Hermiona była w Pokoju Życzeń. Czytała. Nie potrafiła powiedzieć, dlaczego czuła tak wielką potrzebę, by czytać tą książkę... Zupełnie inaczej niż normalnie - bez swojej ciekawości. W sumie, to dlaczego dziwiło ją to? Przecież uwielbiała czytać. To normalne dla mola książkowego, jakim niewątpliwie była! Nie wiedziała ile czasu minęło odkąd weszła do pokoju. Minuty? Godziny? Nie miała pojęcia. Mimo jej obaw, nawet nie oderwała wzroku od tekstu. Kogo obchodzi, która jest godzina? Na pewno nie ją! Dopiero gdy skończyła książkę, spojrzała na zegarek. W jej głowie powstał straszny mętlik. To niemożliwe, że minęło tyle czasu! Była załamana. Dochodziła piąta w nocy... Weszła do pomieszczenia ponad piętnaście minut temu... Westchnęła. Nie mogła liczyć na wyspanie się - dwie godziny raczej nie zadowoliłyby nikogo... Nie mogła uwierzyć w to, jak książka na nią działała! "Zbierz się w sobie! Chyba nie chcesz dać satysfakcji Malfoyowi i jego spółce?" - pomyślała. Dodało jej to trochę otuchy. Dlaczego ma się przejmować? Po co? To nie miało najmniejszego sensu! Westchnęła. Musiała pójść spać. Przed wypełnieniem swojego małego marzenia (była naprawdę zmęczona!), wyczarowała budzik i nastawiła go, by być w stanie nie spóźnić się na śniadanie. Dwie godziny wydawały się niczym. Mało tego - czuła się gorzej niż przed drzemką. Wstała tylko dlatego, że przypomniała sobie o wczorajszym przegapieniu lekcji. Jak ona mogła na to pozwolić?! Przecież nauka jest najważniejsza! To było jej motto odkąd zaczęła się uczyć i nie zamierzała tego zmieniać, o nie! Mało tego, postanowiła się uczyć jeszcze więcej! Z tym postanowieniem zaczęła się przebierać. Nie mogła przecież nie zmieniać bielizny... Głęboko westchnęła, myśląc o problemach, których sobie narobiła nie idąc wczoraj do szkoły. Szybko wyszła z pokoju i poszła do Wielkiej Sali. Tak się zamyśliła, że nie usłyszała żadnego z dwóch sygnałów. Musi się skupić. Bo co jest najważniejsze dla owocnej nauki? Oczywiście, skupienie! Znowu spóźniła się na śniadanie, ale tym razem nie była tak speszona. Weszła pewnym krokiem, który się nie zmienił, mimo wszystkich obecnych w sali w nią wpatrzonych. Przecież była Gryfonką! Co to dla niej? Z tym postanowieniem zachowania odwagi, usiadła na wolnym miejscu przy stole. Spojrzała na swój zegarek. Niedobrze! Zostało tylko pięć minut do końca posiłku! Zrezygnowała z czytania na rzecz bardzo szybkiego jedzenia. Niestety nie miała czasu na zwyczajową poranną kawę, a szkoda. Napój zawsze pomagał jej się skupić.

Tak jak normalnie, była pod klasą przed innymi. Tym razem zajęciami były Zaklęcia. Kiedy profesor Flitwick wpuścił ich do klasy, szybko weszła do środka. Zaczęła myśleć o swoim wczorajszym zachowaniu. Co ją napadło? Nie miała pojęcia... Największym problemem był brak notatek. Kogo poprosić? Nie miała przyjaciół, zresztą, ani Harry, ani Ron nic nie notowali. Ginny była o rok młodsza. Może jakiś Krukon? To właśnie oni najczęściej robili notatki z lekcji. Czy znała jakiegoś? Zastanowiła się przez chwilę i przypomniała sobie o Justinie. Siedzieli razem na Numerologii, na której jej wczoraj nie było. Jednak na Eliksiry i Obronę przed czarną magią nie chodzili razem. Rozejrzała się po klasie, a jej wzrok padł na Nevila. Może on? Nie była pewna. Mimo swoich obaw (jakimi na pewno były strach o niedokładność lub pomyłki), postanowiła podejść po lekcji do chłopaka. Z tym postanowieniem poczuła się znacznie lepiej i skupiła się na lekcji. Na szczęście, jej myśli nie zajęły długo - profesor zaczynał czytać listę obecności. Kiedy nadszedł czas na zgłoszenie się, Hermiona zawołała "Jestem!". Później uczyli się nowego zaklęcia. Dziewczyna opanowała je bardzo szybko. Niestety nie zauważyła spojrzenia, jakim obdarzył ją Draco Malfoy. Zaczęła żałować, że nie przyniosła żadnej książki do czytania. Profesor pozwalał jej czytać, wiedząc, że nie zaczęłaby tego robić, nie opanowując wcześniej materiału, który zadał. Nie wiedząc, co może robić, zaczęła obserwować klasę. W tym roku większość jej lekcji była ze Śligonami. Szczerze mówiąc, nie widziała różnicy pomiędzy ich przytykami, a reszty szkoły. No... Może były trochę bardziej wredne... Jednak nie robiło jej to dużej różnicy. Popatrzyła się na chłopca, od którego planowała pożyczyć notatki. Kompletnie nie wychodziło mu to zaklęcie. W ogóle jej to nie zdziwiło. Neville nie miał talentu do rzucania zaklęć, niestety żadnego typu... Miała nadzieję, że jego notatki są chociaż trochę lepsze! Popatrzyła się na innych Gryfonów. Harry i Ron przestali sobie radzić, po tym jak ona przestała im pomagać. Lavender i Parvati nawet nie próbowały rzucać zaklęcia. Uśmiechnęła się wrednie. Czasami potrafiły być bardzo przydatne. Reszta niby odważnych osób z klasy, jak w myślach nazywała Gryfonów (duża ilość uciekała, jak tylko zobaczyli jakąkolwiek trudność), nie interesowało jej. Przeniosła swój wzrok na Śligonów. Ku jej zdziwieniu, większość całkiem nieźle dawała sobie radę. Malfoy najwyraźniej opanował już zaklęcie, ponieważ rozmawiał ze swoim przyjacielem, Blasem Zabinim. Malfoy był do niej podobny w tym, że próbował czegoś, aż mu się to udało. Z tego co Hermiona zdążyła zauważyć, Zaklęcia były dla niego jednym z najprostszych przedmiotów... Zanim zwróciła swoją uwagę na kolejnych uczniów z domu węża, zadzwonił dzwonek na przerwę. Odetchnęła z ulgą. Na prawdę jej się nudziło. W ostatniej chwili przed opuszczeniem przez Nevilla klasę, przypomniała sobie o swoim planie poproszenia go o notatki. Bez nich czuła się bardzo źle. A co jak akurat to będzie na SUM-ach? Była coraz bardziej zmartwiona. Mimo że znała ten materiał, wolała mieć go na papierze, nie tylko w głowie. Znów się zamyśliła! Podczas tego krótkiego czasu chłopak zdążył opuścić klasę! Cicho westchnęła i szybko za nim poszła. Po wyjściu z klasy zauważyła, że Longbottom zaraz wejdzie do męskiej toalety, a ona raczej wolała tam nie wchodzić. Właśnie dlatego zawołała:

- Neville! Poczekaj!

Chłopak nawet się nie odwrócił i był coraz bliżej toalety. Przygryzła wargę i potruchtała za nim. Po chwili już stukała go w ramię (był dość powolny).

- O, Hermiona! Cześć. - przywitał się.

- Cześć, Neville. Mam prośbę: czy mógłbyś pożyczyć mi notatki z wczorajszych lekcji? Nie było mnie. - poprosiła.

Zdziwienie chłopaka było bardzo widoczne. - Chcesz pożyczyć notatki? Ty? Ode mnie?

- Tak... Mogłabym? - Hermiona czuła się coraz bardziej niezręcznie. Czy on przypadkiem nie czekał na koniec przerwy, by nie dawać jej swoich notatek? Zrobiło jej się smutno. Myślała, że kto, jak kto, ale Neville zrozumie!

- E... Wiesz co muszę już iść... Za chwilę koniec przerwy... - Miała wrażenie, że zaraz się rozpłacze.

Nastolatek chyba musiał zauważyć łzy w jej oczach, ponieważ zbladł i wyjąkał:

- O mój Boże! Babcia miała rację! I profesor Snape też! Jestem do niczego! Her-hermiono, nie płacz, proszę! Ja nie chciałem!

Dziewczyna była załamana, że nie ma kogo poprosić o notatki. Do tego jeszcze ta sprawa jej prawdziwego ojca... Potrzebowała kogoś, do pozbierania się. Dlatego jeszcze mocniej się rozpłakała. Neville nie był pewny co ma robić. Następne były Eliksiry... Snape go zabije! Z drugiej strony, Hermiona była jego koleżanką i często pomagała mu na lekcjach... Chłopak cicho westchnął. Musiał jej pomóc - jego Puchońska część duszy nie pozwoli mu zrobić nic innego. Dlatego objął dziewczynę i odprowadził ją do Pokoju Wspólnego. Nie miał innego pomysłu. Obecnie znajdowało się tam sporo uczniów. Szybko zaprowadził ją do swojego dormitorium. Nikogo nie było w środku. Lekcja na pewno już się zaczęła... Teraz już nie było odwrotu. Machnięciem różdżki posłał swoje łóżko. Nie był pewny co robić. Jak się pociesza dziewczynę…? Postanowił nie myśleć o tym. Wyczarował koc i polecił dziewczynie wygodnie się ułożyć na pościeli. Przez głupie ograniczenia Hogwartu, nie mógł zaprowadzić koleżanki do jej pokoju… Zauważył, że dziewczyna trochę się uspokoiła. Dobrze. Co teraz? Przypomniał sobie poradę dyrektora: "Na smutek najlepsze są słodycze." Wreszcie wiedział co robić. Niestety kiedy odwrócił się, by pójść do kuchni (kiedyś jeden z jego kolegów nie uważał i teraz pewnie wszyscy piętnastolatkowie wiedzieli gdzie ona jest), Hermiona złapała go za rękę, popatrzyła na niego błagalnie i powiedziała:

- Proszę, nie idź.

I co on miał zrobić?! Skoro miał nie opuszczać pomieszczenia i dać jej coś słodkiego… Nagle przypomniał sobie, że w kufrze ma pudełko czekoladek. Szybko je wyjął i otworzył pudełko. Później podszedł do swojego łóżka i zaproponował jej jedną.

Dziewczyna zaczęła się na niego gapić. "O co mu chodzi?" - myślała w panice. - "Czy on próbuje mi coś zrobić? Uśpić?" - widocznie zaczęła blednąć, ponieważ chłopak spojrzał na nią z niepokojem.

- Czy coś się stało? Nie lubisz czekolady? Jesteś uczulona? Może jesteś na diecie? O mój Boże, Hermiono! Nie miałem pojęcia! Przepraszam! - Widać było, że za chwilę się rozpłacze. Na co mu były te głupie rady Dyrektora? Teraz jedna z nielicznych osób, które go w miarę lubiły myśli, że chciał ją otruć, albo jej zaszkodzić! Zaczęły mu drżeć wargi.

- Neville, co się stało? - Oczywiście, dziewczyna martwiła się o niego zamiast skończyć się wypłakiwać.

- N-nic, Hermiono. Dlaczego jesteś smutna? - zapytał niepewnie.

- T-to po prostu… Nie mam z kim porozmawiać. Harry i Ron mnie ignorują, Ginny ma swoje koleżanki, Lavender i Parvati mnie nie lubią… Jestem taka samotna!

- Och? - zapytał zaskoczony. - Wiesz, ja czuję się podobnie. Odkąd pokłóciłaś się z Harrym i Ronem ignorują wszystkich chłopaków - dziewczyn oczywiście nie, bo ich popularność je przyciąga… Dean i Seamus nigdy za mną nie przepadali… Poza Tobą, Ginny i chłopakami wszyscy zawsze uważali mnie za ciamajdę. - Westchnął.

Nagle Hermiona podniosła głowę, a jej oczy się rozjaśniły. Widać było u niej nadzieję. "A gdyby tak…?" Postanowiła spróbować. - Wiesz, Neville… Skoro oboje jesteśmy samotni, to może my się zaprzyjaźnimy? Nasze problemy się rozwiążą.

Chłopak pokiwał głową z zadowoleniem. To mógł być świetny pomysł! - Bardzo chętnie. Czy coś innego leży Ci na sercu? - Po jej reakcji był pewny, że tak. - Co jest?

- Ja… ja niestety nie mogę Ci powiedzieć… T-to taje-tajemnica… - popatrzyła na niego błagalnie, jakby prosząc, by jej nie pytał.

- Rozumiem. Nie musisz mi mówić. Może kiedyś mi powiesz.

- Dziękuję. Która godzina? - zapytała lekko nieprzytomnie.

- Nie wyglądasz najlepiej. Może powinnaś sobie odpuścić dzisiejsze zajęcia? - zaproponował z troską.

- Nie. Nie mogę. Już wystarczy, że wczoraj mnie nie było. - Przypomniała sobie od czego zaczęła się ich rozmowa - wczorajszych notatek. - Prawie bym zapomniała… Mogę pożyczyć twoje notatki z wczorajszego dnia? - zapytała rzeczowo.

- A! Jasne. - Wręczył jej kilka pergaminów. - Proszę.

Hermiona przejrzała je i cicho westchnęła. On też nie potrafił dobrze notować. - Dzisiaj spotykamy się w bibliotece. Nauczę Cię jak umiejętnie sporządzać notatki, bo te są bardzo słabe.