„To, co nie może być zatrzymane: dziedziczona wola, marzenia i upływ czasu. Tak długo, jak człowiek szuka drogi do wolności, te rzeczy nigdy nie powinny zostać zatrzymane." / Król Piratów G. Roger
-Na placu-
Piraci Buggy'ego powoli otrząsali się z szoku, spowodowanego uderzeniem błyskawicy. Nieco osmolony czerwononosy podniósł się z ziemi i rozejrzał z niedowierzaniem.
-Jakim cudem ten gumiak uciekł...?
-Chyba powinniśmy się stąd zbierać, zanim przyjdzie ktoś silny z marynarki... - mruknęła Alvida.
-Nie pozwolę mu uciec. Na pewno nie spodziewa się, że jego statek w tej chwili jest kupką popiołu. - stwierdził z satysfakcją.
Buggy i Alvida zgodnie użyli swoich mocy, by jak najszybciej dostać się do portu, ale zanim opuścili plac, powstrzymał ich dziwny, biały dy,.
-Co to jest?
Zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, o co chodzi, wszyscy piraci na placu byli związani lub, jak w przypadku dwójki użytkowników owoców, złapani w siatki z Kairoseki.
-Nie mam czasu, żeby użerać się z takimi płotkami. - mruknął zirytowany Smoker, kończąc swoją technikę. - Przynieście mi natychmiast mój motor. - rozkazał.
-Tak jest.
-Więc to jest moc Moku moku no mi...- stwierdził ktoś z tłumu, przyglądając się odjeżdżającemu kapitanowi marynarki.
-Przy Merry-
-Dlaczego akurat teraz musiała rozpocząć się ulewa? Ten statek już dawno powinien pójść z dymem, ale przez deszcz nie mogę go podpalić... - marudził dziwnie ubrany człowiek, który nazywał się Mohji w stronę swojego lwa.
-Hej, odsuń się od statku! - usłyszał za sobą okrzyk.
-Co, kto? - zapytał Mohji zdziwiony i odwrócił się gwałtownie, ale poślizgnął się na kałuży. Upadł, uderzając głową w ziemię i tracąc przytomność.
-Patrz, wykończyłem go! - wykrzyknął z satysfakcją Usopp w kierunku Nami.
-Ale wiesz, że został jeszcze lew? - zapytała nawigatorka, kręcąc głową.
-Zabójczy atak: jajeczna gwiazda! - wrzasnął, wypuszczając z procy jajko, ale mokra broń wyślizgnęła mu się z ręki, przez co pocisk wylądował metr od zwierzęcia. „Ups, chybiłem" pomyślał.
Lew w tym czasie podszedł zainteresowany do jajka i zaczął je zlizywać z zadowoleniem.
-Teraz mamy szansę! - krzyknął Usopp i ruszył biegiem w stronę statku, zarzucając sobie rybę Sanji'ego na ramię. Nami z niedowierzaniem pokręciła głową i ruszyła za nim.
-Gdzieś w mieście-
-Ci goście są upierdliwi. - mruknął Luffy, spoglądając przez ramię na goniących ich marynarzy. - powinniśmy się zatrzymać i się ich pozbyć?
-Nie. Będzie ich przybywać bez końca. Poza tym Nami mówiła, by jak najszybciej wrócić na statek. - odpowiedział Sanji. Chciał coś jeszcze dodać, ale zapomniał co, na widok kobiety, która stanęła im na drodze.
-Roronoa Zoro! - wykrzyknęła w stronę zbliżających się piratów.
-Tashigi-san – krzyknęli marynarze, goniący grupkę.
-Pomyśleć, że ty jesteś Roronoa Zoro. I do tego pirat! Po prostu bawiłeś się mną! - wrzasnęła w stronę zielonowłosego.
-Idioto, co zrobiłeś tej pani? - zapytał z groźbą w głosie Sanji. Zoro go zignorował i zwrócił się do Tashigi.
-Nigdy nie pomyślałem, że jesteś z marynarki...
-Odbiorę ci Wodou Ichimonji!
-Spróbuj. - uśmiech na twarzy Zoro wyrażał wyzwanie. - Idźcie! - wrzasnął chwilę później, gdy uderzył mieczem w ostrze Tashigi.
Pozostała trójka skinęła głową i ruszyła naprzód. Mimo, że Sanji miał pewne opory przed pozwoleniem szermierzowi na krzywdzenie kobiety.
Chwilę później, kobieta z marynarki została przygnieciona do ściany, jej miecz wylądował kilka metrów dalej, a Zoro wbił ostrze w ścianę obok jej głowy.
-Nie mogę oddać tego miecza nikomu. Bez względu na wszystko. - powiedział do swojej przeciwniczki. Jego uśmiech sprawił, że po plecach Tashigi przeszły ciarki. Był przerażający.
-T...Tashigi-san przegrała... Niemożliwe... - komentowali zebrani kawałek dalej marynarze.
-Będę lecieć. - mruknął Zoro, oddalając się spokojnie i chowając katanę.
-Dlaczego mnie nie zabiłeś? - wrzasnęła za nim kobieta. - To dlatego, że jestem kobietą?
„Masz szczęście, Zoro, że urodziłeś się jako chłopiec." Szermierz usłyszał w głowie słowa Kuiny, wypowiedziane tak dawno temu.
-Ośmielasz się traktować mnie łagodnie w poważnym pojedynku, tylko dlatego, że kobiety nie są tak silne jak mężczyźni? Żałosne!Oczywiście, nie powinnam się spodziewać, że ktoś taki jak ty zrozumie, jak to jest marzyć, aby urodzić się mężczyzną. Ale nie wybrałam dzierżenia tego miecza dla zabawy... - rozkręciła się Tashigi, wyrzucając wszystkie swoje żale i irytując w ten sposób przeciwnika.
-To twoja cholerna egzystencja mi przeszkadza, nie twoja płeć! - wrzasnął w końcu.
-Co...?
-Twoja twarz wygląda dokładnie tak samo, jak mojej przyjaciółki, która zmarła dawno temu. A teraz jeszcze marudzisz w ten sam sposób, w jaki ona to robiła. Więc przestań ją kopiować, podróbo!
-Co? Nigdy nie słyszałam niczego aż tak dziecinnego! Zawsze żyłam, będąc tylko sobą! Nawet nie znam tej twojej przyjaciółki! Jestem tu jedyną, która powinna narzekać! Może to ona kopiowała mnie?
-Co właśnie powiedziałaś? - nie dowierzał Zoro.
-Ee, Tashigi...? - spróbował przerwać kłótnię jeden z marynarzy.
-Grupa Luffy'ego-
-Ktoś przed nami! - krzyknął Luffy, widząc mężczyznę w kurtce i dwoma cygarami w zębach, który stał na środku uliczki i zagradzał przejście.
-Kolejny? - nie dowierzał Sanji.
-Więc przyszedłeś, Mugiwara no Luffy? - zapytał nieznajomy.
-Kim jesteś? - Luffy nie przerywał biegu.
-Nazywam się Smoker. Jestem kapitanem bazy marynarki w tym mieście. I nie pozwolę wam stąd odpłynąć! - wykrzyknął, strzelając w chłopaka słupem dymu. Ten odskoczył zdziwiony, a pozostała dwójka zatrzymała się.
Co jest? Dlaczego...? - krzyknął słomiany, ale nie zdążył dokończyć, bo został poderwany złapany i poderwany do góry przez kłąb dymu.
Sanji podbiegł do Smokera i wykonał kopnięcie. Jego noga trafiła jedynie w chmurkę dymu.
-Co...? - zawołał zaskoczony.
-Nie mam czasu na zabawy. - stwierdził kapitan marynarki, w momencie, gdy opary przemieniły się w jego głowę. - Biały cios! - wrzasnął, posyłając blondyna na ścianę za pomocą uderzenia chmurą.
-Sanji! - krzyknął Luffy, - Gomu Gomu no pistoru! - rozciągnął ramię, wyrzucając je do przodu. Jednak jego pięść przeszła przez powietrze.
-Naprawdę jesteś wart 30 mln beri? - zapytał rozczarowany Smoker, pojawiając się tuż za nim. W następnej chwili złapał go za głowę i wcisnął ją mocno w ziemię i usiadł na chłopaku, by go unieruchomić. - Wygląda na to, że twoje szczęście się skończyło. - dodał, sięgając po broń na plecach. Jednak zamarł, czując, że ktoś za nim staje.
-Na twoim miejscu nauczyłabym się liczyć, zanim liczyłabym na szczęście. - odezwał się rozbawiony głos tuż przy jego uchu. Biały Łowca odwrócił się zaskoczony.
-Aoi Akuma... - mruknął, zastanawiając się, co robi tu ta osoba. Ostatnio była widziana na Grand Line...
-Gdy nas zobaczyłeś, było nas trzech. - Powiedziała, machając mu tuż przed nosem trzema palcami. Smoker nie mógł oderwać wzroku od twarzy piratki. Wyglądała na rozbawioną: usta rozciągnięte w uśmiechu, ton głosu... Jednak błękitne oczy były twarde i wysyłały oczywiste ostrzeżenie. - Jeden. - zaczęła liczyć, pokazując na Sanji'ego, który właśnie podnosił się, po drugiej stronie ulicy. - Dwa. - tym razem jej ręka nakierowała się w stronę Luffy'ego. - I trzy. - tym razem pokazała siebie.
-Jaki masz cel? - zapytał, zastanawiając się o co chodzi.
-W tej chwili? Poprosić cię o zejście z mojego kapitana. Potem upewnić się, że to zrobisz. Następnie wypłynąć na Grand Line... Może przy okazji napić się gorącej czekolady?A później się zobaczy. - odpowiedziała z udawanym namysłem.
-Ritsu? - jęknął słomkowy, usiłując podnieść głowę.
-Więc tak się nazywa ten niesławny demon? - Smoker wyciągnął swoją broń. - Na twoją głowę też jest nagroda, więc ciebie również mam zamiar złapać. - poinformował;
-Chętnie, ale nie dzisiaj. Teraz trochę nam się śpieszy. Wiesz, sztorm, statek i takie tam.
-Nie ty o tym zdecydujesz. - warknął, podrywając się i próbując trafić przeciwnika.
-Nie? A kto? Bo raczej nie ty. Jak ktoś, kto jest zakuty w kajdanki z kairoseki może o czymkolwiek decydować? - zapytała, tym razem naprawdę rozbawiona, ponownie znajdując się tuż za nim.
-O czym ty... - nie dokończył, bo właśnie w tej chwili poczuł, jak dookoła jego nadgarstków zaciska się chłodny metal, a wszystkie siły go opuszczają.
-Zabrałam z twojej kieszeni. Mam nadzieję, że się nie obrazisz? - zapytała kpiąco, obracając na palcu kluczem od uwięzienia marynarza.
-Dobra robota, Ritsu-chan. - pochwalił radośnie Sanji, stając tuż obok niej. Luffy wesoło przytaknął, otrzepując kapelusz.
-Naprawdę tak myślicie? - zapytała radośnie, odwracając się w stronę towarzyszy.
Oboje jednogłośnie przytaknęli.
-Wypuść mnie. - warknął Smoker, patrząc na to wszystko lekko pogubiony. Czy mu się wydawało, czy Demon właśnie szukał akceptacji u... podrzędnych piratów? - Co właściwie planujesz? - zapytał, mając nadzieję, że uzyska jakieś odpowiedzi.
Ritsu spojrzała na skrępowanego marynarza. Wiedziała, że w obecnej sytuacji niewiele zrobi. Wiedziała jednak, że mógłby im poprzeszkadzać, gdyby go teraz uwolniła. Pochyliła się nad nim lekko i wsunęła mu kluczyk do kieszeni kurtki. Z przodu. Ręce miał unieruchomione z tyłu, więc sam po niego nie sięgnie. Przynajmniej w najbliższym czasie.
-Już ci mówiłam, co planuję. - przypomniała, uśmiechając się lekko. - Statek, Grand Line, czekolada. Jak wymyślę coś nowego, to obiecuję, że się o tym dowiesz. - wyszczerzyła się.
W tym momencie potężny wiatr sprawił, że wszyscy musieli mocno się zaprzeć, by się nie przewrócić. W następnej chwili usłyszeli krzyk Zoro.
-Luffy, biegiem! Zaraz ogromny sztorm tu będzie. - ostrzegł, biegnąc w ich stronę.
-Na statek. - zarządził Luffy, odwracając się w stronę portu. Cała czwórka ruszyła raźno przed siebie.
Chwilę później byli już w porcie i zauważyli Going Merry, która kołysała się niebezpiecznie na falach.
-Jesteście. Co zajęło wam tyle czasu? - zapytała Nami z ulgą w głosie.
Już po chwili cała załoga odpływała na statku, opierając się potężnym falom.
-W porcie-
Smoker stał na brzegu i patrzył na znikający za horyzontem statek. Nie mógł w to wszystko uwierzyć.
Potężny wiatr pomógł mu uwolnić się. Gdy pozbył się krępujących go kajdanek z kairoseki, wciąż widział piratów, zbliżających się do końca uliczki. Zanim zdołał ruszyć za nimi w pogoń, drogę zagrodził mu Dragon. Przywódca rewolucjonistów we własnej osobie. Nie dowiedział się od niego niczego. Nawet, gdy zapytał go o powód zatrzymania, uzyskał odpowiedź „dlaczego ich zatrzymywać?"
Pokręcił głową, zdenerwowany.
-Wyruszę za nimi. Przygotujcie mi statek. - rozkazał.
-Ale, taisa... to nie jest pana rewir. - przypomniał niepewnie jego podwładny.
-Wyruszę za nimi na Grand Line i złapię tego słomianego dzieciaka. - stwierdził, nie przejmując się zdaniem żołnierzy.
-Popłynę z panem. - powiedziała Tashigi. - Zabiorę Roronorze jego miecze...
Smoker wyjątkowo się nie sprzeczał.
Hej wszystkim. Chcę zacząć od przeprosin, że tak długo nie było rozdziałów. W ostatnim czasie miałam naprawdę mało czasu i dużo rzeczy do zrobienia. Pisanie zostało, więc zepchnięte na dalszy plan. Niestety, kolejne dni będą równie zajęte, jeżeli nie bardziej, ale naprawdę postaram się w miarę nadążać z pisaniem. Nic nie obiecuję, ale zrobię co w mojej mocy. Naprawdę. W następnym rozdziale powitamy Grand Line!
Słowniczek:
-moku moku - onomatopeja dla rozprzestrzeniającego się dymu. nie wiem, czy można to nazwać onomatopeją (bo to jest wyraz dźwiękonaśladowczy, a ja jeszcze nigdy nie spotkałam się z dymem, który wydawałby dźwięk), ale biorąc pod uwagę fakt, że Japończycy mają onomatopeję do "bycia brudnym", to zakładam, że tak. Nazwijmy to wyrazem "obrazonaśladowczym".
