Przepraszam, przepraszam, przepraszam! (Kaja się). To wszystko moja i tylko moja wina. Powinna była napisać ten rozdział już dawno, ale...jakoś tak nie miała głowy. Inne fandomy zabierają mi masę czasu nie mówiąc już o szkole, która jest mordercza.

Wybaczcie!


Moi Kochani,

każdy wasz kolejny list budzi we mnie coraz większe przerażenie. Czemu, ach czemu z każdym dniem pakujecie się w coraz większe kłopoty?! Czy naprawdę myśl o jednej wiadomości, w której dowiedziałabym się, że wszystko u Was dobrze, że nic złego się nie dzieje jest tak odpychająca?

Pisze do was i oczekuję odpowiedzi, że wszystko w porządku. Zamiast tego jednak dostaję opis malowniczej walki z porywającym bezdomnych wariatem. Czy choć jeden dzień w naszym życiu nie może być normalny? Cały czas zadaję sobie to pytanie. Spokojny. Bez walki. Sytuacji zagrożenia życia. Świrniętych złoczyńców. Przyjaciół, którzy w wolnych chwilach zakładają maskę hokejową i idą tłuc Purpurowe Smoki. No wiecie. Cisza. Spokój. Granie na konsoli od rana do wieczora (w przypadku Mike'a). Tłuczenia w worek treningowy (Raphie). Badaniach (Donny). Medytacji (Leo). Czy jak tam kto chce. Tak jak to robią normalne nastolatki.

Chociaż wiecie…chyba bym się nudziła gdyby tak wyglądało nasze życie. To by było dziwne. I cały czas byśmy się kłócili. I bili między sobą. Już czuję te siniaki.

Tęsknię za wami. Straszliwie. Nowy Orlean stracił swój urok, w końcu jestem tu już prawie jedenaście tygodni. Znam każdą uliczkę kampusu na pamięć, wiem gdzie są najlepsze kawiarnie i restauracje, a także kluby dzięki Marlyn. Nie mam już czego zwiedzać. Zostaje mi tylko nauka by zabić tęsknotę. I uczę się. Uczę od rana tuż po wstaniu do momentu gdy prawie usypiam z nosem w książkach

Kocham Was, moje wy Żółwiki.

Wasza

May