Snape przyglądał się dokładnie dziewczynie. Czy zauważył coś dziwnego? Pewnie. Granger nie odrywała wzroku od swojej książki, nawet kiedy ktoś próbował się jej o coś zapytać, nawet ta pokraka, Longbottom. Później, kiedy chowała przedmiot do torby, zobaczył tytuł i dosłownie go zmroziło. Przecież ta książka jest czarno-magiczna! I to jak! Musiała przeczytać już ich masę... Ile czasu minęło odkąd powiedział jej prawdę? O nie! Teraz inni będą zwalać na niego winę... Westchnął i zabrał się za obiad. Po kilku minutach przeżywania, zaczął zastanawiać się jak to możliwe, że udało jej się ukryć to przed nim i przed Dumbledorem... Musiała ćwiczyć z kimś. A więc ktoś zna prawdę, lub jest wyjątkowo tępy. Bo jak to możliwe, by się nie zorientować, że ktoś bliski, na przykład przyjaciel, nie wiedział? Poza tym trenowanie tych umiejętności jest zazwyczaj bardzo nieprzyjemne, a osoba, która ją trenuje widzi dokładnie to samo co ona - używanie czarnej magii. Westchnął. No tak. Longbottom. Jak daleko zaszła? Czy da się jej jeszcze pomóc zwrócić? Nie znał odpowiedzi na te pytania, ale musiał się ich dowiedzieć. Jak? Nie miał pojęcia.

*.*

Hermiona szła dość szybko, tak, by jej postawa i krok nie wydawały się dziwne. Dzisiaj również były Eliksiry... Wczoraj się udało, ale jak będzie jutro, za tydzień, albo za rok...? To było takie stresujące! Co by zrobiła, gdyby nauczyciel się dowiedział? Pewnie by zemdlała... Tak, na pewno. Ale teraz była Numerologia, a nie Eliksiry! Trochę się uspokoiła. Niestety tak się skupiała na uspokojeniu się, że nie zauważyła idącego z naprzeciwka Malfoy'a. "Och, nie!" - westchnęła w duchu, kiedy na niego wpadła. Zaskoczyło ją, co poczuła... Chłopak miał dość podobny rodzaj magii do jej... A to znaczyło, że on również uczy się czarnej magii! Musiała się powstrzymać od mściwego uśmiechu. Może go wydać! To byłby rewanż za jego znęcanie się nad nią przez ostatnie kilka lat... Nagle jednak zdała sobie sprawę, że nie miałaby jak dowieźć prawdy. Musiałaby wyznać komuś, że używa czarnej magii, a to nie wchodziło w rachubę. Była zrezygnowana. Postanowiła się mu przyjrzeć dokładniej. Zawsze warto wiedzieć wszystko o swoim wrogu.

- Uważaj jak chodzisz, Granger. - warknął chłopak. "Jest tak samo niemiły jak zawsze, a to znaczy, że jeszcze nie wie o moim sekrecie." Postanowiła to wykorzystać.

- Ta... Świetnie. Wiesz co, Malfoy...? Muszę z tobą porozmawiać. - powiedziała najpewniej jak umiała, a wiedząc, że nie reaguje, dodała. - Na osobności. - Nadal nic. - Teraz. - No wreszcie, ruszył się.

Poprowadziła go do jakiejś wolnej sali. Nie zwróciła uwagi na jej wygląd, ponieważ była bardzo zdenerwowana. Westchnęła. Jak ona ma to zrobić? Zmrużyła oczy i postanowiła załatwić to po Gryfońsku - czyli prosto z mostu.

- Malfoy, wiesz, mógłbyś nauczyć się "zasłaniania" swojej czarnej magii.

Wytrzeszczył na nią oczy. - Co?! Skąd ty wiesz? Jak to możliwe? Przecież ty też musisz ćwiczyć to, żeby o tym wiedzieć! Jak to możliwe? Jesteś Gryfonką! - Pewnie po raz pierwszy stracił panowanie w jej towarzystwie... - Uśmiechnęła się złośliwie. - Gryfoni mają być tymi dobrymi! Zawsze tak było! To Śligoni zawsze są źli! Czarna magia jest zła! - Dziewczyna zaczęła chichotać złośliwie. - O mój Boże.

- Tylko nie zemdlej, Malfoy.

- No wiesz co? Daj mi chociaż chwilę na pogodzenie się z tą myślą. Dla ciebie to, że ja używam czarnej magii pewnie żadne zdziwienie, ale dla mnie to, że ty używasz owszem! - zdenerwował się.

- Spokojnie, Malfoy. - Jej ton ociekał złośliwością. - Panuj nad sobą.

Chłopak zacisnął żeby i po raz pierwszy w życiu, z trudem udało mu się nie powiedzieć jej nic złośliwego. - Poczekaj chwilę! Jak to możliwe? Jak się nauczyłaś sama... - Nagle w jego oczach pojawił się błysk, który powiedział jej, że zrozumiał. - Longbottom. - Bardziej stwierdził niż zapytał.

Pokiwała głową. - Owszem, Neville mi bardzo pomógł.

- Boże, ale Gryfoni są naiwni! Ja nie byłem w stanie się tego nauczyć! Blaise, by się domyślił... Przypuszczam, że on nigdy nie używał czarnej magii i raczej woli tego nie zmieniać. Może zawrzemy porozumienie? - zaproponował.

"W sumie dlaczego nie?" - pomyślała. Ostatnio postanowiła więcej ryzykować. Przez ostatnie kilka lat zachowywała się za bardzo racjonalnie.

- Wiesz co? Zgoda. Ale nie pokazujmy tego innym. I pamiętaj: Nie jesteśmy przyjaciółmi, tylko współpracownikami.

- Phi, nawet nie licz na przyjaźń ze mną. Nie uścisnę Ci też ręki, bo to, że nauczyłaś się czarnej magii nie sprawia, że przestajesz być szlamą.

Dziewczyna tylko skinęła głową. Trochę jej ulżyło. Chociaż trochę normalności...

*.*

Na lekcjach Hermiona robiła to samo co zawsze - ignorowała nauczyciela. Malfoy tak jak ona uczęszczał na Numerologię, ale on najwyraźniej próbował nadążać za lekcją. Ostatnio przestała się zgłaszać na lekcjach. Stwierdziła, że jest to zbyt irytujące. W pewnym momencie, w środku lekcji nauczycielka zadała pytanie, na które nikt nie potrafił odpowiedzieć. Dziewczyna westchnęła. Czarna robota zawsze spadała na nią... Podniosła rękę i od niechcenia wyrecytowała odpowiednią formułkę. Mimo że przestała wymachiwać rękami na lekcjach nie znaczyło, że nie słucha, albo co gorsza - nie zna odpowiedzi! O nie. Dzień, w którym ona nie może odpowiedzieć na pytanie dotyczące nauki jeszcze nie nadszedł. Co prawda nie próbowała odpowiadać na filozoficzne pytania, ale...

Na kilka minut przed końcem napisała na kawałku papieru wiadomość do Malfoy'a, tak jak normalnie zapisywała notatki i nikt nie zwrócił na nią uwagi. Może myśleli, że wraca do normalności... Jak mocno się mylili... Rzuciła zaklęcie, które sprawiło, że liścik złożył się jak origami w majestatycznego łabędzia. Następnie skierowała na niego różdżkę i zaczarowała go, by tylko ona i Malfoy mogli go zobaczyć, wszystko oczywiście zrobiła przy pomocy białej magii, której nie dało się od tak wykryć, a pani profesor niczego nie podejrzewała. Trudniejsza sprawa była kiedy chciała rzucić czarno-magiczne zaklęcie. Dlaczego? Ponieważ jeśli nieumiejętnie używane, były dziecinnie proste do wykrycia. Można je było jednak osłonić tak, by prawie nikt nie mógł ich wykryć. Przypuszczała, że nie udałoby się jej ukryć ich przed potężniejszymi od niej czarodziejami. Niemal na pewno.

Skupiła się i powoli rzuciła zaklęcie, które sprawiło, że nikt prócz Malfoy'a nie może dotknąć papieru. Po chwili uśmiechnęła się zadowolona. Była pewna, że...

"O kurde." - wszyscy się na nią patrzyli. Na szczęście ostatnio nie spała, ucząc się jak rzucać niewerbalne czarno-magiczne zaklęcia (a to była wyższa szkoła jazdy!), więc teraz nikt nie wiedział co to było za zaklęcie - słabsze nie miały w ogóle koloru, zupełnie tak, jak niektóre biało-magiczne. Spróbowała się uśmiechnąć. No. Udało się.

- Panno Granger! Nie wolno czarować w klasie, proszę podać mi tą kartkę. - powiedziała nieźle zdenerwowana nauczycielka.

"O nie, co robić?!" - zaczynała już lekko panikować, ale wzięła łabędzia do ręki i podeszła do nauczycielki. Postanowiła iść na żywioł i liczyć, że nikt oprócz dorosłej i jej nowego współpracownika nie rozpozna magii. W przeciwnym razie, po szkole bardzo szybko rozniosłaby się plotka o niej... Wyprostowała się i pewnym krokiem do niej podeszła. Wystawiła rękę nad rękę dorosłej i wypuściła liścik na nią. Niestety... Zaklęcie działało. Przedmiot przeleciał przez rękę dorosłej niczym duch. Najwidoczniej od razu wiedziała, że to czarna magia, ponieważ zbladła i zaczęła wpatrywać się w niego z wielkim strachem.

- Panno Granger, pójdzie pani ze mną do dyrektora. - Dziewczyna zapytała czy może wziąć swoje rzeczy, a kiedy nauczycielka się zgodziła podeszła do swojej ławki, odwróciła się tyłem do nauczycielki i klasy (nie przypadkiem zawsze wybierała miejsca z tyłu klasy - im większa odległość od osoby mogącej ją wykryć, tym bezpieczniej) i znowu użyła czarnej magii, tym razem wysyłając krótką wiadomość do Malfoy'a: "Nie pozwól im myśleć, że użyłam czarnej magii. Wymyśl coś innego.", oczywiście zakładając wszystkie osłony jakie mogła i zaczęła nieśpiesznie pakować swoje rzeczy.

- Proszę się pośpieszyć. - Nauczycielka warknęła niemiło. Jeśli próbowała ją przestraszyć, to się przeliczyła. Dziewczyna nie od parady była Gryfonką! Bardzo ją to rozbawiło i tylko resztką samokontroli udało jej się nie wybuchnąć śmiechem. Lekko pokiwała głową i trochę przyspieszyła. Wiedziała, że za chwilę zostanie wyrzucona ze szkoły. Czarna magia nie była zakazana bez powodu, a konsekwencje zawsze były wielkie.