15 tygodni wcześniej - 31 stycznia 2008 roku
Gdy Claire skoczyła z diabelskiego młyna, rozpętała prawdziwą burzę. Pomimo starań, nie była w stanie wrócić do normalnego życia. Nie dziwiło to nikogo z jej najbliższego otoczenia, poza nią samą. Nie wróciła do Arlington, obawiając się, co będzie się działo na kampusie, poniekąd słusznie, jak twierdziła Gretchen. Oznaczało to koniec znajomości, nastolatka nie chciała być powodem niechcianej uwagi, jaką na pewno otrzymałaby jej koleżanka. Zrobiła to z ciężkim sercem, ale czuła, że nie miała innego wyjścia.
Panna Bennet postanowiła zostać w Nowym Jorku, uznała, że będzie to ostatnie miejsce, w którym umieściłaby ją opinia publiczna. Wywołało to wielkie niezadowole jej ojca, który uważał, że dla własnego bezpieczeństwa powinna ruszyć z nim w długą drogę po Stanach. Angela odmówiła udzielenia jej schronienia, ponieważ nie pogodziła się jeszcze ze śmiercią Nathana, a dodatkowe ekscesy dziennikarzy czyhających pod jej domem, nie były jej na rękę. Przygarnął ją Peter, który nie mógł odmówić pomocy bratanicy. Próbował nawet z nią rozmawiać na temat tego, co się stało, ale nigdy nic dobrego z tego nie wychodziło. Chciał ją wspierać, ale nie zgadzał się z jej decyzją o ujawnieniu się, co kładło się cieniem na każdej konwersacji. Przestał w końcu próbować, gdy kolejna dyskusja skończyła się awanturą. Nie czuł się na siłach zmagać się z dodatkowym stresem, praca dostarczała mu go aż nadto
Było grubo po dziesiątej, gdy wrócił z nocnej zmiany, która przedłużyła się niespodziewanie o godzinę z powodu wypadku drogowego - pięcioro rannych w tym troje dzieci, a dwójka z nich nie przeżyła. Zajmował się resuscytacją siedmiolatki, stwierdzono jej zgon tuż po dotarciu do szpitala. Był zmęczony fizycznie i emocjonalnie, litościwe spojrzenia współpracowników też nie pomagały i dokładały do kupy stresu i trudności, z którymi zmagał się w trakcie ostatnich kilku tygodni.
W domu zastał Claire siedzącą przy blacie w kuchni, wpatrującą się intensywnie w ekran komputera. Nie miała wesołej miny, sanitariusz westchnął tylko. Policzył cicho do dziesięciu, próbując uspokoić nerwy. Był pewien kłopotów i nie chciał przelewać na dziewczynę swojej frustracji. Postawił swoją torbę przy drzwiach i przeszedł do kuchni, rzucając coś na powitanie. Nalał sobie kawy i stanął obok bratanicy, szukając odpowiednich słów. Zapatrzył się na złociste refleksy we włosach dziewczyny i rzucił cicho.
- Rozmawiałaś z ojcem?
Wypuściła głośno powietrze przez usta. Nie podobało jej się pytanie, miała już rzucić jakiś złośliwy komentarz, ale Peter wyglądał na zmęczonego i zdenerwowanego. Często kłócili się ostatnio i uznała, że nie byłoby w porządku rozpoczynanie kolejnej awantury. Skupiła wzrok na ekranie komputera, a po chwili odpowiedziała, nie siląc się nawet na łagodny ton.
- Nie i nie chcę z nim rozmawiać. Teraz to ja jestem tą złą, tak jakby on nigdy nie zrobił niczego głupiego. Mimo wszystko nie żałuję swojej, choć inaczej to sobie wyobrażałam.
Mężczyzna pochylił się, kładąc przedramiona na blacie, nadal trzymał w dłoniach kubek. Starał się nawiązać kontakt wzrokowy, ale nastolatka wyraźnie tego nie chciała, skupiając się całkowicie na mailu, którego pisała. Ważył przez chwilę słowa, zwracając uwagę na to, jak formułował swoje myśli
- Claire, on martwi się o ciebie. Całe twoje życie próbował cię chronić, chce dla ciebie jak najlepiej. Powinnaś z kimś pogadać, jeśli nie z nim, to może z mamą, bratem lub z Gretchen. Wiesz również, że możesz zwrócić się do mnie, zawsze wysłucham tego, co masz do powiedzenia. Pozwól sobie pomóc.
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała w końcu w jego oczy, znalazła w nich jedynie troskę, ale tego się spodziewała. Peter zawsze martwił się o wszystko i wszystkich dookoła. Urodził się w złej epoce, powinien być rycerzem bez skazy i zmazy, który ratuje kogo się tylko da, byłby idealnym kandydatem do odnalezienia Świętego Graala. Młody Petrelli był niekiedy tak nierzeczywisty, że Claire dotykała go, chcąc sprawdzić czy nie jest jedynie halucynacją. Położyła dłoń na jego nadgarstku, nabywając pewności, że faktycznie stoi obok niej.
- Dostałam... wiadomość.
Powiedziała w końcu po dłuższej chwili milczenia. Skupiła swój wzrok na kubku kawy w rękach wuja, nie miała odwagi patrzeć mu w oczy. Peter wyczuł jej zdenerwowanie.
- Jaką?
Głos mu nie zadrżał i był z tego powodu niezwykle dumny, gdyż ogarnęła go panika. Wstrzymał oddech na chwilę, jakby spodziewał się, że nastolatka zrzuci na niego bombę.
- Dostałam obszernego maila od jednej dziennikarki, chce przeprowadzić ze mną wywiad na odpowiadających mi warunkach. Zgodziłam się.
Peter bardzo gwałtownie się wyprostował, rozlewając kawę po całym blacie, zignorował to jednak, westchnął bardzo ciężko i opadł na jedno z kuchennych krzeseł. Zamknął oczy i policzył do dziesięciu, nim w końcu zdecydował się odpowiedzieć. Claire czuła, że musiał walczyć z samym sobą, aby zachować spokój.
- Nie uważam, żeby to był dobry pomysł. Wystarczająco już namieszałaś - nawet nie skrzywił się widząc wyraz jej twarzy.
- Wiesz dlaczego to zrobiłam - niemal krzyknęła, gniew zabarwił ton jej głosu. - Nie chciałam się więcej ukrywać, chciałam być sobą.
Twarz mężczyzny pozostała bez wyrazu, przez kilka sekund wpatrywał się w milczeniu w twarz bratanicy. Przez chwilę frustracja odbiła się na jego obliczu, ale szybko zniknęła za standardową maską spokoju i współczucia.
- A co robisz teraz? – Jego słowa uderzyły ją niczym bicz. – Nie wróciłaś na uczelnię, zerwałaś kontakty z najbliższymi, zaszyłaś się tutaj, bo miałaś nadzieję, że wszyscy pomyślą, iż wyjechałaś z miasta. Chciałaś normalnie żyć, żyjesz? Kiedy ostatni raz stąd wyszłaś za dnia? Nie mogę cię wyciągnąć nawet na lunch. Odcięłaś się od wszystkich, którzy cię kochają.
- Peter, ja…
Urwała, nie wiedziała co odpowiedzieć. Była bliska płaczu. Sanitariusz podniósł się i przytulił dziewczynę. Nie mógł jej potępiać, nie mógł jej nienawidzić, sam nie był bez winy. Popierał Nathana, gdy ten postanowił się ujawnić na tej nieszczęsnej konferencji prasowej, a potem... a potem zobaczył przyszłość, której nadejścia nie chciał. Ciągle pamiętał tamtą Claire, zimną, bezwzględną, zmuszoną okolicznościami do wyhodowania sobie grubego pancerza. Obiecał sobie, że do tego nie dopuści, że ta słodka nastolatka pozostanie taka tak długo, jak to będzie możliwe. Z każdym kolejnym dniem jego porażka była coraz większa i to bolało go najbardziej. Nie mógł powstrzymać zmian, choć bardzo tego pragnął, a Claire mu tego nie ułatwiała.
- Ciiii, spokojnie, jestem tu – starał się nadać swojemu głosowi, jak najbardziej delikatne brzmienie – cokolwiek postanowisz, będę przy tobie i zrobię wszystko, żeby ci pomóc.
Wtuliła się w jego pierś, cicho szlochając. Czuła, że nie miała nikogo innego. Peter nie zgadzał się z tym, co zrobiła, ale w przeciwieństwie do reszty, nie opuścił jej. Ojciec ciągle wypominał jej błąd, brat nienawidził, bo otoczenie go napiętnowało, a matka bezustannie się zamartwiała i płakała w słuchawkę. Angela była zajęta opłakiwaniem starszego syna i desperacką próbą zachowania pozycji domu Petrellich, a przyjaciele obdarzeni mocami unikali jej jak ognia, obawiając się zdemaskowania. Domyślała się, że Peter ma problemy, bo znalazła dziwny list w koszu na śmieci, ale on nie chciał jej tym obarczać, martwił się o nią, a ona sama bała się o to zapytać. Claire odwołałaby ten wywiad, gdyby tylko jej powiedział, że zniszczy mu to życie, ale w tamtym momencie o tym nie pomyślała. Była zbyt ogarnięta pragnieniem powrotu do normalności, że nie zauważyła, jak odbija się ta sytuacja na wszystkich wokół.
Tydzień później - 7 lutego 2008 roku
Peter otworzył gazetę, nie spodziewał się ujrzeć tam niczego niezwykłego, ot chciał sprawdzić, co słychać w świecie. Zdziwił go przedruk artykułu napisanego przez Arlene Haiet, zimny dreszcz przeszedł mu po plecach. Rozmowa z dziennikarką nie poszła dobrze, kobieta nie chciała poznać prawdy tylko wzbudzić sensację i zrobić karierę. Wydawało mu się, że wszystko dobrze zaplanowali. Dzięki umiejętności Hiro nie tylko mogli zorganizować spotkanie, gdziekolwiek na świecie im się podobało, ale zabrać też wszystkie nagrania, gdyby coś nie wyszło. Myślał, że zabrał wszystkie taśmy, musiał jednak coś pominąć, skoro kobieta miała materiał na tekst. Drżącymi rękami rozłożył gazetę i zaczął czytać.
Nietypowa forma tego wywiadu spowodowana jest okolicznościami, jakie zaszły w trakcie jego przeprowadzania. Pomimo przerwania rozmowy w połowie, zdecydowałam się na opublikowanie odpowiedzi, jakie zostały mi udzielone. Na zakończenie dodałam kilka dość istotnych faktów, o które nie miałam okazji zapytać.
Z Claire Bennet spotkałam się w jednym z moteli pod Cincinnati. Przybyła sama, pojawiając się znikąd, nie chciała powiedzieć, gdzie mieszka, ale przyznała, że to przyjaciel pomógł jej dotrzeć na miejsce, zastrzegając jednocześnie, że nie będzie o nim mówić. Moja rozmówczyni nie jest zbyt wysoka, ma długie blond włosy i uśmiech, który mógłby zniewolić niejedno męskie serce. Nie trudno uwierzyć, że niejednokrotnie wykorzystywała ten fakt w kontaktach z innymi.
Nasza rozmowa zaczęła się od zwykłej wymiany uprzejmości. Panna Bennet mówiła zwięźle i rzeczowo, a jej wypowiedzi były dokładnie przemyślane.
Arlene Haiet: Dlaczego zdecydowałaś się skoczyć tamtego dnia? Co Tobą kierowało?
Claire Bennet: Całe moje życie musiałam się ukrywać, wymyślać kłamstwa, aby wytłumaczyć to, co działo się wokół mnie. Nie chciałam tak dalej żyć, pragnęłam jedynie móc wyjść na ulicę i nie martwić się tym, co będę musiała zrobić, gdyby moja zdolność objawiła się innym.
AH: Na czym dokładnie polega Twoja, jak to określiłaś, zdolność?
CB: Regeneruję się. Każde złamanie, krwotok, czy choćby zadrapanie uleczy się samoistnie w ciągu kilku sekund. Nie mogę umrzeć, o czym można się było przekonać, oglądając mój skok.
AH: Wielu ludzi zadaje sobie pytanie, czy są inni tacy jak Ty. Są?
CB: Owszem. Wprawdzie nie spotkałam nikogo z taką samą zdolnością jak moja, ale są ludzie posiadający zupełnie inne możliwości.
AH: Na przykład?
CB: Supersiła, latanie, zamrażanie, przesuwanie przedmiotów siłą woli, itp.
AH: Od dawna wiesz, że jesteś niezniszczalna?
CB: Zawsze taka byłam. Będąc niemowlęciem przeżyłam pożar, w którym straciłam matkę. Zostałam później adoptowana.
AH: Twoja rodzina wiedziała, co się z Tobą dzieje?
CB: Nie. Ukrywałam to przed nimi. Moi rodzice to cudowni ludzie, ale bałam się im cokolwiek powiedzieć. Uważałam się za dziwoląga i podświadomie obawiałam się, że mnie odrzucą, jeśli wyznam prawdę. Wszyscy wokół mnie byli normalni, a ja stałam się wybrykiem natury. Dopiero, gdy spotkałam innych, mogłam zaakceptować siebie.
AH: Skomentujesz pogląd, że Ty oraz Tobie podobni jesteście niebezpieczni dla otoczenia?
CB: Uważam, że to za duże generalizowanie. Zdolności mogą być postrzegane jako broń, ale czy każdy uzbrojony człowiek jest niebezpieczny? Fakt, że ktoś nosi w walizce pistolet, lub że śpi z nim pod poduszką, wcale nie oznacza, iż stanie się kryminalistą. Wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy własną moralność i zasady, jak wszyscy inni. Sami decydujemy, kim zostaniemy. Wielu odkrywa swoją zdolność w dorosłym życiu, gdy są już ukształtowani, nie zmienią się nagle tylko dlatego, że potrafią coś więcej.
AH: Chcesz zatem powiedzieć, że ludzie ze zdolnościami nigdy nie zrobili niczego złego?
CB: Mówię, że umiejętności nie decydują o tym, kim jesteśmy. Tak jak w normalnym życiu są tacy, którzy łamią prawo dla własnej korzyści, tak i wśród ludzi ze zdolnościami znajdą się tzw. wyrzutki społeczeństwa. Spotkałam na swojej drodze zarówno kryminalistów jak i tych, którzy pragną ocalić świat.
AH: Dużo jest takich osób?
CB: Trudno powiedzieć. Ludzie ze zdolnościami żyją na całym świecie, od wschodu do zachodu, od północy do południa. W każdym miejscu na Ziemi można spotkać kogoś takiego. Mogę jedynie przypuszczać na podstawie tego, co widziałam, a widziałam tyle, by móc stwierdzić, że tacy jak ja stanowią znaczny procent populacji.
AH: Czy to oznacza, że idąc ulicą każdego ranka mijamy uzdolnionych, nawet o tym nie wiedząc?
CB: Tak. To właśnie chcę powiedzieć. Prawdopodobnie znasz takich ludzi, ale nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Wtopili się w otoczenie i tak jak ja próbują żyć normalnie bez afiszowania się ze swoimi mocami. Pracują jako urzędnicy, sprzedawcy, policjanci, naukowcy, kelnerzy, robotnicy, politycy czy sanitariusze.
AH: Dotarłam do informacji, że brałaś udział w incydencie, w którym zginęła cheerleaderka w Teksasie. Tamtejszej policji było bardzo trudno prowadzić dochodzenie ze względu na niezwykłe okoliczności. Skomentujesz to jakoś?
CB: Jackie zginęła przypadkiem, to nie ona była celem tylko ja. Człowiek, który ją zabił, chciał dopaść mnie, otrzymałam wtedy pomoc, dzięki czemu możemy rozmawiać.
AH: Powiedz Claire, czy ty jesteś niebezpieczna?
CB: Ja? Nie, co niby mogłabym komuś zrobić?
AH: Twierdziłaś, że od zawsze wiedziałaś, że nie możesz umrzeć. Twoja koleżanka zginęła, bo byłyście razem. Poza tym brałaś udział w wypadku, w którym ucierpiał niejaki Brody Mitchum...
Moja rozmowa z Claire Bennet urywa się w tym miejscu. W trakcie mojego pytania wyciągnęła telefon i napisała krótkiego SMSa, po którym nagle rozpłynęła się w powietrzu wraz z kamerą, która nagrywała wywiad. Ponieważ nie udało mi się uzyskać odpowiedzi na wszystkie pytania, postanowiłam zakończyć ten tekst kilkoma faktami, do których udało mi się dotrzeć.
Zabójstwo Jackie Wilcox pozostaje nierozwiązane. Policja aresztowała jednego podejrzanego, ale wypuszczono go z powodu braku dowodów. Jego nazwisko zostało usunięte z akt, ale pochodził z Nowego Jorku. W chwili zatrzymania całe jego ubranie przesiąknięte było krwią, jego własną, choć nie miał na sobie żadnego zadrapania. Jest to jeden z dowodów na to, że Claire Bennet kłamała w rozmowie ze mną, gdyż nie ulega wątpliwości, że tajemniczy mężczyzna posiadał zdolność regeneracji. Fakt, że obawiała się, iż zginie, jak sama twierdziła, pozostawię bez komentarza.
Śmierć cheerleaderki to nie był jedyny wypadek, w którym brała udział moja rozmówczyni. Siedziała za kierownicą samochodu, który uderzył w betonową ścianę. Nie było żadnych śladów hamowania. Razem z nią jechał rozgrywający szkolnej drużyny, który ledwo przeżył i już nigdy nie będzie mieć okazji grać w football.
Po serii dziwnych zdarzeń, do którego trzeba zaliczyć również wybuch jej rodzinnego domu, Claire znika i pojawia się wiele miesięcy później w Arlington, podejmując studia na tamtejszej uczelni. Już na samym początku nauki, jej współlokatorka - według oficjalnej wersji - popełnia samobójstwo, skacząc z okna.
Claire Bennet, dziewczyna która przeżyła upadek z trzydziestu metrów, może mieć więcej na sumieniu niż się wszystkim wydaje. Ona sama pragnie być postrzegana jako ktoś normalny, ktoś kto nie różni się niczym od zwykłych ludzi. Nie da się zaprzeczyć, że ona jest inna, wyjątkowa, specjalna. Zarówno ją, jak i podobnych do niej, otacza aura tajemniczości, której nie zamierza rozwiewać. Każdy powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest się czego bać. Sami musimy zdecydować, czy niesamowite historie o potworach i tajemniczych zdarzeniach to rzeczywiście legendy, a może próba ukrycia ludzkich zdolności. Claire Bennet na pewno jest niezwykła, ale to kim jest usuwa się w cień przed pytaniem o to, jaka jest.
To nie brzmiało dobrze. Nie było sensu ukrywać tego przed Claire, bo nie mogła żyć w nieświadomości, zwłaszcza że większość czasu spędzała w Internecie. Peter westchnął i złożył gazetę, kładąc ją na blacie w kuchni. Miał nadzieję przygotować bratanicę na tę wiadomość. Nalał sobie kawy i wrócił do swojej jajecznicy, w duchu cieszył się, że ma dziś wolne. Wolał nie być w szpitalu, gdy ludzie zaczną za bardzo się zastanawiać nad zawartością tekstu, a był pewien, że będą. Wstrzymał oddech, gdy nastolatka wyszła z łazienki. Mężczyzna położył ręce na porannej prasie i spojrzał dziewczynie w twarz.
- Claire, musimy porozmawiać.
W następnym odcinku: Reakcja na artykuł oraz kłopot z palmą...
