W nocy śnił mi się Shin-chan i to w odsłonie pełnej seksapilu, którego na co dzień zdecydowanie mu brakowało. Ale to może nawet z jednej strony dobrze, bo w przeciwnym wypadku przebywanie w jego obecności mogłoby okazać się niebezpieczne. I nie mam pojęcia, dla którego z nas bardziej. Ponadto kiedy się obudziłem.. To z palącym rumieńcem i sporym problemem w spodenkach. Gdyby tylko wiedział jak pobudzająco działa na mój umysł i ciało.. Przeklęty, głupi, niedomyślny glon. Jak to możliwe, że był tak ślepy nawet z tymi okularami? A może tylko się zgrywał?
- Shin-chan, nie wstydź się i wyjdź w końcu z tej przymierzalni.- zawołałem z rozbawieniem, czatując cały czas pod drzwiami, żeby móc jako pierwszy zobaczyć Midorime w niemalże całej okazałości. I nawet przeszło mnie chwilowe ukłucie zazdrości, kiedy pomyślałem, że w końcu to nie tylko ja go takim zobaczę. Zaraz potem jednak uświadomiłem sobie, że w sumie nikt poza mną w żaden sposób się raczej z nim nie spoufala i szybko się uspokoiłem.- No, chodź już!
- Nie pospieszaj mnie, nanodayo.
W rzeczywistości okazało się, że wygląda jeszcze lepiej niż w moich wyobrażeniach! Co prawda niejednokrotnie widziałem go przebierającego się w szatni przed, czy po treningu, jednak było to zupełnie coś innego. Nawet pozwoliłem sobie, żeby zawiesić na nim wzrok na chwilę dłużej niż powinienem.
- Bakao. Nie gap się tak.
- Hmm? Mówiłeś coś, Shin-chan?- potrząsnąłem głową, odganiając od siebie chęć rzucenia się na niego tu i teraz.
- Tak, że masz się na mnie tak nie gapić. Wyglądasz na niezrównoważonego.
- Bo jestem.- mruknąłem pod nosem, właściwie to bardziej do siebie, niż do niego. Nie skomentował tego jednak, posyłając mi tylko groźne spojrzenie.
- Chodźcie już, gołąbeczki, trener czeka.- zza szafek wyjrzał na nas Oostubo, jednak równie szybko zniknął. Rzecz jasna, nie umknął mi rumieniec, który wtargnął na policzki Shin-chana, przez co uśmiechnąłem się szeroko.
- Tak, czas już iść..- powiedział cicho i otworzył szafkę, żeby schować do środka okulary. Kątem oka zauważyłem kolorową figurkę krowy ze złotym dzwoneczkiem. Niemożliwy.
I właściwie nim zdążył zrobić trzy kroki, potknął się o ławkę, wywołując tym samym u mnie atak śmiechu, i pewnie runąłby na ziemię, gdybym go nie złapał i nie przytrzymał. Spojrzał na mnie z nie małym zaskoczeniem, sięgając ręką w kierunku, gdzie jeszcze przed chwilą spoczywały jego okulary, zupełnie jakby zapomniał, że przecież dopiero co je ściągnął i chciał poprawić. Najwyraźniej był to dla niego odruch, kiedy się denerwował.
- D-dziękuję..- szepnął, niemalże niedosłyszalnie i odsunął się ode mnie w pośpiechu.
- Bez okularów jesteś naprawdę ślepy, Shin-chan.- nie miałem zamiaru dać mu się teraz ode mnie uwolnić i objąłem go ramieniem w pasie, musząc się powstrzymywać, żeby nie zjechać dłonią na jego tyłek. Usiłować się bronić, jednak na marne. Może i byłem niższy, ale wcale nie taki słaby!
- Ten dzień był naprawdę tragiczny.- westchnął głęboko Shintarou, kiedy trening dobiegł końca i szliśmy w kierunku jego domu.
- O którym konkretnie momencie mówisz, Shin-chan? Tym, kiedy poślizgnąłeś się na kafelkach i wpadłeś do wody, czy o tym, kiedy nie zauważyłeś ściany w basenie?- spytałem, starając się zachować powagę i ukryć swój chichot.
- Sądziłem, że do pływania nie są mi potrzebne okulary.- poprawił włosy i wciągnął powietrze, jakby zaraz miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, jednak umilkł na chwilę. Spojrzałem na niego pytająco, a on zmarszczył brwi.- Możesz mi wyjaśnić dlaczego idziesz ze mną?
- To nie oczywiste?- spytałem, otwierając szeroko oczy.- Przecież leci dzisiaj mecz mojej ulubionej drużyny!
- Nie interesuje mnie twoja drużyna, idź do siebie, nanodayo.
- Ale, Shin-chan, jak możesz tak mówić.- oburzyłem się od razu, zagradzając mu drogę.- Tak bardzo chcę go obejrzeć z tobą, zgódź się, zgódź!
- Mam lepsze rzeczy do roboty, jutro jest klasówka z chemii.- powiedział beznamiętnie, odwracając wzrok.
- Masz najwyższe wyniki w klasie z chemii, nie rób mi tego.- wydąłem wargi, udając nadciągającą falę łez. Westchnął głęboko i przymknął powieki.
- Eh, niech ci będzie.
- Jesteś najlepszy, Shin-chan!- zawołałem i podskoczyłem, obejmując rękoma jego szyję. Jego dłonie na chwilę spoczęły na moich biodrach, a ja tym razem postanowiłem nie reagować, żeby go od razu nie spłoszyć. Właściwie to byłem szczerze zaskoczony i niewypowiedzianie przy tym szczęśliwy. Nigdy bym się nie spodziewał takiej reakcji ze strony mojego oschłego Shintarou!
- Odsuń się już.- powiedział, puszczając mnie. Grzecznie go posłuchałem, nie dając po sobie poznać, że cokolwiek zauważyłem, to mogłoby być nieco ryzykowne, zwłaszcza po tym jak okazał tak wielką wspaniałomyślność. Zamiast tego uśmiechnąłem się do siebie i ruszyliśmy dalej.
- Które w rankingu są dzisiaj skorpiony?- spytałem, chociaż w gruncie rzeczy nie wierzyłem w te dzikie przepowiednie. Byłem po prostu ciekaw odpowiedzi.
Zawahał się przez chwilę.
- Pierwsze.
- Oh, czyli jednak sprawdzałeś!
- Nie celowo przecież.- drgnęła mu brew. Chwilami był aż nadto oczywisty. I między innymi to tak w nim uwielbiałem.
- Dobra, dobra.- zachichotałem.
Bardzo lubiłem przebywać w pokoju Shintarou. Co prawda niemiłosiernie wkurzał mnie jego nieskazitelny porządek, momentami miałem wrażenie, jakby nikt w nim nie mieszkał, jednak ostatecznie mogłem bujać się na jego krześle, wypisywać różne, nawet sprośne rzeczy w jego zeszytach- za które swoją drogą później nieźle obrywałem, ale co najlepsze.. Mogłem leżeć na tym samym łóżku, w którym Shin-chan leżał codziennie i za każdym razem niemal zachłannie wdychałem jego zapach.
- Przesuń się.- powiedział, włączając telewizor, a ja od razu usłuchałem, robiąc mu tym samym miejsce. Usiadł jak najdalej ode mnie, przez co poczułem się urażony i od razu postanowiłem to nadrobić, przysuwając się do niego bliżej.- Co ty robisz?
- Z tej pozycji lepiej widzę!
- W takim razie możemy się..
- Nie ma takiej opcji, tak jest idealnie.- powiedziałem szybko i wlepiłem wzrok w telewizor, na wszelki wypadek, gdyby Shin-chan miał zamiar jednak kontynuować ten temat.
Mecz sam w sobie był bardzo ciekawy i pewnie gdybym oglądał go u siebie, nie mógłbym oderwać od niego uwagi, jednak obecność zielonowłosego sprawiała, że co jakiś czas zerkałem na niego ukradkiem. Szczerze mówiąc nie wyglądał na specjalnie zainteresowanego, pewnie uważał, że sam zagrałby o niebo lepiej. To takie do niego podobne! Kiedy coś mu się nie podobało, marszczył tylko brwi i poprawiał okulary, a kiedy uznał coś za warte uwagi.. Nie, wróć. Nie było takiego momentu. Był taki wymagający!
Nawet nie mam pojęcia, w której dokładnie chwili zrobiłem się strasznie senny i przymknąłem powieki, tylko na chwilkę.. Kiedy je otworzyłem, pierwszym co ujrzałem były zielone oczy Shintarou, później zauważyłem ten sam rumieniec, który celowo wywoływałem na jego twarzy przynajmniej kilka razy dziennie, jednak temu towarzyszył bardzo delikatny uśmiech- pewnie gdybym stuprocentowo nie znał jego mimiki, nawet bym go nie zauważył. Ale uśmiechał się, i to patrząc na mnie! Tylko co wydało mi się najbardziej dziwne.. Dlaczego leżałem z głową na jego kolanach?
- Shin-chan?- mruknąłem cicho, przecierając zaspane oczy. Kiedy ponownie na niego spojrzałem, odniosłem wrażenie, jakby zaraz miał paść na zawał.- Co się stało?
- B-bezczelnie zasnąłeś na moich kolanach. Właśnie m-miałem cię budzić.- zająkał się, odwracając głowę. Zaśmiałem się.- Złaź.
- Właściwie, to jesteś całkiem wygodny, Shin-chan, więc zostanę tak jeszcze przez chwilę.- powiedziałem, przekręcając się na bok i wtuliłem policzek w jego udo.
- Bakao..- mruknął tylko, jednak nic więcej z tym fantem nie zrobił.
