Ritsu z góry przyglądała się, jak statek odbija od brzegu. Miała nadzieję, że będzie poruszał się szybko. Inaczej nie miała szans na nim wylądować. Obejrzała się. Na plażę zaczął wylegać pościg, jednak zorientowali się, że nie mogą już ich dogonić na pieszo. I, że nie muszą szukać jednej osoby na zamku.
Lotnia dotarła na poziom statku i zaczęła go wyprzedzać. Jednak dalej była wysoko. Dziewczyna zaczęła żałować, że nigdy wcześniej nie próbowała latać. Może udałoby się jej skręcić, okrążyć, wylądować? Zanim podjęła się próby wykonania jakiegoś niebezpiecznego manewru (co nie byłoby zbyt mądre nad powierzchnią wody), dobiegł ją głos z dołu.
-Skacz!
Ritsu miała ochotę odkrzyknąć coś z rodzaju „Zwariowałeś", ale się powstrzymała. Wbrew sobie puściła się uchwytu. Sklęła się i skuliła w sobie, oczekując uderzenia. Ale skuliła się tylko w środku, bo jej ciało całkiem instynktownie starało się uzyskać jak największą powierzchnię, by lepiej hamować. I osłabić ból.
Do zderzenia jednak nie doszło. Poczuła, jak jakieś silne ramiona łapią jej ciało. Uchyliła niepewnie oczy. Pierwsze co zobaczyła, to ostatnie promienie światła na trzech złotych kolczykach. Potem fragment zielonych włosów. Na końcu ten łobuzerski uśmiech.
-Jesteśmy kwita?- zapytał ze śmiechem Zoro, patrząc na dziewczynę, którą dopiero co złapał.
-Prawie.- nieświadomie też się uśmiechnęła, po czym pozwoliła sobie na rozejrzenie się po pokładzie. Stali w pobliżu dziobu statku. Obok stał Sanji, zerkając z zazdrością na kobietę w ramionach szermierza. Przy maszcie Luffy wciąż cieszył się z odzyskanego kapelusza. Nami spoglądała z uśmiechem na nich, szczęśliwa z decyzji koleżanki. Usopp dalej tkwił przy rufie, przyglądając się ze strachem ludziom na plaży.
-To ty naprawiłaś kapelusz Luffy'emu i go tu przyniosłaś, prawda?- zielonowłosy domyślił się.
-Ja go naprawiłam. Ale przyniósł go tu mój... znajomy... Ale cieszę się, że dotarło...
Nie dała rady dokończyć. Słomkowy skoczył na nią i zarzucił jej ręce na szyję.
-Dziękuję! On jest dla mnie bardzo ważny. Nie mogę go stracić.- prawie jej wykrzyczał do ucha. Zanim zdążyła jakoś zareagować, ten odczepił się od niej i pobiegł w inną stronę. Spojrzała za nim zdezorientowana.
-Przyzwyczaisz się. On jest dość... nieprzewidywalny i dziecinny. Ale nie można trafić na lepszego kapitana.- wyjaśnił Zoro.
Ritsu pokiwała niepewnie głową i powróciła do ważniejszych spraw.
-Wszystko fajnie, ale wciąż możemy mieć problem z odpłynięciem. Oprócz podwodnych wyrzutni rakiet, których już się pozbyłam, oni wciąż mają armaty i dobrych łuczników. Powinniśmy uważać, dopóki się nie oddalimy.
- Rozumiem, wyrzutnie rakiet, armaty... ale łucznicy?- zapytał Usopp, szukając oznak wyciągania brani ze strony przeciwników.
-Mają specjalne strzały, nasączone łatwopalnym płynem. Gdy wystrzelą je podpalone, a któraś trafi w pokład, statek spłonie. Co prawda, jedna w pokład nie wystarczy, żeby cały stanął w płomieniach, ale w żagiel już tak. A kilka trafionych, nawet w burtę, która jest wilgotna, również może spowodować spory problem. A oni maja to do siebie, że wysyłają prawdziwe salwy. Dlatego miejmy nadzieję, że oczekują wykonania roboty przez podwodny sprzęt i nie zdążą się przygotować.
Brązowowłosa ruszyła w stronę rufy. Oceniła odległość od plaży i pokręciła głową.
-Nie da się szybciej?
-Nie przy takim wietrze.- powiedziała Nami, zerkając na chmury, jakby chciała je popędzić.
-Merry i tak jest wspaniałym statkiem. Nie możesz oczekiwać od niej niemożliwego. I tak prześciga większość statków, na które trafiamy.- próbował bronić łajby snajper.
-Wiem, spokojnie. Nie zamierzam narzekać na statek. I tak cieszę się, że chociaż tak się oddaliliśmy.- westchnęła- Tylko byłoby dobrze, gdyby nie trzeba było go bronić.
Wskoczyła na barierkę na burcie i rozłożyła ręce dla zachowania równowagi. Zlustrowała wrogów, ich poczynania i stan wody.
-Zaraz wystrzelą z armat. Chyba się połapali, że coś jest nie tak... Może trochę dziwne pytanie, ale czy ktoś z was potrafi odbijać lub przecinać kule armatnie?
-Czemu zadajesz takie pytania?- długonosy wydawał się być przerażony.
-Tak.- odparli równocześnie Luffy, Zoro i Sanji.
-To przyda mi się wasza pomoc.- łobuzerski uśmiech.
Cała trójka ustawiła się zaraz za nią na rufie. Wkrótce okazało się, że dziewczyna miała rację. Znowu. Spora ilość pocisków poleciała w ich stronę. Szermierz wyciągnął katanę i przeciął kilka z nich. Kucharz wykorzystał siłę swoich nóg i wykopał kulę w stronę morza. Kapitan użył swojego gumowego ciała, napęczniał jak balon, krzyknął coś w stylu „Gomu gomu no... fusen!" i odbił kolejną porcję. Ritsu wyciągnęła miecz, a drugą dłonią sięgnęła do pochwy przy lewym udzie. Wyciągnęła z niej elegancki wachlarz. Elementy, które utrzymywały całość zrobione były z błękitnego tworzywa. Prawdopodobnie z tego samego, co jej katana. Końcówki były w kształcie niewielkich ostrzy. Materiał, który pokrywał całość, był czarny, a na nim srebrno-niebieski rysunek lisa.
Dziewczyna przecięła najbliższą kulę mieczem, po czym kilka następnych podbiła wachlarzem, kierując je w inna stronę. Przedmiot, mimo że wydawał się delikatny, nie ucierpiał na tym.
Po kilku chwilach ostrzał osłabł.
-A czy ktoś z was potrafi pozbyć się setek małych strzał? Dokładnie i wszystkich?
Wszyscy zgodnie pokręcili głowami, wycofując się o krok.
-Tak tylko pytałam.- westchnęła i schowała swoją broń, widząc, że wrodzy łucznicy właśnie ich atakują.- Dobra wiadomość. Zdążą wystrzelić tylko jedną salwę. Przed kolejnymi uciekniemy.
-A.. a zła wiadomość?- niepewne pytanie od Usoppa
-Zdążą wystrzelić jedną salwę.
-Jesteś pewna, że powinnaś chować broń?
-I tak mi się nie przyda.
W końcu wszyscy zobaczyli, czym była salwa. I dlaczego była tak trudna do ominięcia. Niebo wyglądało, jakby stanęło w płomieniach. Leciał na nich prawdziwy deszcz strzał. Część członków załogi cofnęło się przerażonych. Ritsu również się cofnęła, co było sporym wyczynem na wąskiej barierce, ale nie ze strachu. Podniosła ręce na wysokość twarzy. Wyglądała przez to, jakby szykowała się do pojedynku bokserskiego, a nie do odparcia setek strzał. Gdy zagrożenie było blisko, wyrzuciła przed siebie prawą pięść, jednocześnie przenosząc ciężar ciała na lewą nogę. Sprawiała wrażenie, jakby chciała uderzyć wyższego od siebie przeciwnika w nos.
Nad statkiem wyrosła błękitna ściana, która zatrzymała większość strzał. Te, które ją ominęły, spadły do oceanu lub odbiły się z cichym stukiem od pokładu. Już zgaszone. Ani jeden płonący pocisk nawet nie zbliżył się do statku.
-Udało się.- wśród ogólnych okrzyków radości wyszeptała Ritsu i osunęła się. Zdołała zachować na tyle przytomności, by przewrócić się na pokład, a nie do wody.
Sanji uśmiechał się z resztą załogi. Prawdopodobnie właśnie uciekli zagrożeniu. Popatrzył na osobę, której zawdzięczali sukces. Zauważył, że się dziwnie zachowuje. Wyszeptała coś słabo, uśmiechnęła się i poleciała do tyłu. Blondyn wykazał się refleksem, podbiegł do dziewczyny i ją delikatnie złapał. Nigdy nie pozwoliłby, by kobiecie coś się stało. Nawet, jeżeli byłaby wrogiem.
-Oi, nic ci nie jest? Zamknąć się, coś się jej stało!- wrzasnął, odwracając się. Chociaż właściwie nie musiał. Załoga szybko zorientowała się, że coś jest nie tak i teraz w milczeniu przypatrywali się parze na rufie.
-Musimy teraz poprowadzić Merry, inaczej fale mogą nas znieść z powrotem na tą wyspę.- rzuciła wbrew sobie Nami. Nie chciał, żeby coś się stało dziewczynie, ale też musiała zadbać o bezpieczeństwo.- Luffy, Zoro, zajmijcie się żaglami. Usopp, ty chwyć za ster. Kierujemy się w tamtą stronę.- machnęła ręką w kierunku północno- wschodnim.- Sanji, możesz ją zanieść do pokoju wspólnego? Dołączymy jak tylko będziemy mogli. W tym czasie możesz przygotować kolację.
-Hai, Nami-san!- krzyknął Sanji i zaraz popędził w kierunku kuchni, która jednocześnie robiła za pokój spotkań załogi i pomieszczenie w którym stał ster.
-Tak jest!- wrzasnęła reszta załogi, zabierając się za wyznaczone obowiązki. Nawigatorka zerknęła w niebo. Nie zapowiadało się na deszcz. To dobrze. Będą mieli trochę spokoju. I w nocy tamci piraci, nawet jeżeli chcieliby ich gonić, prawdopodobnie ich nie znajdą. Wciąż zastanawiała się nad tamtą tarczą, którą stworzyła dla nich brązowowłosa. Po reakcji powietrza, wokół niej, Nami wywnioskowała, że musiała być chłodna. Mniej więcej tak jak ocean. Po wzorach światła, które przez nią przelatywało, wydawała się być płynna. Co było niemożliwe. Gdyby była z cieczy, strzały nie zatrzymały by się na niej w ten sposób. Chociaż z drugiej strony, gdyby była w postaci ciała stałego, prawdopodobnie nie ugasiłaby ognia. Skąd się tam wzięła i w jaki sposób unosiła się w powietrzu?
Kręcąc głową, uznała, że musi się zapytać. Podjęła obserwację gorączkowej krzątaniny załogi. Niedługo powinni być w dość bezpiecznym położeniu, by móc bez przeszkód porozmawiać i coś zjeść. A na razie lepiej o tym nie myśleć i skoncentrować się na kursie. Zerknęła na gwiazdy i przykazała Usoppowi skręcić odrobinę w prawo. Potem pokrzyczała na Luffy'ego, który znowu się wygłupiał. Powoli czuła jak napięcie ją opuszcza. Znów byli na morzu. I choć wcześniej w życiu by na to nie wpadła, teraz morze było jej domem. A w domu zawsze czuła się najbezpieczniej.
Kucharz wpadł do kuchni. Położył nieprzytomną na łóżku najdelikatniej jak mógł. Po chwili wahania, postanowił przykryć ją kocem. Potem skoncentrował się na swoich obowiązkach. Zajął się przygotowaniem posiłku.
Ok, ok. W tym rozdziale niczego się nie dowiedzieliście. Ale spokojnie, kolejny juz przyniesie kilka odpowiedzi. Teraz to juz pewne.
Zauważyłam też pewien błąd... Po opuszczeniu wyspy Nami, Zoro miał tylko jeden miecz, a w tym opowiadaniu ma trzy... To też jakoś naprawię w przyszłym chapku (tak, wymyślę jakąś wymówkę, bo nie chce mi się edytować poprzednich rozdziałów).
Mam dziwne wrażenie, że źle rozegrałam akcje z Ritsu. Jej dotychczasowe zachowanie średnio mi pasuje do moich planów... Wygląda na to, że plany się trochę zmienią. Ewentualnie znowu wymyślę coś, co połączy jakoś ładnie moje pomysły i to, co pasuje. Ostatecznie nie będzie pasować. Zawsze coś.
No i jeszcze jedno... Mam już w głowie rozpisany plan wydarzeń w Louge Town, ale wciąż nie mogę się zdecydować co do wejścia na Grand Line, Alabasty i wszystkiego, co jest dalej. Z jednej strony, chcę zmienić wszystko, z drugiej, chcę zostawić to podobne do oryginału na tyle, by główne postacie mogły się rozwijać... Jak ktoś ma propozycje, to piszcie, chętnie je obmyślę i przyłącze jakoś do historii. No i dodatkowi bohaterowie. Kilku by sie przydało, więc zapraszam do wymyślania.
No i miłego dnia, zapraszam do kolejnych rozdziałów. Będą pewnie wrzucane w weekendy, ale piszę na bieżąco.
Jak ktoś ma ochotę zostać korektorem, to zapraszam, bo mam wrażenie, że przydałby się ktoś, kto nie jest mną.
