Egzaminy zbliżały się nieubłaganie, a ja kompletnie nie wiedziałem od czego mam zacząć. Z japońskim w miarę sobie radziłem, geografią i historią też.. Najgorsza zdecydowanie była matematyka, więc po rozważeniu wszystkich za i przeciw, postanowiłem, że zacznę właśnie od niej. Nauczyciel był o tyle wspaniałomyślny, że przygotował nam cały plik zadań, który chcąc, nie chcąc musieliśmy przerobić.
- Za jakie grzechy.- stęknąłem, opierając czoło na biurku. Jeszcze moment, a chyba zacząłbym płakać nad tym diabelskim przedmiotem.- Jest tak ciepło..- wyjrzałem tęsknie za okno. Słońce świeciło wysoko, mignęły mi nawet dzieciaki biegające po podwórku i szczerze im zazdrościłem tej beztroski.
Spojrzałem na telefon. Zbliżała się szósta, a ja odkąd wróciłem do domu nie dostałem ani jednej wiadomości od Shin-chana. Właściwie, to rzadko do mnie pisał, zazwyczaj ja pierwszy to robiłem.
Westchnąłem.
- Tak być nie może.- wykręciłem szybko jego numer i przysunąłem komórkę do ucha. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci.. Odebrał.- Shin-chan, stęskniłem się, a ty?
- Nie mam czasu na takie głupoty, nanodayo.- powiedział beznamiętnie.
- Czyli gdybyś miał czas, to byś za mną tęsknił?- zachichotałem od razu. Wręcz uwielbiałem łapać go za słówka!
- Chciałbyś..- mruknął, już o wiele cieszej. Tak niewiele trzeba było, żeby go zawstydzić, niezależnie od tego jak bardzo obojętnego by grał.
- Owszem, chciałbym.- pozwoliłem sobie na chwilę rozmarzenia, ale dość szybko wróciłem do rzeczywistości, przypominając sobie, po co właściwie zadzwoniłem.- Shin-chan, co ty na to, żebyśmy przerobili zadania z matmy razem?- spytałem, szczerze podekscytowany swoim pomysłem.- Byłoby tak super!
- Nie sądzę, wolę uczyć się sam.
Bezduszny.
- Czyżbyś miał problemy z tym, żeby się przy mnie skupić?- spytałem podchwytliwie, starając się nie zdradzić po sobie tego, że śmieję się pod nosem.
- Tak, dokładnie.- odparł bez zawahania, przez co chwilowo stanęło mi serce.- To znaczy.. Nie! Nie to miałem na myśli.
- Jasne, tylko winny się tłumaczy, Shin-chan.
- Zgiń, przepadnij, Bakao.- warknął, po czym się rozłączył.
Oh, to teraz zgrywamy niedostępnego, co?
Właściwie, to uprzedziłem go o swojej wspaniałomyślności, więc pomimo oschłej reakcji, uznałem, że się nie pogniewa, jeśli faktycznie do niego wpadnę. Na wszelki wypadek wrzuciłem do torby kilka książek i zeszytów i wyszedłem z pokoju.
- Gdzieś się wybierasz? Niedługo kolacja!- usłyszałem wołanie mamy z kuchni, kiedy zakładałem buty w przedpokoju.
- Wybacz, mamo, dzisiaj zjem u Shin-chana. Obiecał mi pomóc z matmą.- powiedziałem, zaglądając do kuchni.- Ale możesz mi trochę zostawić na później.
- Rozumiem, idź w takim razie. Midorima to taki mądry chłopak, dobrze, że się kolegujecie.- oj, mamo, nawet nie wiesz jak dobrze.. Podeszła do mnie, żeby pocałować mnie w czoło i posłała mi uśmiech pełen czułość.- Nie rób tak, nie jestem już dzieckiem!
- Doprawdy?- zachichotała. Zdecydowanie miałem te złośliwe zapędy po niej.
- No już dobra, idę.
W końcu Shin-chan nie może czekać wiecznie.
Po drodze wstąpiłem do sklepu i kupiłem ulubione ciastka Shintarou, choć za wszelką cenę starał się ukrywać jak ochoczo się nimi zajada podczas nauki. Już wyobrażałem sobie jego wyraz twarzy i poważny ton, kiedy mówi, że przecież nie lubi ciastek, bo są takie niezdrowe, więc skąd ten niedorzeczny pomysł mógł w ogóle przyjść mi do głowy. Nie lubił się chwalić swoimi słabościami, a te ciastka z pewnością były jedną z nich!
- No i jesteśmy.- mruknąłem do siebie pod nosem i odruchowo poprawiłem włosy, kiedy dzwoniłem do drzwi.
Otworzyła mi jego mama, witając uśmiechem.
- Dzień dobry.- powiedziałem od razu, uśmiechając się przy tym szeroko.- Shin-chan jest u siebie?- spytałem grzecznościowo, bo w końcu nie było możliwości, by zielonowłosy był gdziekolwiek indziej.
- Tak, wejdź, Takao.- otworzyła szerzej drzwi, a ja wślizgnąłem się do środka.- Chwila przerwy dobrze mu zrobi, nic innego nie robi, tylko się uczy. To aż nie jest zdrowe!- zaśmiała się serdecznie, a ja od razu podłapałem temat.
- W stu procentach się z panią zgadzam, może uda mi się go odciągnąć na trochę od książek.- zaśmiałem się, wchodząc po schodach. Drugie drzwi na prawo. Pociągnąłem klamkę, a widok, który zastałem wcale mnie nie zdziwił. Albo zdziwił? Ale tylko częściowo. Zamknąłem cicho i podszedłem do Midorimy na palcach. Jego okulary leżały na biurku, a on sam opierał głowę na wyciągniętych ramionach, wyglądając jakby spał.
- Ah, Shin-chan, jesteś taki piękny..- westchnąłem, czując się nieprawdopodobnie rozczulonym.
- Wcale nie śpię, głupku, a ty znowu się na mnie gapisz.- usłyszałem przerażająco spokojny i beznamiętny przy tym ton jego cudownego głosu, przez co drgnąłem nerwowo.
- Nie strasz mnie tak!- krzyknąłem z wyrzutem. Naprawdę się go wystraszyłem!
- Bo?
- Bo..- zamyśliłem się przez chwilę, rozejrzałem dookoła i bezmyślnie chwyciłem jego okulary.- Bo ci ich nie oddam!
- Co żeś..- podniósł się, ze zmrużonymi oczami próbując dostrzec co właśnie trzymam w dłoni, jednak kiedy zorientował się, że nie może znaleźć swoich okularów, szybko do niego dotarło.
- Oddawaj mi je w tym momencie!- zawował, podnosząc się gwałtownie z krzeszła. Kiedy ja robiłem krok w tył, on robił krok do przodu, usiłując mnie złapać. Śmiałem się przy tym głośno, nie mając najmniejszego zamiaru przepuścić takiej okazji do podroczenia się z moim najsłodszym Shin-chanem! Rzecz jasna, do momentu, w którym nie potknąłem się o jedną z jego cholernych zabawek i nie przewróciłem na podłogę. Zabolał mnie tyłek, bo głównie na niego runąłem, jednak to odczucie zostało bardzo szybko zmącone, przez padającego na mnie Shintarou.
Serce biło mi jak szalone, czułem ciężar i ciepło jego ciała, gorący oddech na własnych wargach, bałem się, że lada moment zacznę robić się twardy..
- Szlag by cię, Bakao.- warknął, wyrywając mi z dłoni okulary i zakładając je od razu na nos. Było dla mnie oczywiste, że zaraz pośle mi jakieś pełne nienawiści spojrzenie, wstanie i każe się wynosić, jednak tak się nie stało. Ku mojego ogromnemu zaskoczeniu! Myślałem, że serce wyskoczy mi z piersi, kiedy patrzył na mnie, zupełnie niezrozumiałym dla mnie spojrzeniem, omiatając wzrokiem całą moją twarzy, jakby nie wiedział na czym zatrzymać oczy.- Jak dużo mam do stracenia?
- Hę?- musiałem wyglądać naprawdę głupio, nic z tego nie rozumiejąc, bo Shin-chan zaśmiał się krótko. Nie musiałem długo czekać na wyjaśnienia, bo już zaraz potem musnął moje wargi swoimi, z początku nieśmiało, później coraz śmielej. Choć się rumienił, wyglądał w tamtym momencie na bardziej pewnego siebie, niż ja kiedykolwiek.
Zacząłem rozumieć jeszcze mniej, ale przez myśl nie przeszło mi, by zacząć się opierać. Tak bardzo wymarzony pocałunek z Shintarou, w dodatku wynikający z jego własnej inicjatywy. Nie mojej, nie musiałem go zachęcać, prowokować, nie zrobiłem tego sam. Nigdy bym się nie spodziewał takiego obrotu sprawy.
- Shin-chan, czy ty..- zacząłem, kiedy odsunął się ode mnie odrobinę, przerywając tym samym pocałunek. Miałem przyspieszony oddech, jednak starałem się to zignorować.
- Tak, a teraz się zamknij, nanodayo.- nasze usta znów połączyły w tej delikatnej pieszczocie, a ja poczułem jak w kącikach moich oczu zbiera się kilka łez.
Każdy mój następny dzień, kiedy to miałem przygotowywać się do egzaminów, wyglądał tak samo- albo wyciągałem gdzieś Midorime, albo wspólnie siedzieliśmy u niego i robiłem wszystko, żeby odgonić go od nauki i zainteresować jakoś sobą, a jak wracałem już do domu, to zazwyczaj po piętnastu minutach bezmyślnego czytania, poddawałem się. Zupełnie nie potrafiłem się skupić na niczym innych, jak dotyk jego dłoni, zapach, rumieniec, nieśmiały uśmiech, smak tych kuszących warg, pociągający głos.. Powinienem mu powiedzieć jakim jest potworem, przez to co ze mną zrobił.
- Takao, twoje wyniki.- powiedział nauczyciel, machając mi papierową teczką przed oczami, wyraźnie się niecierpliwiąc.
- Hm? Ah, tak, przepraszam.- skinąłem lekko głową i od razu zajrzałem do środka. Cholera.- Shin-chan, nie zaliczyłem matmy.- zawołałem rozpaczliwie, łaknąc jakieś miłego, pocieszającego słowa z jego strony.
- Jakbyś się uczył, zamiast cały czas zawracać mi głowę, to nie miałbyś tego problemu.- fuknął, poprawiając okulary.
- Ale, Shin-chan, jak możesz tak mówić.- zacisnąłem pięści na jego koszuli i schowałem twarz w jego ramieniu, by ukryć swój szloch.
- Uspokój się.- westchnął głęboko, kładąc mi rękę na głowie i głaszcząc włosy spokojnymi ruchami.- Pomogę ci, jeśli chcesz.
