-Luffy-
Luffy czuł, że już mu się to nie podoba. Długo biegał po tych korytarzach i nie mógł znaleźć wyjścia. Od czasu do czasu trafiał na ludzi, ale ci nie byli zbyt mili. Chłopak nawet przestał zawracać sobie głowę, pytaniem ich o cokolwiek. I tak nie odpowiadali. Wybiegł zza zakrętu i zauważył kolejną trójkę przeciwników. Stali spokojnie i śmiali się z jakiegoś żartu. Gdy tylko zobaczyli czarnowłosego, natychmiast wyciągnęli broń. Ten, niewiele myśląc, rozciągnął nogę, wgniatając całą trójkę do ściany. Za szybko się nie podniosą.
Minął kolejne skrzyżowanie. Miał wrażenie, że już wcześniej tam był. Zauważył biegnącą z naprzeciwka postać. Z przyzwyczajenia wyrzucił swoją pięść do przodu, próbując trafić cel.
Ręka przeleciała tuż obok głowy dziewczyny. Luffy był pewien, że mu się przewidziało. Nie możliwe, żeby spudłował, a postać nie wyglądała, jakby wykonała jakiś unik. Zaczął cofać ramię, ale nie zdążył. Został przyciśnięty do ściany, a miecz na gardle sprawiał, że nie miał ochoty się szarpać. Przez chwilę miał wrażenie, że ostrze odetnie mu głowę. Jednak w oczach dziewczyny pojawił się dziwny błysk rozpoznania. Odsunęła się od niego, rozglądając się i chowając katanę.
-Wybacz, nie poznałam cię.- powiedziała spokojnie, lustrując otoczenie.- Przyszłam tu, żeby zaprowadzić cię do wyjścia. Łatwo się tu zgubić. Jestem Ritsu.
Chłopak przekrzywił głowę i popatrzył na nią zdziwiony.
-Jestem Luffy. Monkey D. Luffy. Przyszły Król Piratów.
-Więc, Królu Piratów, pozwól, że zaprowadzę cię do twojej załogi. Bo chyba się stęsknili.- uśmiechnęła się lekko.
-Tak, ruszajmy. Zgłodniałem!- wykrzyknął. Razem pobiegli dalej.
-Merry-
Merry stała spokojnie na plaży. Delikatne fale co jakiś czas uderzały o jej burty. Mimo, że była statkiem, miała swoją duszę. Czekała na załogę, na swoich przyjaciół, by mogli wypłynąć po kolejne przygody.
Z lasu wybiegł pies. Zatrzymał się w pobliżu linii drzew. Spojrzał w malowane oczy baranka- rzeźby dziobowej statku. Delikatnie schylił łeb, po czym wskoczył na pokład. Ukrył się za masztem i tam ostrożnie ułożył brązowy plecak i słomiany kapelusz, którymi miał się opiekować.
Zeskoczył na wilgotny piasek i ponownie zerknął na statek, jakby chciał mu przekazać odpowiedzialność za skarby. Potem zniknął między roślinami.
-Zoro-
Czteroosobowa grupka piratów już dawno wdarła się do zamku. Teraz pokonywali kolejne korytarze, by dostać się jak najdalej. W pobliże zejścia do piwnic, jak mieli nadzieję. Zoro powalił kolejnych kilku przeciwników i rozejrzał się. Jego towarzysze radzili sobie dobrze. Sanji walczył kawałek od zielonowłosego i też nie miał z tym żadnych problemów. Zresztą, nie było czemu się dziwić. Po kapitanie i szermierzu, to kucharz był najsilniejszy w załodze. Walczył, używając nóg, bo uważał ręce za świętość dla kucharza i nie pozwoliłby, żeby coś im się stało.
Nami i Usopp trzymali się z tyłu, ale też nie mieli problemów. Pewnie dlatego, ze główna siła wrogów skupiała się wokół dwójki na przedzie. Snajper strzelał do każdego po kolei, a nawigatorka biła tych, którzy podeszli za blisko nich.
-A właśnie, Zoro. Co ci się stało?- zapytał strzelec, między dwoma kolejnymi atakami.
-Moja koszulka nie nadawała się do użytku.- rzucił, jakby to miało wszystko wyjaśnić.
Minęli kolejny zakręt i znaleźli się w pobliżu dużych drzwi. Zoro domyślał się, do czego one prowadziły. Nie mylił się. Po chwili otworzyły się z hukiem i wypadła z nich grupka ludzi.
-Jak śmieliście wedrzeć się do mojego zamku?- wrzasnął dobrze zbudowany facet w długim, czerwonym płaszczu.
-Hmm, więc to ty jesteś Douso?- zapytał szermierz, patrząc z wyczekiwaniem w przestrzeń za nim. Miał nadzieję, ze tamta dwójka zjawi się szybko. Właściwie, to dalej nie był pewny, czy dziewczyna go nie oszukała, ale teraz było za późno, żeby to roztrząsać. Musiał zyskać trochę na czasie.
Zauważył zdziwione spojrzenia załogantów. No tak, reszta nie wiedziała, z kim walczą, ani nawet dlaczego. Po prostu przyszli wesprzeć przyjaciela.
-Oczywiście, że tak. A wy to kto? Nikt was nie nauczył, że z piratami nie wolno zadzierać?- Douso uśmiechnął się okrutnie.
-Czy ktoś kto od 8 lat nie wypłynął na morze może być nazywany piratem?
-Co... skąd?- To zawahanie znaczyło, że przynajmniej w tej sprawie dziewczyna miała rację. Ten plan musiał wypalić.
Jakby na potwierdzenie, fragment podłogi za przeciwnikami odleciał, a z dziury pozostałej wyleciało kilku piratów kamienia. Po chwili rozległo się głośne „Gomu gomu no... roketto!" i z tej samej dziury wyskoczył Luffy, trzymając w jednej ręce Ritsu. Brązowowłosa wyglądała jakby chciała zwymiotować. Pozieleniała na twarzy, pochyliła się, opierając dłonie na kolanach i oddychała głęboko. Luffy natomiast uśmiechał się głupkowato i wymachiwał ramionami, jakby urządził sobie rozgrzewkę.
-Na...następnym razem, robimy to tak, jak ja powiem.- wydyszała dziewczyna.
-Tak, tak. Ale teraz było szybciej! I o wiele zabawniej.
-Z ostatnią częścią się nie zgodzę...
-Oi, Luffy! Ritsu! Wszystko w porządku?- włączył się do rozmowy szermierz i po raz kolejny został obdarzony zdziwionymi spojrzeniami przyjaciół.
-O, Zoro! Co ty tu robisz? I reszta też?- zdziwił się, jak zawsze, mało rozgarnięty kapitan.
-Będzie ok, jak przestanie mi się kręcić w głowie.- wyjęczała Ritsu, ale wyprostowała się i położyła dłoń na rękojeści miecza.- Widzę, że plan wypalił?
-Cieszę się z miłego powitania, ale chyba powinniście skoncentrować się na przeciwnikach?- zapytał któryś z przybocznych Kamiennego, rzucając się na grupkę bliżej wyjścia.
Ritsu rozejrzała się błyskawicznie i obliczyła wszelkie możliwe kąty, potrzebne przy jej planie. Odwróciła się i złapała gumowego chłopaka za rękę.
-Wybacz. Teraz będziemy kwita.- uśmiechnęła się do niego lekko. Odbiła się od ściany, wykonując salto w tył i rzuciła zaskoczonym pociskiem. Ten poleciał, odbił się od na wpół otworzonych drzwi (zamykając je przy tym), ściany, rozbił grupkę najbliżej Douso, poleciał w górę, uderzył w sufit i wyłączył z walki przeciwników koło Zoro i Sanji'ego. Tam też się w końcu zatrzymał.
-Biegnijcie w stronę statku!- wrzasnęła do nich
-A co z tobą?- zapytał zielonowłosy.
-Muszę jeszcze coś zrobić. Bez tego nie odpłyniecie.
-Dołączysz do nas?
Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona. Jeszcze nikt jej tego nie proponował. I na pewno nigdy wcześniej nie wyczuła w czyimś głosie takiej nadziei...
-Nie wiem. Może.- odwróciła głowę. Dalej ciężko było jej ufać ludziom.- Biegnijcie na statek i przygotujcie się do odpłynięcia. Najszybciej jak to możliwe!
-Jasne. Tylko przyjdź. Będziemy na ciebie czekać.- wyszczerzył się Luffy.
-Już, lećcie!- odwróciła się i pobiegła w przeciwną stronę. Nie mogła pozwolić, by zobaczyli łzy w jej oczach. Musiała się skupić. Pod plażą stały dobrze ukryte wyrzutnie rakiet. Nie miały zbyt dużego zasięgu, ale mogły zatopić dopiero co odpływający okręt. Jej celem było pomieszczenie, skąd sterowali bronią.
-Luffy-
-Dlaczego to właśnie TY poznałeś ładna dziewczynę?- zapytał Sanji, patrząc z nienawiścią na szermierza.
-Odwal się, ero-kuku!
-Co?
Uciekali, korzystając z okazji, że wrogowie byli dość rozkojarzeni po oberwaniu kulą-Luffym.
-Ej, myślicie, że przyjdzie?- zapytał nagle Słomkowy.- Chcę ją w załodze. Jest śmieszna. I ma fajne, świecące, niebieskie oczy!
-Co?- zapytali razem kucharz i szermierz. Obydwoje się jej wcześniej przyjrzeli (jeden, bo to dziewczyna, drugi, bo miał na to masę czasu) i obydwoje byli pewni, że kolor jej oczu jest piwny.
-Też mam wrażenie, że nie miała niebieskich.- wtrącił się Usopp, który jako strzelec miał świetny wzrok.
-No, teraz nie... Ale parę razy, jak walczyła tam na dole, to jej oczy się błyszczały na niebiesko... I miała ogon! Jestem pewien, że miała ogon!- uznał Luffy po chwili zastanowienia.
-Dobra, ustalimy jej wygląd, jak już do nas dołączy. Teraz skupmy się na tym, by mogła z nami BEZPIECZNIE wypłynąć.- Nami spojrzała krzywo na resztę załogi, jakby podejrzewała, że zaraz postanowią zawrócić i wkręcić ich w kolejną groźną przygodę. To byłoby do nich podobne. Chociaż sama też miała nadzieję, że dziewczyna przyjdzie i się do nich przyłączy. Miałaby przynajmniej jedną osobę, z którą mogłaby spokojnie porozmawiać.
-Taaak! Na Going Merry! Na obiad!- wydzierał się dalej kapitan, gwałtownie przyśpieszając.- Mięsko!
-Ritsu-
Ritsu zatrzymała się na chwilę na schodach, by spojrzeć przez niewielkie okienko na towarzystwo biegnące w stronę linii drzew. Nie była pewna o czym rozmawiają, ale ucieszyła się, że jej posłuchali. Bez względu na to co się wydarzy, przynajmniej mają szansę uciec.
Ruszyła dalej, wspinając się. Wiedziała, że ma do przebycia jeszcze jedno piętro. Większość przeciwników biegła za tymi na dole, lub zastanawiała się, gdzie mogła pójść dziewczyna. Żaden nawet nie wpadł na to, żeby szukać na górze. Bo w końcu kto normalny, próbując uciec, biegnie w górę? „Ktoś, kto wszystko zawsze planuje" przemknęło jej przez myśl i uśmiechnęła się pod nosem. Nigdy nie zrozumie niektórych ludzi. Chociaż zapewne dalej będzie przewidywać ich ruchy. Taka praca.
Pod odpowiednie drzwi dotarła równo z okrzykiem „Mięsko!", które rozbrzmiało po całym zamku. Osoby w środku chyba się w końcu zorientowały, że coś jest nie tak i drzwi się otworzyły. Ritsu stanęła naprzeciw chudego pirata z okularami na głowie. „Pseudo-pirata" poprawiła się, uderzając go w brzuch rękojeścią katany. Wpadła do środka i zlikwidowała jeszcze dwóch. Spokojnie się rozejrzała. Kilka dziwnych maszyn, parę Den-Den Mushi (tłumaczone jako „ślimakofony" rodzaj urządzeń-ślimaków, które mogą być zarówno telefonami, kamerami, projektorami, urządzeniami do podsłuchu i pewnie wiele innych rzeczy. Będę używała obydwu nazw.) i wielki monitor z obrazem plaży.
Dziewczyna zastanowiła się chwilę. Na początku chciała zrobić to tak, żeby nikt nie zauważył, że coś nie działa. Ale wyglądało na to, że nie ma za dużo czasu, a o tych urządzeniach nic nie wiedziała. Westchnęła tylko i przecięła wszystko po kolei. Do torby zapakowała kilka ślimakofonów. Przy statku nikogo jeszcze nie było, ale i tak nie miała za dużo czasu. Jak się najszybciej dostać na plażę...?
Uśmiechnęła się i pobiegła na inne schody. Te prowadziły na dach. Gdy już tam była, znalazła lotnie. Było ich tam kilka, ludzie stąd często ich używali, by się gdzieś szybko dostać. Złapała jedną i ruszyła w stronę krawędzi... jednak się zatrzymała. Czy była tego pewna? Czy chciała z nimi odpływać? Teraz byli bezpieczni, mogli odpłynąć bez niej. A ona mogłaby się z powrotem ukryć w swojej jaskini. Pewnie i tak nikt by jej nie znalazł. I nie musiałaby się obawiać, że ktoś ją zdradzi. Potem przypomniała sobie słowa tamtej dwójki. Nie mogła uciec, to było silniejsze od niej. Nie mogąc uwierzyć, że to robi, odbiła się i poszybowała w kierunku plaży. Lotnia delikatnie powiewała na wietrze. To uczucie spodobało się dziewczynie. Chciała w końcu poczuć prawdziwą wolność. Statek był dobrym wyborem.
-Luffy-
Załoga przedarła się przez ostatnią linię drzew i ich oczom ukazał się statek. Szybko wskoczyli na pokład i zaczęli zajmować swoje pozycje, by przygotować się do odpłynięcia. Oprócz Luffy'ego, który w tym momencie sobie o czymś przypomniał.
-Mój kapelusz! Nie ma go! Został koło zamku.- chciał wyskoczyć, ale Zoro go przytrzymał.
-Nie ma sensu się tam teraz pchać. Poczekajmy chwilę, niech przyjdzie Ritsu, wrócimy po niego. Teraz nie powinniśmy się rozdzielać. Ty się zgubisz, a ona będzie myślała, że ją oszukaliśmy.- powiedział spokojnie, mając jednocześnie w pamięci obraz oczu dziewczyny. Które wydawały się tak obawiać oszukania i odrzucenia...
-Ale... mój skarb... Zoro, proszę.- kapitan spojrzał błagalnie na swojego pierwszego przyjaciela.
Szermierz przez chwilę rozważał, czy warto puścić Luffy'ego. Samego na pewno nie, bo się zgubi. Musiałby pójść z nim ktoś z pozostałej trójki. Ale nie wszyscy. No i trzeba był chronić Merry, przygotować ją do odpłynięcia. A nie wiadomo było, na ilu wrogów się natkną, wracając..
-O czym ty mówisz, Luffy?- zapytała zdziwiona nawigatorka.- Przecież twój kapelusz tu leży.- wskazała palcem na miejsce za masztem.
Słomkowy z niedowierzaniem pobiegł w tamto miejsce i przyjrzał się swojemu nakryciu głowy.
-To... niemożliwe. Przecież on został przy tym kamieniu, jak spadałem.. i był pogryziony przez tygrysy... Nami, ty go naprawiłaś, prawda?
-Nie, myślałam, że ty go tu zostawiłeś. I... do kogo należy ten plecak?
-Później nad tym pomyślimy. Teraz musimy uciekać.- zarządził Usopp, który do tej pory ze strachem obserwował las.
Chwilę później wszystko było gotowe do odpłynięcia. Kotwica tylko czekała, by ją podnieść, a żaglom wystarczyło lekkie pociągnięcie, żeby się otworzyły. Wszyscy zamarli w oczekiwaniu. Zaczęły do nich docierać odgłosy pościgu. Zoro puścił łańcuch od kotwicy i złapał za katany. Sanji oparł się nogą o burtę i zapalił papierosa. Luffy zaczął wymachiwać ramionami. Usopp wzmocnił uchwyt na sznurze od żagli i spróbował się za nim schować.
-Odpływajcie!- rozległ się głośny okrzyk
-Bez ciebie nie odpłyniemy!- odpowiedział Luffy z obrażoną miną. Zaczęli szukać źródła głosu.
-Nie dam rady wylądować, jak będziecie tam tak stać!- głos był wyraźnie zirytowany. I docierał z góry. Załoga podniosła wzrok i zauważył postać lecącą w ich kierunku. Szybko.
-Odpływamy! Usopp, żagle, Zoro, kotwica!- zarządziła szybko nami, kiedy się zorientowała, że przy tej prędkości, Ritsu naprawdę nie da rady wylądować na statku. Raczej kilkadziesiąt metrów dalej.
Wszyscy zgodzili się chętnie i rzucili się do swoich obowiązków. Statek ruszył na pełne morze.
Prawdopodobnie już tylko jeden, góra dwa rozdziały i akcja połączy się z fabułą oryginału. W następnym rozdziale powinno wyjasnić się wszystko dotyczące Ritsu... no, może wiekszość...
