Tej nocy nie mogła zasnąć. Gdy tylko zaczynała mieć nadzieję, że odpływa, przypominała sobie straszną prawdę, której dowiedziała się podczas dnia. Po kilku godzinach zrezygnowała. Spojrzała na zegarek i westchnęła. Był środek nocy! Nie wiedziała w jaki sposób przetrwa następny dzień. Z cichym, jednak ciężkim westchnięciem stwierdziła, że musi odciągnąć swoją uwagę od dręczącej jej wiadomości. Po chwili myślenia pomyślała, że najlepszym na to sposobem będzie poczytać. Niestety biblioteka była zamknięta, a ona nie wypożyczała żadnych książek… Jej koleżanki spokojnie spały. Mimo że były dla niej tak niemiłe, nie chciała ich budzić. Po przemyśleniu swojej sytuacji (zero książek), olśniło ją. Ostatnio skończyła czytać po raz kolejny "Dzieje Hogwartu" i odkryła wzmiankę między wierszami o ukrytym pokoju mogącym dawać cokolwiek się wymarzy pod warunkiem, że naprawdę się tego pragnie. Niezłe masło maślane, stwierdziła pod nosem, jednak fotograficzna pamięć czasami była zawadą… Zrzuciła z siebie grubą kołdrę i wstała z łóżka. Narzuciła na siebie szlafrok, wyszła z wieży Hogwartu. Na szczęście wiedziała gdzie jest wejście do Pokoju Życzeń. Szła bardzo szybko, żeby żaden nauczyciel jej nie złapał. Już po chwili stała przed celem swojej krótkiej podróży. Skupiła się i trzykrotnie powtórzyła w myślach: "Chcę znaleźć się w miejscu, gdzie będę mogła w spokoju poczytać książki idealne dla mnie, podobne do tych, o których podświadomie myślę." Już po chwili ukazały się przed nią drzwi. Była lekko zdziwiona, ponieważ spodziewała się, że się pomyliła… Jednak bez problemu otworzyła drzwi i niepewnie weszła do środka. Pomieszczenie było małe. Wzdłuż ścian stały regały pełne książek. Na środku stał wielki, bardzo wygodnie wyglądający skórzany fotel, obok którego stał mały stolik i lampa, żeby można było czytać bez przeszkód. Pokój wyglądał bardzo przytulnie. Włączona lampa na szczęście oświetlała całe pomieszczenie. Zamknęła za sobą drzwi. Była bardzo ciekawa, jakie książki wybrał Pokój Życzeń, uważając, że będą dla niej idealne. Wolno podeszła do jednej ze ścian z coraz większymi obawami. Wybrała jedną z książek, nie patrząc na jej tytuł. Za bardzo się stresowała. Dopiero kiedy usiadła w fotelu, przeczytała napis na okładce i od razu zrobiło jej się słabo. "1000 Najczarniejszych Zaklęć" raczej nie było odprężającą lekturą… Zaczęła się zastanawiać, dlaczego coś miałoby stwierdzić, że akurat ona jest zainteresowana czarną magią… Przecież prawie o niej nie czytała, może z wyjątkiem jednej lub dwóch książek z działu Ksiąg Zakazanych w bibliotece. Przeczytała w życiu kilkaset ksiąg o białej magii. To niesprawiedliwe! Co prawda czasem miała głupie myśli w stylu "A może by tak użyć tamtego zaklęcia na tym wyśmiewającym się ze mnie chłopaku?", ale chyba każdego czasami ponosiła złość, prawda? Schowała twarz w dłoniach. Wpadła na pomysł. To pewnie przez jej myśli o jej ojcu - czarnoksiężniku. Oczywiście wiedziała, że to niemożliwe, lecz nie chciała tego przyznać. Czując, że za chwilę zwariuje z natłoku ponurych myśli, zaczęła czytać książkę. Na początku było jej trochę niedobrze czytając wszystkie bardzo szczegółowe opisy, ale później przyzwyczaiła się. Książka była bardzo gruba, a czcionka mała, więc kiedy nadszedł czas pobudki przez wielki dzwon dzwonił tak głośno, że szansę przespania miały tylko skacowane lub bardzo ciężko śpiące osoby. Niestety, grube drzwi sprawiły, że go nie usłyszała. Dopiero drugi dzwon, tym razem na śniadanie, zwrócił jej uwagę. Okazało się, że jej obawy się spełniły - była bardzo zmęczona. Lektura tak ją pochłonęła, że nie zauważyła upływu czasu i faktu, że gdyby tylko przestała czytać, od razu by odpłynęła. Nie wiedziała, czy jacyś nauczyciele patrolują teraz korytarz, a do tego mogliby przechodzić tędy jacyś uczniowie, więc obawiała się wychodzić, ale przecież musiała! Tylko niekoniecznie już teraz. Skupiła się i już po chwili leżały przed nią rzeczy, które wymyśliła. Niestety nie pojawiło się jedzenie. Szkoda. Uświadomiła sobie, że będzie musiała pójść do Wielkiej Sali… Przebrała się w mundurek. Sprawdziła w lustrze, czy wygląda normalnie. Niestety tak nie było. Miała podkrążone oczy, wyglądała na zmęczoną i trochę, jakby się poddała. Pomyślała, że będzie musiała pobiec szybko do dormitorium po torbę na książki, ale w następnym momencie leżała przed nią wypełniona wszystkimi potrzebnymi jej rzeczami. Odetchnęła z ulgą. Teraz musi tylko umyć twarz… Zwykle brała prysznic przed śniadaniem, jednak dzisiaj nie miała na to czasu. Niewiele myśląc porwała książkę ze stolika, wepchnęła ją do swojej nowej torby i pobiegła na śniadanie po drodze korzystając z łazienki. Kiedy weszła do Wielkiej Sali, prawie wszyscy już tam byli. Zauważyła, że kilka osób zwróciło na nią uwagę, w tym profesorzy zajmujący się eliksirami i transmutacją. Kobieta była chyba zatroskana wyglądem swojej najlepszej uczennicy, podczas gdy mężczyzna patrzył na nią niewzruszony. Szybko podeszła do wolnego miejsca przy stole. Tak jak codziennie, wszystkie miejsca obok jej "przyjaciół" były zajęte, a oni nie zwracali na nią najmniejszej uwagi. To był początek ich piątej klasy, a Harry ciągle zadręczał się śmiercią Cedrica. Na początku próbowała w jakiś sposób pocieszyć swojego przyjaciela, ale szybko okazało się, że robi to na pokaz. Zacisnęła zęby, by powstrzymać się od prychnięcia. Potter robił to by być w centrum uwagi. Kiedy to zauważyła, zwróciła mu uwagę, za co zrobił jej awanturę. Nie mogła w to uwierzyć! Myślała, że go zna, a on jest odważny, przyjacielski i lojalny, ale pomyliła się. Okazało się, że to Severus Snape miał rację. Zaczęła jeść śniadanie, mimo że bardzo jej się nie chciało. Nie może stać się anorektyczką przez jedną informację. Jak przy każdym posiłku chciała wyjąć swoją książkę, by ją poczytać, jednak przypomniała sobie o czym jest… Mimo to, bardzo ją korciło. Po chwili myślenia, uśmiechnęła się chytrze. W końcu po coś się uczyła się przez te cztery lata, prawda? Dyskretnie rozejrzała się, sprawdzając czy ktoś się na nią patrzy. Okazało się, że nikt przy jej stole, a wątpiła, że ktokolwiek spoza jej domu byłby nią zainteresowany. Pochyliła się, udając, że coś jej spadło (ostrożności nigdy za wiele!) i w tej pozycji wymieniła okładkami podręcznik od Zaklęć z książką z Pokoju Życzeń, schowała podręcznik z powrotem do torby i wynurzyła się spod stołu jak gdyby nic się nie stało. W trakcie trwania posiłku, przeczytała koleiny rozdział. Nie martwiła się, że ktoś zauważy jej niedozwoloną rzecz, ponieważ nikt na nią nie patrzył, a w dodatku żaden z jej kolegów nie zauważyłby różnicy pomiędzy zaklęciami czarno, a biało magicznymi. Książka znowu ją pochłonęła. Zauważyła, że powinna iść na lekcje dopiero, gdy osoby siedzące obok niej wstały. Wstając, zauważyła, że profesor Snape ciągle jej się przygląda. "Och, nie. Zauważył, że się na niego patrzę!" - pomyślała Hermiona z paniką. - "A co jak…" Wzięła głęboki oddech, skinęła nauczycielowi, żeby nie pomyślał, że jest źle wychowana i wyszła z sali równym krokiem. Miała nadzieję, że jej ciało nie zdradza, jak bardzo się przestraszyła…
Chwilę później była w sali od Transmutacji. Musiała się bardzo starać, żeby nie ulec pragnieniu, by sięgnąć po książkę. Zacisnęła ręce w pięści i wyprostowała się. Siedziała w ławce z jakąś dziewczyną, której nie znała. Nie czuła potrzeby, by ją poznawać szczególnie, że gdy tylko mogła rozmawiała lub wysyłała sobie liściki ze swoją przyjaciółką. Westchnęła i przygotowała się do lekcji. Chwilę później nauczycielka rozpoczęła lekcję. Wyjątkowo nie słuchała, ponieważ nie mogła się skupić. Jej książka jakby ją przyciągała… Przez całą lekcję jedyną rzeczą, którą robiła, było powstrzymanie się przed sięgnięciem po książkę. Po raz pierwszy się nie zgłosiła, bo nawet nie zauważyła, że jakieś pytanie zostało zadane. Pod koniec lekcji nauczycielka zapisała na tablicy pracę domową. Dziewczyna z wielkim wysiłkiem skupiła się na przepisaniu zawartości tablicy. Nawet nie zwróciła uwagi na to co ma zrobić. Gdy tylko profesor ogłosiła koniec lekcji, szybko wstała i prawie wybiegła z sali, którą opuściła jako pierwsza. Kiedy tylko znalazła się na korytarzu, pobiegła w nieokreśloną stronę, mając nadzieję, że będzie miała możliwość odetchnięcia świeżym powietrzem.
- Byłam zaniepokojona. Po raz pierwszy od czterech lat, Hermiona spóźniła się na śniadanie, do tego wyglądała, jakby nie przespała całej nocy. Na szczęście, jak zwykle czytała przy śniadaniu, ponieważ inaczej jej zachowanie byłoby zbyt dziwne i przypuszczałabym, że ktoś się pod nią podszywa. Później, gdy posiłek dobiegł końca, nawet nie zwróciła na to uwagi. Dotychczas robiła tak tylko kiedy chciała porozmawiać, z którymś z nas, a dzisiaj się zaczytała. To można łatwo wyjaśnić, ponieważ jest molem książkowym, ale jej sztywny krok? W dodatku kiedy weszła do sali był podobny, a nie jak na początku myślałam - przez Severusa. Jednak najdziwniejsze zachowanie panny Granger zdarzyło się podczas lekcji. Zawsze najbardziej aktywna uczennica, wszystko notująca i odpowiadająca na pytania, dzisiaj tępo wpatrywała się w tablicę i obudziła się tylko na chwilę, by przepisać co jest zadane. A to nie koniec! Gdy tylko ogłosiłam koniec lekcji, wybiegła z sali jakby się paliło… - opowiadała z zaangażowaniem Minerwa McGonagall.
- Dziękuję, Minerwo. Czy ktoś jeszcze zauważył dziwne zachowanie panny Granger? - zapytał nadal się uśmiechając i jedząc dropsa.
- Nie wiem czy zauważyłeś, Albusie, ale panna Granger nie pojawiła się na żadnym posiłku, z wyjątkiem śniadania. - warknął Snape.
- Tak! I nie było jej na żadnej lekcji po Transmutacji… - powiedział Flitwick.
- Hm… Rozumiem. Czy ktoś wie gdzie jest panna Granger?
Wszyscy pokręcili przecząco głowami. Byli w gabinecie Dyrektora Hogwartu. Staruszek wezwał ich, żeby wyjaśnić dzisiejsze zachowanie uczennicy. Nie chciał, by jeden dzień, zwłaszcza po usłyszeniu tak strasznej nowiny, zaważył na reszcie jej życia… Niestety zapomniał wyczarować kolegom krzesła lub fotele. Kiedy zauważył, że wszyscy stoją tylko parsknął śmiechem i powiedział:
- Wiecie, ostatnio okazało się, że Hermiona Granger jest córką Toma.
- Słucham? - zdziwiła się większość nauczycieli. Nie obchodziło ich imię ojca jednej z uczennic i nie mogli zrozumieć, dlaczego przełożony im to mówi. Może coś mu się pomieszało w głowie?
- Albus miał na myśli to, że ojcem Hermiony Granger jest Tom Marvolo Riddle, inaczej nazywany Lordem Voldemortem. - wytłumaczył Snape.
Reakcje były różne - jedni chcieli, by dziewczyna została usunięta ze szkoły, inni, żeby jeszcze raz poddać ją testowaniu przez Tiarę Przydziału, pomysłów było aż za wiele.
W końcu Dumbledore'owi udało się przekonać nauczycieli, by zaufali mu i podejmując tak ważne decyzje, myśleli o osobie, której życie się zmieni. Wymagało to dużo jego cierpliwości. Mimo że był wyjątkowo cierpliwym człowiekiem i tak mało brakowało, aby nawet on się zdenerwował…
