Hej żółwie (o ile tam jesteście i jeszcze nie obraziliście się na mnie śmiertelnie)!
Taak, sorry chłopaki. Chyba trochę się pospieszyłam z wysłaniem poprzedniego listu. Proszę mi tu nie wywracać oczami. Wiem, wiem że nie trochę, ale bardzo. Nie musicie mi o tym przypominać. Przeczytałam go sobie dziś i stwierdziłam, że trochę przesadziłam.
Problem polega na tym, że bardzo się martwię. Mail to jedyny środek komunikacji z Wami i jeśli nie odpowiadacie… Nie wiem co się z Wami dzieje. Sami pomyślcie, co byście zrobili gdybym nagle przestała pisać? Denerwowalibyście się nie?
No właśnie. Ja też się denerwuję. Jak diabli. Proszę. Nie mogę się skupić gdy nie wiem co się dzieję tam u was w Nowym Jorku. Dzisiaj na wykładach odpłynęłam na prawie godzinę i w tym czasie zdążyłam znaleźć co najmniej dwadzieścia tłumaczeń czemu nie mam od was wiadomości. Żadne mi się nie podobało.
Dlatego błagam, napiszcie coś, cokolwiek i uspokójcie swoją szalejącą siostrę.
Na zawsze Wasza
May
PS. Jeszcze raz przepraszam, za poprzedni list. Trochę się wkurzyłam. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Buziaki moje wy słodziaki!
Hej hej!
Jest tam kto? Trzeci dzień już do was piszę i nic. Czyżbyście naprawdę chcieli zmusić mnie do przyjazdu? Bo na tym etapie jestem w stanie na serio jeszcze dziś wsiąść w samolot i pojawić się u was. A jak już dotrę to tak skopię wam te zielone skorupy, że mnie popamiętacie do końca życia. I tym razem Ojciec Wam nie pomoże. Oj straszna będzie moja zemsta. Zapamiętajcie to sobie.
May
