Na Going Merry panował zwykły hałas. Członkowie załogi zebrali się w kuchni, by wspólnie zjeść śniadanie.

-Ritsu-chan, widzę, że dzisiaj apetyt ci dopisuje.- zauważył Sanji, obserwując najmłodszego członka załogi.

Dziewczyna pokiwała głową i sięgnęła po kolejnego naleśnika. Udało jej się porwać ostatni kawałek tuż przed tym, jak dopadła go ręka Luffy'ego.

-Niesamowite. Nikomu dotąd nie udało się zabrać Luffy'emu jedzenia.- powiedział zaskoczony Usopp.

-To przez to, że mam wprawę.- wytłumaczyła, szczerząc się przy okazji do kapitana, który z naburmuszoną miną obserwował jak jego jedzenie znika. W końcu wzruszył ramionami i sięgnął po kawałek bekonu z talerza snajpera.- Miałam już styczność z takimi żarłokami. Choć może nie aż takimi.

-Istnieją jeszcze inni ludzie z takim apetytem jak Luffy?- zapytał strzelec, po czym zauważył, że jego talerz został opróżniony.- Luffy!

Ręka gumiaka ponownie wyciągnęła się po cudzą porcję. Tym razem był to talerz Nami, która jednak zauważyła co się dzieje i uderzyła dłoń kapitana.

-Ała, Nami, dlaczego mnie uderzyłaś?- zapytał płaczliwym głosem, masując nadgarstek.

-Nie zabieraj cudzego jedzenia.- pouczyła go spokojnie, kontynuując posiłek.

-A właśnie, Luffy. Chyba już wcześniej o tobie słyszałam.- stwierdziła w pewnym momencie Ritsu z namysłem.

-Tak? Od kogo? Jestem aż tak sławny?- zainteresował się chłopak.

-Hmmm... O ile się nie mylę, cztery osoby, które spotkałam cię znają. Często o tobie opowiadają. Szczególnie, jeśli chodzi o apetyt.- uznała w końcu.

-Kto? Kto?

-Aka Oji, Hi Oniisan, Ryu Oniisan i Ken Sofu.- powiedziała po krótkiej chwili wahania.

-Ee? Nie kojarzę żadnego.

-To nie są ich imiona, prawda?- zauważyła Nami, popijając herbatę.

-Nie. Ja ich tak nazywam. Chyba tylko ja...- uśmiechnęła się.

-W zasadzie to nieważne kto mówi o Luffym. Powinniśmy skoncentrować się na naszym kursie. Jutro rano powinniśmy dopłynąć do Louge Town.- stwierdziła nawigatorka.

-Louge Town? Co to takiego? Powinniśmy płynąć prosto na Grand Line.- marudził gumiak.

-Po drodze i tak musimy minąć to miasto. Przy okazji uzupełnimy zapasy i dokonamy ostatnich zakupów przed wejściem na Grand Line.

-Skoro tak...

-Louge Town znane jest również jako miasto Początku i Końca.- odczytała Nami z trzymanej przed sobą książki.

-Dlaczego?- dopytywał się kapitan.

-Ponieważ każdy, który płynie na Grand Line, musi najpierw zahaczyć o to miasto. Jest to również miejsce narodzin i śmierci byłego Króla Piratów. Właściwie, to jakoś tak teraz powinna być 22-ga rocznica jego egzekucji.- powiedziała spokojnie Ritsu, kończąc śniadanie.

Nami przebiegła wzrokiem po tekście.

-Tak, masz rację. Tu też tak pisze. I według tego ta rocznica powinna przypaść... jutro.

-Wooo, ja chcę zobaczyć miejsce śmierci byłego Króla Piratów!- wykrzyknął Słomiany.

-Ja pójdę w tym czasie na zakupy.- rozmarzyła się Nami.

-Muszę kupić sobie jakieś miecze.- uznał Zoro.

-Będę musiał uzupełnić zapasy.- westchnął Sanji.

-Ja też kupię parę drobiazgów.- stwierdził Usopp.

-Ja też będę miała kilka spraw do załatwienia.- zgodziła się Ritsu.

-To ustalone! Kurs na Louge Town!- zaśmiał się Luffy.

Mimo tak entuzjastycznego podejścia, wciąż mieli przed sobą prawie dzień żeglugi. Z tego powodu większość członków załogi rozeszło się w swoich kierunkach.

-Sanji, pomóc ci?- zapytała Ritsu, obserwując, jak kucharz zbiera naczynia i zaczyna je myć.

-Nie musisz, Ritsu-chan. Myślę, że wciąż powinnaś odpoczywać. Jeszcze wczoraj ledwo mogłaś chodzić.

-Już wszystko dobrze, przecież mówiłam. Nie musisz mnie traktować jak dziecko.- odparła z obrażoną miną,

-W porządku.- zaśmiał się lekko blondyn.- To może pójdziesz zobaczyć co robi reszta? Ja w tym czasie zrobię jakiś deser. Na co masz ochotę?

-Na coś słodkiego.- odpowiedziała niemal natychmiast rozpromieniona dziewczyna.

-Nie ma sprawy.- Sanji ponownie się zaśmiał. Brązowowłosa wyszła z kuchni.

Na pokładzie rozejrzała się uważnie. Luffy siedział jak zwykle na rzeźbie dziobowej i zajmował się nic nie robieniem. Usłyszała kogoś nad sobą i postanowiła tam pójść. Nami robiła coś przy drzewkach pomarańczy, które rosły nad kuchnia.

-Mogę ci pomóc?- zapytała, przyglądając się pracy koleżanki.

-Właściwie nie ma tu dużo do zrobienia. Tylko zbieram dojrzałe pomarańcze. Jak chcesz możesz się przyłączyć.

-Które są dojrzałe?

Nawigatorka pokazała młodszej dziewczynie jak rozpoznawać owoce gotowe do zebrania i parę innych przydatnych czynności, przy opiece nad drzewkami. Z zadowoleniem stwierdziła, że ta szybko się uczy. Gdy koszyk, do którego zbierały pomarańcze był pełen, Ritsu zaoferowała, że zaniesie go do kuchni. Po wejściu, zauważyła jak starszy chłopak wyjmuje coś z piekarnika.

-Mam pomarańcze od Nami.- poinformowała, stawiając pojemnik na podłodze.

-To świetnie, Ritsu-chan, zaraz coś z nich zrobię.- blondyn powstrzymał się przed komentarzem typu „nie powinnaś się przemęczać". No i koszyk też nie powinien być ciężki.- Możesz powiedzieć Nami-swan, że za chwilę będzie gotowe.

-Dobrze.

Dziewczyna uśmiechnęła się i wybiegła na zewnątrz.

-Onee-san, mogłabym też tu coś zasadzić?- zapytała, podchodząc do rudowłosej.

-Pewnie.- odpowiedziała, lekko zdziwiona tym, tym jak została nazwana.

-O, i Sanji mówił, że zaraz będzie gotowy deser.

Rudowłosa skinęła głową na znak, że zrozumiała. Ritsu szybko zbiegła do damskiej sypialni . Znalazła tam swój plecak leżący na kufrze. Przypomniała sobie, że do tej pory go nie rozpakowała. W zasadzie, nie miała kiedy. Dzień wcześniej nie miała na to siły, a jak się obudziła rano, natychmiast wyszła. Szybko przeniosła swoje rzeczy do skrzyni. Nie miała ich dużo. Trochę ubrań, parę książek, papier i przybory do rysowania, sporo nasion, szklane pojemniki z kolorową zawartością, różne narzędzia, trochę bandaży i kilka innych drobiazgów. Wybrała parę nasion, po czym zamknęła wieko. Potem wróciła na górny pokład. Znalazła Nami, która właśnie kończyła podlewać swoje drzewka.

-Gdzie to mogę zasadzić?- zapytała, pokazując nasionka w otwartych dłoniach.

-Dużo miejsca potrzebujesz?- rozejrzała się.

-Nie. Wystarczy kawałek. Może być nawet w cieniu.- Odpowiedziała z uśmiechem.

Nawigatorka pokazała jej kawałek wolnej ziemi rogu. Był to kwadrat, około cztery metry kwadratowe.

-Starczy?

Krótkie skinienie. Młodsza zabrała się za sadzenie nasion, a starsza się jej przyglądała.

-Co to za rośliny?- zapytała w pewnym momencie.

-Nie wiem, jak się nazywają, ale znam ich właściwości.- odparła, podnosząc się i przyglądając się swojej pracy.- Część ma właściwości przeciwbólowe i przeciwzapalne. Kilka jest dobrych na odkażanie ran, parę dodaję energii i rozjaśnia umysł a inne to środki nasenne. Posadziłam raczej podstawowe zioła.

-Rozpoznajesz je wszystkie?

-Z tych co mam, tak. Niektóre inne też. Wszystkich na pewno nie.

-A... ile ich masz?

-Ogólnie około 50 gatunków. Tutaj zasadziłam sześć. Znam około 200.

-Niesamowite.- uznała, podając konewkę koleżance. Ta podziękowała, podlała rośliny i uśmiechnęła się z satysfakcją.

-Chodź, umyjemy ręce i zobaczymy, co dobrego zrobił nam Sanji.-zaproponowała rudowłosa. Ritsu z chęcią przystała na propozycję. Po opłukaniu dłoni z ziemi, razem weszły do kuchni.

-Nami-san, Ritsu-chan! Właśnie skończyłem.- rzucił śpiewnie kucharz, stawiając przed nimi talerze. Na nich znajdowały się kawałki z ciasta francuskiego, posmarowane białym kremem a z wierzchu ułożone były kawałki pomarańczy.- Mam nadzieję, że będzie smakować.

-To jest wspaniałe onii-san.- wykrzyknęła brązowowłosa, gdy spróbowała swoją porcję.

„Onii-san"? Kucharz rzucił zdziwione spojrzenie najpierw młodszej, a potem starszej z dziewczyn. Ta druga tylko wzruszyła ramionami z uśmiechem. Zanim jednak mógł zapytać o cokolwiek, do pomieszczenia wpadł Luffy a zaraz za nim Usopp.

-Sanji, co zrobiłeś? Ja też chce.- krzyczał kapitan, popychając snajpera, żeby znaleźć się jak najbliżej potencjalnego źródła jedzenia.

-Dla was też mam.- westchnął blondyn i podał po kawałku swoim kompanom. Wkrótce pojawił się również Zoro. Tym sposobem załoga znów zebrała się w tym jednym miejscu, żeby coś zjeść.

Po posiłku każdy ponownie zajął się swoimi sprawami. Kucharz zajął się myciem naczyń, Luffy okupował miejsce na głowie baranka, strzelec łowił ryby, Nami leżała na leżaku na środkowym pokładzie i czytała jakieś czasopismo, a szermierz zniknął z zasięgu wzroku. Ritsu uznała, że warto byłoby rozruszać lekko mięśnie, więc ruszyła na rufę, gdzie było sporo miejsca i nikt się tam raczej nie kręcił. I mogła się schować za ścianą kuchni.

Oparła katanę i pokrowiec z wachlarzem o ścianę i zaczęła się rozciągać. Zawsze zaczynała trening od lekkiej rozgrzewki, a tu nie miała możliwości by pobiegać. Musiała się zadowolić gimnastyką.

Mniej więcej w momencie, kiedy stwierdziła, że zaraz może przejść do poważniejszej części, wyczuła jak ktoś się zbliża. Nie przerwała ćwiczenia, ale skupiła się na podchodzącej osobie. Szybko wyczuła, że był to Zoro. Uspokojona ponownie schyliła się, naciągając mięśnie nóg.

-Co robisz?- zdziwione pytanie od Roronoy.

-Ćwiczę.- odparła spokojnie. Policzyła do trzech i uznała rozgrzewkę za zakończoną. Podniosła się i spojrzała na szermierza.

Stał obok schodów. Miał na sobie tylko spodnie. Koszulkę i buty gdzieś zostawił. Na jednym ramieniu niósł ogromny ciężarek, a przy pasie jak zwykle zwisał mu miecz.

-Mogę się przyłączyć?- zapytał, uśmiechając się lekko.

-Jasne, nie mój pokład.- wzruszyła ramionami, szczerząc się przy tym.

Zielonowłosy podszedł do ścianki i postawił przy niej swoją broń. Po chwili namysłu również hantle, odwrócił się.

-Wspominałaś wcześniej, że możesz nawet walczyć?- odwołał się do ich porannej rozmowy. Przypomniał sobie szybkość dziewczyny i chciał się upewnić, czy sobie jej nie wyobraził.

-Coś proponujesz?- brew brązowowłosej powędrowała w górę. Uśmiech tylko jej się poszerzył.

-Mały sparring.- podniósł jedną z katan.

-Ok.

Po chwili stali już naprzeciw siebie, każdy z jednym mieczem w ręce. Ich twarze wykazywały skupienie, ale wciąż tkwiły na nich cienie uśmiechów. Dobry obserwator mógłby zauważyć, że dla obu jest to wielka przyjemność, ale dla mniej wprawnego oka było to obwieszczenie ciężkiego pojedynku. W końcu obydwoje ruszyli ku sobie, zderzając się ostrzami. Odskoczyli na jakąś odległość i znów złączyli się w walce. Przez chwilę wymieniali ciosy, tylko testując siłę przeciwnika. W tym czasie ich oczy bacznie obserwowały drugą osobę, badając ruchy mięśni i najlżejsze nawet drgnięcia, które mogłyby ich uprzedzić o zamiarach rywala.

Na pokładzie odgłos zderzających się mieczy był słyszalny dla wszystkich. Wszyscy ruszyli ku rufie, chcąc zobaczyć co się tam dzieje. Każdy był zaniepokojony. Pierwszy na tylnym pokładzie pojawił się Sanji. Zobaczył Ritsu i Zoro, którzy szybko wymieniali ciosy, to zbliżając się, to oddalając od siebie.

-Marimo! Co cię napadło?! Jak śmiesz atakować biedną Ritsu-chan?!- wykrzyknął i z groźną miną zrobił krok w stronę walczących.

-Sanji, nie podchodź.- odkrzyknęła dziewczyna, blokując ostrze szermierza i prześlizgując się pod jego ręką. Wkrótce stanęła za przeciwnikiem, ale ten błyskawicznie się odwrócił i również odparł zbliżający się atak.

-O czym ty mówisz?- zapytał z niedowierzaniem, chcąc wbiec między tamtą dwójkę i ich rozdzielić, ale poczuł czyjąś rękę na ramieniu. Odwrócił głowę i zobaczył Luffy'ego. Kapitan chwilę obserwował pojedynek, po czym uśmiechnął się.

-Jest dobrze. Nic nie róbcie, tylko patrzcie.- zaśmiał się.

Reszta załogi, która zdążyła już się zbiec, spojrzała na niego z niedowierzaniem, ale posłuchali.

Po kilku minutach użytkowniczka Diabelskiego Owocu odskoczyła od szermierza i wzięła głęboki oddech. Czuła, jak ręce zaciśnięte na rękojeści drżą jej z wysiłku. Musiała przyznać, że zielonowłosy był od niej lepszy. Miał dobrze opanowany styl, a do tego był bardzo silny. Jej ramiona nie były już w stanie odpierać jego ataków, mimo że potrafiła tak ustawić ostrze, by siła ciosu znacznie zmalała. Przed przegraną ratowała ją jej szybkość. Dziewczyna nie miała opanowanego żadnego stylu walki mieczem. Wszelkie ruchy były podpatrzone u innych szermierzy lub wymyślone na szybko. Nie miała też zbyt dużej siły. Dotąd nie trafiała na przeciwników, z którymi by sobie nie poradziła, ale zawdzięczała to przede wszystkim innym swoim cechom. I wachlarzowi.

Kiedyś jeden z jej opiekunów zapewnił jej lekcje walki tym orężem, ponieważ uznał, że kobieta powinna umieć się bronić, ale nie wypada jej nosić przy sobie broni. Z nauczyciela szybko zrezygnowała (wymagał od niej za dużo kultury), ale sztukę szlifowała przez długi czas, wymyślając nowe ruchy. Nauczyła się łączyć ten styl z walką kataną, zręcznie dezorientując wrogów i ich w ten sposób pokonując.

W tym pojedynku mieli do dyspozycji tylko miecz, co było jej nie na rękę. Chociaż wiedziała, że z drugiej strony w ten sposób miała łatwiej, bo Zoro nie mógł używać Santoryu, co go znacznie osłabiało. Postanowiła, że nie może dłużej przyjmować ciosów. Musi ich unikać i w odpowiednim momencie zaatakować. Pomocna mogła się okazać jej szybkość, w której jeszcze nikt jej nie dorównał. I haki, które zdradzi jej zamiary zielonowłosego.

Wystrzeliła do przodu. Zoro, który również wykorzystał tą chwilę na złapanie oddechu, ustawił ostrze przed sobą. Dziewczyna zręcznie go wyminęła i wyprowadziła cios w stronę niekrytego boku. Jednak szybko została przejrzana i zablokowana. Wykonała piruet i szerokie cięcie jednocześnie. Kolejna dobra obrona ze strony przeciwnika i następujący zaraz po niej kontratak. Uchyliła się, celując w nogi szermierza. Ten podskoczył. Szybkie spotkanie obu ostrz, po czym kolejny odskok od siebie. „Muszę przyśpieszyć" zdecydowała brązowowłosa, atakują po raz kolejny i zmuszają mięśnie do coraz większego wysiłku.

Zoro musiał przyznać, że ten pojedynek jest jednym z cięższych, które do tej pory stoczył. Mimo dość słabej siły ciosów przeciwniczki, te pojawiały się bardzo szybko, jeden po drugim. Nieraz miał problemy, żeby nadążyć za nimi wzrokiem, ale na szczęście intuicja podpowiadała mu, co miał robić. Przypomniał sobie inne ciężkie pojedynki, które do tej pory stoczył. Mihawk... Tamten zadawał potężne uderzenia i miał wspaniały styl, ale na pewno nie atakował z taką szybkością. Nie miał z nim co prawda szans, ale trudność tamtego pojedynku była inna niż tego. Hachi z załogi Arlonga... Nie, to też nie to. Gdyby nie tamte rany, nie miałby większych trudności z pokonaniem go.

„Kuina". Ta pojedyncza myśl poraziła go. Jego przyjaciółka z dzieciństwa również była celem, którego nie dał rady pokonać. Ale to też było co innego. Tamta była świetna w szermierce, ale też nie miała takiej szybkości. W końcu uznał, że chyba nie spotkał jeszcze kogoś z taką prędkością ataku.

To stwierdzenie nasunęło się w momencie, kiedy ponownie od siebie odskoczyli. I dokładnie ten moment wybrała Ritsu, by jeszcze bardziej przyśpieszyć. Jej ciosy spadały na zielonowłosego, jak jakiś deszcz. Ledwo co je odpierał, mimo że pojedyncze ataki niewiele mogły zrobić (były naprawdę pozbawione siły), to jednak cała ich seria zaraz sprawiła, że ręce szermierza zbuntowały się. Siłą woli nakłonił je do współpracy i gdy pojawiła się drobna luka w ataku, przystąpił do kontrataku. Z satysfakcją stwierdził, że tym razem zamiast się cofać, idzie do przodu. Dotarli do barierki, a Ritsu z braku innych możliwości wskoczyła na nią. Przez chwilę zielonowłosy miał nadzieję na zwycięstwo, ale w tym momencie zobaczył błysk w oczach rywalki, połączony z łobuzerskim uśmiechem. Wykonała salto, przeskakując nad nim. Zoro odwrócił się, ale nie zobaczył jej tam. Z dezorientacją zaczął się rozglądać, kiedy poczuł ostrze na swojej szyi. Delikatnie odwrócił głowę, by spojrzeć za siebie. Między nim a barierką stała Ritsu. Ze zwycięskim uśmiechem patrzyła na niego. W wyciągniętej ręce trzymała miecz, który opierał się o jego ramie i dotykał gardła. Na czole błyszczały jej kropelki potu a mięśnie drżały ale nie wyglądała na przejętą.

-Wygrałam.- obwieściła z szerokim uśmiechem. Sama nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. W momencie, kiedy była pewna, że zaraz katana wypadnie jej z dłoni i chciała się poddawać, poczuła za plecami barierkę, która osłaniała rufę. Z braku innych możliwości wskoczyła na nią. Znalazła się wyżej niż szermierz i w tym momencie jej umysł (który był w tamtym momencie jedynym organem nie zmęczonym walką) jak zwykle podsunął jej plan. Nie był zbyt rozbudowany, do tego potrzebowałaby chociaż chwili spokoju, ale przynajmniej skuteczny. Tego jednego zawsze mogła być pewna. Podczas planowania, natychmiast pojawiały się przed nią wszystkie możliwe alternatywy. Dlatego nieraz na jedną prostą misję miała w głowie setki planów. Tym razem miał trzy. Przeskoczy nad nim. Albo zdąży się odwrócić albo nie. Jak nie, koniec gry. Jednak zamiast czekać, prześlizgnęła się między jego nogami, znajdując się dokładnie w miejscu z którego ruszyła. Również mógł albo się odwrócić z powrotem albo nie. Jednak miała świadomość, że tego nie zrobi. Za dużo razy podczas tego pojedynku starała się znaleźć za nim. Z przyzwyczajenia szukał za sobą, nie spodziewając się, że wystarczyło by się nie ruszać by wygrać. Jak zawsze zaufała swojej strategii i miała rację. Już po chwili wróciła do punktu wyjścia, a przeciwnik szukał jej wszędzie indziej. Wystarczyło przyłożyć mu ostrze do gardła. I tak nic by mu nie zrobiła, ale w ten sposób przynajmniej miała pewność, że nie będzie próbowała udawać, że jednak nie przegrał.

-Jak...?- nie dowierzał Zoro.

-Pamiętaj, lisy zawsze mają plan.- wyszczerzyła się i schowała ostrze. Na twarzy szermierza również zagościł uśmiech, ale nie zdążył nic powiedzieć. Od strony schodów rozległy się głosy oklaski.

Reszta załogi oglądała pojedynek z zapartym tchem. W jednej chwili spodziewali się zwycięstwa jednej osoby, by w następnej być pewnym wygranej drugiej. Była to jedna z najlepszych walk, które do tej pory widzieli. (Jedną z najlepszych, niekoniecznie najlepszą.) Każdy z nich również miał swoje przemyślenia. Luffy cały czas się szczerzył. Nikt nie mógłby powiedzieć o czym on myślał, ale ten po prostu cieszył się ze szczęścia swoich przyjaciół. Niemal od razu zauważył te ślady uśmiechów na ich twarzach, dlatego powstrzymał resztę przed wtrąceniem się. Wiedział, że tamta dwójka nic sobie nie zrobi, a ktoś kto im przeszkadza tylko popsuł by im humor.

Sanji patrzył na to wszystko zdenerwowany. Dla każdego, kto spojrzałby na niego z boku byłaby to złość na szermierza, za to, że atakuję kobietę (nie myliłby się też taki ktoś), Jednak z drugiej strony był wkurzony na zielonowłosego za jego silę. Często walczyli przeciwko sobie na statku, powody z reguły były dość błahe. Ale obserwując teraz ich walkę mógł stwierdzić z całą pewnością, że podczas ich walk Roronoa mocno ograniczał swoją siłę. I kucharz nie mógł nie zauważyć, że nawet Ritsu była prawdopodobnie silniejsza od blondyna. I wcale nie o siłę fizyczną chodziło.

Nami patrzyła na wszystko z niedowierzaniem. Co prawda słyszała, jak Ritsu opowiada o swojej przeszłości, że podróżowała z licznymi piratami, ale nie przypuszczałaby, że młodsza dziewczyna jest aż tak silna. Szczególnie po tym, jak zauważyła jej wiek. Teraz znowu musiała zmienić poglądy na temat koleżanki.

Usopp natomiast martwił się o swoją pozycję w załodze. Do tej pory, nie licząc Nami, był najsłabszym członkiem. Miał nadzieję, że Ritsu też okaże się słabsza od niego, przez co mógłby udawać trochę ważniejszego. Teraz okazało się, że młodsza dziewczynka nie tylko była silniejsza od niego, ale prawdopodobnie miała siłę porównywalną do tej diabelskiego trio. Chociaż z drugiej strony cieszył się. Silniejsza grupa oznaczała bezpieczniejszą podróż. I nie mógł nie podziwiać walki. Mimo wszystko marzył, by stać się dzielnym i silnym wojownikiem mórz.

Wynik pojedynku zszokował wszystkich. W końcu nie co dzień widzi się przegrywającego Zoro. Chociaż, patrząc na starania Ritsu, było to jak najbardziej zasłużone. Gdy wyszli z pierwszego szoku ( i gdy zobaczyli uśmiech na twarzy szermierza, co upewniło ich, że jest w miarę bezpiecznie), zaczęli bić brawo. Dziewczyna podniosła wzrok i zarumieniła się lekko, przypominając sobie o obecności obserwatorów. Szermierz nie zwrócił na nich uwagi. Podszedł do swoich rzeczy, które wcześniej zostawił przy ściance, po czym rzucił jeden ręcznik swojej towarzyszce. Ta złapała go i uśmiechnęła się z wdzięcznością.

-Ritsu-chan, jesteś wspaniała! Wiedziałem, że pokonasz tego marnego szermierzynę.- uznał Sanji, rzucając złośliwe spojrzenie w stronę zielonowłosego.

-Och, zamknij się i przydaj się na coś. Skocz po wodę.- prychnął Zoro. Kucharz miał zamiar się sprzeczać, ale spojrzał na młodszą dziewczynę i w duchu przyznał mu rację. Wymruczał coś, co miało być obelgą i powędrował w stronę kuchni.

-To było niesamowite. Jesteś naprawdę silna. Nie wiedziałam, że ktoś jest w stanie pokonać Zoro.- wykrzyknęła wciąż zszokowana Nami.

-To... nie tak.- wydukała zawstydzona, spuszczając wzrok.- To był przypadek, oniisan jest silniejszy ode mnie...

-Nie udawaj.- zaśmiał się szermierz z końca rufy.- Nigdy nie widziałem kogoś tak szybkiego.

-Ale wciąż jesteś ode mnie silniejszy. I potrafisz używać miecza. Gdyby chodziło tu o same umiejętności szermiercze, nie miałabym szans.

-Ale nie chodziło. A ty wygrałaś.

-Yahoo, mamy wspaniałą i silną załogę, teraz możemy płynąć na Grand Line!- wykrzyknął Luffy. Po chwili zjawił się Sanji, dzierżąc w rękach dwie butelki wody. Jedną rzucił Zoro, a drugą podał Ritsu.

-Dziękuję.- przyjęła butelkę i napiła się .

-Ej, kto gra w karty?- zapytał Usopp, rozglądając się.

-Ja.- zgłosił się natychmiast kapitan. Obydwaj zbiegli szybko na niższy pokład. Nami i Sanji ruszyli za nimi.

-Gdzie nauczyłaś się tak walczyć?- zapytał Zoro lekkim tonem.

-Dużo ćwiczyłam. Gdzie konkretnie, ciężko powiedzieć. Wielu ludzi się mną opiekowało i praktycznie u każdego nauczyłam się czegoś.

-Nie było ci ciężko? Skoro mówisz, że spędziłaś dużo czasu z piratami, to musiałaś zacząć z nimi pływać jak byłaś bardzo młoda. Nie szkoda ci było porzucać wszystkiego? Musiałaś mieć rodzinę, dom...- przerwał, widząc grymas na twarzy rozmówczyni. Cały jej dobry humor w jednej chwili zniknął.

-Moją jedyną rodziną są ci, którzy się mną opiekowali. Moim domem były ich statki czy kwatery na licznych wyspach. Moje życie zaczęło się gdy spotkałam Shanksa. Wcześniej nie było nic, więc nie, nie było mi szkoda. Z nimi było zawsze przyjemnie.- powiedziała chłodno, odwracając głowę.- A teraz chyba pójdę się położyć.- złapała swoją broń i pomknęła na dół, do damskiej sypialni.

-Shanks? Ten, o którym gada Luffy?- zapytał sam siebie szermierz, zdziwiony reakcją koleżanki.

Nie widział jej aż do obiadu, na który zjawiła się razem zresztą. Nawet podczas posiłku starała się unikać kontaktu wzrokowego z szermierzem, chociaż nikt nie zdawał się tego zauważać. W rozmowie uczestniczyła w takim samym stopniu jak wcześniej i jej zachowanie nie zmieniło się w żaden zauważalny sposób. Mimo wszystko, Roronoa zauważył dystans, jaki stworzyła i nie czuł się z tym komfortowo, chociaż sam również nie dał niczego po sobie poznać.

Po tym, jak całe jedzenie znikło ze stołu, Ritsu zgadała się z Nami, która pożyczyła jej kilka swoich książek. To dało dziewczynie wymówkę, by dalej unikać wszystkich. Chłopak miał ochotę podejść i przeprosić za to co powiedział (chociaż nie był pewien za co konkretnie), ale uznał, że da jej najpierw trochę czasu. Cierpliwość się opłaciła. Już po kolacji brązowowłosa podeszła do niego, gdy siedział sam na dziobie.

-Przepraszam, że tak się wcześniej zdenerwowałam.- zaczęła niepewnie, podchodząc.- Nie powinnam cię winić, nie mogłeś wiedzieć o mojej przeszłości... Tylko, proszę, nie pytaj o nic co zdarzyło się... „wcześniej".- poprosiła. Zielonowłosy pokiwał głową na znak zgody, przyglądając się koleżance. Zastanawiał się, co takiego mogło się jej stać, że reagowała na samo wspomnienie w ten sposób. Do tej pory był przekonany, że dziewczyna miała dość szczęśliwą przeszłość. Jej twarz wręcz promieniała, gdy mówiła o piratach, których spotkała. „Czyli wcześniej było jej źle?"

-Wiesz, że możesz nam zaufać, prawda?- zapytał, tknięty tą myślą. Nieoficjalnie był pierwszym oficerem na tym statku (przynajmniej tak był traktowany), więc powinien czasami wesprzeć psychicznie swoich kamratów. W mniej gwałtowny sposób niż zrobiłby to pewnie Luffy.

Dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę w ciszy, po czym przytaknęła.

-Nie wiem dlaczego, ale tak. Mimo, że wszelka logika mi podpowiada, że to wciąż za wcześnie, czuję, że nigdy mnie nie zawiedziecie.- wyznała cicho.

Zoro uśmiechnął się w duchu. Przynajmniej sprawę zaufania mieli za sobą.

-Nie będę cię o nic pytał- obiecał- ale jak poczujesz, że masz ochotę o tym opowiedzieć, nie wahaj się przyjść.

-Dziękuję.- wyszeptała, po czym odbiegła.

Szermierz westchnął i spojrzał na horyzont. Słońce powoli chowało się za widnokręgiem. Według słów Nami, już następnego dnia mieli dopłynąć do Louge Town. Z głową pełną przeróżnych myśli, rozparł się na deskach pokładu. Niewiele później już spał twardo, wybiegając marzeniami do przeciwników, którym mieli stawić czoła przyszłości. Od jutra ich podróż stanie się jeszcze bardziej niebezpieczna i ekscytująca. Spełnienia ich marzeń były coraz bliżej.


Tekst wyszedł dłuższy od poprzednich. Chyba się rozkręcam. Chociaż muszę się przyznać, że czuję brak weny... Ale będę się starać kontynuować pisanie!

Sceny walki raczej nie są moją mocną stroną (jakby cokolwiek było...), ale chyba nie wyszło tak źle jak mogło. Ciąg dalszy budowania więzi itd. Nie ma za dużo akcji, ale ja uważam, że w One Piece bardzo ważne są relacje między bohaterami. Zastanawiam się też w jakiej formie umieścić przeszłość Ritsu. Mogę wplatać jej wspomnienia między główną akcję, a mogę po prostu co jakiś czas dodawać rozdziały poświęcone całkowicie jej historii.


Słowniczek:

-chan; -san; -swan- sufiksy honoryfikatywne używane w j. Japońskim

-Aka Oji- z jap. "czerwony wujek"

-Hi Oniisan- z jap. "ognisty brat"

-Ryu Oniisan- z jap. "smoczy brat"

-Ken Sofu- z jap. "dziadek pięści" (nie bardzo wiem jaki można stworzyć przymiotnik ze słowa "pięść", ale własnie to znaczy "ken", o ile nie jest to akurat miecz, ale mi chodzi o pięść)

-Onii-san- z jap. "brat", często stosowane do osób płci męskiej, niespokrewnionych z rozmówcą

-Onee-san- z jap. "siostra", często stosowane do osób płci żeńskiej, niespokrewnionych rozmówcą

-Shanks- jest to imię jednego z bohaterów One Piece. To dzięki niemu Luffy zamarzył o wypłynięcie w morza i staaniu się Królem Piratów, od niego otrzymał też swój kapelusz. Tak tylko, jakby ktoś go nie skojarzył :D


Dziękuję wszystkim, którzy to przeczytali. Mam nadzieję, że się spodobało, zapraszam do komentowania i życzę miłego dnia (albo nocy).