Załoga siedziała przy stole w kuchni. Statek pokonał już wystarczającą odległość, by Słomiani mogli poczuć się bezpiecznie. Teraz jedli kolację przygotowaną przez Sanji'ego. Zachowywali się dużo ciszej niż zazwyczaj, zerkając od czasu do czasu na śpiącą Ritsu. Nie budziła się, co ich martwiło.
Brązowowłosa leżała i wsłuchiwała się w rozmowy przy stole. Nie spała. Jednak nie mogła się podnieść, czy otworzyć oczu. Wytworzenie tamtej bariery zabrało wszystkie jej siły. Czuła, gdy blondyn ją łapał. W zasadzie, to już trzeci raz tego dnia była przez kogoś trzymana. I nawet jej się to podobało. Słyszała pytanie czy wszystko w porządku. Chciała odpowiedzieć, ale nie mogła. Wiedziała, w którym momencie kucharz delikatnie odłożył ją na łóżko i przykrył. Nie była w stanie otworzyć ust, by podziękować. Poddała się i zasnęła. Teraz jednak była przytomna i zbierała energię, potrzebną do wstania.
Zoro skończył swoją porcję i rozparł się wygodniej na siedzeniu. Spojrzał za siebie. Zauważył, że oczy dziewczyny zaczęły się poruszać, po czym się otworzyły. „Najwyższy czas" pomyślał.
-Oi, wszystko w porządku?- zapytał. Reszta odwróciła się, by popatrzeć na gościa.
Usta Ritsu poruszyły się, jakby chciała sprawdzić, czy ma nad nimi władzę, po czym pokiwała głową.
-Tak. Już tak.- powiedziała lekko zachrypniętym głosem, po czym spróbowała się podnieść. Pozostali natychmiast się przy niej znaleźli.
-Proszę, zjedz coś.- powiedział Sanji, pomagając jej usiąść.
-Co się tam, tak właściwie działo? I kim jesteś?- pytał Usopp, stając przed nią.
-Dajcie jej trochę odpocząć.- rzuciła Nami.
-Dzięki za ratunek.- mruknął cicho Zoro, siadając na łóżku obok niej.
-Ne, ne, ne!- krzyczał Luffy- Przyłącz się do mojej załogi!- wskoczył na łóżko, po przeciwnej stronie dziewczyny niż szermierz.
-Eee... Huh?- rozglądała się mocno zdezorientowana. Ponad połowa do niej nie dotarła, wciąż była nieco rozkojarzona.
-Może po kolei. Zjedz coś.- uznała Nami, pokazując na trzymaną przez kucharza tacę. Młodsza dziewczyna skinęła głową i spróbowała dania.
-To jest pyszne!- stwierdziła z zaskoczeniem.
-Żarcie Sanji'ego jest najlepsze.- potwierdził Luffy.
-Więc... może opowiesz nam teraz coś o sobie?- zagadnęła nawigatorka, kiedy posiłek był skończony.
-Najpierw przyłącz się do nas.- wrzasnął kapitan
-To może...- niepewne westchnienie.- Najpierw coś wam o sobie opowiem, a potem zdecydujecie, czy dalej mnie chcecie?- załoga w milczeniu pokiwała głowami.
-Nazywam się Ritsu, Mishi D. Ritsu. Pochodzę z South Blue, ale nie pamiętam tamtego morza. Wychowywałam się na pirackich statkach na Grand Line. Gdy byłam już na tyle samodzielna, by sobie sama poradzić, zaczęłam mieszkać w różnych miejscach na własną rękę. Piraci, z którymi pływałam i od których nauczyłam się wszystkiego, wybrali się na niebezpieczne wody i nie chcieli, bym ryzykowała razem z nimi. Obiecaliśmy sobie, że kiedyś się spotkamy. W międzyczasie zjadłam Diabelski Owoc. Jednak nie taki zwykły, to nie mogło być takie proste. Grupka naukowców eksperymentowała nad Kairoseki. Początkowo pewnie chcieli potraktować mnie jako królika doświadczalnego, ale ja zabrałam owoc i uciekłam. Dzięki ich badaniom, oprócz mocy owocu, tak swoją drogą typ Zoan, Kitsu kitsu no Mi, lisi owoc, zyskałam sporą tolerancję na wodę i Kairoseki oraz możliwość kontrolowania tego kamienia. Jednak używanie tego, a w szczególności wytwarzanie Kairoseki powoduje obniżenie odporności mojego organizmu na te dwa czynniki. A biorąc pod uwagę fakt, że w moim ciele jest sporo tego kamienia... Cóż powiedzmy, że przez parę godzin nie będę miała sił.- przerwała, by złapać oddech i się zastanowić.
-Kairoseki? Co to jest?- zapytał Usopp z zainteresowaniem.
-Hmm? Nie wiesz? Cóż, to jest kamień, który ma takie same właściwości jak ocean... Oprócz stanu skupienia, oczywiście. Odbiera siły władającym, sprawia, że statki stają się niewidzialne dla Królów Mórz, gasi płonące strzały. Takie tam...
-Czyli, że tamta ściana...- zaczęła Nami
-Mmm, była zrobiona z Kairoseki.
-A skąd wiedziałaś, że Luffy był w tym zamku? Też przez ten owoc?- zapytał Zoro
-Nie. To akurat była Haki. Chociaż na co dzień też korzystam z mocy owocu, by obserwować otoczenie. Zmysły lisa się przydają.
-Haki?
-Jest to... często się to nazywa siłą woli. Ponieważ można to kontrolować dzięki sile woli. Większość ludzi to ma, ale część nie zdaję sobie z tego sprawy, a część nie potrafi tego aktywować. Ogólnie, są podobne do zwykłych zmysłów, ale najpierw trzeba je opanować. No przynajmniej dwa. Kenbunshoku Haki, czyli tak zwane haki obserwacji, pozwala na przewidzenie, w którą stronę porusza się przeciwnik i w jaki sposób zaatakuje. Może też pomóc określić, kto gdzie się znajduje. Busoshoku Haki, inaczej haki uzbrojenia lub utwardzenia, pozwala na utwardzenie dowolnej części ciała lub przedmiotu, broni, miecza, kuli i tym podobne. Wzmacnia to obronę jak i atak. Jest to jeden z niewielu sposobów na uderzenie użytkownika owocu typu Logia. No i jest jeszcze Haoshoku Haki. Zwane również haki dominacji lub królewskie. Jest to jedyny rodzaj, którego nie da się po prostu uzyskać treningiem. Tylko niewielkie grono ludzi na świecie jest w stanie go używać. Wpływa na wolę walki u innych oraz pozwala na unieszkodliwienie słabych przeciwników jedynie siłą woli. Ja posługuję się Kenbunshoku. W połączeniu ze zmysłami lisimi i logicznym myślenie daje... ciekawy efekt.
-Woooo! Niesamowite. Mogę się tego nauczyć?- zapytał Luffy, który najwyraźniej zainteresował się tym.
-Raczej tak. Chociaż wymaga to intensywnego, ciężkiego i... długiego treningu.
-Długi? Ale ja czekałem tyle czasu... Myślę, że to może poczekać.- uznał lekko przygaszony.
-Powiedziałaś owoc typu... Logii? Co to takiego?- zapytała Nami, którą to nurtowało od jakiegoś czasu.- Wcześniej też wspominałaś o typie Zoan.
-Zgadza się. Diabelskie Owoce dzielą się na trzy rodzaje. Zoan to raczej najprostszy. Pozwala na zmienianie się w jakieś zwierze. Każdy owoc ma przypisany swój gatunek. Z reguły występują trzy formy. Oryginalna, w pełni przekształcona i forma pośrednia. Jednak nie tylko ludzie korzystają z tych owoców. Widziałam bronie, którym wszczepiono owoce tego typu i zwierzęta zamieniające się w inne. Drugi typ to Logia. Najpotężniejszy, najrzadszy i najbardziej pożądany z wszystkich rodzajów. Pozwala na przemienianie się i kontrolę danego żywiołu. Na przykład ognia, lodu, światła, diamentu. No i jest jeszcze Paramecia. Najbardziej... nieprzewidywalny typ. Daje rożne umiejętności. Nie da się ich jakoś sklasyfikować. Luffy, twój owoc to Paramecia.
-Rozumiem. Znasz innych użytkowników Diabelskich Owoców?- zapytała Nami
-Tak. Większość ludzi twierdzi, że to tylko mit, ale na Grand Line użytkownicy są często spotykani. Wiele załóg ma po kilku z mocą owocu w swoich szeregach. Między innymi dlatego zwykli ludzie uważają tamten ocean za niebezpieczny.
-Jednej rzeczy nie rozumiem.- zaczął niepewnie Usopp po dłuższej chwili milczenia.- Dlaczego mielibyśmy nie chcieć cię w załodze? Bo wcześniej o tym wspominałaś.
-Mam... Sporą nagrodę za swoją głowę. To może sprowadzić na was niebezpieczeństwa. No i poza tym moje zdolności... To odstrasza większość ludzi.- powiedziała.
-Nagrodę? Luffy też ma dość wysoką. Nie musisz się tym przejmować.- rzuciła Nami, zdziwiona,
-Tak. 30 mln Beri.- Wyszczerzył się chłopak z dumą.
-30...milionów?- westchnęła i sięgnęła do plecaka, który ktoś postawił koło jej łóżka. Po chwili wyciągnęła z niej kartkę i podała zdumionym członkom załogi.
-D...dwieście milionów Beri?- zawołali zgodnie.
-Ale... to nie jesteś ty. Nie jesteś nawet podobna!- stwierdził spokojnie Luffy, przyglądając się zdjęciu.
Była na nim przedstawiona dziewczyna. Z wyglądu o kilka lat młodsza od Ritsu. Miała czarne włosy i błękitne tęczówki. Rysy twarzy wydawały się lekko rozmyte. Postać z listu gończego miała cofnięte wargi, ukazujące szereg równych,ostrych zębów. Zwierzęce uszy na czubku głowy były cofnięte. Pokazana była też dłoń zaopatrzona w ostre pazury. Podpis głosił
Wanted
Dead or Alive
Aoi Akuma
200.000.000 Beri
Pod spodem było jeszcze kilka informacji i podpis „Marine".
-Wiem, że nie jestem podobna. Przynajmniej teraz. Ale... to ja.- westchnęła i przymknęła oczy. Pozostali przyglądali się w pełnym milczenia zdumieniu, jak wygląd dziewczyny się zmienia. Uszy stały się bardziej spiczaste i przesunęły się wyżej. Włosy ściemniały i skróciły się. Rysy stały się wyraźniejsze i smuklejsze. Nos się lekko spłaszczył, a żuchwa się wysunęła. Kiedy otworzyła oczy, były niesamowicie niebieskie. Kolorem przypominały ocean. A z tyłu pojawiło się coś czarnego i ruszającego się powoli.
-Hahaha, mówiłem, że miała ogon. Nikt nie wierzył.- zaśmiał się Luffy i skoczył na ruszającą się część ciała. Jednak nie dał rady jej chwycić, bo akurat zmieniła kierunek. Nie przejął się tym zbytnio i kontynuował swoje próby.
-Hmmm... rzeczywiście, teraz jesteś podobna.- stwierdziła nawigatorka
-Teraz wyglądasz przesłodko, Ritsu-chan!- zawołał zachwycony Sanji.
-Zboczony kuk.- mruknął Zoro.- To są prawdziwe uszy?- zapytał i wyciągnął rękę by ich dotknąć. Gdy poczuł miękkość futra, nie mógł się powstrzymać i położył całą dłoń na głowie dziewczyny i pogłaskał ją. W dotyku włosy przypominały futerko kota. Albo lisa?
Ritsu spojrzała na niego zdziwiona, po czym rozejrzała się po reszcie.
-Nie przeszkadza wam to? Nie boicie się?
-Nie!- zaprzeczył Luffy i ponownie wyskoczył, by złapać ogon. Znowu mu się nie udało, ale tym razem stracił równowagę i poleciał dalej niż zamierzał. Uderzył w zielonowłosego i razem spadli z łóżka.- Sorka Zoro. Ritsu, przyłącz się do załogi.
-Zabiję cię Luffy.- warknął szermierz, podnosząc się.- Ale tak, dołącz do nas.
-Oczywiście, Ritsu-chan! Zostań z nami.- nalegał Sanji.
-W końcu nie będę jedyną dziewczyną na tym statku. Uwierz, że podróż z samymi facetami jest męcząca.- przytaknęła Nami.
-Nie bój się. Dzielny kapitan Usopp zawsze cię obroni.- wypiął dumnie pierś strzelec.
Przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć. W końcu jedynie kiwnęła głową na znak zgody.
-Yahoo! Impreza na cześć nowego członka załogi!- wrzasnął kapitan, z czym wszyscy się zgodzili.
Ritsu dawno nie czuła się tak... szczęśliwa. Została zaakceptowana przez kompletnie obcych jej ludzi. Nie było żadnych podejrzliwych, przestraszonych czy wściekłych spojrzeń w jej stronę. Nie było to też wymuszone przez nikogo. Dawno już nie spotkała osób, które z własnej woli zaprzyjaźnili by się z nią. Było kilku przekonanych, bądź przymuszonych przez jej starych znajomych, ale... To było dla niej coś nowego. Bardzo przyjemne uczucie. Z przyjemnością przyłączyła się do zabawy. Chociaż raczej nie udzielała się w tańcu czy innych formach ruchowych, bo zwyczajnie wciąż nie miała siły. Z pewną ulgą przyjęła decyzję Nami, że czas już spać. Po ustaleniu wart (pierwszą miał zająć Usopp, potem miał go zmienić Zoro) większość się rozeszła.
-Będziesz spać ze mną w pokoju. Nie mogę ci pozwolić koczować w kuchni. Chodź, zaprowadzę cię... Poradzisz sobie?- zapytała nawigatorka, zdając sobie sprawę z osłabienia przyjaciółki.
-Myślę, że akurat z tym dam sobie radę.- uśmiechnęła się uspokajająco i podniosła się z łóżka. Sanji, który do tej pory zmywał naczynia natychmiast poderwał się i złapał jej plecak.
-Pozwól, że ci z tym pomogę.- poprosił i ruszył przodem.
-Dobrze, dziękuję.
Rudowłosa zaprowadziła towarzyszkę do pokoju i pokazała jej wolne łóżko. Kucharz położył jej bagaż na kufrze, który od teraz miał do niej należeć, życzył dobrej nocy i zniknął za drzwiami.
-Za dwa dni powinniśmy dotrzeć do Louge Town, to ostatni przystanek na drodze na Grand Line.- poinformowała nawigatorka.- Do tego czasu polepszy ci się?
-Tak. Już jutro powinnam czuć się normalnie. Właściwie, nie była to aż tak wielka ściana, żeby skutki trzymały parę dni.
-Hmmm? Stworzyłaś kiedyś tak wielką ścianę?- zainteresowała się.
-Niekoniecznie ścianę. Kiedyś byłam na pirackim okręcie. Postanowili napaść na statek Marynarki. Uznali, że dobrym planem będzie okryć statek i zaatakować spod wody. Jednak przeliczyli się i wylądowali na podwodnej rafie. Okrycie pękło, a ja musiałam przykryć cały statek osłoną z Kairoseki, żeby udało się nam chociaż wynurzyć. Statek nie był duży, ale i tak wymagało potężnego wysiłku. Potem przez 3 dni spałam bez przerwy a następne 2 tygodnie miałam problem z poruszaniem się! Wszyscy obchodzili się ze mną po tym jak z dzieckiem. Nawet bardziej niż zazwyczaj.- zaśmiała się do własnych wspomnień. Nami miała ochotę wypytać o pokrycie i podwodne rejsy, ale uznała, że nie chce jej męczyć.
-Więc... wcześniej też pływałaś z piratami?
-Tak.- Ritsu wydawała się rozpromieniać, gdy opowiadała o tamtych piratach. Starsza dziewczyna postanowiła to zapamiętać.- Odkąd pamiętam pływałam z różnymi piratami. Większość z nich to naprawdę wspaniali ludzie. Odeszłam, bo chciałam rozpocząć własną przygodę. I udowodnić im wszystkim, że nie jestem dzieckiem, jak traktowali mnie wszyscy, którzy znali mnie dość długo. Jestem pewna, że kiedy ich spotkam następnym razem, będą żałować, że odeszłam! No i chciałabym, żeby was poznali. Wy też jesteście niesamowici! Chciałabym, żebyśmy stali się tak silną załogą jak załoga Oki Sofu. Albo Aka Oji.- zachichotała cicho po czym zamilkła.
Rudowłosa z uśmiechem na ustach stwierdziła, że jaj koleżanka zasnęła. Pomyślała, że na początku pomyliła się w ocenie nowej towarzyszki. Mimo, że zachowywała się bardzo dojrzale podczas walki, teraz, gdy zrelaksowała się, okazała się małą dziewczynką, która potrzebuje kogoś, kto zastąpi jej rodzinę. Delikatnie przykryła ją kołdrą i sama też położyła się do łóżka. Szybko zmorzył ją sen.
Ritsu obudziła się wcześnie. Podniosła się i przeciągnęła. Stwierdziła, zgodnie z przewidywaniami, że jest już w pełni sił. Zauważyła, że Nami jeszcze śpi i postanowiła jej nie budzić. Po cichu ubrała się i wyszła schodami z pokoju, na pokład.
Pierwsze promienie słońca zaczęły pojawiać się na horyzoncie. Nad wodą wiała delikatna, chłodna bryza. Wiatr unosił piracką banderę powiewającą na maszcie. Dziewczyna uznała, że może pozwiedzać trochę okręt w oczekiwaniu na resztę załogi. Powoli przeszła obok podstawy masztu i skierowała się w stronę dziobu. Wspięła się po kolejnych schodkach i znalazła się na wyżej położonym pokładzie. Zauważyła śpiącą tam postać z charakterystyczną, zieloną fryzurą.
-Nie powinieneś pilnować, czy coś?- zapytała cicho, siadając obok niego.
-Przecież pilnuję. A przy okazji odpoczywam.- odpowiedział Zoro w pełni przytomnie, otwierając jedno oko.- Jak się czujesz?
-Już wszystko w porządku. Skutki uboczne minęły, znowu mogę walczyć. Chociaż z tą walką poczekałabym do śniadania.- uśmiechnęła się.
-Jak jesteś głodna mogę obudzić tego pieprzonego kucharza. Zresztą i tak powinien niedługo wstać. Ewentualnie mogę ci coś zrobić, chociaż nie obiecuję, że będzie dobre.- zaoferował
-Nie, spokojnie. Aż tak głodna nie jestem, chociaż dziękuje za propozycję.
-Czemu wstałaś tak wcześnie? Nie wolałabyś się wyspać?
-Chyba potrzebowałam świeżego powietrza.- uznała niepewnie.- Przyzwyczaiłam się do spania pod gołym niebem. To jest bardziej odprężające.
-Rozumiem cię.
Przez chwilę siedzieli w ciszy, wpatrując się w niebo nad nimi.
-Nie używałeś przypadkiem trzech mieczy?- zapytała w pewnym momencie dziewczyna, gdy zauważyła, że obok szermierza oparty jest tylko jedna, biała katana.
-Tak, ale podczas tamtej walki dwa pozostałe mi się zepsuły.
-Och...
-I tak nie były dla mnie ważne. Zabrałem je jakimś ryboludom, których pokonaliśmy. Na następnej wyspie będę musiał kupić nowe.
-Spotkaliście już jakiś piratów?- zainteresowała się.
-Tak.
-Jakich?
-Hmmm... Klown Buggy, kapitan Kuro, Don Krieg, Arlong...
-Chyba coś słyszałam o Don Kriegu... to ten co uważał się za silnego, bo miał dużą flotę?
-Coś w tym rodzaju.
-A Arlong... czy to nie on był kiedyś w załodze Słonecznych Piratów?
-Hmm? Nie wiem. Rybolud, wielki nos w kształcie piły, nie lubi ludzi. Przez wiele lat terroryzował wyspę Nami.
-Och... Wydaję mi się, że to mógł być on... W każdym razie, chyba nie spotkaliście nikogo kogo bym znała osobiście. Chociaż Buggy'ego kojarzę z opowieści.
-To są o nim jakieś opowieści? Myślałem, że jest zbyt słaby na to, by ktokolwiek go znał.
-Nie wiem, czy jest silny. Wiem, że był kiedyś w tej samej załodze, co pewien znany mi pirat.- uśmiechnęła się.
-Ty chyba spotkałaś wielu piratów, co?
Przytaknęła krótko.
-A spotkałaś może człowieka o imieniu Mihawk?
-Mihawk? Taka No Me? Widziałam go dwa razy. Raz tylko z daleka, nawet nie wiedziałam wtedy, kim był. Za drugim razem przedstawiliśmy się sobie. Wydaje się być silny, ale w zasadzie jest miły. I potrafi być zabawny.- zachichotała.
-On? Zabawny?
-Uhm. Musiałbyś zobaczyć jego minę, kiedy ukradłam mu ten jego wielki miecz. Mocno się wkurzył, ale wybaczył jak przeprosiłam i poczęstowałam go moim ciastem. Nawet je pochwalił!- uśmiechnęła się z dumą.
-Jakoś nie wyglądał mi na człowieka, który jest zabawny...- mruknął, odruchowo dotykając ręką brzucha. Znowu nosił białą koszulę, którą znalazł w swoich rzeczach. Pomyślał, że w następnym mieście będzie musiał kupić sobie trochę ubrań. Ich liczba drastycznie zmalała.
-O, właśnie. Jak twoje rany?
-W porządku. Już się zagoiły.
-Jesteś pewien? Bo wyglądały na dość poważne. Jak chcesz, mogę je opatrzyć. Nie jestem lekarzem, ale znam się trochę na bandażowaniu.
-Nie lubię bandaży. Ograniczają moje ruchy.
-Dobrze. Ale mógłbyś się przez jakiś czas nie nadwyrężać? Czułabym się lepiej.
-Chyba... tak.- powiedział zdziwiony, że ktoś się tym w ogóle zainteresował.
-Oi, glonie! Pobudka. Jak i tak już tu jesteś to pomóż mi w przygotowaniu śniadania.- nowy głos dobiegł ich z dołu, a po chwili ich oczom ukazała się blond fryzura.- O, ty też tu jesteś, Ritsu-chan? Zaraz przygotuję ci coś do jedzenia.- powiedział z uśmiechem, zaciągając się dymem papierosa.
-Jasne, dziękuję.
Sanji zniknął, a dwójka na dziobie podniosła się. Ritsu postanowiła się odświeżyć przed śniadaniem. Dzień wcześniej Nami pokazała jej, gdzie jest łazienka. Ruszyła w tamtym kierunku, ale odwróciła się jeszcze.
-Eee, Zoro?
-Hmm?
-Dziękuję. Za wszystko. Cieszę się, że wtedy spadłeś z tej skarpy, onii-san.- Uśmiechnęła się łobuzersko i zniknęła za drzwiami, prowadzącymi do łazienki.
-Onii-san?- zapytał jeszcze wyraźnie zaskoczony, po czym, kręcąc głową, ruszył do kuchni, by pomóc Sanji'emu.
Ok, arc Koshido uważam za zakończony. Trochę informacji o Ritsu, trochę o różnych mocach... Powoli staram się tworzyć relacje między bohaterami. W międzyczasie kombinuję nad przeszłością i przyszłością. Mam setki pomysłów, a wiekszość z nich się wyklucza... Co poradzić?
Mam nadzieję, że się podobało, liczę na jakieś komentarze (pozytywne, negatywne, bez oceny... cokolwiek) i życzę miłego dnia.
I zamieszczam jeszcze mały... słowniczek(?) z wszystkich (a przynajmniej większości) nazw Japońskich pojawiających się w tekscie. Część pewnie została wytłumaczona w rozdziale, ale nie zaszkodzi napisać tego jeszcze raz. Jak coś pominełam to piszcie, najwyżej uzupełnię :)
-Kairoseki- tłumaczone jako "kamień podmorskiej strażnicy", kamień, który posiada takie same własciwości jak ocean.
-Zoan- typ diabelskiego owocu, pozwala na zamienianie się w jakies zwierze.
-kitsu- po Japońsku "lis", tu chodzi o rodzaj owocu
-Kitsu Kitsu no Mi- można przetłumaczyć jako "lisi owoc"
-Królowie Mórz- (wiem, że nie jest to Japońskie słowko, ale i tak wytłumaczę) potwory morskie, żyjące przede wszystkim na Grand Line i Calm Belt.
-Haki- specjalne zdolności, siła woli
-Kenbunshoku no haki- "haki obserwacji", zdolność do przewidywania ruchów przeciwników, obserwowania otoczenia
-Busoshoku no haki- haki uzbrojenia/ utwardzenia, pozwala na wzmocnienie dowolnej części ciała lub przedmiotu, by wzmocnić siłę ataku lub uderzyć użytkownika Logii
-Haoshoku no haki- haki dominacji/ królewskie- wpływa na wolę walki u innych, unieszkodliwia słabych przeciwników, jedyne, którego nie da się uzyskać samym treningiem
-Logia- typ diabelskiego owocu, pozwala na przemienienie się i kontrolę danego żywiołu
-Paramecia- typ diabelskiego owocu, daje dośc przypadkowe umiejętności, np. ciało z gumy, możliwość podzielenia swojego ciała czy zamiana ludzi bądź przedmiotów w kamień
-Beri- waluta używana oryginalnie w One Piece.
-Aoi Akuma- w tłumaczeniu "niebieski demon", tak nazwali Ritsu na liście gończym (dlaczego nie napisali jej prawdziwego imienia, okaże się później :)
-Marine- marynarka, organizacjam która powinna dbać o porządek (a nie zawsze jej się to udaje), wyłapuje piratów.
-chan- sufiks honoryfikatywny, pewne zmiękczenie, pieszczotliwy zwrot (głównie chodzi o to, że Ritsu jest młodsza od Sanjiego i jest dziewczyną)
-Oki Sofu- "duży dziedek"
-Aka Oji- "czerwony wujek" (do kogo odnoszą się te określenia, pojawi się poźniej. Chociaż część pewnie i tak już się domyśla, o kogo chodzi, jakoś specjalnie tego nie ukrywam)
-Taka No Me- z japońskiego "Jastrzębiooki", przydomek nadany Dracule Mihawkowi
-onii-san- z jap. "starszy brat", czasami używane do niewiele starszych osób (płci męskiej), które są nam bliskie.
Chyba wszystko... oby. Mam nadzieje, że w miarę dobrze wytłumaczone... Dziękuję tym, co dotąd wytrwali :D
