Jak obiecałam tak i robię, proszę bardzo oto kolejny rozdział. A koło połowy lutego możecie się spodziewać nowej wersji opowiadania, postaram się żeby była lepsza zarówno pod względem warsztatu jak i treści i długości rozdziałów.
Zapraszam,
Ammaviel
Moi kochani,
nie dziwi mnie brak odzewu na mój ostatni list. Rozumiem czemu nie chcecie ze mną rozmawiać i pewnie na waszym miejscu zrobiłabym to samo, ale to nie zmienia faktu, że ta cisza po prostu boli. Jesteście w końcu moją rodziną, kocham Was i bardzo chciałabym spędzić z Wami Święta, ale w tym roku nie mogę. A Wy się do mnie nie odzywacie. No ale co tam, zasłużyłam sobie.
Jest 24 grudnia, Wigilia Bożego Narodzenia. Siedzę sobie w swoim pokoju w akademiku, całkiem sama, a przed oczami mam nasze ostatnie wspólne zdjęcie. Jannet i Marlyn pojechały do domu. Nawet proponowały, żebym się z nimi zabrała, ale oczywiście odmówiłam. Przecież gdybym nie miała tyle roboty dawno byłabym już z Wami w Nowym Jorku (mam nadzieję, że ani przez moment w to nie zwątpiliście). Cały akademik jest przeraźliwie cichy i pusty (stan bardzo rzadki, zapewniam Was). Dookoła ani jednej imprezy i wreszcie mogłabym się spokojnie pouczyć gdyby nie fakt, że cały czas myślę o Was.
Oczami wyobraźni widzę Wasz nowy dom (jak mogę go nazywać swoim skoro jeszcze nigdy go nie widziałam?). Pewnie siedzicie teraz wszyscy na kanapie w salonie z kubkami gorącej czekolady i oglądacie świąteczne filmy, jak to mamy w zwyczaju. Założę się, że April zdobyła dla Was plastikową choinkę, którą ubraliście dziś rano, a może już wczoraj we własnoręcznie zrobione ozdoby. Z braku kominka na telewizorze wiszą kolorowe skarpety…ile ich jest? Powiesiliście tylko swoje, czy może też moją? Niby to nic, ale bardzo ucieszyłaby mnie wiadomość, że chociaż moja skarpeta może wziąć udział w Waszych Świętach…
Popłakałam się, wiecie? Tak strasznie za Wami tęsknię, że nawet nie potrafię tego opisać. Niby dookoła mnie wesoły Nowy Orlean z tysiącami światełek i ozdób, ludzie się cieszą i wszędzie czuć święta, ale ja mam ochotę zwinąć się w kłębek na swoim łóżku z naszym wspólnym zdjęciem i nie wychodzić spod kołdry do dwudziestego szóstego. I wiecie co, chyba tak właśnie zrobię. I tak nic produktywnego dziś wieczorem nie zrobię. Jutro pewnie też nie. Ale od pojutrza ostro do pracy. Wszystko po to by wrócić do was najszybciej jak tylko się da. Na stałe.
Zobaczycie, wkrótce będziemy znów wszyscy razem w Nowym Jorku, nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
Wesołych Świąt, chłopaki. Kocham Was.
May
PS.: Jeśli to coś pomoże to wysłałam Wam pocztą prezenty (na adres Waszej przyjaciółki, April). Mam nadzieję że dojdą.
