Mała dziewczynka weszła do miasteczka. Minęła obojętnie bawiące się dzieci i poszła dalej. Nie przyciągała zbyt dużej uwagi. Była chuda, ale niewiele bardziej od rówieśników. Ubrania miała lekko przybrudzone, miejscami przetarte, ale u dzieci to całkiem normalne. Długie włosy, zebrane w koński ogon, były tylko lekko wilgotne. Można było pomyśleć, że po kąpieli w pobliskim jeziorku. Szła szybko, lekko przygarbiona. Większość osób, które na nią spojrzały, uznawała, że została skarcona przez rodziców.

Żaden jednak nie domyśliłby się nawet połowy jej historii. Żaden też nie spojrzał jej w oczy. Dziewczyna miała spojrzenie przestraszonej, ostrożnej i nieufnej osoby. Spojrzenie kogoś, kto za szybko został zmuszony do dorośnięcia.

Skręciła za róg i, upewniwszy się, że jest sama, lekko przeskoczyła przez płot. Wzięła kilka wiszących tam ubrań, wciąż lekko wilgotnych po praniu, po czym wróciła na ulicę. Z kolejnego podwórza, na które trafiła, zabrała trochę jedzenia. Zawinęła wszystko w koszulę, którą wcześniej ukradła i opuściła miasto.

Minęły już trzy miesiące od jej ucieczki. Przez ten czas udało jej się odwiedzić kilka wysp, wkradając się na statki handlowe lub pirackie. Marynarki unikała, a na rewolucjonistów do tej pory nie trafiła.

Usiadła pod drzewem i podzieliła zdobyty prowiant na porcje. Przy normalnych posiłkach starczy jej na trzy tygodnie. Przy oszczędnej diecie na półtora miesiąca.

Z apetytem zabrała się do jedzenia.

Dziewczynka po raz kolejny się potknęła, jednak nie przerywała biegu. Mroźne powietrze podrażniały jej płuca, zmęczone długotrwałym wysiłkiem. Ręce kurczowo zaciskała na torbie. W środku były ciepłe ubrania i porcja ryżu. Co chwilę odwracała głowę, by ocenić odległość od pościgu.

Minęło około pół roku od jej ucieczki. Robiło się coraz zimniej. Chciała znowu coś ukraść, ale zdrętwiałe od mrozu kończyny sprawiły, że się potknęła. Zbyt dużo hałasu przyciągnęło właściciela sklepu. I policję. Teraz próbowała uciec. Zdawała sobie sprawę z tego, że jeżeli ją złapią, zaraz trafi w ręce rządu. A potem wróci do niewolnictwa. Nie mogła na to pozwolić.

Wbiegła do portu, zyskując sporą przewagę. Wiedziała jednak, że nie zdoła już dłużej biec. Zauważyła, że jeden z pirackich statków, przygotowuje się do odpłynięcia. W pobliżu stało sporo skrzyń, a załoga gorączkowo kręciła się po pokładzie.

Dziewczynka wślizgnęła się za jedną ze skrzyń i osunęła się na ziemię. Otworzyła usta, by jej przyśpieszony oddech nie wydawał żadnych dźwięków.

Pościg dotarł do portu. Dało się słyszeć rozkazy o rozdzielenie się i przeszukanie okolicy. Wstrzymała oddech, gdy usłyszała jak kilka osób zbliża się do skrzyń. W tym samym momencie na ląd ze statku zszedł mężczyzna. Miał na głowie słomkowy kapelusz. Jego włosy były czerwone, a jedno oko przysłaniała blizna.

Spojrzenia pirata i uciekinierki spotkały się. Dziewczynka przełknęła ciężko ślinę. Była przerażona, nie miała już siły uciekać. Mężczyzna mrugnął do niej wesoło, po czym podszedł i zatrzymał się tuż obok skrzyni, za którą się chowała. Oparł się o nią swobodnie.

-Czego tu panowie szukają? - zapytał pogodnym głosem, kręcących się tam stróżów prawa.

Dało się słyszeć nerwowe odchrząknięcie.

-Przebiegała tędy pewna złodziejka. Nie widzieliście jej? - pytanie, zadane dość nerwowym głosem, zdradzało strach pytającego.

-Hmmm... mała dziewczynka, brązowe włosy, bardzo chuda? - upewnił się.

-Tak. - ucieszyli się tamci. W międzyczasie ze statku zszedł kolejny pirat. Czarne włosy związał w kucyk. Za paskiem miał strzelbę, a w zębach trzymał papierosa. Posłał zdziwione spojrzenie dziewczynie, ale nie skomentował w żaden sposób jej obecności. Podszedł bliżej,

-Kapitanie, ładować skrzynie? - zapytał spokojnie.

-Ach, tak. Zacznijcie od tamtych. - czerwonowłosy pokazał towar tuż przy statku. Ten, który nie zakrywał w żaden sposób złodziejki.

-Tak jest. - ruszył w tamtą stronę luźnym krokiem, zabierając po drodze kilku kompanów.

-Więc... Widzieliście złodziejkę? - podjął temat stróż prawa.

-Tak. - przyznał pirat, obserwując członków załogi.

-Gdzie ona jest? - dopytał tamten po chwili ciszy.

-Obawiam się, że w tej chwili może być wszędzie. - zaśmiał się.

-W którą stronę pobiegła? - mężczyzna wydawał się lekko zdesperowany.

-Gdzieś tam. - czerwonowłosy machnął ręką w bliżej nieokreślonym kierunku. Tamten podziękował i odszedł. Jednak kilka osób z pościgu wciąż kręciło się po porcie, wypatrując złodzieja.

-Jak leci? - zapytał wesoło pirat. Dziewczynka dopiero po chwili zorientowała się, że pytanie było skierowane do niej. Nawet nie drgnął, spokojnie obserwując przystań.

-Ja... dziękuję. - wyszeptała słabo.

-Nie ma sprawy. Dlaczego cię gonili?

-Bo ukradłam ubrania... i jedzenie.

-Dlaczego? - dociekał.

-Jest zimno. Byłam głodna.

Mężczyzna uniósł brwi i spojrzał na nią.

-Mam wrażenie, że jest w tym coś więcej? - zabrzmiało to bardziej jak pytanie.

Dziewczyna przez chwilę się wahała, ale stwierdziła, że i tak nie ma innego wyjścia, jak wszystko powiedzieć.

-Jeżeli mnie złapią, prawdopodobnie znowu trafię do Tenryuubito jako niewolnik. - wyrzuciła jednym tchem, zerkając na niego niepewnie.

-Znowu? - w głosie mężczyzny pojawiło się niedowierzanie.

-Uciekłam.

-To wiele wyjaśnia. - zaśmiał się. - Przyłączysz się do nas? - zapytał, a jego usta rozciągnęły się w jeszcze szerszym uśmiechu.

-Chcecie mnie oddać żeby zdobyć nagrodę?

-Nawet jeśli... Masz inne wyjście? - zapytał retorycznie, unosząc brwi. Dziewczyna niechętnie musiała przyznać mu rację. Zasłaniana przed niepożądanymi spojrzeniami dotarła na statek pirata. Potem wraz z kapitanem i czarnowłosym mężczyzną zeszła pod pokład.

-To co, przedstawiamy się? - zapytał czerwonowłosy. - Ja jestem Shanks. Pirat, kapitan tego statku. A to jest Benn Beckman, pierwszy oficer.

-Chwila... Shanks? Ten znany i niebezpieczny? Akagami? - zapytała z niedowierzaniem. Tamten tylko radośnie pokazał na swoje włosy. - ok, głupie pytanie. Jestem Ritsu. Mishi D. Ritsu.

-Czyli uciekłaś od Tenryuubito? - zapytał Beckman. Ritsu potaknęła.

Benn zastanowił się chwilę i wymienił spojrzenia z Shanksem. Doszli do milczącego porozumienia.

-Za chwilę odpływamy i będziemy mogli spokojnie porozmawiać. - oznajmił Akagami. - W międzyczasie Benn zaprowadzi cię do kuchni. Wyglądasz na głodną. - uśmiechnął się lekko.

Dziewczyna energicznie pokiwała głową i pozwoliła się wyprowadzić z pomieszczenia. Shanks westchnął ciężko. Może się zrobić ciekawie...

-Możemy porozmawiać? - zapytał Beckman, wchodząc do kajuty kapitana.

-Pewnie. - Zgodził się Shanks, zaciekawiony.

-Co... co o tym myślisz?

-Ale o czym? - Akagami dobrze wiedział, o co chodzi przyjacielowi, ale lubił się z nim droczyć.

-O tej dziewczynie... Ritsu. Myślisz, że mówiła prawdę? Szczególnie o tej ucieczce od Tenryuubito.

-Hmmm... - czerwonowłosy zamyślił się. - Sama historia wydaje mi się mało prawdopodobna. Od dawna nikomu to się nie udało. A co dopiero mówić o dzieciach... Chociaż z drugiej strony to byłoby jakieś wyjaśnienie dla ostatnich wydarzeń. Wzmożona aktywność marynarki, podenerwowanie rządu... Również, patrząc na Ritsu nie wydawało mi się, żeby kłamała. To daje nam dwie możliwości. Albo była pewna, że to zrobiła, bo ktoś jej to wmówił, albo... mówiła prawdę.

-Też odniosłem takie wrażenie. - przyznał Benn, opadając ciężko na stojące w rogu krzesło. - Jednak ucieczka od Tenryuubito... Nie mogę w to uwierzyć.

-Gdzie ona teraz jest?

-Ogląda ją Fune. Przed chwilą zjadła. Chyba nigdy nie jadła do syta. Musiałem jej prawie grozić, żeby zjadła całą porcję. I nie, nie było tego dużo. Uznałem, że bezpieczniej dla niej będzie nie zmieniać drastycznie ilości jedzenia.

-Rozumiem. Jak zareagowała reszta? - to pytanie musiało w końcu paść.

-Cóż... większość się z ciebie nabijała. - zaśmiał się, ale po chwili spoważniał. - Większość jest zaciekawiona. Nikomu jeszcze nie zdradziłeś powodu, dla którego to zrobiłeś. W sumie nie często pomagasz przypadkowo spotkanym złodziejom, a jeszcze rzadziej zabierasz dzieci na pokład. Właściwie to nigdy. Ale cierpliwie czekają na wyjaśnienia i się nie sprzeciwiają. Ufają ci. Wszyscy ci ufamy. - ostatnim zdaniem jasno dał do zrozumienia, że sam też czeka na jakieś wyjaśnienia.

-Chciałbym ci to wyjaśnić. - bezwiednie przejechał dłonią po czerwonych włosach a potem pogładził brzeg kapelusza. - Obawiam się jednak, że sam nie do końca to rozumiem. To było przeczucie. Podświadoma chęć, by pomóc tej dziewczynie. Dalej odnoszę wrażenie, że już niedługo okaże się kimś więcej niż zwykłym złodziejem i zbiegłym niewolnikiem. Weź pod uwagę, że udało jej się uciec z miejsca, z którego teoretycznie uciec się nie da.

-Ha ha, rozumiem. - odprężył się Beckman. Może było to dziwne, ale przeczucie kapitana mu starczało. Akagami rzadko się mylił. - Pójdę znaleźć jej jakieś miejsce do spania. Ty w tym czasie pomyśl, jak wytłumaczysz się reszcie. - Podniósł się i ruszył w kierunku wyjścia. Usłyszał za plecami jęk kapitana. Pozostałej części załogi raczej nie starczy wytłumaczenie „bo miałem takie przeczucie".

Ritsu z głośnym jękiem otworzyła oczy. Natychmiast spoczęły na niej trzy ciężkie spojrzenia.

Pierwszy zerwał się z miejsca Fune. Lekarz pokładowy Piratów Czerwonowłosego był średniego wzrostu. Miał krótkie blond włosy i jasne, lekko zamglone oczy. Powstrzymał dziewczynę przed podniesieniem się, po czym podał jej nieco wody. Dziewczynka łapczywie zaczęła pić.

-Jak się czujesz? - zapytał zmartwiony Shanks.

Poprzedniego dnia Fune ją zbadał. Okazało się, że ma ostre zapalenie płuc. Z tego co im tłumaczył wynikało, że długotrwały niedobór jedzenia i brak jakiejkolwiek pomocy medycznej poważnie nadwyrężyły jej zdrowie. Bardzo się dziwił, że przeżyła tak długo. Na szczęście uznał, że uda mu się wyleczyć pacjentkę, a przy odpowiedniej diecie i opiece, uda się odbudować jej zrujnowany system odpornościowy.

Spojrzenie Ritsu przesunęło się po trojce obecnej w pokoju. Najpierw przyjrzała się lekarzowi, który stał najbliżej, potem spojrzała na Shanksa, a na końcu zerknęła na Benna.

-Nie musicie mnie oddawać marynarce, jeżeli chcecie zarobić. - powiedziała wystarczająco przytomnie, by zdziwić lekarza. Z tą gorączką spodziewałby się po niej najwyżej niezrozumiałego mamrotania.

-Co masz na myśli? - zapytał zaintrygowany Akagami.

-Pozwólcie mi na skontaktowanie się z rewolucjonistami. Jeżeli uda mi się z nimi dogadać, to zapłacą wam, ile chcecie.

-Rewolucjoniści?

-Mój tata... Nie wiem kim był, ale kazał mi się do nich zgłosić. Mieli mi pomóc. - jej głos zaczął tracić na silę. Końcówka była już ledwo słyszalnym szeptem.

-Nie martw się. Nie zamierzamy cię nikomu oddawać. - uspokoił ją kapitan, uśmiechając się lekko. - Chcemy ci pomóc. Na razie po prostu wyzdrowiej.

Żaden z nich nie był pewny, czy to usłyszała. Jej klatka piersiowa unosiła się w równym tempie, a ona sama już głęboko spała.

Shanks stał przy burcie i obserwował oddalający się powoli port. Wyspa była spokojna i bardzo ładna, ale i tak czuł coś w rodzaju ulgi. Morze go uspokajało i zapewniało bezpieczeństwo. Było jego domem.

W pewnym momencie poczuł, jak ktoś szarpie go za nogawkę, wyrywając go z rozmyślań. Domyślił się, kto tak stanowczo domaga się jego uwagi jeszcze zanim spuścił wzrok.

Obok niego stała Ritsu. Przez ostatnie pół roku przestała wyglądać jak chodzące stadko nieszczęść. Przybrała nieco na wadze – teraz wyglądała jak większość dzieci w jej wieku. No, może z tym wyjątkiem, że na ciele dziewczynki w niektórych miejscach całkiem wyraźnie odznaczały się mięśnie. Na twarzy miała zdrowe kolory, coraz rzadziej też dopadały ją rożne choroby. Niemalże niewidoczna stała się również czerwona pręga na szyi. Z prezencją było dużo gorzej. Chociaż w sumie czego innego można było się spodziewać? Na statku przebywała z samymi mężczyznami, którzy kompletnie nie wiedzieli, co można kupić dziewczynce. Z nieznanych nikomu powodów uznali, że powinny to być kolorowe ubrania (jaskrawe odcienie), najlepiej z jak największą ilością ozdób. Ritsu jednak stanowczo sprzeciwiała się noszeniu czegoś takiego i uparcie „pożyczała" ubrania pozostałych członków załogi. A że była dużo mniejsza od każdego, wyglądało to trochę tak, jakby nosiła bardzo luźne sukienki. Na szczęście na wyspie, z której właśnie odpływali, znaleźli sklep, gdzie sprzedawczyni pomogła im dobrać bardziej odpowiednie ubrania.

Kolejnym problemem była jej fryzura. Cała załoga jednogłośnie sprzeciwiła się pomysłowi, żeby ściąć jej włosy. Uznali, że w długich wygląda dużo ładniej. Jednak niewielu z nich wiedziało, co powinni z nimi zrobić. Nieliczni, którzy robili cokolwiek związanego z fryzurą, co najwyżej wiązali je w kitkę. A dziewczynka bardzo chciała mieć warkocza. Ze względu na talenty artystyczne piratów, zazwyczaj kończyło się na niezgrabnych supłach zawiązanych w prawie taki sam sposób jak liny... Jednak Ritsu się to podobało, więc nikt nie próbował tego zmieniać.

W ciągu tych sześciu miesięcy, które spędziła w towarzystwie piratów, zaczęła im ufać. Być może sprawiły to zapewnienia, że nie chcą jej oddać, może jedzenie, a może ich opieka nad nią podczas choroby. Tego chyba nikt nie wiedział. Faktem jednak było, że bardziej się otworzyła i zachowywała się w ich towarzystwie w pełni swobodnie.

-Co byś chciała? - zapytał Shanks, pochylając się lekko nad najmłodszym członkiem swojej załogi.

-Wiesz gdzie jest Beni? Obiecał, że mi pomoże...- zapytała Ritsu, robiąc nadąsaną minkę. Oczywiście, nie czuła się obrażona i wszyscy dobrze o tym wiedzieli, ale nikt nie mógł oprzeć się tej minie. Dziewczyna wykorzystywała to na swoją korzyść. To również było dość znanym faktem, ale jakoś nikt nie mógł nic na to poradzić.

Ritsu czuła szczególną wieź z pierwszym oficerem. Z wzajemnością. Gdy tylko Beckman zorientował się, że młodsza dziewczyna nie potrafi pisać, czytać czy liczyć, wziął sobie za punkt honoru ją tego nauczyć. Szybko zorientował się, że jego uczennica jest swego rodzaju geniuszem i większości uczyła się błyskawicznie. W swojej załodze był uważany (i słusznie) za najinteligentniejszego. Potrafił zaplanować różne skomplikowane akcje tak, by odniosły skutek. Jednak gdy miał okazję obserwować zdolności do analitycznego myślenia Ritsu, po prostu uznawał się za co najwyżej przeciętnego. Dziewczynka potrafiła łączyć ze sobą setki różnych informacji, byle tylko uzyskać jak najdokładniejszy wynik. Mimo to, co najciekawsze, nie mogła załapać chociażby podstaw nawigacji, które tak dobrze znał Benn.

Nie można też zapominać o naukach walki, które regularnie udawało jej się wyżebrać od różnych osób. Sporo czasu spędzała z pierwszym oficerem, który swoją strzelbą potrafił się posługiwać podczas walki wręcz, ale też z kapitanem, który był świetnym szermierzem. Pozostałych też często udawało jej się naciągać na spędzanie z nią czasu w rożny sposób. W momencie, w którym wyczerpywała swój dzienny limit treningów ( który został jej nałożony na siłę przez nadopiekuńczych piratów), lubiła spędzać czas z Yasoppem, który potrafił ją zabawić opowiadając różne historie lub robiąc kawały innym osobą. Akurat ten sojusz pozostali traktowali z odpowiednim respektem, jako szczególnie niebezpiecznym.

-Ostatnio widziałem go, jak schodził pod pokład. Pewnie poszedł oglądać mapy. - postanowił zdradzić przyjaciela.

-Dzięki, oji-san. - pomachała mu wesoło, po czym odbiegła w odpowiedni kierunku.


To nie jest rozdział, gdzie rozwija się akcja, wiem... po prostu uznałam, że w taki sposób łatwiej mi będzie wprowadzić przeszłośc, bo... jest łatwiej :) Przynajmniej dla mnie.

Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam. I mogę się skarżyć na nadmiar zajęć, zepsuty komputer, chorobe itd, ale nie zrobię tego. Po prostu, nie udało się piasać tyle, ile chciałam. Każdy może mieć gorszy okres, nie?

Pociesze was, że kolejny rozdział jest prawie skończony (nie mogłam go skończyć, bo bez komputera nie wiedziałam, gdzie skończylam, więc wykorzystałam prehistoryczną metodę "kartka+ołówek", żeby napisać to. Ktoś wie o czym mówię? :D), więc powinien się niedługo pojawić. I od tego miejsca planuję wprowadzić nieco zmian, chaosu i tym podobnych. Chociaż pewności nie mam...

Już, już... nie przynudzam dłużej i biorę się do pisania. Kilka pojęć na koniec:

-Fune – tak nazwałam lekarza pokładowego na statku Shanksa, ponieważ nie wiem jak nazywał się on w oryginale oraz czy w ogóle był jakoś przedstawiany.

-Tenryuubito - pewna warstwa społeczna występująca w One Piece. Szlachcice, którym generalnie wszystko wolno, bo mają pełne poparcie rządu i marynarki. Nie można im nic zrobić, by cała armia nie rzuciła się na plecy... Nie lubie ich

-oji-san - z jap. wujek. chyba to już gdzieś tłumaczyłam, nie?

O, właśnie. Nie żaby coś, ale... komentujcie, proooszę? Smutno mi, jak nikt mi nic nie pisze... Naprawdę. Dlatego dziękuję Wiktoi za to, że coś napisał. Chyba powinnam to zrobić jakoś wcześniej, ale... no nic, mam spóźniony zapłon ^^