Oto i druga notka tego samego dnia. Chciałabym przeprosić wszystkich czytelników za tak długą zwłokę. Bardzo dawno nie zajmowałam się tym opowiadaniem, ale teraz, kiedy mam jakiś odzew postaram się coś z tym zrobić.

Rosallie72 Wielkie dzięki, serio. Dałaś mi nadzieję, że ktoś to czyta i ochotę by kontynuować. Mam nadzieję, że po dzisiejszych rozdziałach znajdę kolejne komentarze.

Mam nadzieję, że wszystkim się spodoba. Czytajcie i komentujcie.

PS. To nie jest list, zresztą co będę się rozpisywać. Mam nadzieję, że wszystko jest jasne. Jeśli nie, nie wahajcie się pisać, jestem otwarta na konstruktywną krytykę


Kochany Leo,

Zaledwie kilka godzin emu pożegnałam się z Wami, a już tęsknię. Nie potrafię opisać tego co teraz czuję. Siedzę w samolocie do Nowego Orleanu, miejsca w którym czeka tajemnica mojego pochodzenia. Wiem, wy jesteście moją rodziną, nie potrzebuję innej, ale mimo to chce się dowiedzieć co się stało z moimi biologicznymi rodzicami. Zawsze chciałam, przecież wiesz. Już jako małe dziecko się nad tym zastanawiałam. Pamiętasz jak razem wymyślaliśmy różne wytłumaczenia? Ja musze poznać prawdę! Chciałabym byś to zrozumiał, byś zrozumiał mnie. Ale najbardziej chciałabym teraz być z tobą.

Patrzę na nasze zdjęcie rodzinne, tamto, które dał mi Mikey zanim wyjechałam i całym sercem pragnę wrócić do domu. Jesteśmy na nim wszyscy. Ja, ty, Mistrz i chłopaki. Uśmiechamy się. Pamiętasz kiedy je zrobiliśmy? Nie wiedzieliście jeszcze, że wyjeżdżam, byliśmy tacy szczęśliwi i beztroscy. Na tym zdjęciu obejmujesz mnie i oboje szczerzymy się jak wariaci. Czemu to się zmieniło? Tak bardzo żałuję, że nie wyjaśniłam wszystkiego wcześniej, że pozwoliłam ci się odepchnąć!

Chciałabym ci coś powiedzieć. Wiem, powinnam była zrobić to przed wyjazdem ale za bardzo się bałam. Przepraszam. Tak strasznie cię przepraszam. Pamiętasz jak żegnałam się ze wszystkimi? Przytuliłam Rapha, Donniego i Mike'a, pokłoniłam się Mistrzowi. Ale zupełnie nie wiedziałam co zrobić z tobą. Zawsze byłeś dla mnie kimś wyjątkowym, o wiele ważniejszym niż pozostali. To ty mnie znalazłeś na ulicy i zabrałeś do domu. Ty spędziłeś godziny ucząc mnie walk. Zawsze byłeś na miejscu gdy miałam jakiś problem, zawsze gotów mnie wysłuchać. I właśnie dlatego cię kocham. Tak, kocham cię. Najprawdopodobniej nigdy nie przeczytasz tego listu więc mogę pisać bez obaw. Kocham cię. Mam nadzieję, że też coś do mnie czujesz i że na mnie poczekasz. Przyrzekam, że wrócę. Przyrzekam ci Leonardo, mój ukochany.

Tęsknię za tobą

Kochająca

May

Dziewczyna odchyliła się na fotelu i westchnęła ciężko. Jeszcze raz zerknęła na trzymany na kolanach czerwony album do zdjęć, całkiem pusty z wyjątkiem jednej, zapisanej strony, a potem na pojedynczą fotografię. Z ciężkim sercem włożyła ją między kartki i zamknęła album, a potem wsunęła go do plecaka. Jej wzrok przyciągnął widok za oknem. Słońce właśnie zachodziło malując niebo na niezwykłe kolory. Jeszcze nigdy nie widziała niczego równie pięknego. Żałowała tylko, że jest tu sama.

-Wrócę – szepnęła sama do siebie. –Pamiętaj o mnie.

Jasne włosy zasłaniały jej oczy, ale tym razem nie odrzuciła ich gwałtownym ruchem głowy. Miała wielką ochotę schować się przed światem, zapomnieć. Wiedziała, że technicznie rzecz ujmując powinna się cieszyć. Szkopuł polegał na tym, że nie potrafiła. W każdym filmie jaki widziała nastolatki cieszyły się idąc do collegu, ale nie ona.

-Drodzy państwo prosimy o zajęcie miejsc i zapięcie pasów. Podchodzimy do lądowania w Nowym Orleanie.