Obecnie – 16 maja 2008 roku

Claire nie czuła się komfortowo w towarzystwie Sylara, a on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Bardzo się zdziwił, gdy dziewczyna stanęła w progu jego mieszkania. W innych okolicznościach nawet by się ucieszył. To właśnie ona poinformowała go o sytuacji z Peterem. Hesam zadzwonił do niej i powiedział o wszystkim, gdy tylko odzyskał przytomność. Nie skontaktował się z Sylarem, bo ten mimo wszystko trochę go przerażał. Nastolatka nie traciła czasu, wsiadła w pierwszy samolot i przyleciała do Nowego Jorku.

Claire pojawiła się w Queens z dwóch powodów, które skierowały ją prosto do domu Gabriela. Był najbliżej Petera po jej wyjeździe i posiadał klucze do jego mieszkania. Dysponował więc wszystkim, co w tej chwili się liczyło. Nie była szczęśliwa z takiego obrotu spraw, ale nie miała innego wyjścia. Może się zmienił, ale zabił jej biologicznych rodziców, a ją samą pociął telekinezą. Bała się go i, delikatnie mówiąc, darzyła niechęcią. Jednak w tym konkretnym momencie był wszystkim co miała, Sylar posiadał dość zasobów, aby znaleźć Petera. Jeśli po mieście miał grasować wkurzony seryjny morderca, to wolała być po jego stronie.

Nie zmieniało to jednak faktu, że instynktownie separowała się od niego. Napięcie między nimi nieustannie wzrastało, a atmosfera gęstniała. Gabriel nie mógł tego znieść. Starał się zapomnieć o tym kim był, ale dziewczyna mu tego nie ułatwiała. Wręcz przeciwnie, ciągle dawała mu do zrozumienia, że jego przeszłość za nim podąża. Wydał z siebie dźwięk będący czymś pomiędzy warknięciem a prychnięciem. Z trzaskiem postawił na stole kubek, który pękł pod wpływem nadmiernie włożonej siły. Na drewnianym blacie zaczęła rosnąć plama z soku, nikt się jednak tym nie przejął.

- Czego ode mnie chcesz? – Spojrzał spode łba, wywołując dreszcze u nastolatki. – Nienawidzisz mnie i dajesz mi to w pełni odczuć, ale siedzisz tu na moim krześle, w moim salonie i przy moim stole. Nie muszę i nie chcę tego tolerować.

Claire podniosła się, spinając się na całym ciele. Uczucie trwało krótko, ale nie potrafiła rozluźnić się do końca. Spojrzała hardo w oczy Sylara, czekając na wybuch jego złości. Zegarmistrz doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co nastolatka robiła. Chciała wyprowadzić go z równowagi, zburzyć jego spokój ducha i wyciągnąć na wierzch minione grzechy. Jego dawne ja, podziwiało ją za to. Zacisnął zęby, czekając na jej reakcję.

- Masz rację, nie musisz robić niczego. Nigdy wcześniej nie przejmowałeś się tym, co możesz, a czego nie. Jeśli tak bardzo ci to przeszkadza, zrób coś z tym.

Sylar zacisnął pięści, zamykając oczy. Nie mógł stracić nad sobą panowania, nie teraz. Odwrócił się więc i chwycił kurtkę wiszącą przy drzwiach. Claire nie rozumiała, co się dzieje. Ucieczka nie była w stylu zegarmistrza.

- Dokąd idziesz? – Zapytała w końcu.

- Wychodzę – odpowiedział szorstko, nawet się do niej nie odwracając. – Mam nadzieję, że ktoś mnie napadnie, bo bardzo chcę komuś mocno przywalić. Bo mimo, że dążysz do tego z całych sił, nie chcę zrobić ci krzywdy – westchnął i rzucił jej szybkie spojrzenie, okraszając je sarkastycznym komentarzem. – Nie czekaj na mnie z kolacją.

Z tymi słowami wyszedł, zbyt przesadnie trzaskając drzwiami.


12 tygodni wcześniej – 22 lutego 2008 roku

Sala konferencyjna nie różniła się niczym szczególnym od setki podobnych pomieszczeń. Jedyne okno zasłonięte było żaluzjami. Znajdował się tutaj stół i kilkanaście krzeseł. Na jednym z nich siedział Peter opierając czoło na złączonych dłoniach. Nadal miał na sobie ślady wydarzeń ostatnich minut. Pocięta i poplamiona koszula zwisała na nim osłaniając tors poznaczony smugami krwi. Nie pozwolono mu się nawet doprowadzić do porządku. Paczka chusteczek, którą wręczyła mu Claire, niewiele pomogła.

Nastolatka siedziała obok wuja, trzymając mu pocieszająco dłoń na ramieniu, choć sama nie była zadowolona. Kazano im tutaj czekać, mogła się jedynie domyśleć, co to oznaczało. Wyjrzała na korytarz, za drzwiami stał policjant, który z ręką niebezpiecznie blisko pistoletu nakazał jej powrót do środka. To nie zwiastowało nic dobrego. Najróżniejsze rzeczy przychodziły jej na myśl i każda kolejna była bardziej przerażająca od poprzedniej.

Po niespełna czterdziestu minutach do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Miał na sobie tani garnitur, rozpiętą pod szyją koszulę i cienki krawat wystający z kieszeni marynarki. Postawił na stole neseser i go otworzył. Wyciągnął z niego jakieś papiery i zaczął je przeglądać, zupełnie ignorując siedzącą naprzeciw niego dwójkę. W końcu odchrząknął.

- Jestem Andrew Miles. Wezwano mnie tutaj, żeby sprzątnąć ten bałagan – nie patrzył na nich, pochłonięty był całkowicie dokumentacją. – Czytałem wasze akta. Są dość fascynujące, muszę przyznać.

Peter i Claire skrzyżowali swoje spojrzenia. Petrelli poprawił się na krześle, odchrząknął, próbując ściągnąć na siebie spojrzenie mężczyzny. Nie udało mu się.

- Czym się pan zajmuje?

- Andrew, mów mi Andrew, Peter. Zapamiętaj moje imię, bo może się okazać, że jestem twoim najlepszym przyjacielem – Miles podniósł wreszcie wzrok i utkwił spojrzenie najpierw w Claire a potem w jej wuju, westchnął. – Jestem na rządowej posadzie, nie mam takiej samej ochoty przebywać w tym pomieszczeniu jak wy, może nawet większą.

- Nie zakładałbym się oto – Petrelli starał się być spokojny, ale zdenerwowanie wyraźnie słyszalne było w jego głosie. – To mnie w końcu postrzelili, niemal ze skutkiem śmiertelnym.

- No tak – padło w odpowiedzi – rozmawiałem z lekarzami. Nie są w stanie stwierdzić, czy mieli szansę cię uratować, a to znaczy, że jesteś największym farciarzem, jakiego spotkałem w ciągu ostatnich miesięcy. Inni zwykle nie mają tyle szczęścia – zerknął na Claire i uśmiechnął się ponownie.

- Jeszcze raz, kim pan jest? – Nastolatka pochyliła się nad stołem, mrużąc oczy.

- Andrew. Miles.

Powtórzył spokojnie, niemal literując własne nazwisko, ale nie dodał do tego nic więcej. Wiedział jakiej odpowiedzi od niego oczekują, ale miał parszywy dzień i nie miał ochoty bawić się w wyjaśnianie czegokolwiek. Chciał mieć to wszystko za sobą jak najszybciej. Wyciągnął z teczki dwa formularze i przesunął je po stole w kierunku pary.

- Wypełnijcie to i możemy się pożegnać.

Nastolatka podniosła kartkę papieru i spojrzała na nią. Wyglądał na najzwyklejszy kwestionariusz osobowy, znajdowało się w nim jednak kilka zaskakujących pozycji, między innymi pytanie o posiadaną umiejętność i sposób jej użytkowania. Na samym dole, drobnym drukiem znajdowała się informacja, że dane mogą zostać przetwarzane na użytek Agencji ds. GLS.

- Co to jest GLS?

- GLS to właśnie wy. Po prostu wypełnij, podpisz i będzie po sprawie.

- A jeśli tego nie zrobimy? – Nastolatka spojrzała mężczyźnie prosto w oczy.

- W takim razie nic tu po mnie. Sami załatwcie sprawę. Daję wam możliwość zatuszowania tego wydarzenia, jak to tylko jest możliwe. Nic nie zrobię, jeśli nie będzie chcieli współpracować. Pomyślcie o tym jak o umowie z obopólnymi korzyściami – Andrew westchnął i ściągnął marynarkę, zmęczenie odbiło się na jego twarzy. – Zastanówcie się, co się stanie, gdy cała sprawa wycieknie do mediów wraz ze wszystkimi szczegółami, czyli i waszymi nazwiskami.

- Jak chcesz to załatwić? – Odezwał się w końcu Peter spokojnym tonem. Miles spojrzał na swój zegarek i zaśmiał się cicho z jakiegoś wewnętrznego dowcipu.

- Nie musisz się tym przejmować. Tak na dobrą sprawę, to już wszystko załatwione. W tej robocie liczy się szybkość, jeśli się jednak nie dogadamy... cóż, chętnie zostawię to miejskiej policji, a może nawet wykonam jakiś anonimowy telefon. Słyszałem, że Arlene Haiet się na pana uwzięła.

Wyraz twarzy Petera pozostawał pusty, ale ta rewelacja uderzyła Claire. Sanitariusz nawet słowem nie wspomniał jej o kłopotach z dziennikarką. To był właśnie ten moment, w którym zdała sobie sprawę z tego, co się dzieje. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale słowa nie przeszły jej przez gardło. Spadło na nią tyle mieszanych uczuć, że nie potrafiła się w nich odnaleźć. W końcu podniosła się, pochyliła nad stołem i wyrwała Andrew długopis z ręki. Spojrzeniem powstrzymała Petera, który już zamierzał protestować.

- Dla mnie to bez znaczenia - powiedziała w końcu - i tak już wyjawiłam światu moją tożsamość. - Urwała wypełniając w ciszy rubryki, zatrzymała się przy jednej, spojrzała na Milesa, przygryzając wargę. - Po co wam mój numer telefonu?

Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i odpowiedział całkiem serio.

- Lubimy wiedzieć, gdzie są nasi ulubieńcy.

Claire przewróciła oczami i wpisała ciągiem cyfry, powstrzymując się od dalszych komentarzy. Bardzo ją jednak korciło, by dowiedzieć się jak zostaną spożytkowane informacje o własnym postrzeganiu posiadanej mocy i relacji z innymi utalentowanymi. Zalatywało to nową Firmą, ale i tak już wpadła po uszy. Peter zastanawiał się dłużej niż bratanica. Ostatecznie doszedł do wniosku, że nie powinien się teraz wycofywać. Gdy tylko Claire skończyła wziął od niej długopis i wypełnił własny kwestionariusz. Andrew wyglądał na usatysfakcjonowanego, gdy zamykał swoją teczkę.

- Dziękuję i do widzenia.

Skłonił się delikatnie i opuścił pomieszczenie. Peter i Claire siedzieli przez chwilę w milczeniu próbując zanalizować sytuację.

- Chyba zmienię numer - mężczyzna przerwał milczenie. - Ten facet mi się nie podoba.

- Myślisz, że on to wszystko zaaranżował?

- Nie wiem, ale wolałbym już nigdy więcej nie spotkać Andrew Milesa.


Tamara nie miała pojęcia co tu robi. Przyjechała, bo Trent ją o to prosił, ale czuła, że nie powinna tu być. Narzucanie się innym nie było w jej stylu, choć zawodowo nie miała z tym żadnych problemów. Kręciła się nerwowo po korytarzu, klnąc w duchu na wszystko dookoła, ale przede wszystkim na brata. Ostatecznie zdecydowała się tego nie robić, gdy wpadła na Petera. Był w towarzystwie nastolatki. Zaskoczyło ją to, nie przypuszczała, że sanitariusz gustuje w tak młodych dziewczynach. Mężczyzna zatrzymał się, gdy ją zobaczył. Wyglądał koszmarnie.

- Witaj Tamaro.

- Cześć, mam coś dla ciebie – podała mu reklamówkę, którą trzymała w ręku – Trent do mnie dzwonił i prosił, żebym przywiozła ci coś do ubrania, nie mówił, że jest aż tak źle.

Zlustrowała go dokładnie. Peter miał na sobie czarne jeansy z ciemnymi plamami po krwi. Jednak to góra jego stroju wyglądała jak kostium z jakiegoś horroru. Sanitariusz opatulił się kurtką, próbując wszystko ukryć, ale niewiele to dało, bo sama nosiła ślady postrzału. Petrelli założył ręce na piersi, starając się ukryć dziurę. Próbował się uśmiechnąć, ale nie potrafił się zmusić. Skinieniem głowy podziękował kobiecie, wziął od niej reklamówkę i zniknął w łazience.

Tamara i Claire zostały same na korytarzu. Obydwie rzucały sobie ukradkowe spojrzenia. Zapadła bardzo krępująca cisza, i jedna, i druga starała się patrzeć na wszystko dokoła, głównie na buty i sufit. W końcu nastolatka przerwała ciszę.

- Skąd znasz Petera?

- Mój brat nas sobie przedstawił, pracuje w tym szpitalu. Jeździli kiedyś ze sobą – westchnęła, zastanawiając się w jaki sposób sformułować pytanie, które ją dręczyło. – A jak to z wami jest? Wyglądacie na dość zżytych.

- To długa i dość skomplikowana historia – Claire uśmiechnęła się do niej. – Dawno o tym nie myślałam. Gdy się dzień w dzień widzi tę samą osobę, to początki przestają mieć znaczenie.

Panna Bennet doszła do wniosku, że skoro i tak cała sprawa się wydała. To nie ma sensu niczemu zaprzeczać. Widziano ich razem, a jej zachowanie na ostrym dyżurze świadczyło o tym, że jej zależy. Wypieranie się nie miało najmniejszego sensu.

Tamara z drugiej strony, nie wiedziała co powiedzieć. Dziewczyna wyglądała na bardzo młodą, a przyznawała się, że mieszka ze starszym mężczyzną. Kobieta zaczynała powoli zmieniać zdanie na temat sanitariusza, może i był idolem jej brata, ale to było po prostu złe.

- Czujesz coś chociaż do niego?

Pytanie było nieco dziwne, Claire przez dłuższą chwilę się nad nim zastanawiała.

- Oczywiście. Kocham go na swój sposób, trudno go nie kochać, nie? – Utkwiła spojrzenie w Tamarze, która delikatnie się zarumieniła. – To w końcu mój wujek.

Ostatnie stwierdzenie sprawiło, że panna Reynolds mentalnie uderzyła się w czoło. Chciała już coś powiedzieć, ale dołączył do nich Peter. Wyglądał nieco komicznie ciemne spodnie dresowe były na niego za duże. Musiał podwinąć nogawki i założyć pasek od swoich jeansów, żeby spodnie nie spadły mu z talii. Szary golf natomiast był bardzo opięty, podkreślał wszystko, co tylko się dało. Ubrania ze względu na niezwykłą budowę ciała Trenta zupełnie do siebie nie pasowały. Petrelli wyglądał w nich zabawnie, ale Tamara nie mogła oderwać od niego wzroku. Claire to widziała.

- Jeszcze raz dziękuję za pomoc – sanitariusz tym razem się uśmiechnął, kładąc rękę na ramieniu kobiety. – Nie wiem, jak się odwdzięczę.

- To był stresujący dzień – panna Reynolds również uśmiechnęła się – założę się, że alkohol zbawiennie wpłynąłby na nasze samopoczucia.

Peter posłał spojrzenie Claire.

- Na mnie nie patrz, nie mogę jeszcze pić. Zawsze jednak możesz postawić dietetyczną colę mnie i piwo tej uroczej damie. Chyba, że wolelibyście iść beze mnie - zakończyła z uśmiechem.

- Bardzo zabawne – usłyszała w odpowiedzi, Peter zaraz jednak odwrócił się w kierunku Tamary. – Czy mogę postawić ci drinka w ramach podziękowań za pomoc?

Kobieta, przygryzła dolną wargę i spojrzała sanitariuszowi głęboko w oczy.

- Oczywiście. W końcu od czego są przyjaciele.


Obecnie – 16 maja 2008 roku

Sylar wrócił trzy godziny później, nadal był zdenerwowany. Nie zdjął nawet kurtki, tylko od razu wszedł do kuchni, zabierając się do parzenia herbaty. Wsypał da szklanki taką ilość cukru, że Claire podniosła do góry brwi ze zdziwienia. Gabriel, upił łyk i skrzywił się.

- Cukier mnie uspokaja – wyjaśnił rzeczowo.

- Muszę zatem zapamiętać, żeby nie zbliżać się do ciebie bez zapasów słodyczy – zegarmistrz spojrzał na nią znacząco, ale nie skomentował tej uwagi, choć bardzo tego chciał. – Przebiłam się przez twoje notatki i znalazłam to – pokazała mu kartkę – możesz mi powiedzieć, co to jest?

- To... – mężczyzna westchnął, był nieco spokojniejszy. – Oboje wiemy, że ta cała sprawa jest dziwna. To nie była przypadkowa akcja, ktoś to zaplanował, więc bardzo mu zależało na dorwaniu Petera i to żywego. Dlaczego? Dużo prościej było go po prostu zastrzelić. Ktokolwiek to zrobił czegoś od niego potrzebuje albo mu zależy. Spisałem więc tych, którzy mogli tego chcieć i mieli takie możliwości. Wziąłem tylko pod uwagę ostatnie wydarzenia.

Lista potencjalnych porywaczy Petera była zaskakująco długa. Po tajemniczej Koniczynie pragnącej zrobić mu wiwisekcję, znajdowało się pięć nazwisk i grupa radykalnych przeciwników ludzi ze zdolnościami – Ku Klux Klan nowej generacji, jak pisali o nich w mediach. Nastolatka patrzyła na kartkę ze zmarszczonymi brwiami.

- To same kobiety. Czym on je tak wkurzył?

- A to tylko te, o których wiem.

Nie wypowiedział na głos swoich myśli. Wszyscy na tej liście chcieli dorwać Petera ze względu na to kim był, prywatnie i zawodowo. Narobił sobie kłopotów, bo Claire postanowiła powiedzieć światu o sobie.

Dziewczyna zamyśliła się, starała się przypomnieć sobie wszystko, co wiedziała o tych ludziach.

- Tego nazwiska nie znam. Kim jest Caroline Kaley?

Gabriel westchnął po raz kolejny. Sytuacja z tą kobietą była skomplikowana. To właśnie z jej powodu młody Petrelli prosił go, aby wrócił do wspomnień Nathana. Potrzebował porady bliskiej osoby i zaufanego prawnika. Sylar nie zdążył jednak odpowiedzieć, bo Claire zadała kolejne bardzo trudne pytanie.

- Dlaczego wpisałeś na listę Tamarę Reynolds?


W następnym odcinku: Obsesja i szaleństwo...