-Zoro-
Ritsu zatrzymała się na skraju lasu. Zoro zrobił to samo. W dalszym ciągu miał dziwne odczucia, patrząc na dziewczynę, ale skupił się na poważniejszych sprawach.
-Gdzie jest Luffy? Co się z nim dzieje?- zapytał. Dopiero w tamtej chwili zdał sobie sprawę z tego, że nie wiedział na jakiej podstawie dziewczyna stwierdziła, że jego kapitan ma kłopoty.
-Daj chwilę.- mruknęła. Szermierz przyjrzał się jej. Przymknęła lekko oczy, skupiając się. Nie wiedział, co chciała tym osiągnąć, ale postanowił dostosować się do polecenia. Przynajmniej na razie.
Rozejrzał się uważnie. Przed nimi, w pobliżu lasu stał ogromny zamek. Szare mury odbijały światło zachodzącego słońca. Roronoa dopiero uświadomił sobie, ile czasu minęło, odkąd rozdzielił się z Luffym. Nie długo. Wchodząc do lasu, słońce zaczynało się obniżać. Teraz powoli robił się zmrok.
Ritsu odetchnęła i otworzyła oczy. Zastanowiła się przez chwilę, zagryzając przy tym paznokieć kciuka lewej dłoni.
-Twój przyjaciel jest w piwnicach. Nie są zbyt dobrze strzeżone, ale łatwo się w nich zgubić. Na dole jest niewielu ludzi. Myślę, że poradzi sobie z nimi bez problemu. Nie są zbyt silni. Gorzej, że wychodząc, będzie musiał przejść w pobliżu sali głównej. Tam z reguły zbierają się Douso i najsilniejsi z jego załogi. Z tym może mieć problem. Przynajmniej samotnie.- przy tym zerknęła na chłopaka, uśmiechając się porozumiewawczo.- Czwórka ludzi, o ile się nie mylę, trójka z nich należy do waszej załogi, biegnie w tym kierunku. Pewnie będziemy mogli liczyć na ich pomoc.- spojrzała na niego. Dostrzegając potwierdzenie, kontynuowała.- Biorąc pod uwagę to, że nie znasz rozkładu tego budynku, proponuję taki układ: ty idziesz do głównego wejście i odwracasz uwagę najbardziej jak możesz. Gdy dołączy reszta, pomogą ci. Jak dacie radę, wejdźcie do środka i zróbcie spore zamieszanie. Tylko to może być dość niebezpieczne. Starajcie się nie ściągać na siebie Kamiennego i jego świty. Ja w tym czasie zejdę na dół. Znam wejście, ale nie można nim wrócić. Jest to zwykła zapadnia, więc trzeba by umieć latać, by uciec. A do tego zniszczyć dość grubą pokrywę przy wyjściu. Dlatego tam wejdę, znajdę twojego kapitana i skierujemy się w stronę głównego wejścia. Jeżeli dobrze wszystko wyliczę, powinniśmy się spotkać gdy trafimy na najgroźniejszych przeciwników i ich otoczymy. Wszystko zależy od tego, na ile mi zaufasz.- dokończyła, patrząc na niego poważnie.
Zoro pomyślał przez chwilę. To co usłyszał, brzmiało na dość prosty plan, ale pewnie wymagało sporo, wymyślenie go. I to wszystko, co powiedziała...
-Skąd tyle wiesz?- zapytał podejrzliwie.
-Jestem strategiem, zdobywanie informacji to jedno z najważniejszych części w tej pracy. Nie da się wymyślić dobrego planu bez odpowiedniej wiedzy. A najlepiej i najpewniej zdobywać ją samemu.- uśmiechnęła się.
-A skąd wiedziałaś, że Luffy tu jest?- w końcu zadał to pytanie.
-Potrafię wyczuwać ludzi. Działa to na spore odległości. Dalsze wyjaśnienia mogą poczekać. Musimy się pośpieszyć. Ufasz mi, czy nie?
-Nie do końca, ale to zrobię.- stwierdził, przeciągając się. Mogła go czekać ciekawa walka.
Ritsu szybko wytłumaczyła mu co dokładnie ma robić i się rozdzielili. Szermierza coraz bardziej niepokoiły zdolności dziewczyny, ale jednocześnie czuł do niej coraz większą sympatię.
-Luffy-
Luffy uderzył twardo w ziemię. Powinien pewnie sobie połamać kończyny, ale gumy nie dało się złamać. Podniósł się i otrzepał z kurzu. Chwilę zajęło mu przyzwyczajenie oczu do ciemności. Gdyby światła nie było w ogóle, nic nie byłby w stanie dostrzec. Jednak w suficie nad nim było sporo małych dziur, przez które wpadało szczątkowe światło.
Spojrzał z wyrzutem w górę. Jego kapelusz tam został!
-Oi, suficie! Oddawaj mój kapelusz!- wrzasnął w górę. Sufit, ku zaskoczeniu, nie zareagował.
Luffy postanowił poszukać wyjścia, a potem wrócić w tamto miejsce, by odzyskać swój skarb. I przy okazji skopać dupy ludziom, którzy go oszukali. To był dobry plan. Pokiwał głową, dumny z tego, że sam na niego wpadł i ruszył przed siebie.
-Sanji-
Sanji biegł przed siebie, próbując dogonić uciekająca postać. Nie wiedział, kto to jest, ale nie podobało mu się to, że ich obserwował. I mogło to pomóc w wyjaśnieniu zagadki wyspy. Jednocześnie, odwracał się często, sprawdzając, jak radzi sobie Nami. Nie ważne, jak bardzo chciał złapać tajemniczą osobę, był gotów w każdej chwili się zatrzymać, by pomóc dziewczynie. Taki już był.
Nawigatorka biegła za kucharzem. Również chciała dowiedzieć się, co tu się działo. A do tego była zła na chłopaków, że przez nich spóźniał się obiad. Teraz to właściwie powinna być nawet kolacja. Uznała, że będzie mogła swoją złość przelać na obcego. Na kimś trzeba się wyżyć, a wątpiła żeby dała radę któremuś z towarzyszy. Oczywiście, nie próbowali by jej oddać. Blondyn był prawdziwym dżentelmenem, Luffy był zbyt dziecinny, Usopp się bał a Zoro... No cóż, on też by tego nie zrobił, chociaż ciężko było określić dlaczego.
Usopp gnał za nimi. Jako, że był raczej tchórzem, bał się zostać sam na statku, a już szczególnie zgubić się w tym lesie. Nie bardzo obchodziło go kogo gonią, ale miał nadzieję, że to ktoś słaby. I ze zaraz natkną się na resztę załogi, wrócą na Merry i odpłyną. Stłumił westchnięcie i przyspieszył biegu. Sam chciał zostać piratem, więc była to po części jego wina.
-Zoro-
Zoro zawiązał sobie bandanę na czole i wyciągnął katany. Oblizując się lekko, ruszył w stronę przeciwników koło głównego wejścia. Zapowiadała się ciekawa walka.
-Ritsu-
Ritsu pobiegła pochylona skrajem lasu. Szybko dotarła do miejsca, w którym Luffy wpadł w pułapkę. Czujnie przebiegła wzrokiem teren, jednocześnie wytężając wszystkie zmysły. Zorientowała się, że zielonowłosy zaczął już odciągać uwagę. I to całkiem skutecznie. Dokonała błyskawicznych obliczeń. Jeśli miał działać w ten sposób, powinna lekko zmodyfikować plan. Nie spodziewała się, że szermierz będzie aż tak dobry. Wzruszyła ramionami. I tak miała chwilę, zanim będzie mogła zejść na dół.
Zauważyła dwóch ludzi, którzy najwyraźniej usłyszeli zamieszanie i skierowali swe kroki w tamtą stronę. Jeden z nich niósł słomiany kapelusz, który wydał się dziewczynie znajomy. Poznała go. Luffy miał go na głowię, gdy się spotkali. Uznała, że jest on ważny, więc wyczekała na odpowiedni moment. Gdy tamci zbliżyli się odpowiednio, wyskoczyła z krzaków. Szybkim ruchem katany pozbawiła ich świadomości. Być może również czegoś jeszcze. Nie zastanawiała się nad tym. Właściwie mało ja to interesowało. Zagwizdała lekko. Obok niej zjawił się pies z plecakiem w zębach. Usiadła pod drzewem i pogrzebała w zawartości. Zanim wykona swoją część planu, ma coś jeszcze do zrobienia.
-Sanji-
Sanji miał złe przeczucia, od momentu, kiedy zauważył, że las się przerzedza. Gdy wybiegli poza linię drzew, upewnił się, że miał rację. Osobnik, którego ścigali zatrzymał się, najwyraźniej równie zaskoczony, co oni. Kucharz szybkim kopem pozbawił go przytomności. Już nie potrzebował go, by się czegokolwiek dowiedzieć.
Stali naprzeciw dużego zamku. W pewnym oddaleniu od nich znajdowała się potężna, drewniana brama. W tej chwili otwarta, a z jej wnętrza wylewał się tłum ludzi. Wszyscy kierowali się w stronę zielonowłosego szermierza, którego natychmiast rozpoznali. I nie było to przyjazne spotkanie. Trzy miecze Roronoy cięły gładko powietrze, posyłając wrogów we wszystkie strony. Sam Zoro wyglądał, jakby się świetnie bawił.
-Ten gówniany glon znowu wplatał się w jakąś walkę.- powiedział z westchnieniem, zapalając papierosa. Mimowolnie podziwiał lekkie, płynne ruchy szermierza. Mimo, ze cały czas się kłócili i rywalizowali ze sobą, należeli do jednej drużyny i gdy trzeba było łączyli siły. Obydwaj wiedział, że mogli na siebie liczyć, chociaż żaden nigdy by się do tego nie przyznał.
-Trzeba mu pomóc.- uznał w końcu.
-Z...zwariowałeś? Widzisz, ile ich tam jest?- zapytał przerażony Usopp, wyciągając jednocześnie procę. Mimo wszystko byli towarzyszami i musieli sobie pomagać. Wiedział, że w razie czego, pozostali go uratują.
-Przyrzekam, że oberwie jak tylko to się skończy.- mruknęła Nami, wyciągając swój kij.- I gdzie w ogóle jest Luffy?
Zgodnie ruszyli, by dołączyć do walki.
-Spóźniliście się.- wyszczerzył się Zoro, patrząc na nowo przybyłych i blokując jakieś uderzenie swoim mieczem.
-Zamknij się, glonie. Gdybyście się nie spóźnili na obiad, nie byłoby problemu.- rzucił, posyłając swoimi nogami kilku przeciwników na ziemię.
-Chcesz oberwać, ero-kuku?
-Zamknąć się, obaj!- wrzasnęła Nami, zdzielając któregoś z wrogów po głowie. Zielonowłosemu skojarzyło się to z Ritsu. Szczególnie, że przybyli dokładnie w momencie, który dziewczyna przewidziała. Potrząsnął głową i skupił się na bitwie.
-Gdzie Luffy?- zapytał ze strachem w głosie Usopp, traktując kogoś wybuchowym pociskiem ze swojej procy.
-Właśnie próbujemy się do niego dostać.- odparł szermierz w odpowiedzi, uśmiechając się przy tym. Tak, to zdecydowanie miała być ciekawa walka.
-Luffy-
Luffy biegł od dłuższego czasu. Zaczynało mu się to nudzić. Zatrzymał się na chwilę i się rozejrzał. Zauważył jakiś ludzi.
-Oi, wiecie, gdzie jest wyjście?
-Intruz!- zaatakowali go, wyciągając miecze i noże. Chcąc, nie chcąc, Słomkowy musiał walczyć. Szybko ich pokonał i ruszył przed siebie.
-Ritsu-
Ritsu podniosła się z ziemi i otrzepała spodnie. Podniosła kapelusz i, dumna ze swojego dzieła, podała go zwierzęciu. Przekazała mu kilka poleceń i skierowała się w stronę wielkiego głazu, leżącego przy murze. Póki co, wszystko szło z jej planem. Wiedziała, że zazwyczaj wszystkie plany miały to do siebie, że uwielbiały zawalać w najgorszym momencie. Mimo to, nie była zbyt zaniepokojona. Przewidziała większość możliwych utrudnień i miała w głowie setki scenariuszy. Wszystkie kończyły się dobrze, więc nie miała powodu do zmartwień. Może z wyjątkiem jednego.
Wciąż pamiętała tych wszystkich ludzi, którzy ją wystawili. Po tym jak im pomogła, oni ją zostawiali na pastwę losy zaraz gdy tylko poznawali jej prawdziwą tożsamość. Nie wiedziała, dlaczego teraz zdecydowała się pomóc. Przecież dawno temu obiecała sobie, że już nigdy się w nic nie zaangażuje.
„W tej chwili to nie jest ważne" pomyślała, otrząsając się. Jak już zaczęła, musiała skończyć. Podbiegła do skraju zapadni. Wskoczyła na sam środek, co poskutkowało natychmiastowym otworzeniem się. Spięła wszystkie mięśnie. Było tu głęboko i dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że normalny upadek połamałby ją. Wykonując gwałtowny skręt całego ciała, poleciała lekko w bok. Dłonie i stopy przyłożyła do znajdującego się tam słupa. Odbiła się od swojego oparcia i przekręciła się zwinnie. Tym razem zahamowała, wykorzystując ścianę. Odruchowo skorzystała ze swoich umiejętności. Poczuła, jak z tyłu wyrasta jej ogon, który zapewniał lepszą równowagę. Zaraz po nim pojawiło się kilka kolejnych. Paznokcie zamieniły się w ostre szpony, mocna ograniczając prędkość jej spadania. Gdy poczuła, że jest już wystarczająco nisko, odbiła się, wykonując salto w tył. Miękko wylądowała na ziemi, rozkładając ręce i uginając nogi. Prychnęła z zawodem. Musiała to jeszcze poćwiczyć. Od lądowania bolały ją stopy i na chwile się zachwiała. Gdyby byli tu wrogowie, straciłaby za dużo czasu na dochodzenie do siebie, a jako strateg musiała być zawsze pewna swoich umiejętności.
Wyprostowała się, próbując wyczuć zagubionego chłopaka. W międzyczasie powróciła do swojej ludzkiej formy. Odnajdując najkrótszą drogę do swojego celu ruszyła, zgrabnie odnajdując schowane wejście do korytarza.
