Rozdział 5
Silni przeciwnicy
*W LESIE*
Kakashi szedł sam przez las w poszukiwaniu drużyny, która została wysłana, aby złapać bandytów. Miał on szczerą nadzieję, że znajdzie ich całych i zdrowych, jednak niepokoiła go myśl, że jego uczniowie mogą zostać zaatakowani.
'Mogą sobie nie dać rady. Muszę przyśpieszyć!' jak pomyślał, tak zrobił. Po kilkunastu minutach natknął się na szukanych przez niego chuuninów, a dokładniej na ich ciała, powieszone na drzewie. 'Kim są ci bandyci? I jak można być tak brutalnym? Ta sytuacja co raz bardziej staje się niepokojąca.'
Nagle szarowłosy usłyszał za sobą kroki. Gdy się odwrócił, zobaczył dwóch mężczyzn, ubranych w poszarpane ciuchy i całych w siniakach i ranach. Jeden z nich z trudem powiedział
- Uciekaj… stąd… - dał radę tylko tyle powiedzieć, po czym zemdlał. Jego kompan dokończył
- Sam nie dasz rady… musisz… AAACHH! - nagle oberwał w brzuch strzałą, która nadleciała z głębi lasu. Jonin zaczął nerwowo się rozglądać, jednak nikogo nie zauważył. Już chciał sięgnąć ręką do swojego ochraniacza, aby odsłonić lewe oko, ale usłyszał niski, męski głos
- Lepiej się nie ruszaj. – shinobi nie posłuchał i z lasu wyleciał kunai, który wbił się zaraz obok stopy szarowłosego, który pomyślał
'Kunai!? Kim oni do cholery są?' Nagle powiedział inny, również męski głos
- Ostrzegaliśmy. Myślisz, że jesteśmy jakimiś zwykłymi rabusiami?
- Nie damy ci użyć twojego dojutsu, Kakashi Kopiujący Ninjo. – kontynuował tym razem damski głos.
- Skąd znacie moje imię? – odpowiedział zaniepokojony jonin.
- Każdy, kto uważa się za silnego powinien je znać. – powiedziała ta sama kobieta – Jeden ruch, a cię zmasakrujemy. Nawet ty nie obronisz się przed taką ilością kunaii.
- Dobrze zatem… czego chcecie?
- Wiemy, że masz w swojej drużynie trójkę geninów. Wszyscy są wyjątkowi. Chłopak od Uchihów, dziewczyna z klany Hyuuga i jinchuuriki. Wydaj nam któregoś z nich, a tobie, mieszkańcom tamtej wioski i pozostałej dwójce damy odejść w spokoju. Jeśli się nie zgodzisz, to zabijemy ciebie i wszystkich ocalałych, a geninów zabierzemy ze sobą.
Kakashi stał w ciszy zastanawiając się. 'Trafili w mój czuły punkt. Nie zostawię nikogo z uczniów, ale i tak ich porwą, a w dodatku zamordują tych wszystkich niewinnych ludzi. Sensei, co ty byś zrobił? Heh… co to za pytanie… oczywiście byś się poświęcił dla drużyny, ale obiecałem sobie, że zajmę się Naruto. Jednak nie mam wyboru.'
- Moja odpowiedź to… Kage Bunshin no jutsu!– Kakashi stworzył dziesięć klonów, a jego oponenci masowo obrzucili go kunaiami, jednak wytworzone klony pomogły mu zablokować atak. Nareszcie jonin mógł użyć Sharingana. Zobaczył on wokół siebie sześciu shinobi, każdy miał zakrytą twarz tak, że wydać było tylko oczy.
Trzy spośród klonów pobiegły w stronę zniszczonej wioski, aby ostrzec geninów. Nagle wszyscy przeciwnicy zeskoczyli z drzew i zaczęła się walka. Mimo iż walczyli w większości z klonami, to bój był bardzo wyrównany. Tylko kobieta, wydająca się dowodzić, potrafiła dosyć szybko pokonać kopie, która ją zaatakowała, więc w związku z tym oryginalny Kakashi stanął z nią do walki. Początkowo starli się ze sobą używając taijutsu i kunaii, ale po chwili przeciwniczka jonina odskoczyła na parę metrów i wystrzeliła z ust fioletowymi pociskami przypominającymi myszy. Chcąc zablokować atak, szarowłosy użył techniki – Doton: Doroku Gaeshi – z niewielkim wysiłkiem wyrywając spod siebie kawał ziemi, którego użył jako tarczy, jednak okazało się, że pociski wybuchają, co odrzuciło Kakashiego na kilka metrów, jednak dzięki wykonanej technice nie odniósł on ran. Ale gdy tylko ponownie spojrzał na walczącą z nim kobietę, zobaczył, że ona ponowie wykonuje tą samą technikę, więc odpowiedzią Hatake na atak było – Suiton: Suijinheki – wystrzeliwując dosyć wielką falę, która ugasiła lecące w jego stronę pociski.
Ponownie zaczęła się walka w zwarciu, jednak teraz trwała ona zdecydowanie dłużej. Po kilku minutach Kakashi zauważył, że oddalił się od miejsca, gdzie walczyły jego klony, na tyle daleko, że już go nie widział. 'Ona naprawdę jest w stanie mi dorównać nawet, kiedy używam Sharingana. Kim ona jest? I z jakiej wioski pochodzi? Muszę dać radę i zaprowadzić ją do Konohy, aby wydobyli z niej informacje. Najłatwiej będzie ją sprowokować tak, aby stała się nieostrożna.' Myślał lekko poddenerwowany jonin. 'Tylko jak?'
- Ci twoi towarzysze to genini? Jesteś ich nianią? Nawet nie potrafią pokonać moich klonów. – zaczął Kakashi.
- Faktycznie dali mi do pomocy jakiś… ale zaraz, co cię to interesuje? – odpowiedziała mu przeciwniczka.
- Po prostu dawno już nie spotkałem tak słabych wrogów. A ty sama chyba znasz tylko jedną technikę. – kontynuował jonin licząc na to, że uda mu się urazić jej ego.
- Znam więcej, ale nie chce wysadzić całej okolicy w powietrze. – odpowiedziała pewna siebie przywódczyni napastników – Czyżbyś się już zmęczył? Tak nagle zacząłeś rozmowę. A może tamta liczna szajka bandytów zaatakowała twoich uczniów, a klony odwołując się, doniosły ci o tym? Możliwe też, że to reszta moich ludzi ich dopadła.
'Reszta jej ludzi!? Nie, nie mogę dać się zdezorientować.' pomyślał lekko wybity z rytmu szarowłosy, po czym wykrzyczał
- Dosyć! Raikiri! - jego ręka została pokryta wyładowaniami elektrycznymi, a sam Kakashi rzucił się w stronę oponentki. Ta, zaskoczona tak szybkim atakiem, musiała ratować się ucieczką.
'Muszę to jak najszybciej zakończyć, by móc sprawdzić co z moją drużyną!' jonin myślał tylko o tym i mocno się skupił, dzięki czemu z pomocą Sharingana był w stanie przewidzieć gdzie skoczy jego przeciwniczka. Był pewny, że trafi.
*W TYM SAMYM CZASIE, RUINY WIOSKI*
Trójka przyjaciół, tak jak im kazał ich sensei, dalej pomagała ocalałym mieszkańcom. Jednak nagle Hinata, która sprawdzała Byakuganem okolicę, powiedziała
- Ktoś tu się zbliża! Około dwudziestu mężczyzn, każdy uzbrojony!
Błyskawicznie genini zebrali się w jednym miejscu, po czym młoda Hyuuga, w raz z Namikaze, schowali się, a Uchiha stał czekając na intruzów. Na wszelki wypadek schował on swój ochraniacz. Po dwóch minutach, spośród drzew wyszła grupa mężczyzn, a jeden z nich wykrzyczał
- Mam nadzieję, że w gruzach znaleźliście coś wartościowego! Nie odejdziemy stąd bez jakiegokolwiek łupu!
Naprzeciw nim poszedł Sasuke, który odpowiedział zbirom
- Lepiej odejdźcie, a nic wam się nie stanie!
- HAHAHA! – zaśmiał się głośno ich przywódca – DZIECKO będzie was bronić!? – podszedł on do młodego użytkownika dojutsu, chwycił go za kołnierz i dodał – Jesteś odważny, może do nas dołączysz?
Odpowiedzią Uchihy było naplucie na buty rabusia. Ten puścił czarnowłosego, odszedł na odległość jednego metra i powiedział
- Widać jednak jesteś głupi, a nie dzielny. – bandyta chciał uderzyć Sasuke, jednak gdy wyprowadzał cios, genin bez problemu zrobił unik i kopnął zbira w brzuch, odpychając go na odległość kilku metrów. Zdenerwowany mężczyzna powiedział – A więc tak chcesz się bawić? To chodź mały! – wziął do ręki nóż, jednak zdziwił się, ponieważ to „głupie dziecko" nie bało się, a w dodatku pokazał mu rękę, każąc mu chwilę poczekać. Rabuś udawał dżentelmena i czekał na ruch Uchihy. Nagle zobaczył, jak wyjmuje on ochraniacz taki, jaki noszą shinobi, po czym wykrzyczał
- To zaczynamy! Katon: Gokakyuu no jutsu! – wykrzyczał czarnowłosy szybko wykonując kilka pieczęci. Herszt jego przeciwników wystraszył się tego co zobaczył, z trudem uniknął ognistej kuli, po czym wezwał swoich podwładnych do pomocy, jednak nagle zobaczył dwójkę innych dzieciaków, wychodzących zza gruzów, a jeden z nich złożył ręce w krzyż i wykonał technikę – Kage Bunshin no jutsu! – tworząc trzydzieści klonów i rozkazał im atakować. Zaczęła się walka. Bandyci nie byli tak silni jak ninja, jednak walczyli przeciwko klonom i udało im się wyeliminować kilka z nich. Oryginalny Naruto i jego przyjaciele walczyli z przywódcą rabusiów. Początkowo nie była to wymagająca walka,
- Hakke Sanjuunishou! – zaczęła Hinata. Wydawało się, że to wykończy przeciwnika, ale był on dobrze zbudowany, a do tego nie używał technik, więc nie korzystał ze swojej czakry, przez co mógł dalej walczyć. Wykonał on serię szybkich ciosów, jednak nie trafił on żadnego z geniniów. W odpowiedzi, trójka shinobi wyjęła kunaie i zaatakowała go, jednakże ku ich zdziwieniu zablokował wszystkie wyprowadzone w niego ataki.
- HA! Myślicie, że jak jesteście shinobi to będziecie mogli mnie bez problemu mnie pokonać? – powiedział pewny siebie zbir – Kiedyś szkolił mnie ninja, który został wygnany z wioski, jednak przerwał szkolenie gdy dowiedział się kim jestem. Ale mimo tego nauczył mnie dosyć sporo.
Walka trwała dalej. Trójka przyjaciół widziała, że reszta bandytów nie radzi sobie z klonami Naruto, więc grali na zwłokę. Nagle ich przeciwnik odskoczył na parę metrów, po czym złapał najbliższy, dostatecznie wielki kamień i cisnął nim w stronę geninów. Zaskoczyło to ich, ale nie dali się trafić. W odpowiedzi Sasuke rzucił kilkoma shurikenami, a pozostała dwójka okrążyła przywódcę zbirów. Uniknął on prawie wszystkich, lecących w jego kierunku broni, ale jedna trafiła go w nogę i został unieruchomiony. Wtedy dzieło dokończyli Hinata i Naruto, ogłuszając bandytę. Ci, którzy wciąż stali na nogach, widząc jak ich szef zostaje pokonany, uciekli w stronę lasu. Jednak nie udało im się to, ponieważ z kierunku w który biegli, wyszły trzy klony Kakashiego, które szybko ich obezwładniły.
- Kakashi-sensei!? – wykrzyczała razem trójka przyjaciół.
- Musimy was ostrzec. – powiedział jeden z klonów – Oryginał natknął się na drugą grupę bandytów, ale oni są zdecydowanie silniejsi. Prawdopodobnie są shinobi, ale nie martwcie się, reszta daje sobie radę. Pomożemy wam związać tych tutaj, po czym wrócimy pomóc, natomiast wy macie zabrać tych rabusiów i mieszkańców do najbliższego miasta.
- Tak sensei! – odpowiedzieli.
Klony tak jak powiedziały, tak zrobiły. Jednak genini nie zamierzali zostawić Kakashiego samego.
Cóż, to już jest koniec na dziś. Rozdział trochę później wyszedł, ale w końcu były święta. Chciałbym też uprzedzić pytanie, które mogłoby paść, a mianowicie „A co z Naruko i osłabioną pieczęcią?" I jedno i drugie pojawi się w większej ilości za kilka rozdziałów. Po prostu chcę najpierw wzmocnić Naruto, Sasuke i Hinate poprzez wykonywanie przez nich misji itp. Do następnego!
