Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się recenzji ;) Dziękuję za to. Przepraszam za wszystkie niedociągnięcia, zmienianie charakteru Eda, błędy ortograficzne, językowe, interpunkcyjne itd.
A/N: FMA nie należy do mnie (gdyby należało, to anime nie miałoby tylko 64 odcinków -,-) Indżoj!
Rozdział drugi
Był środek nocy, a wzdłuż piaszczystej drogi szedł blondwłosy nastolatek z plecakiem zarzuconym przez ramię. Nie miał pojęcia, dokąd iść, ani na jak długo. Chciał jedynie zostać sam...
Wszyscy mówią, że za leniwy, że nic nie robi, że wszystko zawsze jego wina. Skoro go tak nienawidzą, to dlaczego go nie zostawili?
Nic nie robi, tak? Kto wczoraj był w pracy z Alem, wyprowadzać psy? Kto gonił Hamaka, po tym jak uciekł? Kto się ubrał, umył w mniej niż pięć minut? Kto niecały tydzień temu umył samochód swojego taty? Kto zrobił sznur z prześcieradeł i zszedł na dół, jak na bangee?
On.
Chwila... miał wyjaśnienia! Dlaczego zamiast ich użyć, uciekł jak dziecko?
Gwałtownie się odwrócił i pobiegł kawałek, ale później spotkał się z oślepiającym światłem i poczuł, jak uderza w coś i stracił przytomność.
Chwila później (i to dość dłuższa, nie pamiętam ile to było xD)
Obudziło go lizanie po ręce. I to dość intensywne. Zamrugał szybko, próbując przegonić sen z powiek i spojrzał w swoją prawą stronę. Zobaczył psa.
Był to średniej wielkości kundelek. Miał drobną budowę, gęste, długie futro. Każda z jego łap była biała, podobnie jak pyszczek i brwi, oraz końcówka ogona. Poza tym pies był czarny z jasnymi, podpalanymi kończynami. Miał lekko oklapnięte uszy i brązowe, bursztynowe oczy.
Wyciągnął drugą rękę, by pogłaskać psa po głowie, ale ten zaczął mu ją lizać, kiedy była w połowie drogi.
"Z takim psem to bym mógł chodzić na spacery"
W porównaniu do Hamaka, ten kundelek był aniołkiem. Przecież husky go gryzł, kiedy stał dwa metry od niego! Do tego Hamak nie jest małym psem, a takie nie małe psy, nie mają nie małych zębów.
Dopiero teraz zauważył, że nie jest u siebie w pokoju. Leżał na miękkiej sofie, zgniłozielonego koloru, był przykryty szarym, jedwabnym kocem. Z jednej strony sofy stał fotel, a z drugiej drewniana etażerka, na niej kraciasta lampa. Po drewnianej podłodze wił się długi, kolorowy dywan. Pod drewnianymi ścianami, stały regały z książkami, a w wolnych miejscach wisiały obrazy, przedstawiające konie. Z sufitu zwieszała się lampa typu dyniastego. Niedaleko od sofy stał stół z porozrzucanymi na nim gazetami, czasopismami i książkami. Pod kawałkiem jednej ściany, leżało posłanie w czerwono-czarną kratkę. Było tu naprawdę przytulnie.
Drzwi zaczęły się powoli otwierać.
-Obudziłeś się! Całe szczęście! Myślałam, że zrobiłam ci krzywdę!
Głos należał do kobiety w wieku około czterdziestu lat. Była brunetką, miała niebiesko-zielone oczy i skórę bladą, prawie jak kreda. Długie ciemno brązowe włosy, związała w luźny warkocz, który sięgał jej do połowy pleców. Ubrana była w beżowy sweter, białą koszulkę, jasne dżinsy i szare trampki za kostkę. W rękach trzymała tacę z parującym napojem i piernikami. Jej atrakcyjną twarz zdobił serdeczny uśmiech.
Podeszła do niego, postawiła tacę na stoliku, usiadła na fotelu, po czym wyciągnęła do niego rękę w geście powitalnym. Przyjął ją z lekką niepewnością.
-Jak masz na imię, chłopcze?-zapytała(A/N: W moim wypadku było "dziewczę" ;))
-Edward...-odpowiedział
-Ładne imię, takie potężne! Nazywam się Tara Stainhold. Miło poznać!
-Mi też...Co się stało? Co ja tu robię? I gdzie jestem?
-No więc... Wracałam od mojej matki, dzisiejszej nocy i ty... no cóż... wbiegłeś mi pod samochód... Tak, czy owak, straciłeś przytomność, nie miałeś przy sobie żadnych dokumentów, nie wiedziałam kim jesteś, dlatego zabrałam cię do siebie. A właśnie! Jesteś w moim skromnym salonie! Masz może czym zadzwonić, żeby cię odebrali?
-Nie, zostawiłem w domu...
To była prawda. Pamiętał, jak zeszłego wieczoru po rozmowie z Winry, wrzucił telefon do szuflady.
-Słabo, bo ja nie mam telefonu przy sobie, a chyba nie pojedziemy trzysta kilometrów do miasta tylko po to, by zadzwonić, prawda?
-Aż trzysta kilosów?!
-Coś nie tak?
-Nie, tylko jestem zaskoczony, że przeszedłem aż tak dużo.
-W sumie znalazłam cię niedaleko miasta, więc mogłeś od niego przejść jakieś sto kilometrów. Zauważyłam, że masz ze sobą plecak z ubraniami i pieniędzmi, chyba nie jesteś jednym z tych uciekinierów, prawda?
-...
-Dobra, nieważne! Zjedz to, co ci przyniosłam i cię oprowadzę, dobrze?
-Huh?
-Czyżbym nie wspomniała, że zostaniesz u mnie do czasu, aż coś wymyślimy?
-Nie.
-No to mówię ci teraz! Jedz!
Ed zjadł swoje 'śniadanie' w mniej niż pięć minut, jak zwykle. Później Tara wstała z miejsca, pokazując Edowi, żeby szedł za nią, co zrobił z chęcią. Chciał zobaczyć, gdzie będzie mieszkał, przez dłuższy czas.
Domek, był zwykłą, wiejską parcelą, z dachem, o charakterze górskim. Kuchnia była drewniana, z wyjątkiem lodówki i kuchenki. Okna zostały przyozdobione żółtą firanką, a kilka blatów, wazonem lub koszem owoców. Ściany miały bladożółty kolor. Kuchnia służyła także jako hall, co można było poznać po drzwiach prowadzących na dwór. Dalej była najzwyklejsza w świecie łazienka: prysznic, umywalka, toaleta i pralka. Sypialnia Tary, też się zbytnio nie różniła od zwykłej. Pomijając kupę porozrzucanych papierów na biurku i obrazach koni, wyglądała jak normalna sypialnia kobiety.
Za to na dworze działy się cuda.
Niedaleko wejścia leżał najwyżej trzyletni owczarek niemiecki długowłosy. Kilka metrów dalej stała jego buda i miski. Później można było zobaczyć stajnię, wybieg i trochę kostek siana. Trawa na wybiegu była taka soczyście zielona, że konie aż rzucały się, żeby ją spałaszować.
Ed i Tara oparli się o ogrodzenie, oglądając konie. Kundelek(Nero) i owczarek(Lara), rozsiadły się koło nich. Tara zaczęła przedstawiać Edowi wszystkie konie.
-Jest ich tutaj pięć, wszystkie są irlandzkiej rasy tinker. Widzisz tego z dwoma czarnymi łatami na zadzie? To Julia, jest bardzo ufna, jeśli chciałbyś nauczyć się jeździć, to tylko na niej...-
-Ale ja umiem jeździć. Kiedy byłem młodszy jeździłem do wujka na wakacje, ma hodowlę arabów.
-Może i tak, ale arab a tinker, to zupełnie nie to samo. Arab nie jest bardzo delikatny, może trochę nerwowy, uparty, ale to gorącokrwisty koń. Tinker jest łagodny, uległy, ale jest zimnokrwisty co oznacza, że wybija jak sto pięćdziesiąt. Rozumiesz teraz? Do arabów trzeba stanowczej ręki, a do tinkerów nie, bo zrobią wszystko, byleby tylko zadowolić jeźdźca.
-Rozumiem, jak jeżdżę to mam być bardziej delikatny, tak?
-Owszem.
-Nie jestem zbytnio znany z delikatności, ale spróbuję.
-Mądry chłopak. Ok, Julię już znasz. Dalej jest cały kary z białą ciapką wokół oka i chrapą, widzisz?
-Tak, to ten po prawej stronie przy drzewie?
-Tak, nazywa się Ares. Jest siedmioletnim ogierem, aczkolwiek jest bardzo spokojny nawet, jako taki młody koń. Nie będzie żadnych problemów z dosiadaniem go. Następnie, to kasztan i ma bardzo dużo łat.
-Stoi chyba niedaleko Aresa.
-Dokładnie, poprzedni właściciel nazwał ją Mika. Kiedy przyjechała do mnie miała pięć lat (teraz ma już dwanaście) i była bardzo płochliwa. Dopiero po roku udało mi się na nią wsiąść. Dalej jest trikolor, widzisz?
-Tak, właśnie do nas idzie!
Prawda. Duży ogier conajmniej sto siedemdziesiąt centymetrów, podchodził do nich wybałuszając swoje oczy-jedno brązowe, drugie jasne niebieskie- i przekrzywiał piękną, kształtną głowę na prawy bok, obserwując przybyszy. Zatrzymał się przed Edem i dmuchnął mu ciepłym powietrzem w twarz. Chłopak zaśmiał się i poklepał konia po szyi. Po chwili Tara przyłączyła się do pieszczenia.
-Ma na imię Milior i mam wrażenie, że jest to koniokot albo koniopies. Ciągle chciałby się przytulać! A zadanie wykona w stu procentach wtedy, kiedy wie, że coś w zamian dostanie! Super się na nim jeździ.
Nagle odezwało się wysokie, głośne rżenie.
-Oho, nasza 'Księżniczka'... Stary właściciel nazwał ją Soft Lady co jest dziwne, bo ona wcale taka 'soft' nie jest. Próbuję ją sprzedać od dwóch lat, ale kiedy mówię jaka Lady jest podczas jazdy, kupujący się rozłącza. To istny diabeł pod siodłem, a szkoda, bo to taki piękny koń...
W istocie, Lady była bardzo piękna. Cały zad miała czarny, łącznie z ogonem i głową, ale na niej widniała biała latarnia. Jej grzywa miała dwa kolory, biały i czarny. Posiadała dwoje rybich oczu, w których iskrzył się płomień waleczności.
-No nic, może pojedziemy na przejażdżkę?
C.D.N.
Ja tego wcale nie zmyślam. Naprawdę uciekłam z domu, zostałam potrącona przez samochód i obudziłam się w raju. Na początku myślałam, że to jeden z moich głupich snów, ale to nie było to. Wszystkie terminy, których nie rozumiecie, mogę wytłumaczyć. Spokojnie, nie gryzę :}
Si ju nekst tajm!
