze więcej?! -blondyn mówiąc to oczekiwał, że Kakashi powie co tak ważnego ma do zrobienia, ale odpowiedź go bardzo zirytowała.
-Tak. To do zobaczenia! -gdy skończył wypowiedź, po prostu "wyparował"
-Kage bunshin? -zapytał z niedowierzaniem Sasuke.
*POŁTORA GODZINY PÓŹNIEJ*
Kakashi, tak jak poprzednio, spóźnił o pół godziny. Gdy się zjawił, jego uczniowie patrzeli na niego jak na zwykłego oszusta.
-Przepraszam, że się spóźniłem, ale... jak tu szedłem, to spotkałem... niewidomego, który potrzebował pomocy, aby dostać się do szpitala.
-Nie wierzę ci. -powiedział Sasuke.
-Ehhhh... nieważe. To może się dokładniej przedstawie. Jestem synem legendarnego Białego Kła, moim mistrzem był Czwarty Hokage... -gdy to powiedział, Naruto błyskawicznie się podniósł i wtrącił
-CO?! Błagam sensei, opowiedz mi o nim, jego techikach i o wszystkim co o nim wiesz! Błagam...
-Nie teraz. -odpowiedział gniewnie białowłosy -Może jutro. -'Pod warunkiem, że nie cofnę cie do akademii.' -Kontynuując, lubię czytać, a nienawidzę śmieci, którzy zostawiają swoich towarzyszy. -trójka geninów, po tym co usłyszeli, była pewna, że muszą współpracować -Moim marzeniem jest mieć uczniów, na których się nie zawiodę. Cóż... to może teraz Hinata?
-Tak sensei. -odpowiedziała - Mój ojciec jest przywódcą mojego klanu. Niestety byłam za słaba i to moja siostra zostanie w przyszłości przywódczynią rodu, ale przyjaźń z Sasuke i Naruto-kun bardzo mnie zmotywowała i zamierzam ciężko ćwiczyć, aby przynajmniej odzyskać szacunek ojca. Bardzo lubię kwiaty i uszczęśliwiać ludzi, a nie lubię... zawodzić ludzi.
-Dobrze, a teraz Sasuke.
-Mój tata także jest głową klanu. Uwielbiam przebywać z moim bratem i wiem, że zostanie on kiedyś Hokage. Nienawidzę, gdy on mi coś obiecuje, a potem mówi "Innym razem Sasuke". Zawsze chciałem zostać kimś wielkim, większym od Hokage. Chciałbym zmienić świat, stworzyć świat bez wojen i chciaż wiem, że zrobienie jest rzeczą prawie niewykonalną, to zostanę legendarnym sanninem i spróbuję to zrobić.
-Ciekawe... to pozostał Naruto. -Kakashi zaraz jak to powiedział, pomyślał 'Czy on nie może żyć bez brata? Boje się, co by się z nim działo, gdyby jego brat zginął... a to jego marzenie... oby nie przerodziło się to w paranoję.'
-Jestem synem Czwartego, uwielbiam ramen, pomagać innym i uczyć się przydatnych rzeczy, nienawidzę łamać złożonych obietnic, patrzeć na ludzkie cierpienie i tego, jak się zachowywałem przed poznaniem kim byli moi rodzice. Chce stać się tak silnym, jak mój ojciec... nie... stane się silniejszy, zostanę Hokage i będę chronić każdego w kraju Ognia. I tak jak Sasuke, zamierzam zmienić ten świat.
'Interesujące... czyżby odziedziczył po tobie tak wiele, sensei?'
-Skoro już się poznaliśmy, to pozostało mi już tylko was o czymś powiadomić. Przyjdźcie tu jutro o świcie, nic nie jedzcie, ani nie bierzcie ze sobą prowiantu. Czeka was test. -Genini przytaknęli, a ich sensei odszedł.
*NASTĘPNEGO DNIA*
Członkowie drużyny siódmej zebrali się i razem poszli do lasu. Ostatecznie zatrzymali się na małej łące obok rzeki. Tam zaczął Kakashi
-Czas na wasz test. Mam przy sobie dzwoneczki. Waszym zadaniem będzie zabranie mi ich. Oczywiście będę się bronić. Ten kto nie zdobędzie jednego przed południem, wraca na kolejny rok do akademii. -genini słysząc to lekko się przerazili, lecz mając plan wymyślony wspólnie z Itachim, byli gotowi podjąć się tego wyzwania, a zresztą i tak nie mieli wyboru. Ich sensei kontynuował -Na mój znak ukryjcie się. Dam wam podpowiedź. Atakujcie z zaskoczenia, a gdy będziecie zmuszeni do walki bezpośredniej, to walczcie tak, jakbyście chcieli mnie zabić. -trójka przyjaciół przytaknęła, jednak zaniepokoiły ich ostatnie słowa Kakashiego. Pomyśleli 'Czyżby nie chciał dać nam forów?'/'To będzie trudna walka.'/'Tak, jakbyśmy chcieli go zabić... teraz już nie ma odwrotu...' -Tak jagby co to są tylko dwa dzwoneczki. - słowa te wystraszyły geninów, ponieważ przynajmniej jeden z nich będzie MUSIAŁ wrócić do akademii, jednak mimo tego zamierzali trzymać się planu. Zanim jednak któryś nich zdążył cokolwiek powiedzieć, Kakashi wykrzyczał -START!
Cała trójka błyskawicznie zniknęła pośród drzew. Kakashi wziął głęboki wdech, rozejrzał się dookoła, aby sprawdzić, czy jego nowi uczniowie potrafią się kamuflować, a gdy nikogo z nich nie zauważył, wzruszył ramionami, usiadł na trawie i zaczął czytać książkę. Lubiał to miejsce, rzadko kto tu przychodził, uważał je za swoją "świątynie spokoju", w której mogł w ciszy czytać. Co prawda, teraz będzie on atakowany i powinien się skupić, ale byli to tylko genini, którzy dopiero ukończyli akademię.
Nagle Kakashi usłyszał, że ktoś do niego biegnie, a gdy spojrzał kto to, zobaczył jego uczniów razem, szarżujących na niego. 'Działają razem? Heh... i tak nic to im nie da, nie pokonają mnie w walcę bezpośredniej.' Kakashi szybko wstał, przyjął postawę bojową, lecz nie odłożył książki i nadal ją czytał. Trójka geninów zaatakowała swojego senseia, ale ten tylko się bronił, ponieważ chciał sprawdzić jak dobrzy są. Atakowali nieustannie, ale nie dali rady go trafić. Po chwili, z korony drzew wyskoczył kolejny Uchiha Sasuke, który również miał zamiar zaatakować wykorzystując element zaskoczenia, jednak Kakashi go zobaczył i zdezorientowany postanowił uderzyć tego, z którym już walczył. Gdy go trafił, ten zamienił się w dym. 'Kage bunshin?! Który z nich mogłby opanować tę technikę? Trzeci mógł mnie uprzedzić...' pomyślał. Nagle reszta jego uczniów również zniknęła. Po kilku sekundach z podziemi "wyrośli" Naruto i Sasuke, którzy złapali Kakashiego tak, aby nie mógł się bronić. Wtedy Hinata dosłownie wyleciała z najbliższego drzewa, a gdy jonin się przyjżał, to zobaczył na tym drzewie trzy klony, wyglądające jak młody jinchuuriki, które po kilku sekundach zniknęły. 'Czyli to Naruto używa tej techniki...' Hinata już prawie miała dzwoneczki, jednak Kakashi jednym ruchem pozbył się trzymających go geninów, następnie chwicił nadciągającą Hinatę za ręke i powalił na ziemie, jednak tym razem nikt nie zniknął. Wszyscy byli prawdziwi. Sasuke błyskawicznie się podniósł, po czym wykonał techinkę -Katon: Gokakyu no jutsu -tworząc wielką kulę ognia, jednakże jego sensei bez problemu uniknął ataku, podbiegł do Uchihy i kopnął go w brzuch, powalając go na ziemie. Hinata właśnie miała zaatakować Kakashiego z pełną mocą tak, aby Naruto mógł odebrać mu dzwonki, jednak jonin był szybszy, jagby znikąd znalazł się za nią i jednym celnym ciosem ogłuszył ją. Sasuke oberwał za mocno i nie był w stanie się podnieść, nie mówiąc już o walcę, co oznaczało, że pozostał już tylko Namikaze. 'Nie są wybitnie silni, ale myślę, że moge już zaliczyć ich test. Jednak... warto sprawdzić szczyt ich możliwości' pomyślał Kakashi, po czym się rozejrzał. Zobaczył Hinatę, która wciąż była nieprzytomna, następnie na Sasuke niebędącego zdolnym do choćby wstania i zrezygnowanego Naruto. 'Tylko Naruto może jeszcze walczyć. Muszę go zmotywować... albo rozzłościć.'
-Jesteście słabi... mimo iż spełniliście główny warunek tego testu, to uważam, że powinienem was cofnąć do akademii. Wasza taktyka nie miała sensu. Nie chciałbym mieć was za uczniów. Udowodnijcie mi, że nie jesteście już dziećmi. Wstańcie i odbierzcie mi te dzwoneczki! -powiedział jonin, po czym zaczął się zastanawiać 'Czy nie byłem zbyt ostry? Uchiha... zdenerwował się, ale wygląda nie jagby chciał walczyć. Namikaze... się trzęsie... ze strachu czy złości?'
Naruto w tym czasie myślał 'Nie możemy teraz wrócić do akademii. Potrzebujemy senseia, który nauczy nas technik, a Kakashi-sensei jest potężny. Muszę znaleść siłę, MUSZĘ! NIR MOGĘ ZAWIEŚĆ PRZYJACIÓŁ! Od zawsze czułem w sobie coś dziwnego, to musi być siła pozostawiona przez rodziców.'
*UMYSŁ NARUTO*
-Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? -Naruto znajdował się w ciemnym miejscu. Wszędzie była woda sięgająca do kostek. Były tam tylko ogromne kraty, a na nich dziwną pieczęć, która była lekko uszkodzona. Młody jinchuuriki nic nie widział za kratami, więc postanowił przez nie przejść. Gdy był tuż obok nich, ktoś się do niego odezwał
-Nie radzę. -powiedział nieznany mu, dziewczęcy głos -Kyuubi by cię zmiażdżył i wydostałby się na wolność.
Naruto niepwnie obejrzał się za siebie i zobaczył dziewczynę, prawdopodobnie w jego wieku o długich blond włosach. Nosiła rozpiętą, czarno-pomarańczową kurtkę, pod nią czarny T-shirt z czerwonym znakiem Konohy. Miała też pomarańczową spódniczkę, sięgającą jej do kolan, oraz czarne buty. Jednak młodego jinchuuriki zaniepokoiła jej twarz. Miała takie same wąskiki na policzkach, te same oczy i ogólnie mieli podobne rysy twarzy.
-Kim jesteś? -zapytał lekko przerażony Naruto.
-Nie bój się, nazywam się Naruko.
-Podoba mi się.
-Dziękuje. -odpowiedziała uroczo się uśmiechając.
-Co to za miejsce? I jak się tu znalazłaś?
-Jesteśmy w twoim umyśle, za tobą, w tej klatce jest uwięziony Kyuubi. A ja powstałam, ponieważ Czwarty i Kushina... twoi rodzice... nie, jeśli pozwolisz, nasi rodzice...
-ŻE CO?! Jako to nasi?!
-Pozwól mi dokończyć... oni pragnęli cie chronić, ale nie mieli jak, więc w raz z demonem, zapieczętowali w tobie swoją czakrę, a ona uformowała się i powstałam ja. Jednak nie mogę ci bezpośrednio pomagać w walce, ale mogę ci podpowiadać i może nawet szkolić, ponieważ w raz z ich czakrą, mam ich wiedze i doświadczenie, jednak niestety nie techniki. A przy okazji chronię cie przed Kyuubim. A tak przy okazji, to gdybyś był dziewczyną, to miałbyś na imię właśnie Naruko.
-Aha... ale zaraz, nie rozumiem...
-Wybacz, ale nie teraz. Najpierw musisz zdać test Kakashiego. On, w przeciwieństwie do mnie, może nauczyć cię techik.
-Ale jak mam sam pokonać jonina?
-Będę ci podowiadać, a przecież masz do pomocy Hinatę i Sasuke. I nie martw się, powiem ci jak ich skłonić do dalszej walki.
-Cóż... zaczynajmy!
To już koniec. Mam nadzieje, że się podobało. Rozdział dłuższy od poprzedniego i informuję, że długość rozdziałów i to, jak często będą się pojawiać kolejne, będzie całkiem losowe, ponieważ zależy to od tego czy mam już wcześniej zaplanowane co będzie się działo (w tym przypadku, gdy planowałem tego fanfika to myślę, że mam materiał na również na trzeci rozdział i prawdopodobnie on również pojawi się za dwa dni) oraz od szkoły (sprawdziany...) Chciałbym jeszcze polecić fanfika pt. Naruto Zawirowania wodospadu Autor pisze zdecydowanie lepiej ode mnie.
