Od poprzedniego rozdziału minęło sporo czasu, ale nie martwcie się, dalej piszę. Szczególnie, że do końca tygodnia siedzę w domu. W każdym razie oto kolejny list. Komentujcie proszę
Moje kochane żółwie,
Słowo daję ten zadziwiający talent do pakowania się w kłopoty prędzej czy później wpędzi was do grobu. A mnie razem z wami bo nie mam zamiaru bezczynnie patrzeć jak dajecie się zarżnąć. Cóż, takie już moje szczęście.
Cały czas myślę o tym psychiatrze i mam coraz większą ochotę by rzeczywiście do jakiegoś wpaść. Żeby było śmieszniej Marlyn podziela moje zdanie bo, jak twierdzi nie jestem normalna. Według niej normalna studentka to taka, która cały czas imprezuje przepuszczając w ten sposób pieniądze rodziców, wyrywa facetów na prawo i lewo, pije, czasem bierze, a uczy się tylko tuż przed egzaminami. Jak sami widzicie zupełnie nie pasuję do tego opisu. Ona też nie do końca, ale to już całkiem inna sprawa. Nie bierzcie mnie źle, Marlyn jest super tylko czasem działa mi na nerwy. Tak, chyba nawet bardziej niż ty Mikey.
Co do waszej ostatniej akcji o której mi pisaliście to musze powiedzieć, że jestem z was dumna. Nie rozumiem tylko czemu musieliście robić z tego takie przedstawienie, no ale cóż. Purpurowe Smoki Was popamiętają! Tak trzymać! A tak w ogóle to macie może gdzieś swoje zdjęcie jak się poprzebieraliście. Dałabym wszystko by takie zdobyć!
Muszę, już kończyć, padam z nóg i istnieje możliwość, że zaraz zasnę przed komputerem. Kocham Was wszystkich i ściskam mocno.
Wasza
May
