-Na placu-
-Za zbrodnie obrażania i złoszczenia MNIE, skazuję cię, Monkey D. Luffy, na publiczną egzekucję! - wykrzyknął Buggy w stronę platformy egzekucyjnej. Lecz Luffy miał w tym czasie dużo poważniejszy problem na głowie, a mianowicie nie mógł podrapać się po nosie.
-Nie ruszajcie się! Po prostu stójcie i obserwujcie! - wykrzykiwali w stronę cywili piraci Buggy'ego.
-Hmm... To jest pierwszy raz, kiedy widzę egzekucję. - stwierdził Słomkowy z namysłem.
-To będzie TWOJA egzekucja! - krzyknął czerwononosy.
- Żartujesz sobie!? - nie dowierzał Luffy.
-To ty jesteś tym, który tu żartuje. Przestań! Twoja publiczna egzekucja odbędzie się przed wielką widownią.
-Ponad placem-
-O, już tu są. - Ritsu skończyła zapinać płaszcz i spojrzała z uśmiechem na koniec uliczki, która dochodziła do placu na dole. Tłum zebranych tam ludzi poruszył się niespokojnie, gdy dwie osoby w niego wbiegły. Jeden z nich miał, trudne do pomylenia z innymi, zielone włosy.
-Zamierzasz dołączyć już teraz? - spytał Dragon, uważnie śledząc wydarzenia.
-Na razie nie. Chcę zobaczyć, jak rozwinie się akcja. - uznała, poprawiając kaptur.
Płaszcz, który właśnie ubrała, miał dla niej szczególną wartość. Był tym, z czym z reguły utożsamiali ją ludzie. Z tyłu połowy łydek. Z przodu zapinany był na kilka guzików, od szyi do połowy brzucha, dalej jego brzegi się swobodnie rozchylały. Miał kaptur i długie, luźne rękawy. Był czarny, z rożnymi odcieniami niebieskiego, układającymi się we wzory płomienia. Całość zrobiona była z lekkiego, ale wytrzymałego materiału, który falował przy każdym ruchu, sprawiając, że zdawał się płonąć,
Ubranie to dostała na pożegnanie od dwójki swoich ulubionych kompanów, z tamtego okresu. Obydwoje doskonale zdawali sobie sprawę z listu gończego dziewczyny i starali się wzmocnić jej niesławę. Wykonali razem kilka udanych i dość znanych akcji. Obydwoje zgodnie twierdzili, że jako demon, jak została nazwana przez marynarkę, musi mieć swoje płomienie. Bo demony są kojarzone z pożarem i zniszczeniem. Póki trzymali się razem, tamta dwójka była jej ogniem, a o zniszczenie potrafiła zadbać sama. Ale po rozstaniu nie mogli być już jej wsparciem, więc dali jej ten płaszcz.
Sprawiał naprawdę niezłe wrażenie. Ritsu nie spotkała jeszcze osoby, która nie uwierzyłaby w pierwszej chwili w prawdziwość płomieni. I dzięki niemu nigdy nie była mylona z kimś innym, dzięki czemu na co dzień, gdy go nie nosiła, nie rzucała się za bardzo w oczy.
-Co planujesz? - wyrwał ją z zamyślenia Dragon.
-Sprawię, że piraci Słomianego Kapelusza zostaną potraktowani jako prawdziwe zagrożenie, jeszcze zanim dostaną się na Grand Line.
-Jesteś pewna, że tego chcą?
-Luffy raczej się ucieszy. Będzie to dla nich jednocześnie spore utrudnienie, bo będą bardziej poszukiwani, ale też ułatwi im później wybicie się. Na Grand Line nie jest łatwo zabłysnąć.
-Rozumiem.
-W pobliżu Merry-
Mężczyzna w dziwnych ubraniach jeżdżący na lwie, śpiewając głupie piosenki, zbliżył się w stronę portu. Zatrzymał się, gdy tylko zauważył statek z flagą, na której był tradycyjny Jolly Roger ze słomianym kapeluszem.
-Och, więc to jest statek tego gumowego gościa. - uznał, patrząc na Merry. - Jest dużo większy niż ten, który miał ostatnio. Powinien właśnie być w trakcie publicznej egzekucji, przeprowadzanej przez kapitana Buggy'ego.
-Grr. - zgodził się z nim lew.
-Jest jedna szansa na milion, że uda mu się uciec, ale jego statek zostanie spalony na wszelki wypadek.
-Na platformie-
-Przepraszam. Proszę, pozwól mi żyć. Nie będę cię już niepokoił. - mruknął Luffy w stronę Buggy'ego. Wyglądał, jakby miał zaraz zasnąć.
-Myślisz, że pozwolę ci po prostu pójść? - zapytał z niedowierzaniem klaun. - Masz jakieś ostatnie słowa? - gdy nie doczekał odpowiedzi po prostu wzruszył ramionami. - Cóż, jak chcesz. Bez względu, czy masz ostatnie słowa, czy nie to i tak nie ma znaczenia. Tutaj nie ma nikogo, kto przejąłby się tym, co chcesz po...
-NA PEWNO ZOSTANĘ KRÓLEM PIRATÓW! - wrzasnął Luffy na całe gardło, nie przejmując się Buggy'm.
-Co? Król piratów? Mówić to w tym miejscu... - odezwały się głosy z tłumu.
-To wszystko, co masz do powiedzenia, Gumiaku? - zapytał Buggy, unosząc miecz.
-Czekaj! - krzyknął ktoś z dołu.
-Zoro, Sanji! - rozpromienił się Luffy. - Em, ratujcie?
-Więc przyszedłeś, Zoro? - zapytał Buggy. - Ale wygląda na to, że jest za późno.
-Na placu-
Zoro i Sanji'emu udało się w końcu dostać na plac. Najpierw zobaczyli wielki tłum tam zebrany. Spojrzenia wszystkich zdawały się kierować na platformę egzekucyjną. Instynktownie również popatrzyli w tamtą stronę. Widok nie spodobał im się.
Wysoko ponad placem Luffy leżał na deskach, unieruchomiony przez dziwny przyrząd. Tuż obok niego stał Buggy wykrzykując coś do tłumu. W uniesionej ręce miał miecz, którym wyraźnie mierzył w stronę szyi Słomkowego.
-Czekaj! - wrzasnęli zgodnie, po czym zaczęli przeciskać się w stronę swojego kapitana.
Niestety, okazało się, że nie wszyscy na placu to przypadkowi przechodnie. Część zebranych należało do załogi czerwononosego.
-Zoro, Sanji! - wykrzyknął radośnie Luffy. - Em, ratujcie?
-Więc przyszedłeś, Zoro? Ale wygląda na to, że jest za późno.- dodał Buggy.
-Powstrzymać ich! - rzucił ktoś z załogi Buggy'ego.
-Musimy się dostać do platformy! - krzyknął szermierz.
-Wiem! - odpowiedział kucharz.
Wywiązała się walka. Słomiani nie mieliby zbyt dużych problemów z pokonaniem wroga, gdyby nie znaczna przewaga liczebna. Starali się przebić w pobliże platformy, ale miejsce pokonanych natychmiast zastępowali kolejni przeciwnicy. W tym czasie, Buggy zdołał odzyskać rezon i ponownie odwrócił się w stronę potencjalnej ofiary.
-Gyahaha. Po prostu patrzcie uważnie! Będziecie świadkami ostatnich chwil waszego kapitana!
Sanji, wykonując kolejne kopnięcie, spojrzał na zagęszczający się z każdą chwilą tłum i przeklął w duchu. Nie dotrze tam na czas! „Gdybym mógł kopnięciem zniszczyć tą platformę..."
Zoro w tym czasie wyrzucał sobie swoją słabość i starał się wymyślić coś co mogłoby pomóc. „Gdybym był w stanie przeciąć tą platformę..."
Obydwoje desperacko starali się przebić jak najdalej, jednak zdawali sobie sprawę z przerażającego braku czasu. Szermierz przypomniał sobie wcześniejsze słowa Nami i rozejrzał się mimochodem. Ritsu powinna tu być!
W tym czasie miecz Buggy'ego ponownie uniósł się wysoko w górę.
-Luffy! - wrzasnęli jeszcze Słomkowi, podejmując kolejny monstrualny wysiłek. Zdawało im się, że widzą blask światła, przytłumionego przez zgromadzone nad placem burzowe chmury, na klindze ostrza.
-Zoro, Sanji, Nami, Usopp, Ritsu! - krzyknął Gumiak, przyciągając do siebie wszystkie spojrzenia. - Przepraszam, - wyszczerzył się radośnie, ku zdumieniu gapiów. - Ale wygląda na to, że jestem martwy.
-Co!? - Zoro spojrzał na niego z przerażeniem.
-Nie mów tak, idioto! - nie dowierzał Sanji.
Miecz zaczął zbliżać się do karku chłopaka.
-Chwilę wcześniej, w budynku przy placu-
-Dobrze, że pan jest, Smoker-taisa! - przywitał kapitana jeden z jego podwładnych. - Tashigi-san. - skinął głową w stronę czarnowłosej kobiety w okularach, która weszła do pomieszczenia kilka kroków za dowódcą.
-Jak sytuacja? - zapytał Smoker, nie przejmując się grzecznościami. Dostał wcześniej informacje o załodze Słomkowego Kapelusza, która dopłynęła do jego miasta. Chciał jak najszybciej dowiedzieć się, co się dzieje i uporać się z problemami. Odkąd pojawił się w mieście, żaden pirat nie uciekł z niego żywy i chciał zachować ten stan rzeczy.
-Słomiany Kapelusz, Luffy jest w tej chwili na platformie egzekucyjnej, razem z klaunem Byggy'm. Załoga Buggy'ego jest na placu. Wśród nich zauważono Żelazną Maczugę Alvidę. Wydaje się, że Słomkowy jest we wrogich stosunkach w stosunku do reszty. Klaun Buggy właśnie zapowiedział, że zamierza dokonać jego egzekucji. Mamy wkroczyć? - wyjaśnił szybko sytuację jeden z żołnierzy.
-Nie ma takiej potrzeby.
-Ale, taisa...
-Poczekajcie. Zobaczymy, jak to się rozwinie. Jeżeli pozabijają się nawzajem, będzie mniej roboty dla nas.
-Tak jest. - potwierdził ktoś i natychmiast przekazał rozkaz do innych jednostek rozmieszczonych w strategicznych miejscach wokół terenu.
Smoker wypuścił potężny kłąb dymu, obserwując jak na scenę wkracza dwóch innych ludzi, krzycząc w stronę platformy.
-Co jest? - zapytał Smoker.
-To Roronoa Zoro. - zameldował ktoś.
-Roronoa Zoro jest w mieście? - zapytała Tashigi.
-Co ten łowca piratów robi tutaj akurat teraz? - dociekał Smoker.
-Dostaliśmy raport, że jest członkiem załogi piratów Słomianego Kapelusza.
-To on... - mruknęła z niedowierzaniem Tashigi, patrząc przez lornetkę.
-Dach ponad placem-
Ritsu zrobiła ruch, jakby zamierzała zeskoczyć, ale powstrzymała ją ręka Dragona.
-Spokojnie. Nic mu się nie stanie. Tym razem ty zaufaj mi. - powiedział do niej rewolucjonista.
Dziewczyna skinęła głową, chociaż nie mogła powstrzymać się przed zmianą w formę hybrydową lisa. Przejechała zębami po ostrych zębach i poruszyła nerwowo szpiczastymi uszami. Błękitne teraz oczy uważnie śledziły walkę przyjaciół oraz zachowanie swojego kapitana. Naciągnęła kaptur na czarne włosy, by ukryć emocje, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że starszy mężczyzna i tak zdążył zauważyć jej niepokój.
-To jest znęcanie się. - jęknęła, widząc ostrze błyskające nad głową przyjaciela.
-Jeszcze chwila. - usłyszała pełne napięcia mruknięcie.
Wbrew sobie uśmiechnęła się, słysząc okrzyk Luffy'ego. Wpatrywała się w ostrze, jakby mogła je powstrzymać samą siłą woli. Naprężyła się, gdy zbliżyło się niebezpiecznie blisko celu.
W tej samej chwili, jakby na polecenie jakiejś istoty boskiej, niebiosa przeciął promień jaskrawego światła i w uniesiony miecz uderzyła błyskawica. Poraziła Buggy'ego, zachwiała platformą i, w jakże subtelny sposób, przerwała egzekucję.
Ritsu westchnęła ciężko i spojrzała z wyrzutem na Dragona.
-No co? Twój kapitan uratowany. - wzruszył ramionami z radosnym błyskiem w oczach.
-Wcześniej nie mogłeś? Poza tym, delikatnością to nie grzeszyło...
-Jak to nie? To było subtelne jak...
-Jak Król Mórz na lądzie - przerwała mu, wywracając oczyma. - W każdym razie... Dziękuję. Myślę, że jednak potrafisz być dobrym ojcem. Niezbyt delikatnym, ale dobrym.
Dragon uśmiechnął się, słysząc komplement. W obcowaniu z innymi rewolucjonistami można było łatwo zapomnieć, jak to jest, słysząc pochwałę. Rzadko kto wpadł na pomysł, że nawet przełożony potrzebuje czasem czegoś, do podniesienia na duchu.
-Chyba powinnaś już uciekać. - mruknął, spoglądając na dół. Platforma chwiała się niebezpiecznie, większość ludzi przecierała oczy, starając się odzyskać ostrość widzenia a dwójka, która wcześniej znajdowała się na szczycie, teraz leżała, w rożnym stopniu oszołomienia, na ziemi. - Uważaj na siebie.
-Jasne. Pozdrów ode mnie oniisana. - Rzuciła mu ostatni uśmiech i wyskoczyła. Zauważyła kapelusz kapitana, który opadał powoli, więc wygięła mocno ciało, by go złapać. Słyszała z dołu odgłosy zdumienia, gdy ludzie zaczynali ją dostrzegać. Musiała wyglądać w tej chwili jak niebieskie ognisko, spadające z nieba.
-Centrum dowodzenia marynarki-
Uśmiechnął się. Pomyślał Smoker, patrząc na sytuację na platformie. Dlaczego się uśmiechał? Wiedział, że zostanie uratowany? Nie. W tamtej chwili zdawał sobie sprawę, że jego życie dobiega końca. Pogodził się ze śmiercią i wyszedł jej na spotkanie z uśmiechem...
-Taisa, powinniśmy...? - zapytał któryś z żołnierzy, podchodząc do niego.
-Czy widziałeś kiedyś pirata, który uśmiechał się podczas swojej egzekucji? - przerwał mu Smoker.
-Uśmiechał..? Jestem pewny, że nawet najpotworniejsi piraci bledli i kulili się w momencie swojej śmierci. - odpowiedział, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
-Ale to dokładnie to, co robił ten dzieciak w słomkowym kapeluszu! On się uśmiechał! Uśmiechał się w ten sam sposób co król piratów dokładnie 22 lata temu. W tym samym miejscu!
-Na placu-
-Och, wygląda na to, że jednak przeżyłem. Haha, ale szczęście. - rzucił wesoło Luffy, podnosząc się i otrzepując. Chwilę później odskoczył, gdy niebieski ogień wylądował tuż obok niego. Przyjrzał mu się uważniej i uśmiechnął się. - Ritsu, cześć. Wiesz, że się palisz?
-To nie jest prawdziwy ogień. I ciebie też miło widzieć. - powiedziała z łobuzerskim uśmiechem, prostując się.
-O, masz mój kapelusz!
-Dokładnie. - podała swojemu kapitanowi jego skarb z lekkim ukłonem. Luffy zdziwił się nieco, widząc ten gest, ale radosny wyraz twarzy dziewczyny sprawił, że przestał o tym myśleć i założył kapelusz na głowę.
-Hej, wierzysz w boga? - zapytał Sanji szermierza, patrząc na scenę przed nimi.
-Wystarczy gadania. Opuśćmy to miasto. Mamy już wystarczająco dużo problemów. - mruknął Zoro w odpowiedzi, kręcąc głową.
-Hahaha, wiejemy! W którą stronę? - wykrzyknął radośnie kapitan, ruszając przed siebie. Reszta bez słowa ruszyła za nim.
-Centrum dowodzenia marynarki-
Smoker poruszył się niespokojnie, widząc spadający z nieba niebieski płomień. Przez chwilę nie mógł w to uwierzyć. To było za dużo na zbieg okoliczności. Nie chciał wierzyć też, że to wszystko było aż tak złożone. Porzucił nadzieję, że mu się przewidziało, gdy zobaczył jak osoba w płaszczu z ukłonem wręcza Słomianemu kapelusz.
-Aoi Akuma... - mruknął, kręcąc głową. Obawiał się, że to może zapowiadać coś większego.
-Słucham? - zapytał ktoś stojący obok niego..
-Otoczyć plac! Nie pozwólcie im uciec!
-Tak jest!
` -Gdzie pobiegli? - zapytał chwilę później innego żołnierza, gdy wyszedł z budynku.
- Pobiegli w stronę zachodniego portu.
-Jeden z oddziałów powinien tam teraz być.
-Cóż, to... Hmm... Niespodziewany deszcz sprawił, że cały proch był bezużyteczny, więc wrócili do bazy, żeby uzupełnić zapasy...
-Więc port jest kompletnie niestrzeżony!? - Smoker spojrzał z niedowierzaniem na swojego podwładnego a potem przyjrzał się niebu i zaczął mamrotać do siebie. - Wiatr wieje na zachód... więc jeśli będą chcieli żeglować, złapią wiatr od rufy. To czysty przypadek? To wszystko wygląda tak, jakby niebiosa chciały, by ten chłopak przeżył. Na honor kapitana Marine, ja, Biały Łowca Smoker, przyrzekam, że nie pozwolę temu chłopakowi uciec z tej wyspy!
Miałam wrzucać w weekendy, ale... ale nie wyszło i nowe chapki będą wrzucane w odstępach czasowych kompletnie przypadkowych. Jest parę powodów, głównym jest moja pamięć i wena :D duże znaczenie ma też inernet, który ostatnio działa w kratkę i mam czasami wrażenie, że włączając komputer jestem na jakiejś loterii... No, nieważne. Nowe rozdziały będą pojawiać się przypadkowo, nie potrafie powiedzieć czy częściej, czy rzadziej. Miłego czytania i zapraszam do komentowania :3
W słowczku nie zamieszczam żadnych nowych nazw, ale chcę wyjaśnić pewną rzecz. Albo trzy.
1. Nie mogę się zdecydować i jakoś ujednolicić, czy tłumaczyć nazwy na Polski, czy zostawić je w oryginale (Japoński), więc je przeplatam, jak mi pasuje. Chociaż poważnie zastanawiam się nad przerzuceniem się na nazwę "Mugiwara" w stosunku do Luffy'ego. Powód: dużo krócej. A reszta zapewne dalej będzie się zmieniać. Nie martwcie się, japońskie słówka będą lub były tłumaczone. I nie będę raczej używać nazw angielskich (chyba że coś na zasadzie nazwa techniki, która w oryginale była po ang. czy jakkolwiek inaczej), ponieważ nie widzę w tym sensu. To trochę tak, jakbym tłumaczyła te nazwy na Niemiecki, Chiński czy Wietnamski... Więc spodziewajcie się np. "Hiken" lub "Płomienna Pięść", a nie "Firefist". Zapewne parę osób się nie zgadza, ale to mój fic :)
2. Przyznaję- jestem leniwa. Nie chciało mi się sprawdzać jak ci zwykli żołnierze mówili na Tashigi i jaką ona miała rangę, więc poszłam na łatwiznę. Tashigi-san też brzmi dobrze :)
3. Gdzieś w tłumaczeniu znalazłam angielski zwrot "tailwind". Dosłownie "wiatr w ogon", pewnie może być też jako "wiatr w plecy"... Ale nie pasowało mi to do pojęć żeglarskich (na których kompletnie się nie znam). Bo przecież ktoś, kto stoi tyłem do kierunku żeglugi, może mieć wiatr w twarz... Zdecydowałam się na "wiatr od rufy". Generalnie kojarzę, że rufa to tył, więc tak to przetłumaczyłam. Jak ktoś się na tym zna, to może mnie śmiało poprawiać. Ja się czuję usprawiedliwiona :)
