Rozdział 6
Niespodziewana tragedia
*Gruzy wioski*
Klony Kakashiego rozkazały trójcę przyjaciół zabrać mieszkańców zniszczonej wioski do najbliższego miasta, jednak nie zamierzali oni zostawić swojego senseia. Poczekali, aż kopie odejdą na tyle daleko, aż stracą geninów z oczu. Gdy tak się stało Naruto powiedział:
- Wiem, że rozkazano nam co innego, ale…
- Zamierzasz pomóc senseiowi. – wtrącił Sasuke, po czym dodał – Też miałem zamiar to powiedzieć. A co z tobą, Hinata?
- Zgadzam się z wami. – odpowiedziała jak zwykle nieśmiało.
- Zatem postanowione! Tylko co z ocalałymi? Ktoś musi ich zabrać do miasta, tak samo z tymi. – powiedział Uchiha wskazując na związanych, w większości wciąż nieprzytomnych bandytów.
- Cóż… mogą to zrobić moje klony.
- Chcesz po raz kolejny podzielić swoją czakrę? Nie czujesz się wyczerpany czy coś? Słyszałem, że po odwołaniu klonów czakra nie powraca do użytkownika.
- Wciąż czuję się dobrze.
- No dobra.
- Kage bunshin no jutsu! – blondyn po raz kolejny stworzył dwadzieścia klonów i wykrzyczał – Ruszajmy!
Genini wyruszyli pomóc swojemu senseiowi. Młoda Hyuuga z pomocą swego Byakuugana wypatrzyła jego klony i razem udali się za nimi, jednocześnie utrzymując odpowiednią odległość. Myśleli, że nie natkom się na żadne problemy, dojdą do miejsca walki i pomogą Kakashiemu. Wiedzieli również, że nie będą bardzo pomocni, ale mogliby przynajmniej odwracać uwagę przeciwników. Jednak po kilkunastu minutach klony zniknęły tak, jakby zostały odwołane.
- Co?! – powiedziała Hinata zatrzymując się – Co się stało?
- O co chodzi Hinata-chan? – zapytał zdziwiony Namikaze.
- Klony nagle zniknęły.
- Może sensei sobie poradził i odwołał je?
- Ale to wyglądało jakby coś je zaskoczyło.
- Co się dzieje? Co je zaskoczyło i dlaczego zniknęły? Zaraz… niemożliwe… czyżby Kakashi-sensei… - Naruto zaniemówił, zaciskając pięści, a w jego oczach było widać rozpacz, jak i narastający gniew.
- Uspokój się! – rozkazał Uchiha. – Jeśli to prawda, to musimy tam jak najszybciej dobiec. Ruszajmy w tym samym kierunku.
Blondyn zgodnie z poleceniem przyjaciela opanował się i razem wyruszyli. Panowała cisza. Nikt nic nie mówił, każdy rozmyślał o tym co mogą zobaczyć, gdy dotrą na miejsce. Zanim się obejrzeli, prawie byli przy swoim celu. Zauważyli kilkoro rannych ludzi, wycofujących się. Ostrożnie ich obeszli, wciąż ich obserwując. Nagle rozległ się krzyk. Był to krzyk Kakashiego. Naruto czym prędzej zerwał się, biegnąc w stronę, z której usłyszał swojego senseia, jednak jakimś cudem ludzie, przed którymi się ukrywali nie usłyszeli hałasu, który wywołał blondyn. Przyjaciele genina ruszyli za nim.
Na miejscu wszyscy zamarli. Widzieli kobietę stojącą nad rannym Kakashim. Zwijał się on z bólu, trzymając swoją rękę przy lewym oku, skąd mocno krwawił. Był również cały poobijany i prawdopodobnie miał połamane nogi. Gdy przyjrzeli się dokładniej, zauważyli że kobieta ta miała w ręce zakrwawiony kuani, drugą chowała niewielki pojemnik do kieszeni. Dłonie miała całe z krwi, a jej ubranie było poszarpane w okolicach brzucha tak, jakby oberwała potężną techniką, jednak nie krwawiła z tego miejsca, a ktoś bardzo spostrzegawczy mógł zauważyć, że ma tam bliznę. Naruto wykrzyczał:
- SENSEI! – szarowłosy w odpowiedzi skierował wzrok w stronę swoich uczniów. Nic nie powiedział, jednak po samym wyrazie twarzy można było wywnioskować, że każe im uciekać.
Blondyn nie ruszał się myśląc: 'Sensei… co ona ci zrobiła?! Ja, ja… ZABIJĘ JĄ!'
'- Czyżbyś potrzebował niewielkiej hmmm… pomocy?' Naruto usłyszał w swojej głowie nieznany mu, niski głos. Wydawał się nieludzki. Można było wywnioskować, że ten, kto to wypowiedział, miał jakiś ukryty cel.
'- Nic nie próbuj lisie!-' tym razem jinchuuriki usłyszał głos Naruko '-Jeśli zaraz… czekaj… co ty robisz?! AAAAA!'
'- Nie wtrącaj się! Kontynuując… potrzebujesz więcej mocy. Dam ci ją, dam ci moją czakrę.'
'-Głupi lisie, ty powinieneś najlepiej wiedzieć, że czakra to nie jest tylko „moc", ale również…'
'- Czy nie kazałem ci się zamknąć?!-' po tej wypowiedzi blondyn usłyszał w swojej głowie huk, coś jak hałas powstający podczas zawalania się budynku. Potem nie usłyszał już żadnych słów. Nastała cisza. Czuł tylko, że staję się on coraz silniejszy.
Młody Namikaze wciąż stał nieruchomo, coraz mocniej zaciskając pięści, głowę miał spuszczoną. Nagle jego włosy zaczęły lekko falować, tak jak podczas wiatru, jednak tego dnia nie było nawet lekkiego wicherku. Przerażeni przyjaciele blondyna zaczęli mu się przyglądać, zobaczyli, że jego paznokcie znacznie się powiększyły, można było powiedzieć, że zmieniły się w pazury jak u zwierzęcia. Nagle powiedział niższym niż jego i lekko chropowatym głosem:
- Zajmijcie się senseiem. ONA jest moja. – powiedziawszy to rzucił się w stronę kobiety. Jego ataki były zdecydowanie potężniejsze niż kiedykolwiek, ciosy były celniejsze, jednak czasami wyglądały tak, jakby próbował trafić we wszystko dookoła. Wroga kunoichi unikała ataków bez większego problemu, jednak z każdą sekundą było jej coraz trudniej, ponieważ blondyn wciąż przyśpieszał. W końcu zmusił przeciwniczkę do kontrataku, zasłoniła się przed ciosem i szybkim kopnięciem wybiła Naruto w górę. Wylądował on kilka metrów od kobiety, jednak od razu się podniósł i zaatakował znowu. W jego oczach, które stały się czerwone z pionowymi źrenicami, widać było nienawiść i chęć unicestwienia kunoichi.
W tym samym czasie młody Uchiha podbiegł do Kakashiego, wyjmując wszystko co przydatne. Próbował pomóc joninowi, jednak ten się opierał i wciąż próbował coś powiedzieć, jednak prawdopodobnie miał zmiażdżoną krtań i mimo wysiłku nie mógł nic z siebie wydusić. Hinata zamiast wspomóc przyjaciela, przyglądała się, ze łzami w oczach, walczącemu Naruto.
- Naruto-kun… co się dzieje? – wyszeptała sama do siebie.
- Co tak stoisz Hinata?! Pomóż mi tu! – wykrzyczał w jej stronę. Wydawał się być opanowany i chciał wykorzystać to, że Naruto coś się stało i skutecznie odwraca uwagę wrogiej kunoichi, jednak myślał on:
'Cholera! Naruto co się z tobą dzieje?! Czemu teraz? I sensei dlaczego stawiasz opór?! Nie mogę cię stracić!'
Młoda Hyuuga jak najszybciej zjawiła się, aby pomóc senseiowi, a w tym czasie Namikaze po raz kolejny mocno oberwał, jednak teraz wylądował aż obok swoich przyjaciół. Kakashi widząc to wysilił się i mimo ogromnego bólu powiedział:
- Zatrzymajcie go i uciekajcie stąd!
Oczy użytkowników dojutsu zwróciły się w stronę jinchuurikiego. Nie miał widocznych ran, jednak jego ubranie było podarte. Szybko podniósł się, po czym zaatakował ponownie. Udało mu się trafić wrogą shinobi w miejsce, gdzie miała odsłoniętą bliznę. Głośno zawyła, po czym potężnym ciosem odrzuciła Naruto, który po raz kolejny wylądował obok dwójki geninów. Zaczął on słyszeć w swojej głowie głos Naruko:
'- Skończ to cholerny lisie!'
Namikaze nie zamierzał odpuszczać, jednak zanim zdążył się podnieść, przytuliła się do niego płacząca Hinata, mówiąc:
- Błagam Naruto, skończ to… - wstrząsnęło to blondynem, w końcu młoda Hyuuga była jego wybranką. Czuł, że złość go opuszcza, jego oczy przybierały dawny kolor, źrenice dawny kształt, a jego paznokcie wracały do poprzedniej postaci. Wiedział też, że gdyby nie Naruko broniąca go przed Kyuubim, to zapewne sam dotyk Hinaty i jej łzy spływające po jego karku nie cofnęłyby jego stanu. Gdy tylko jego ciało powróciło do normalności i był w stanie świadomie wykonywać każdy, nawet najmniejszy ruch, również objął użytkowniczkę Byakugana. Chciał by ta chwila trwała dłużej, jednak przeszkodziła w tym wroga kunoichi.
- Ty cholerny szczylu! – wykrzyczała pełna złości, trzymając się w miejscu gdzie miała bliznę, oraz gdzie przed chwilą została ponownie trafiona – Widać moc demona cię opuściła! Nie macie teraz szans! Wraz z jego okiem… - spojrzała szyderczo na Kakashiego - … zabiorę was! – gdy tylko skończyła swoją wypowiedź, zaszarżowała na geninów, jednak nagle wszyscy zobaczyli coś, a raczej kogoś, kogo teraz najmniej się spodziewali.
- Dainamikku Entorii! – z koron drzew wyskoczył mężczyzna. Wycelował swoją nogą prosto na przeciwniczkę drużyny siódmej. Niestety udało jej się w porę zauważyć atakującego i zrobiła unik. W miejscu w które trafił mężczyzna powstało niemałe zagłębienie, co świadczyło o tym, że atak ten był dosyć potężny. Gdy tylko się podniósł z ziemi, stanął plecami do trójki przyjaciół i wyciągnął rękę pokazując kciuk w górę na znak, że zajmie się wszystkim. Wtedy był czas aby się mu przyjrzeć. Miał na sobie zielony, obcisły strój, wokół pasa miał obwiązany ochraniacz, jednak nie widzieli z jakiej wioski pochodzi, jego włosy, uczesane tak, że wyglądały niczym hełm, niemal błyszczały się. Po kilku sekundach skierował głowę w prawo, kątem oka przyglądając się drużynie siódmej. Genini dostrzegli wtedy jego grube, krzaczaste brwi. Wszystko to wyglądało niemal komicznie.
'On chce nas ocalić? Czy to na pewno shinobi czy klaun?' pomyślał zdegustowany Sasuke. Nieznany mu mężczyzna przyglądał się z niepokojem Kakashiemu, a ten patrzył na niego wzrokiem, symbolizującym błaganie o pomoc jego uczniom. Przybysz kiwnął głową, spojrzał na przeciwniczkę i powiedział
- Pokonałaś Kakashiego, więc powinienem myśleć, że nie jesteś słaba. – przerwał na kilka sekund, wyglądało to jakby zbierał myśli. Nagle wykrzyczał – ALE TYLKO SŁABI ATAKUJĄ BEZBRONYCH, MŁODYCH LUDZI! W takim razie zaprezentuje ci moją młodość! Keimon: Kai! – mężczyzna zaczął uwalniać potężne ilości czakry, jego włosy zaczęły się unosić, jego skóra stała się czerwona, a w wielu miejscach było wyraźnie widać żyły. Wyglądał teraz na kogoś bardzo potężnego. Trójka przyjaciół z podziwem, jak i ze strachem przyglądała się nowemu sojusznikowi. Zanim zdążyli cokolwiek powiedzieć, czy pomyśleć, walka się zaczęła.
Ataki faceta w obcisłym ubraniu były niesamowicie silne, a on sam nadludzko szybki. Wroga kunoichi ledwo nadążała z obroną, jednak nie miała czasu by zrobić unik, albo wyprowadzić kontratak, przez co było jasne, że w końcu będzie miała tak poobijane ręce, że nie będzie w stanie się nimi zasłaniać, ponieważ ból by jej na to nie pozwolił. Musiała wymyślić coś innego. Walka trwała. Wydawało się, że przeciwniczka wkrótce polegnie, jednak nagle stało się coś, co zaskoczyło geninów. Pomagający im shinobi został niemal wystrzelony w górę na kilkanaście metrów.
- Co się stało?! Zaraz… czy ona… użyła ogona?! – zawołał zdezorientowany Sasuke.
- A więc jednak ktoś dał radę zobaczyć co się stało. Doprawdy intrygujące. – odpowiedziała kobieta – Ale założę się, że nie wiesz jak on wygląda. – dokończyła rzucając w stronę Uchihy spojrzenie, wyrażające jej pewność siebie, jak i pogardę dla niego.
- Gdybym użył Shari…
- … Stworzony był z niebieskich płomieni, czyż nie? – wtrącił Naruto. Kunoichi, jak i przyjaciele młodego jinchuuriki patrzeli na niego z niedowierzaniem. 'Jak to możliwe… nie miałem pojęcia, że ma taki dobry wzrok.' pomyślał Uchiha. Ich przeciwniczka chciała coś dodać, jednak w tym momencie na ziemi wylądował nowy sojusznik geninów, wykrzykując
- Zabierzcie stąd Kakashiego! – wszyscy myśleli, że zwraca się do członków drużyny siódmej, jednak bystrooki Naruto zdał sobie sprawę, że patrzy on na kogoś za nim. Gdy się odwrócił dostrzegł kilkoro medycznych shinobi z Konohy, biegnących w jego stronę. W tym samym czasie ninja, jak się domyślili uczniowie Kakashiego, również pochodzący z ich wioski, kontynuował walkę.
Medycy zabrali szarowłosego jonina, natomiast trójka przyjaciół wyraźnie chciała walczyć, jednak nie byli oni głupi i wiedzieli, że była to walka na zupełnie innym poziome. Wiedząc, że tylko by zawadzali, wycofali się.
Biegnąc przed siebie Sasuke rozmyślał. 'Czy powinniśmy zostawiać tamtego człowieka samego? W końcu ta kobieta sama pokonała senseia, jednak ten shinobi nie wyglądał na słabego. Czy powinniśmy zawrócić?' Myśl o tym, że pomagający im mężczyzna mógłby nie poradzić sobie, dręczyła młodego genina. Podobnie myślała Hinata.
Naruto tak jak jego przyjaciele, martwił się o ich nowego sojusznika, jednak widział, że ich dręczy to bardziej niż jego. Kierując się sumieniem, lecz równie dobrze mogły to być słowa istniejącej wewnątrz niego Naruko, lecz nie zdawał sobie z tego sprawy, powiedział
- Nie martwcie się o tamtego faceta. Jestem w stu procentach pewny, że wkrótce do nas dołączy i opowie nam jak pokonał tamtą kobietę. W końcu była ona osłabiona przez wcześniejszą walkę. Również jestem pewien, że Kakashi-sensei szybko wyzdrowieje i znowu będziemy razem z nim trenować. – nie były to słowa, które można by porównać do przemówienia Kage, ale spełniły one swoje zadanie i dodały otuchy Hinacie i Sasuke.
Wszyscy wciąż biegli w stronę, gdzie znajdowały się gruzy wioski. Po kilkunastu minutach znaleźli się u swojego celu. Medyczni shinobi z Konohy już tam byli i udzielali pierwszej pomocy szarowłosemu joninowi. Pozostało już tylko czekać na rozwój wypadków.
To już koniec szóstego rozdziału i w sumie nie mam nic do dodania. Żegnajcie!
