-Zoro-
Zoro szedł szeroką ulicą. Dookoła niego było dużo ludzi. Szermierz nie zwracał na nich uwagi. Szukał sklepu z bronią. W pewnym momencie usłyszał głośną i niezbyt przyjazną rozmowę. Albo może monolog.
-Widzę, że tego potwora, twojego kapitana z tobą nie ma? Jaka szkoda... To przez niego nasz szef wylądował w więzieniu. Zapłacisz nam za to! Przez was nasze marzenia się nie spełnią! - wykrzykiwał jeden z grupki mężczyzn, stojących naokoło drobnej kobiety. Na nosie miała okulary, a przez ramię przerzucony podłużny pokrowiec.
-Chętnie będę waszym przeciwnikiem. - odparła spokojnie.
-Nie pogrywaj sobie z nami! - wrzasnął na nią. On i kilku z jego znajomych zaatakowali.
Zoro zrobił krok naprzód i sięgnął dłonią do swojej katany, gotowy, by w każdej chwili pomóc kobiecie. Jednak nie musiał. Dziewczyna wyciągnęła z pokrowca miecz i szybkim ruchem pokonała wszystkich przeciwników. Zrobiła kilka kroków i się potknęła. Przewróciła się na ziemię, a jej okulary potoczyły się kawałek dalej chodnikiem.
Grupka ludzi, która to obserwowała wybuchła śmiechem, a szermierz przeszedł obok nich. Kucnął przy dziewczynie, która wyraźnie czegoś szukała i podsunął jej okulary.
-Tego szukasz? - zapytał.
-Och... tak, dziękuję. - odparła, podnosząc głowę i chwytając swoją własność.
W tym momencie Zoro zobaczył jej twarz. Wyglądała prawie identycznie, jak Kushina, jego przyjaciółka z dzieciństwa. Poderwał się z ziemi i ruszył przed siebie.
-Dziewczyny-
Nami i Ritsu stały w jednym ze sklepów. Rudowłosa co chwilę wychodziła z przymierzalni w nowych strojach, a młodsza wraz z właścicielem komplementowali jej stroje.
-Ty też powinnaś coś przymierzyć, Ritsu. - uznała w końcu Nami, po przebraniu się z powrotem w swoje ubrania.
-No nie wiem... Takie eleganckie stroje nie bardzo mi pasują...
-Daj spokój! Kobieta powinna być przygotowana na każdą okazję. Myślę, że wiem co ci będzie pasować. - wykrzyknęła i pobiegła w głąb sklepu. Po chwili wróciła i wręczyła koleżance sukienkę, po czym zapędziła ją za zasłonę.
-Dalej nie jestem przekonana, Nami... - marudziła, przebierając się.
-No już, pokaż się!
Ritsu wyszła, przyglądając się swojemu odbiciu. Sukienka sięgała jej kolan. Ściśle przylegała jej do ciała ale dzięki długim rozcięciom, wzdłuż boków jej nóg nie krępowała jej ruchów. Również ramiona mogły się swobodnie poruszać, ponieważ była na ramiączka. Całość była zrobiona z lekkiego materiału. Na błękitnym tle wiły się liczne, czarno-srebrne wzory. Dziewczyna okręciła się, oceniając strój.
-Jest piękna. - stwierdziła z niemałym zaskoczeniem.
-Oczywiście. W naszym sklepie są tylko najlepsze produkty. - potwierdził właściciel, kiwając głową.
-Mówiłam! - uśmiechnęła się nawigatorka.
-Przyznaję, miałaś rację. - odparła, przebierając się już z powrotem. Gdy wyszła, sprzedawca z zadowoleniem zatarł ręce.
-Bierzecie panie to wszystko? - zapytał.
-Wezmę tą sukienkę. - uznała Ritsu i zapłaciła.
Sprzedawca zerknął na stertę ubrań, przymierzonych przez Nami, obliczając wstępnie zyski.
-Ja podziękuję. - uśmiechnęła się rudowłosa. - Zbyt oficjalne, jak dla mnie.
Powstrzymały śmiech, na widok miny mężczyzny, po czym opuściły sklep i ruszyły w kierunku następnych.
-To było wredne z twojej strony. - rzuciła Ritsu, gdy udało jej się trochę poskromić śmiech.
-Co poradzić? - wzruszyła ramionami starsza, po czym obie zaczęły się śmiać jeszcze mocniej.
-Luffy-
Luffy stał na środku wielkiego placu. Przed nim znajdowała się wysoka metalowa platforma.
-Więc to jest platforma egzekucyjna...- powiedział do siebie. - Miejsce, w którym Król Piratów został zabity. Tutaj rozpoczęła się Wielka Era Piratów... - zamyślił się na chwilę. - Ciekawe, jaki widok miał Król Piratów przed śmiercią. - wyszczerzył się i ruszył przed siebie.
-Zoro-
Zoro szedł przed siebie, z mieszanymi odczuciami.
„Ta dziewczyna wyglądała zupełnie jak Kushina... A do tego też była szermierzem"
Wciąż widział w głowie jej twarz. Mocno go to irytowało. Pomyślał jednak, że nie zobaczy jej już więcej, przez co się nieco odprężył.
Zauważył witrynę jakiegoś sklepu z bronią i wszedł do środka. Dookoła stało mnóstwo półek z różnego rodzaju narzędziami do walki. Na ścianach rozwieszone były miecze, włócznie, halabardy i tym podobne. Jednak kroki szermierza skierowały się prosto do sprzedawcy. Starszy mężczyzna, stojący za ladą, spojrzał z uśmiechem na potencjalnego klienta.
-Witam, witam. Proszę się nie krępować i rozglądać, ile dusza pragnie!- zawołał zachęcająco.
-Mam 100.000 beri. Chcę kupić dwa miecze. - rzucił bez żadnych wstępów Zoro. Nigdy nie lubił się bawić w grzeczności i inne zbędne rzeczy.
-100.000 i dwa miecze? - sprzedawca najwyraźniej przygasł. Stwierdził, że mężczyzna, którego miał przed sobą, najwyraźniej był kompletnym amatorem, skoro myślał, że znajdzie za tyle jakieś przyzwoite miecze. - Wie pan, że za tyle, mogę sprzedać tylko słabej jakości produkty?
-Bez różnicy. Więcej nie mam. I tak wymienię je, gdy zdobędę trochę więcej pieniędzy.. - zbył go spokojnie zielonowłosy.
Właściciel pokiwał głową, ale wtedy jego spojrzenie padło na katanę przy pasie klienta.
-Czy... mogę zobaczyć pana miecz? - zapytał, usiłując opanować emocje.
-Hmm? Chyba tak... - uznał po chwili Zoro i niechętnie podał drugiemu mężczyźnie swoją białą katanę.
Sprzedawca obejrzał ją uważnie. „Nie ma wątpliwości. To Wadou Ichimanji..." pomyślał. „Musiał przez przypadek wpaść temu amatorowi w ręce, a on prawdopodobnie nie wie, jaki skarb posiada..."
-Chętnie go od pana odkupię. Dam panu za niego 200tys. beri. Łącznie będzie pan posiadał 300tys. Dzięki czemu będzie pan mógł kupić droższe katany...- zaproponował, siląc się na zachęcający ton.
-Ten miecz nie jest na sprzedaż. - stanowczo zaprzeczył Zoro.
-Dobrze, więc niech będzie 500tys. Proszę się zastanowić, to bardzo dobra oferta.
-Nie.
-Więc... 650tys?
-Czy ja dobrze widzę? Czy to nie jest Wadou Ichimonji? - wtrącił się do rozmowy nowy głos. Szermierz spiął się cały, widząc znajomą postać, która niespodziewanie pojawiła się obok niego i chwyciła za jego broń. -To jest jeden z...
Kobieta, która widział wcześniej na ulicy rozgadała się na temat jego broni. Nie bardzo jej słuchał. Bardziej zastanawiało go to, co robiła w tym miejscu. Wyłapał tylko nazwę swojej katany i to, że była to dość niezwykła i cenna broń.
W końcu monolog okularnicy przerwał sprzedawca.
-Kobieto, zamknij się wreszcie! Właśnie zniszczyłaś mi interes życia! - wrzasnął. Zoro i tak nie sprzedałby mu swojego skarbu, ale wolał się nie odzywać.
-Ach, przepraszam. - wyrzuciła. - Powiedziałam coś nie tak?
-Przyszłaś tu po swoje Shigure, prawda? - krzyknął, po czym rzucił w nią inną kataną. Dziewczyna złapała ją, ale przy okazji potknęła się i poleciała kilka kroków do tyłu. Wpadła na jakiś stojak z bronią, a jego zawartość posypała się na podłogę.
-Ja...
-Patrz, co zrobiłaś! Pozbieraj to i idź już stąd. - skarcił ją, po czym zwrócił się w stronę szermierza – Wygląda na to, że masz szczęście z powodu tej głośnej dziewczyny. To wstyd, że tak wspaniały miecz należy do kogoś, kto nawet nie zna jego wartości! Tam są miecze za 50tys. beri. Proszę wybrać sobie dwa, po czym przynieść je do mnie!
Zoro uznał, że nie ma sensu się kłócić i ruszył we wskazanym kierunku. Zaczął przebierać wśród różnych mieczy, ale irytująca kobieta znów się przy nim pojawiła.
-Kochasz miecze, prawda?
-Taa... coś w tym rodzaju. - odparł wymijająco.
-Twoje trzy miecze kojarzą mi się z pewnym łowcą piratów.
-Pewnym łowcą..?
-Tak, mówię o człowieku nazywanym Roronoa Zoro. Znasz go?
-Coś słyszałem o tym imieniu...
-Tak, jest dość sławny na East Blue. Chociaż może powinnam powiedzieć niesławny? - znowu opowiadała o złych ludziach, używających mieczy i o tym, jak to broń płacze...
-Cóż, prawdopodobnie mają swoje własne powody? W końcu, skoro istnieją takie zawody, oznacza to, że tego wymagają obecne czasy.
-Byłbym szczęśliwszy, gdyby więcej kryminalistów tutaj przybywało. Pamiętam czasy, kiedy w moim sklepie aż się roiło od ludzi, którzy zmierzali w stronę Grand Line. Jednak, odkąd ten potwór został tu przeniesiony, praktycznie nie mam już klientów.- włączył się do rozmowy sprzedawca.
-Smoker-san nie jest potworem! - stanęła w jego obronie dziewczyna.
-Jest użytkownikiem Diabelskiego Owocu! To więcej niż wystarczające, by nazywać go potworem!
-Diabelski Owoc..? - zapytał Zoro, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi.
-W każdym razie... Jestem szermierzem i przysięgłam, że będę trenować ciężko z moim Shigure! Zacznę podróżować po świecie i odbiorę wszystkie wspaniałe miecze z rąk kryminalistów! - wykrzyknęła kobieta, po czym zaczęła wymieniać te wszystkie nazwy, od których Zoro dostawał zawrotów głowy- Zaryzykuję swoje życie, by je zdobyć!
-Czy to znaczy, że będziesz próbowała zdobyć także ten miecz? - zapytał Roronoa, pokazując na swoją białą katanę.- Ten, który nazwałaś Wodou Ichimonji.
-Co? Nie! Ja nie chce ich dla siebie! Nie mogę tylko znieść myśli, że są używane do złych celów...
Ale tego już Zoro nie słyszał. Właśnie znalazł miecz, który spełniał jego wymagania. Czuł od niego dziwną aurę. Wyciągnął go i przyjrzał się ostrzu.
-Hmm... ten miecz...
-Och, pamiętam go z mojej książki! - krzyknęła dziewczyna, patrząc na broń trzymaną przez szermierza. - To Sandai Kitetsu. Powinieneś go kupić. Naprawdę chce go pan sprzedać za jedyne 50.000 beri? - ostatnie słowa zwróciła do właściciela sklepu.
-T...tak.
-To niesamowite! - znowu zaczęła wykrzykiwać jakieś informacje na temat oręża, ale Zoro nie słuchał jej. Przyjrzał się uważnie ostrzu, wyciągając go z pochwy.
-Nie, zmieniłem zdanie! Nie sprzedam go! - wrzasnął w pewnym momencie sprzedawca.
-Co? Ale dlaczego? -zapytała
-Jest przeklęty, prawda? -zapytał szermierz.
-Wiedziałeś? - nie dowierzał sprzedawca.
-Nie. Czuję.
Teraz sprzedawca rozgadał się na temat historii miecza i jego klątwy. W pewnym momencie znowu włączyła się dziewczyna.
-Wybacz mi. Nie wiedziałam nic o tym. Powiedziałam ci taką rzecz...
-To właśnie powód, dla którego tacy amatorzy, jak ty, nie powinni udawać, że się na tym znają. - wytknął jej właściciel sklepu.
-Podoba mi się. -stwierdził w końcu szermierz. - Wezmę go.
-Przecież powiedziałem, że go nie sprzedam! Jak pozwolę ci go zabrać, to skończysz martwy, a będzie to tak, jakbym osobiście cię zabił.
-Nie bądź głupi, tylko sprzedaj tę cholerną rzecz! - krzyknęła nagle spora kobieta, która wtargnęła do sklepu. Najwyraźniej żona właściciela.
-Co wy na to, żeby sprawdzić co jest silniejsze: moje szczęście, czy ta klątwa? Jeśli przegram.. - zaczął, wyrzucając obracający się miecz w powietrze. - będzie to oznaczać, że nie zostałem stworzony, by zrobić coś specjalnego... - wystawił wyprostowaną rękę na bok, prosto na tor lotu katany.
-Przestań! Stracisz rękę! -wykrzyknął przerażony sprzedawca. Kobieta zasłoniła dłonią usta. Miecz powoli wytracał prędkość aż zaczął opadać, wciąż się kręcąc i przyśpieszając.
-Dziewczyny-
-Wróćmy na statek. - powiedziała Ritsu, gdy opuściły kolejny sklep. Obydwie miały wiele sporych toreb.
-Dlaczego? - zdziwiła się Nami, patrząc na kilka kolejnych sklepów, które na nie czekały.
-Zostało nam jakieś półtora godziny do spotkania, a chciałabym jeszcze coś załatwić. Nie mogę tego zrobić z takimi torbami.
-Niech będzie. -zgodziła się nawigatorka. Ruszyły w stronę portu.
-Dach, gdzieś nad miastem-
Mężczyzna w obszernym brązowym płaszczu spoglądał na miasto, rozciągające się pod nim. Jego twarz skrywał kaptur. Jego wzrok powędrował w stronę placu, na który wbiegł właśnie chłopak w słomkowym kapeluszu i czerwonej koszulce. Na jego ukrytych w cieniu ustach pojawił się lekki uśmiech.
Powstrzymał chęć, by ruszyć do przodu, zamiast tego stał spokojnie i obserwował wydarzenia w mieście. Musiał poczekać na kogoś. Wtedy się okaże czy będzie mógł działać.
Oczywiście, nikt nie mógł go do niczego zmusić. Ale była osoba, której decyzje szanował, nawet jeżeli nie zawsze się z nimi zgadzał. Ten ktoś nigdy się jeszcze nie pomylił w ocenie sytuacji. Lub ludzi. Poza tym nie chciał się ujawniać. Jeszcze nie.
Poczeka jeszcze chwilę.
Chciałam wrzucić troche wczesniej, ale komputer odmówił współpracy.
Mam ochote coś napisać, ale nie bardzo wiem co, więc... Miłego dnia/ wieczora/ nocy.
