Od autorki:

Przepraszam, że tak długo nic nie publikowałam, ale wyjechałam do miejsca bez internetu, :(


Miesiąc minął bardzo szybko. Coraz lepiej porozumiewali się z Nevillem. Już potrafiła panować nad pragnieniem czytania książek o czarnej magii. Na Obronie przed Czarną Magią nadal nic nie robili. Był to świetny sposób, by ćwiczyć podzielność uwagi i zaklęcia. Dzisiaj po raz pierwszy miała użyć czarnej magii. Była bardzo podekscytowana. Naraz słuchała Umbridge, trochę notowała (choć i tak znała cały materiał - to było raczej coś w stylu przykrywki, żeby inni nie byli zdziwieni, że nagle przestała się starać na lekcjach), ale większość jej uwagi koncentrowała się na książce pod biurkiem. Wykorzystała podobne zaklęcie, z którego korzystało magiczne oko Muddy'ego. Z rozbawieniem zauważyła, że jest ono dość czarno-magiczne. A mówiło się, że Szalonooki jest taki dobry... Kiedy przeczytała o tym zaklęciu w jednej z książek, była bardzo zaskoczona. Kolejna rzecz, która była dla niej zabawna, to używanie czarnej magii i na Obronie przed Czarną Magią... Taak... Przez ostatni miesiąc przeczytała masę książek o czarnej magii... Była bardzo zaskoczona, że nikt nie zwrócił na to uwagi, szczególnie Snape, czy Dumbledore. Sądziła, że staruszka obchodzi los jego uczniów, ale najwyraźniej się myliła. O, musi podnieść rękę - nauczycielka zadała pytanie. Szybko odpowiedziała w trybie Wiem-to-wszystko. Nikt nie zwracał na nią uwagi... Uśmiechnęła się z zadowoleniem. Niestety nie spojrzała na żadnego ze Śligonów.

Na pół godziny przed końcem lekcji skończyła czytać księgę. Westchnęła. Dlaczego nie pomyślała o zabraniu innej...? Po pięciu minutach stwierdziła, że wytrzyma. Ta kobieta była taka nudna! Powstrzymała się od ziewnięcia i podniosła rękę. Chwilkę później nauczycielka przerwała swój wykład. Chyba była wkurzona... Stwierdziła, że wykorzysta to na swoją korzyść i najuprzejmiej jak tylko potrafiła poprosiła kobietę o pozwolenie na wyjście do toalety. Pani profesor pokiwała tylko głową, co było dziwne - za każdym razem gdy ktoś chciał wyjść z jej klasy przed dzwonkiem, nie pozwalała na to. Czyżby ją polubiła? Świetnie, to da się wykorzystać.

Po chwili już była w klasie z książką zaczarowaną tak, by nikt poza nią nie widział przedmiotu. Była pewna, że tak jest. Szybko usiadła na swoim miejscu i zajrzała do książki. Tak! Wreszcie to znalazła. Od tygodnia szukała jak zakamuflować się, żeby nikt nie wiedział, że używa czarnej magii. Stwierdziła, że będzie jej to bardzo przydatne. Już pojutrze miała lekcję Eliksirów, a tam nauczycielem był świetny oklumenta, legilimenta i, jak przypuszczała, świetny czarno-magiczny czarodziej... Dlatego musiała nauczyć się osłaniać.

*.*

Zastanawiała się, czy może sobie odpuścić dzisiejsze lekcje. Niestety wiedziała, że nie może sobie na to pozwolić. Zastanawiała się, czy może użyć czarnej magii w pobliżu tak potężnych czarodziejów jak McGonagall, czy Flitwick. Raczej nie, przynajmniej na razie. Kiedy się nauczy, pewnie będzie mogła, ale teraz... Umbridge się na to nabierała, ale ona jest kretynką. Przy Snape'ie raczej nigdy nie będzie mogła.

Westchnęła. Akurat miała okienko. Uśmiechnęła się i poszła do Pokoju Życzeń, gdzie przez następne półtorej godziny uczyła się obrony czarnej magii. Później odpuściła sobie lunch i nadal czytała. Późnej pięć minut przed kolejną lekcją była zrezygnowana. Nic się nie nauczyła, nic! Zacisnęła usta. Wzięła książkę i poszła na lekcję.

*.*

Później poszła na kolację. Może dawka jedzenia jej pomoże...? Neville spojrzał się na nią ze zdziwieniem.

- Hermiono, co się dzieje? - zapytał niepewnie.

- Hm... Wiesz... Zastanawiałam się... Czy mógłbyś mi pomóc? - wymamrotała pod nosem.

Twarz chłopaka rozjaśniła się w uśmiechu. - Och, Hermiono! Z wielką radością! - W końcu zaczynała mu ufać!

Przez resztę kolacji nastolatek wesoło paplał pod nosem, nie zwracając uwagi na to, że jego koleżanka nawet go nie słucha. Po posiłku poszedł za nią. Zaprowadziła go na siódme piętro i stanęła przed... pustą ścianą. Przez chwilę zastanawiała się nad czymś. W końcu krótko mu wytłumaczyła czym jest Pokój Życzeń. Oczy mu się zaświeciły. Tyle można zrobić i wyczarować i się nauczyć... Kiedy już się ogarnął, weszli do środka.

Tym razem pokój wyglądał trochę inaczej. Stały tam dwa fotele, lampa, stół i... właściwie nic więcej tam nie było. Pomieszczenie było przytulne i bardzo małe.

Dziewczyna odetchnęła. Więc nie będą się ruszać. Nigdy nie lubiła uprawiać sportów, szczególnie Quiddicha.

- No dobrze. W takim razie... Może zacznijmy. Czy potrafisz się bardzo skupić? Czy potrafisz się idealnie skupić? - Widząc, że chyba zaczyna rozumieć (i blednąć), uśmiechnęła się lekko. - Rozumiem. Użyjemy więc specjalnego zaklęcia. Nauczenie Cię jak zrobić to bez żadnych pomocy będzie zbyt czasochłonne. Muszę Cię uprzedzić, że po użyciu tego zaklęcia na Tobie, najpierw nie będziesz czuł nic prócz skupienia, później w ogóle nie będziesz mógł się skupić. W sumie... to będziesz mógł tylko spać.

- Hm.. Rozumiem... - pokiwał głową. - Dobrze, użyj go na mnie. Ile to zajmie?

- Szczerze mówiąc... nie wiem. Trwa różnie - czasami kilka godzin, czasami kilkanaście, a nawet raz zdarzyło się kilkadziesiąt. Nie wiem od czego to zależy, ale ze wstępnych badań wynika, że jest to bardzo skomplikowana zależność między potęgą rzucającego zaklęcie, potęgą na kogo rzuca się zaklęcie...

- Taak... Sądzę, że to wystarczy. Co za dużo informacji, to nie zdrowo.

- A tak, wybacz. - powiedziała speszona dziewczyna. - No dobrze... - Rzuciła odpowiednie zaklęcie. - A teraz ty masz rzucać co jakiś czas pewne zaklęcie - będziesz wiedział kiedy. Brzmi ono Cloare Ainampus. Musisz na mnie wskazać różdżką, zrobić nią taki ruch... - Pokazała mu co ma na myśli. - i powiedzieć bardzo wyraźnie Cloare Ainampus. Spróbuj. - zachęciła go. Niepewnie zrobił, o co prosiła. - Bardzo dobrze. Poćwicz trochę. Kilkanaście minut później nastolatka pokiwała głową. - Świetnie. Teraz spróbuj tego na mnie.

Neville rzucił zaklęcie, a Hermiona poczuła się bardzo dziwnie, jakby ktoś wylał na nią kubeł lodowatej wody. Czuła, że jej głowa i mózg tego nie wytrzymają. Wspomnienia czytania czarno-magicznych książek i rzucania takich zaklęć przelatywały jej przed oczami. Skrzywiła się bardzo mocno, czując, że robi jej się słabo. Chwilę później straciła przytomność.

Chłopak widział jak jej wspomnienia czytania książek i rzucania zaklęć przeleciały mu przed oczami. Uch... To było dla niego bardzo nieprzyjemne, choć stwierdził, że jej było raczej jeszcze mniej miło. Widział jak po kilku sekundach zemdlała i trochę się zaniepokoił.

Po kilku minutach nagle obudziła się. Zerwała się z fotela, szybko wyciągnęła różdżkę i wskazała ją na kolegę. Jej wyraz twarzy przeraził go. Jej mina była straszna... Taka nieludzka.

Czuła obezwładniającą wściekłość i smutek. Szybko usiadła, mając wrażenie, że ktoś chce ją zaatakować, jednocześnie wyjmując różdżkę z kieszeni. Już po chwili stała obok swojego kolegi wskazując nią na niego.

- H-hermiono? - wyjąkał. - Wszystko dobrze? - Chciał wstać, by ją przytulić i pocieszyć, ale warknęła ostrzegawczo, żeby nie wstawał. Postanowił jej nie prowokować - nie wiadomo co może zrobić. - Spokojnie Hermiono, nic Ci nie grozi... - wyszeptał uspokajająco, ponieważ nie odważył się unieść głosu.

- Neville? - zapytała lekko nieprzytomnie. - To ty? O mój Boże! Przepraszam... - Straciła kontrolę. Znowu. Ostatnio bardzo źle się skończyła - pokój, w którym przebywała po jej wizycie zmienił się nie do poznania, a raczej meble w nim znajdujące. Lekko się wzdrygnęła. - Nic Ci nie zrobiłam, prawda? - zapytała, obawiając się odpowiedzi.

- Nie, spokojnie. Co się stało? - zaniepokoił się.

Dziewczyna przygryzła wargę i wytłumaczyła mu w skrócie: - Ostatnio coś takiego zaczęło mi się czasami zdarzać. Chcę temu zapobiec, więc muszę nauczyć się opanowania i wytrzymałości. Pomożesz mi, prawda? - spytała z widocznym błaganiem w oczach.

- Oczywiście. - odparł poważnie. - Zrobię wszystko dla przyjaciół.

- Dziękuję. - uśmiechnęła i niepewnie go przytuliła. - Co ja bym bez ciebie zrobiła?

Chłopak również się uśmiechnął. - Och, tak. Miałabyś duży problem.

*.*

Następnego dnia okazało się, że zaklęcie trzymało do siódmej - do momentu zwyczajowej pobudki większości uczniów. Było kilka wyjątków, którzy wstawali wcześniej, lecz nikt kto później. Było na to proste wytłumaczenie - nikt nie chciał się spóźnić na śniadanie. Właśnie dlatego Hermiona przewała swój trening. Widziała gołym okiem, że jej przyjaciel już pada. Ona w ostatnich tygodniach czasem trafiała na zbyt ciekawą książkę, by ją zostawić. Od początku roku przeczytała kilkadziesiąt książek o czarnej magii, ale dopiero teraz - po całej nocy nieprzyjemnych ćwiczeń - czuła się, jakby po raz pierwszy się czegoś nauczyła. Czuła się silna. Na początku ich prób zawsze mdlała, jednak mniej więcej z dziesiątą próbą, udało jej się zachować przytomność. W końcu po północy, zaczęła rozumieć o co chodzi w tym wszystkim. Uśmiechnęła się triumfalnie. Zaczęła wyczuwać swoją magię i tę Neville'a. Najwyraźniej on też jej coś przekazał. Ta noc bardzo ich do siebie zbliżyła. Dziewczyna czuła, że znowu ma przyjaciela. Mimo nieprzespanej nocy nie łudziła się, że ukryje swój sekret przed Snapem. Była trochę zrezygnowana. Jak ona ominie lekcje z profesorem? Nie miała pomysłu, ale postanowiła zwierzyć się - przynajmniej trochę - Neville'owi. Okazało się, że wymyślił sposób. Najwidoczniej bardzo się zmieniła od ostatniej takiej próby, ponieważ kiedy zaproponował, że pójdą do Skrzydła Szpitalnego i powiedzą, że źle się czują.

Pomysł był prosty i to chyba było w nim najlepsze.

*.*

Pani Pomfrey była trochę podejrzliwa, ale dała im zwolnienie. Na szczęście, Skrzydło było pełne od uczniów, którzy podobnie jak oni próbowali załatwić sobie legalne zwolnienie. Dziewczynie udało się ją nawet przekonać, by zwolniła ją z całych dwóch dni - czyli z obu lekcji Eliksirów w tym tygodniu. Czas wolny, który uzyskali nie idąc na lekcje wykorzystali trenując Hermionę.

Tym razem zaklęcie trwało całe dwadzieścia cztery godziny - po tak długim treningu oboje byli zbyt zmęczeni, żeby się normalnie zachowywać. Mieli bardzo ciemne kręgi pod oczami i dosłownie padli na łóżka wyczarowane przez Pokój Życzeń. Mieli nadzieję, że nikt nie zauważy ich nieobecności. Tym razem im się udało, ale jak będzie następnym razem? To wszystko było strasznie stresujące dla obojga.

*.*

Niecały tydzień później Hermiona czuła, że jest już całkiem niezła w ukrywaniu przed innymi tego, że używała czarnej magii. Po części, cieszyła się, że Neville nie czyta za dużo książek, ponieważ zaklęcie wykrywania czarnej magii było dość znane w nich. Dzisiaj miała być pierwsza lekcja Eliksirów, na którą pójdzie odkąd zaczęła się uczyć ukrywać się. Wbrew pozorom była bardziej ciekawa niż przerażona, czy nauczyła się dość dużo, by czarodziej, który używa czarnej magii od lat (wszyscy to wiedzą!) nie zauważył zmiany w niej i jej magii.

*.*

Hermiona i Neville weszli do klasy. Dziewczyna była strasznie zdenerwowana. A co jeśli jej zabezpieczenia nie będą wystarczające...? Wyjątkowo pociły jej się dłonie. Opanowała się przynajmniej na tyle, by się nie trząść. Dowie się kiedy profesor wejdzie do sali. Przynajmniej tak przypuszczała... Chyba, że pomyliła się w obliczeniach lub nie nauczyła się tyle ile myślała, że się nauczyła... Przełknęła głośno ślinę. Im bliżej niej był jej profesor, tym łatwiej mógł wyczuć jej korzystanie z czarnej magii... Wiedziała, że podejdzie bardzo blisko, ponieważ na każdej lekcji lubił trochę podręczyć Neville'a, a ona z nim siedziała.

Kiedy zaczęła ćwiczyć obronę, nie czuła nic dziwnego, tylko bardzo nieprzyjemne skutki bezpośredniego użycia tak potężnego zaklęcia wykrywającego na niedoświadczonej nastolatce. Jednak później... Później zaczęła czuć to. Nie miała pojęcia jak to wytłumaczyć, ani co to jest. Po prostu to czuła. A dokładniej je czuła. Dwie. Po dniu kiedy to się nasiliło, domyśliła się, że raczej chodzi o nią i o Neville'a. Później było coraz wyraźniejsze, a teraz nawet zaczynało ją to wkurzać. Ciągle czuła dwie "łuny" - bez przerwy! Miała straszną chęć zrobić sobie od tego przerwę. Nie mogła się skupić, na niczym... Westchnęła zirytowana.

Lekcja rozpoczęła się jak normalnie, a profesor Snape zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Uspokoiła się. Skoro jeszcze nic nie powiedział...

*.*

Niestety nie wiedziała, że zanim wszedł do sali, zatrzymał się w drzwiach i skamieniał. A miał nadzieję, że dziewczyna da sobie radę z prawdą. Cóż... Trudno. To i tak wina Dumbledore'a - on kazał mu to zrobić oraz McGonagall - powinna być przy swojej podopiecznej, przecież wiedziała, że Hermiona wie, że Czarny Pan jest jej ojcem... Postanowił ją obserwować. Po lekcji zauważył, że widocznie się denerwowała, ale oprócz tego nie widać po niej było żadnych skutków używania czarnej magii. Jeszcze nie.