-Historia i Geografia-
(Powinno być wcześniej, ale na to nie wpadłam. Gomen~)
Bogactwo, sława, władza. Gold Roger, Król Piratów, zdobył wszystko, co tylko było do zdobycia. Przed śmiercią wypowiedział słowa, które skłoniły ludzi do wypłynięcia w morze."Chcecie mój skarb? Jeśli tak, proszę bardzo. Wystarczy odnaleźć miejsce, gdzie ukryłem wszystkie skarby tego świata." Ludzie wypłynęli w kierunku Grand Line w pogoni za marzeniami. Nastała Wielka Era Piratów.
Ziemia jest podzielona na cztery części przez Red Line i Gran Line. Red Line to długi ciąg bardzo wysokich skał. Grand Line to największy i najbardziej niebezpieczny ocean na świecie. Razem oplatają cały glob i przecinają się w dwóch punktach. Raz, na początku Grand Line, w pobliżu Louge Town. W tym miejscu znajduję się wejście na ten ocean. Drugi raz, w połowie tej niebezpiecznej wody. Z obu stron Grand Line jest szeroki pas Calm Belt. Jest to pas wody, na którym nie występują wiatry i prądy morskie. Uniemożliwia to żeglugę. Żyją w nich także niebezpieczne potwory, zwane Królami Mórz. Oceany, które zajmują pozostała część Ziemi to: East Blue, West Blue, North Blue i South Blue. Jedyne lądy to liczne wyspy rozrzucone po całym świecie.
Król Piratów podobno ukrył swój skarb na ostatniej wyspie Grand Line. Dlatego wszyscy piraci tam zmierzają. East Blue- najsłabszy ocean na świecie. To właśnie stamtąd chłopiec w Słomianym kapeluszu rozpoczął swoją przygodę w celu spełnienia swojego marzenia- stania się kolejnym Królem Piratów.
-Zoro-
-Powiesz mi coś więcej o tych piratach?- zapytał Zoro, nie przerywając biegu.
Chwilę wcześniej opuścili „dom" Ritsu. Tak jak szermierzowi się wydawało, była to przerobiona jaskinia. Przytulna i ciepła przez bliskość źródeł geotermalnych. Wejście było dobrze zamaskowane przez roślinność pnącą się po skałach. Na klifie, z którego chłopak wcześniej spadł.
-Wcześniej byli znani jako Piraci Kamienia.- powiedziała po chwili zastanowienia.- Wzięło się to stąd, że podobno ich kapitan mógł kruszyć kamienie gołymi rękoma. Kamienny Douso, może o nim słyszałeś?- zerknęła na niego.
Pokręcił przecząco głową.
-Swojego czasu jego głowa była warta 30.000.000 Beri.- podjęła dziewczyna, posługując się obowiązującą walutą.- Pochodzi z West Blue. Jakiś czas był na Grand Line, ale szybko uciekł tutaj, na East Blue. Około 8 lat temu wypłynął w morze po raz ostatni. Teraz czasami wypuszcza swoich ludzi, ale sam nie rusza się z wyspy.
Zielonowłosy zastanowił się chwile. Miał ochotę dalej pytać o ludzi z wyspy, ale coś innego nie dawało mu spokoju.
-Dlaczego ty tu jesteś?
Zacisnęła usta. Nie należało to do łatwych pytań. Nauczyła się już ukrywać się i nie mówić za dużo. Jednak w szermierzu było coś, co sprawiało, że miała ochotę mu się zwierzyć ze wszystkiego. Zwalczyła to uczucie i odpowiedziała ostrożnie.
-Gdy się tu dostałam, nie mogłam wrócić w ten sam sposób. Zbudowanie łódki rzuciłoby się w oczy tych piratów, a nie chciałam się im pokazywać. Statki, które tu przypływały, zostawały zatapiane, albo nie chciały mnie zabrać. W końcu przestałam próbować.
Odpowiedź przyniosła więcej pytań niż odpowiedzi, ale Zoro ich nie zadał. Nie należał do ludzi, którzy muszą wszystko wiedzieć. Uważał, ze każdy ma prawo mieć swoje sekrety. O ile nie zagrażają innym.
Przez chwilę biegli w milczeniu. W pewnym momencie, koło Ritsu, pojawił się sporych rozmiarów pies. Chłopak, jak tylko go zobaczył, wyciągnął katanę. Odwrócił się i zaatakował zwierzę.
Rozległ się dźwięk metalu uderzanego o metal. Zielonowłosy ze zdziwieniem zobaczył, ze dziewczyna stoi naprzeciw niego, swoim ostrzem blokując jego. Co ciekawe, klinga jej miecza była niebieska. Za nią stał pies, co najmniej równie zaskoczony co Zoro. Szybko jednak doszedł do siebie, wyskoczył i zaczął na niego warczeć.
-Spokój! Obaj.- rozkazała spokojnie. Szermierz schował swój miecz i cofnął się o krok. Zwierzę usiadło, patrząc groźnie na chłopaka.- To jest zwykły pies. Czasami mi pomaga. Nie zaatakuję cię. Nie bez powodu.- poinformowała.
Pochyliła się lekko i podała stworzeniu swój plecak. Ten wziął go w zęby, rzucił ostatnie spojrzenie rywalowi i zniknął między drzewami.
-Już niedaleko.- dziewczyna schowała swoją broń i ruszyła dalej.
Zoro patrzył za nią chwilę. Jego atak był szybki. Nawet bardzo. Został zablokowany. Bez większego problemu, a on nie zauważył nawet, kiedy. Przez chwilę miał przeczucie, ze gdyby Ritsu chciała ich zaatakować, mieliby spory problem. Pozbył się tych obaw. Miał być najlepszym szermierzem. Obiecał Luffy'emu, że już nigdy więcej nie przegra. Zamierzał tej obietnicy dotrzymać.
Pobiegł za nią.
-Merry-
Sanji skończył przygotowywać obiad. Wyszedł z kuchni i przeciągnął się leniwie. Zapalił papierosa i przyjrzał się linii lasu. Tamtej dwójki dalej nie było. Zaczynało go to irytować. Wolał poczekać na wszystkich, żeby zacząć posiłek, a tamta dwójka się spóźniała. A jeszcze niedawno Luffy był taki głodny...
Zauważył, ze Nami wychodzi ze swojej kajuty. Zauważyła go i podeszła.
-Cały czas ich nie ma?- zapytała z niepokojem. Dopiero co uratowali ją i jej wioskę. Mimo wszystko martwiła się o nich.
-Nie, Nami-chan.- powiedział, uśmiechając się do niej. Uznał, że wygląda przepięknie, jak zawsze zresztą. Miała na sobie pomarańczową koszulkę na ramiączka i długie, spodnie. Jej ramię było w dalszym ciągu zabandażowane, po tym jak próbowała nożem „pozbyć się" tatuażu załogi Arlonga. I po tym jak ukryła go pod innym.
Nagle, zauważył coś kątem oka. Na wschodnim krańcu plaży coś się poruszyło. Gdy się przyjrzał, dostrzegł jakiś przemieszczający się cień.
-Też to zauważyłeś?- zapytała nawigatorka.
-Jak zwykle spostrzegawcza, Nami-chan.- uznał.
-Właściwie, wcześniej też coś tam widziałem,- oznajmił Usopp, podchodząc do nich.- ale byłem pewny, że mi się wydawało.
-Pójdę sprawdzić.- postanowił kucharz i zeskoczył na piasek. Szybkim truchtem ruszył w tamtą stronę.
-Poczekaj na mnie, idę z tobą.- krzyknęła pomarańczo wowłosa i wyskoczyła za nim.
-Oi, nie zostawiajcie mnie samego!- wrzasnął wystraszony strzelec i zaczął ich gonić.
Cień poruszył się gwałtownie i zaczął uciekać. To tylko zmotywowało załogę do przyśpieszenia kroku. No, może z wyjątkiem snajpera, który zrobił to ze strachu, przed zostaniem samemu.
-Luffy-
Luffy zaczął się zastanawiać, czy Nami się nie pomyliła. Biegł cały czas tam, gdzie jest najzimniej. Przecież tam jest północ! Mimo to, cały czas nie był w stanie dotrzeć do okrętu. W pewnym momencie, między gałęziami, zauważył zarys jakiegoś budynku. Uznał, że może tam zapytać o drogę (i północ), więc ruszył w tamtą stronę.
W niedalekiej odległości od budynku, który wyglądał, jak wielki zamek, natknął się na ludzi. Niestety, nie byli zbyt przyjaźnie nastawieni.
-Ej, ktoś ty?- wrzasnął jeden, kierując w jego stronę lufę pistoletu.
-Jestem Monkey D. Luffy. Przyszły Król Piratów.- poinformował.
Mężczyźni (było ich dwóch) chyba uznali to za śmieszne. Zaczęli się śmieć.
-Ej, czemu się śmiejecie?- zapytał, nie rozumiejąc.
-Jak taki dzieciak jak ty, miałby zostać Królem Piratów? Nawet wielkiemu Douso się to nie udało!- wrzasnął jeden z nich, odzyskując panowanie.- A ty możesz co najwyżej zostać królem zaświatów!- uśmiechnął się i wystrzelił. Pocisk trafił Luffy'ego prosto w klatkę piersiową. Cofnął się, nieco zdziwiony, a kula odbiła się w stronę przeciwników.
-Ej, ty! Dlaczego wystrzeliłeś? To mogło być niebezpieczne!- poskarżył się Słomkowy.
-Czym ty jesteś?- zapytał przerażony.
-Jestem gumiakiem.- Uśmiechnął się szeroko, rozciągając sobie usta.
-Szatański owoc? Myślałem, że one nie istnieją!
-Mmmmm... Wiecie może, w którą stronę na północ?
Mężczyźni spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
-My nie, ale nasz znajomy wie. Pobiegnij tam za róg i podejdź do wielkiego kamienia. Powinien cię stamtąd zauważyć. Z pewnością ci pomoże.
-Dzięki, chłopaki!- Wyszczerzył się jeszcze i pobiegł we wskazanym kierunku.
Szybko zauważył kamień, o którym tamci mówili. Zbliżył się do niego, ale stało się coś dziwnego. Ziemia się osunęła, sprawiając, że wpadł w przepaść. Lecąc, poczuł, że spadł mu kapelusz. Przekręcił się i próbował go złapać. Jednak, ziemia zamknęła się z powrotem, odcinając go od swojego skarbu i pogrążając go w ciemności.
